Tekst pochodzi z numeru 7 (5/2000) czasopisma Anyten Mlek. All rights reserved.
Nowe przygody Youki Pouka
czyli historia nie do końca zmyślona
Paweł Lubowiecki

Młody człowiek siedział na ławce w parku. I niby nie było w jego wyglądzie nic nadzwyczajnego: stary płaszcz, zniszczone buty, poczochrane włosy i tygodniowy zarost. I niby nie zachowywał się nazbyt dziwnie: ot, siedział sobie gość na ławce, uśmiechał się do dzieci i karmił gołębie, a ten się go czepia. Otóż nic z tych rzeczy, Drogi Czytelniku. ów jegomość to nie kto inny, jak stary Youki Pouki, tylko starszy nieco i może nieco bardziej zmęczony swoją podróżą. Tak więc, Youki, dziwnie zamyślony (o ile można być dziwnie zamyślonym), siedział na ławce w parku. Obok niego przysiadł starszy mężczyzna z siwą brodą. I to też niby nic dziwnego, że stary usiadł obok młodego człowieka. Ale ja, moi drodzy, się wcale nie czepiam. Stary siedział i od dłuższej chwili wpatrywał się w naszego bohatera z takim zaciekawieniem, iż Youki poczuł niesamowity ciężar na swych strudzonych ramionach. W końcu odwrócił wzrok od małego dziecka i spojrzał staremu głęboko w oczy. I niby było to zwykłe spojrzenie w zwykłe oczy starszego człowieka, a jednak w oczy pełne życiowej udręki i dziecinnej radości, pełne ojcowskiej troski i głębokiej miłości. I owo spojrzenie napełniło Youkiego mieszanymi uczuciami: strachem, a zarazem wewnętrznym spokojem. W owych oczach bowiem była ukryta cała prawda o wszystkich czasach. Niespodziewany podmuch wiosennego wiatru rozwiał przerzedzone włosy starca, nadając mu mistyczny wygląd mędrca. Youki odwrócił wzrok.
- Nie bój się synu, nic ci nie grozi. Jestem tu. - powiedział uśmiechając się starszy mężczyzna.
- Kimże jesteś, panie i czym zasłużyłem sobie na tak wielką łaskę?
- Ja jestem płaczem nowonarodzonego dziecka i ostatnim westchnieniem umierającego, jam początkiem i końcem. Widzą mnie tylko nieliczni, ludzie co podjęli ryzyko i na przekór losowi ruszyli swoją drogą, którzy jeszcze w coś wierzą. Najczęściej są to dzieci i umierający, ale ty się nie martw, nie umrzesz, a żyć będziesz. Wołają na mnie Mędrzec lub Starzec, lecz ty mów mi: ojcze. Teraz powiedz mi co cię trapi, synu.

Youkiemu wydało się ciut głupie nazywać starego ojcem i mówić mu rzeczy, o których, jak się wydawało, dobrze wiedział.
- Widzisz, ojcze, wyruszyłem w podróż, aby odnaleźć siebie, poznać świat i zasłużyć na miłość bliskiej mi osoby. Chciałem odnaleźć sens życia, zrozumieć ludzi, odnaleźć własne przeznaczenie. A tu niespodzianka: u końca swej podróży znalazłem przepaść, otchłań śmiertelną... Taki jest cel istnienia? Szybko spaść z góry, na którą wchodzimy przez całe życie? Miłości nie znalazłem, sam nie wiem, czy jeszcze umiem kochać... W ogóle to chyba już nie wierzę w miłość, ojcze.
- Oj, nie mów tak, głuptasie. A nastolatki całujący się po kątach (wiemy coś o tym, no nie)? A ci dwaj przytuleni faceci na sąsiedniej ławce? A staruszkowie trzymający się za ręce i patrzący na siebie z taką troską? Co to jest? A rodzice i dzieci, matka i jej ukochany syn? Ojciec i Jego maleństwa? Czyż to nie miłość?
- To po prostu pociąg seksualny, przywiązanie i strach przed samotnością, nic więcej.
- Nic więcej? Bojąc się samotności chcemy kochać.
- To nieprawda. Ludzie to egoiści, nie umieją już kochać. Niszczą i zabijają owoce miłości. Są zapatrzeni w samych siebie. Poza tym miłość to absurd. Zakochany człowiek traci głowę, to głupie uczucie zasłania prawdziwy obraz rzeczywistości.
- Rzeczywistość jest względna. Poza tym masz rację: ludzie są egoistami, ale czasem pamiętają co znaczy miłość. A miłość czyni cuda! Jeśli doszedłeś do przepaści, to po prostu znaczy, że czas najwyższy zawrócić z bezsensownej drogi i wejść na nową, następną drogę. Bo życie to ciągła pielgrzymka do skarbu, a miło jest iść z ukochanymi osobami. Kto wie, Youki, może twój skarb jest zaraz za zakrętem?...
- Skąd to mam wiedzieć, ojcze?
- Nie martw się, serce twoje będzie wiedziało gdzie go szukać, bo serce czuwa, byś nie zgubił swego skarbu. Idź za sercem, Youki, tak wiele ludzi kieruje się tylko rozumem. Utrudniają sprawy proste. Synu, idź za sercem! I wierz znakom, bo mówią do ciebie. I nie bój się ryzyka. Ból i cierpienie nie są straszne, a tylko umacniają i uczą nas. Korzystaj z okazji, bo los płata figle i pomimo przeznaczeniu czasem nie daje drugiej szansy.
- A czy wypalone serce może mnie jeszcze gdzieś zaprowadzić? Poza tym dokąd mam iść? Gdzieś daleko stąd zostawiłem sprawy jeszcze nie dokończone...
- Nie ma spraw pilniejszych od głosu własnego serca, synu. - powiedział stary i wręczył Youkiemu malutki polny kwiatuszek. O ile się znam na kwiatuszkach, a nie znam się na kwiatuszkach, był to rumianek, a może stokrotka.
- śliczny bielutki kwiatuszek z żółtym środeczkiem. Ciekawe, po co mi on? - pomyślał Youki Pouki.

Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale starego już nie było. Spojrzał znów na podarunek i znów dziwnie się zamyślił... Wiecie, to śmieszne, bo kto chce czytać, jak Youki myśli? Zebrało mu się na nudne rzeczy. Gdzie podziały się te wesołe przygody i głupie teksty?... Nie narzekaj, drogi czytelniku. Jest czas na śmiech i czas na rzeczy poważne. Widać tak musi być, że Youkiemu zebrało się na myślenie, a Ty, gdybyś nie marudził, tylko czytał jak przystało, to byś wiedział już dużo więcej. Tak, teraz musimy przebrnąć przez majaki Youkiego. Mieliście może kiedyś sen na jawie, coś co nie jest już tylko marzeniem, ale też nie jest prawdziwym snem? Coś jakby urojenia wariata? Tak, właśnie o to chodzi! Widzę, że nie tylko ja i Youki jesteśmy psychiczni... Ale wracając do kwiatuszka - gdy Youki patrzył weń, nagle zawirowało mu przed oczami. Nagle znikły ławki, bawiące się dzieci i przytuleni faceci. Nagle bowiem, pod wpływem jakichś czarów, Youki znalazł się na polanie pełnej rumianków. Słońce jasno świeciło, dookoła latały motyle, setki tysięcy motyli. A wśród nich tańczyła młoda dziewczyna... Miała wianek z bielutkich kwiatów i proste ubranie, lecz magia sprawiła, że naszemu Youkiemu wydało się, że stoi przed tańczącą księżniczką. Jej śmiech wypełniał całą polanę. Motyle dookoła jej ciemnych włosów tworzyły cudowny welon, księżniczka była najpiękniejszym kwiatem. Serce Youkiego zabiło mocniej. "Prezent od starego", uśmiechnął się chłopak...

Cóż za dziwny przypadek doprowadził do tego niesamowitego spotkania. Bo, nie uwierzycie, na ławce koło Youkiego:
- Varuj, siemaneczko, Youki Ciouki - powiedział chłoptaś z długimi włosami. A był to nie kto inny jak Henio Son, stary znajomy Youkiego. Henio miał kiedyś zespół z braćmi "De Henie Sony", lecz teraz zespół się rozpadł i Henio wpadł w ptysioholizm...
- Varuj, stary łobuzie - odwzajemnił powitanie Youki nad wyraz podniecony spotkaniem, oj, nad wyraz - Kupę lat przyjacielu.
- Gdzie widzisz latającą kupę? Jak masz gazy, to idź do ustępu.
- Heee, o co ci...
- Nie ważne. Słyszałem o twoich przygodach, urwipołciu.
- Stare dzieje, nic wielkiego się nie stało. Teraz ruszam w nową podróż, bo gdy dojdziesz do krawędzi...
- Gadałeś z tym pijakiem?
- Co?!
- Mędrzec, Starzec, różnie go nazywają. To wariat, naczytał się pierdół i gada głupoty.
- A te wszystkie rzeczy o miłości?
- Sruty - pierduty, wierzysz w to? Nie ma nic gorszego niż takie gadki. Chodzi tylko o seks. Nie wstydź się, wszyscy to robią i dobrze, byle z głową. Powiedz, że zależy ci tylko na cielesnych przyjemnościach.
- No wiesz Heniu, jak śmiesz! - Youki schował kwiatuszka, swój najdroższy prezent.
- Długa droga przed nami.
- Co?!
- Ruszam z tobą, poderwiemy panienki, będzie spoko.

"Pamiętaj o sercu, synu", dobiegło skądś wołanie. I właśnie wtedy podeszła do rozmawiających jakaś kobieta. Ubrana dość dziwnie: stare spodnie i brązowy sweter z golfem. Troszkę rozczochrana, uśmiechała się zza przekrzywionych okularów. Patrzyła dość wyzywająco, jakby chciała powiedzieć: "No wreszcie cię mam nicponiu!" W jej włosach, za uchem, widniał bielutki kwiatuszek - "Księżniczka".
- Mogę ponieść twoją torbę, piękna księżniczko? - spytał Youki.
- Możesz, mój Mały Księciu...