Tekst pochodzi z numeru 10 (7/2000) czasopisma Anyten Mlek. All rights reserved.
Rozdwojenie - równoległy świat Youki Pouka
czyli legenda nudnego człowieka
Paweł Lubowiecki

Był piękny jesienny dzień, słońce już dawno wzeszło nad drzewami, a zwierzęta zaczęły codzienne zajęcia. Las tętnił życiem, o ileż pożyteczniejszym i bogatszym, niż to ludzkie, nędzne życie. Polana w głębi lasu była pusta; poza małymi owadami nie było na niej żadnego żywego ducha. Na skraju polany stała obdarta chałupa, bez okien i ze spróchniałymi drzwiami. Z komina wydobywał się szary obłoczek dymu. Youki stanął przed chatką, zastanawiając się, co dalej zrobić. Dziwny niepokój nachodził go na samą myśl wejścia do tego domu. W końcu przełamał ostatecznie strach i postąpił do przodu...

# # #

W ciemnym pomieszczeniu prawie w ogóle nie było mebli, z wyjątkiem starego tapczanu w prawym rogu koło kominka. Z sufitu zwisały podarte szmaty, pewnie po to, aby wypełnić dziury w popsutym dachu. Przed kominkiem stał człowiek. Jego przygarbiona postać zdawała się trwać w tym bezruchu od wieków. Miał szarą, mocno zniszczoną twarz. Youki odniósł wrażenie, że zamiast mężczyzny, jest to zwykły cień puszczany przez szmaty. Człowieczek odwrócił głowę w stronę Youki Pouka i z prawie niewidocznym uśmiechem, spojrzał mu w oczy. Chłopcu się zdawało, że staruszek czyta w jego duszy i opanowało go nieznane uczucie wstydu. Chciał zamknąć swoje myśli, wytężył umysł, ale starzec to zauważył i znowu się uśmiechnął.

# # #

"Witaj Youki. Czekałem na ciebie, bo wiem, że mnie szukałeś" - Youki usłyszał w swojej głowie jakiś głos i poczuł natarczywy ból. Ale starzec nie ruszał ustami. "Co się dzieje, kim jesteś?", spytał swych myśli. "Jeszcze się nie domyślasz? Rozczarowujesz mnie chłopcze..."
- Rulez. - wyszeptał Youki. - "Zgadza się", ból stawał się coraz bardziej nieznośny...
- Przestań, proszę.
"Myślałem, że się nie boisz bólu", głos wyłagodniał, a nieznośne uczucie minęło. Youki dopiero teraz zauważył, że od staruszka bije coraz to silniejsza poświata, a on sam zaczyna jakby się unosić.
- Jesteś czarodziejem? - spytał Youki. Nie tak wyobrażał sobie Ruleza.
- Czarodziejem? - Rulez po raz pierwszy odezwał się swoim głosem - tak zwani czarodzieje są gatunkiem wymarłym. Zginęli śmiercią naturalną.
- To niemożliwe, czarodzieje przecież od dawna są popularni.
- A kiedyś byli całkiem popularni, bo znali tajną wiedzę, tę ich magię. Ale dziś nie ma już magii, więc nie ma już czarodziejów. Ich miejsce zajęli oszuści, tak zwani biznesmeni, bankierzy, naukowcy i informatycy. Magię wyparła nauka i pieniądz. Teraz nic nie jest już magiczne, tylko tanie lub drogie, odkryte lub nieznane, zbadane doświadczalnie lub wyprowadzone teoretycznie. Ludzi chyba już nic nie uratuje. - zasępił się po małej przerwie starzec - Cała nadzieja w tym, że któregoś dnia osiągną kraniec swojej wiedzy, a wtedy znów wróci magia.

# # #

Na dworze zaczynało zmierzchać, przez małe okna wpadało coraz mniej światła, a pomieszczenie wypełniał półmrok. Youki z trudem widział rysy starca, który teraz jeszcze bardziej sprawiał wrażenie cienia. Ogień w kominku powoli dogasał, więc Rulez dorzucił trochę drew. Dało to odrobinę ciepła i jasności, Youki poczuł się raźniej. Staruszek od dłuższego czasu nic nie mówił, tylko siedział milczący i wpatrywał się w ciemne okno. Chłopak zaś zastanawiał się, co ma powiedzieć Rulezowi, bo przecież po tylu trudach w końcu go odnalazł. Zdawało mu się, że Rulez wie o wszystkim, co Youki nosił w sercu.
- Tak, mój drogi - zaczął Rulez - dotarłeś do końca swej drogi i kogo zastałeś? Starca. A co dalej? Nie mogę ci pomóc rozwiązać problemów, sam się nauczyłeś z nimi walczyć. A miłość - Frania nie jest jedyną kobietą na świecie, są inne, ale i to już wiesz. Podróż pozwoliła ci trzeźwiej spojrzeć na życie i na otaczających cię ludzi. Zerwałeś ze wszystkimi kontakt, chcąc nie chcąc. Twoi przyjaciele okazali się małymi postaciami w twojej smutnej historii, niczym bohaterowie kiepskiej powieści. A twoje życie i twoja przyszłość, no cóż, nie zapisana karta - co tylko chcesz. - uśmiechnął się nieznacznie i bardzo słabo zmęczony już staruszek.

