Tekst pochodzi z numeru 2 (2/1999) czasopisma Anyten Mlek. All rights reserved.
Wspomnienia Vadera
Czyli Gwiezdne Pokoje - wersja niespecjalna. Tom 4.
Adam Gąsiewicz

chyba Środa - bo gdzieś w kosmosie na pewno jest środa!

Dzisiaj rano mój Mały Niszczyciel został niecnie zaatakowany. Lecąc w misji dyplomatycznej został przechwycony przez znacznie większą i silniejszą korwetę piracką, dowodzoną przez znaną dysydentkę i renegatkę Leię Organę. Wykorzystując oczywistą przewagę i ignorując wyrażnie wymalowane znaki dyplomatyczne (sam kupowałem plakatówy - nie marnuje się talentów z dzieciństwa), oraz Konwencję Genewską (czymkolwiek jest), próbowali nas porwać przez abordaż. Tylko moja niezrównanie dzielna postawa na polu walki pozwoliła na odparcie groźnego zagrożenia. Gdy wszyscy myśleli że już przegraliśmy, pojawiłem się ja i szarżując w stronę przedziału z kapsułami ratunkowymi nadziałem sobie na rekę cały oddział przeciwników. Nie to żebym się bał, ale słyszałem co oni robią z jeńcami, lepiej nie mówić. Oczywiście znikąd podziękowań, wszyscy się powykrzywiali, pokaszleli, obtarli spocone szyje i rozeszli gdzieś po okręcie byle tylko mi nie patrzeć w oczy. Niewdzięcznicy!!! Kiedyś mi za to wszyscy zapłacicie!

Po statku chodzą pogłoski, że od napastnika jakoby oddzieliła się jakaś kapsuła, ale ja nie wierzę w takie bujdy, tworzone dla podkopania morale i wiarygodności dowództwa.

Wieczór: Ta Leia to naprawdę groźna desydentka, jest poszukiwana listem gończym. Widziałem w gazecie, którą zabrałem jakiemuś szturmowcowi - i tak już przeczytał. Lepiej odwiozę ją do ordynatora Tarkina, mojego przyjaciela i kolegi (po fachu, he, he, he, ...ups! poniosło mnie...). Podobno buduje stację kosmiczną, która służąc za szpital ma od razu cały sektor obsugiwać. Jaki ten Tarkin to filantrop. Stary filut! Wracając do Leii, może uda się wyleczyć ją z tych omamów, że jakoby Prezydent źle postępuje z mieszkańcami Republiki. W ogóle jak ona może tak myśleć? Następna ideowa fanatyczka, zapluty karzeł reakcji! Tfu! To na pewno przez złe wychowanie, znam takie rozpieszczone dzieci z bogatych rodzin. Ona niczemu nie winna, wiem co mówię, sam wychowałem się w biednej rodzinie, gdzie ceniono tylko pracę, a nie zbytki. (Mam nadzieję)

Po obejrzeniu dobranocki (biedne Smurfy) wdziałem pidżamkę w zielone TIE-fighterki i wskoczyłem do łóżeczka. Z powodu natłoku wydarzeń nie mogłem zasnąć, więc czytałem do poduszki przy latarce, bo po 2200 na pokładzie panuje cisza nocna. Czytam teraz Terminatora - fajny gość.

Mam nadzieję, że nie będę się dzisiaj bał ciemności i szybko zasnę. Ale i tak pewnie będę musiał założyć tę ochydną maskę, żeby nikt nie widział moich podkrążonych oczu - to daje taki zły przykład, a potem obgadują mnie za plecami i opowiadają jakieś niestworzone rzeczy.

Aha, ciekawe jak tam mój drogi synek, mam nadzieję, że nie obraca się w tych "złych" środowiskach młodzieżowych. On jest taki podatny na wpływy.

Czwartek - no bo wczoraj przecież była Środa, a może ktoś zaprzeczy?!

Dzisiaj rano znowu na śniadanie były płatki z mlekiem. Próby zjedzenia Tego Czegoś z powodu maski spełzły na niczym. Musiałem używać znowu słomki, a te ochydne płatki zatykały ją tak, że omal się nie udusiłem.

Po przybyciu na stację szpitalną, by poprawić sobie humor odwiedziłem Leię. Biedne jagniątko opętane przez mylną ideę. Nasze badania wykazały paskudnie zmutowany wirus grypy. Biedactwo ma straszną gorączkę.

Musieliśmy zaaplikować jej antybiotyki. Głupia pielęgniarka pomyliła "ludzką" strzykawkę, ze strzykawką dla banthy. Środki znieczulające musiały być przeterminowane, bo biedactwo strasznie krzyczało. Gdyby nie moje humanitarne ogłuszenie biedaczki, mogłoby się jej pogorszyć. Pielęgniarka za to wszystko zapłaci!

Nawiasem mówiąc: Od korwety pirackiej rzeczywiście odzieliła się jakaś niepozorna kapsuła. Dlaczego o niczym nie wiedziałem?! Ktoś za to zapłaci!

Po południu: Złe wieści z Tatoinee. Jakiś pijany psychopata - kierowca piaskoczołgu rozjechał doszczętnie dom ubogiego farmera. Farmer zginął wraz z całą rodziną, biedak, kimkolwiek był. Wysłałem grupę wyszkolonych dyplomatów-psychologów by odwiedli kierowcę od kontynuowania jego szalonego rajdu po planecie. Niestety ten wariat tak się na nich zapatrzył, że wpadł na jakąś zapewne starą minę, której nikt się w tym miejscu kompletnie nie spodziewał.

Coś jednak mi poprawiło humor. Po raz pierwszy od dawien dawna popatrzyłem w lustro. Oczywiście, zaraz pękło, ale w kawałkach dostrzegłem, że maska jest nawet twarzowa i że pasuje mi do koloru oczu.

Wieczór: Leia miała jakieś koszmary, że coś podobno zniszczyło jej rodzinną planetę. Rzeczywiście, koło południa słychać było jakiś huk koło lewego hangaru, ale żeby tak od razu cała planeta, raczej niemożliwe.

Ah tak, prawda! Koło 1630, wpadł do hangaru bezzałogowy statek. Ile to śmiecia wala się teraz po kosmosie. Ludzie ubezpieczają na maksymalne sumy, a potem: "Zgubiłem", "Sam poleciał", lub coś w tym stylu. Na razie wysłałem tam grupę wykfalifikowanych inżynierów, by wymontowali generator mocy. Wysiadła mi ładowarka akumulatorków do Walk-Mana.

Piątek - ale głowy nie dam.

Tuż po północy obudził mnie alarm. Nastąpił groźny wyciek kanalizacji w sektorze dla ciężkich przypadków grypy. Same kłopoty i znikąd wsparcia. Czy te tłumoki nie potrafią niczego same załatwić. Jak zwykle ja musiałem się wszystkim zająć, więc dla uspokojenia nerwów przespacerowałem się w stronę pokoju Leii, by zobaczyć czy z nią wszystko w porządku.. W czasie spaceru spotkałem mego dawnego nauczyciela i zaprosiłem na partyjkę szermierki. Drań, gdy zaczynałem wygrywać, gdzieś wyparował. Wytrąciło mnie to z równowagi i nawet wydawało mi się potem, że widziałem mego synka, ale jakaś obluzowana klapa spadła właśnie i oddzieliła mnie od niego, kimkolwiek był. Jakiś pacan wyłączył sztuczną grawitację i ten już nie-bezzałogowy frachtowiec wyleciał na zewnątrz. Wysłałem więc za nim statki holownicze, lecz co za nieszczęście, wszystkie się ze sobą pozderzały. Postanowiliśmy polecieć za nim szpitalem, gdyż istnieje podejrzenie, że na statku znajduje się chora Leia. Skąd i dlaczego? Nie mam pojęcia, ale ktoś za to zapłaci! Musimy ostrzec załogę frachtowca, że na pokładzie znajduje się ciężko chora Leia, potencjalne źródło wywrotowych idei.

Sobota - a zresztą kogo to obchodzi?

Goniąc uciekający frachtowiec cały czas na maksymalnej prędkości, weszliśmy przypadkiem na kolizyjny kurs z księżycem planety Yavin. Dowódca frachtowca za to zapłaci! W tej samej chwili zostaliśmy zaatakowani przez Myśliwce O Zmiennej Geometrii Skrzydeł W Kształcie Litery X i Myśliwce O Niezmiennej Geometrii Skrzydeł W Kształcie Litery Y. Jednocześnie pojawiło się mnóstwo frachtowców z uciekinierami z planety skazanej na zagładę. Postanowiłem wylecieć i dawać sygnały frachtowcom by skryły się w stacji. Ale wszyscy tak się zapatrzyli na mój myśliwiec, że się pozderzali ze sobą, lub rozbili o powierzchnię szpitala. Tylko statek z Organą gdzieś się zawieruszył. Prawie wszyscy zginęli, co za pech, bo udało nam się wyhamować. W czasie gdy broniłem frachtowców przed bandyckimi myśliwcami, zaatakował mnie szczególnie MOCny myśliwiec. Czy to możliwe by to był mój syn, czy mógł wpaść aż w tak złe towarzystwo.

!!!

O Ciemna Śrubka! Właśnie przypomniałem sobie, że nie zakręciłem gazu na kuchence!

* * *

Gdy szpital z niewiadomych przyczyn wybuchł, mój statek niesiony siłą eksplozji odleciał w kosmos, a mnie zakręciło się w głowie. W kosmosie wirują małe plamki, ale to jest puste - ciągnie się w nieskończoność i...

O mój Boże, t a m   j e s t   p e ł n o   g w i a z d!

Na tym urywa się pierwszy rękopis....