# # #

Tej nocy Rulez porzucił powłokę starca. Ostatni jego uczeń przeszedł drogę czerstwoty totalnej. Jego pobyt na tym nędznym świecie dobiegł końca. Nic nie mógł dla niego zrobić. Ludzie w swych egoistycznych skorupach odrzucili jego i ofiarowana im pomoc. "Ha! Myślą, że są coś warci, zamknięci na tej małej planecie w samym końcu wszechświata. żegnaj Youki..." Błękitna poświata przez chwilę unosiła się nad chatką staruszka...

# # #

Youki miał dziwny sen, pierwszy raz od dłuższego czasu śnił mu się ojciec. Patrzył na niego, jak na trzyletnie dziecko bawiące się klockami. Uśmiechał się dumnie. Youki chciał mu coś powiedzieć, przytulić się do niego, ale on wstał i zaczął odchodzić. Potem pojawiła się matka Youki Pouka i chwyciła męża za rękę. Jeszcze raz spojrzeli na syna i czule się uśmiechnęli: "Ty teraz jesteś spadkobiercą Ruleza. Tatuś i mamusia liczą na swojego syneczka". Nagle ich twarze zaczęły się zmieniać, starzeć, niszczeć. W końcu oboje odeszli - umarli zostawiając swoje dziecko na pastwę ludzi - psów, którzy wyrośli w tej chwili spod ziemi. Wtem obraz się zmienił, a Youki znalazł się w lesie. Stał i patrzył na ścięte drzewo, drzewo odcięte od swoich korzeni, jak on od swojej przeszłości...

pi

* * *

Youki stał na środku jakiejś polany i nie mógł zrozumieć jak się tu znalazł. Wiedział jedno, cała ta historia strasznie go wnerwiała. W ogóle od rana bolał go brzusio i chciało mu się kupkę.
- Chce mi się kupkę - powiedział sam do siebie.
- To wal, stary, byle nie na mnie - odpowiedział mu głos z dołu.
- Jejku, kto to?
- To ja, twój dawny towarzysz Czubek - odparł grzybek.
- Ale ja cię zjadłem dawno temu.
- Zdążyłem się rozmnożyć, no wiesz przez zarodniki, he he.
- Ta - Youki zdeptał natręta - przykro mi.

* * *

W tym momencie Youki przerzucił kanał.
- Hej, oglądałem ten film! - powiedział autor.
- Zawsze oglądasz własne głupoty.
- Zawsze. A ty nie musisz być taki złośliwy.
- Wiem, że nie muszę - odparł obojętnie Youki Pouki.
- No więc?
- No więc nudzi mi się ta twoja historia. Mam ochotę zrobić ci psikusa i pozbyć się twojego głównego bohatera.
- Dlaczego?
- Tak, by zadrwić z naiwniaków, którzy wierzą w szczęśliwe zakończenie twojej opowieści.
Autor przestraszony spojrzał na drewnianą kukłę, na jej małe nóżki, grubiutki brzuszek i dużą główkę. Youki Pouki strzelił...

* * *

Autorowi ostatni raz przeleciały przed oczami wszystkie sceny z kończącego się właśnie życia. Jeszcze raz spojrzał wstecz. Wszystko widział z podwójnej perspektywy - swojej i Youka. Ale teraz nareszcie znowu był sam, bo człowiek, gdy rodzi się i umiera jest całkowicie sam... Tuż przed zaśnięciem pomyślał o Ojcu i się nawrócił. Ostatnia łza spłynęła mu po policzku.

* * *

Na pogrzeb autora nikt nie przyszedł. Byli tylko ksiądz i stróż cmentarza. Ksiądz odprawił mszę żałobną, z stróż położył na grobie autora starą, popsutą lalkę, o głupim imieniu...

* * *

Youki opuszczał to miejsce. Zostawiał tu cząstkę samego siebie, swoje wspomnienia. Przenosił się gdzie indziej, może tam spotka go coś nowego. O to miejsce jednak był spokojny, bo jak ktoś kiedyś powiedział: "Pieśń bohaterów rozbrzmiewa się echem w czynach następnych pokoleń"

Y.P.

Koniec