Tekst pochodzi z numeru 11 (1/2001) czasopisma Anyten Mlek. All rights reserved.
Qchnia fizyka 3
Magda Rogowska

7 lat w Tybecie i proszę, jaki bałagan! Nagle okazuje się, że świat ma 11 wymiarów i w ogóle mamy tutaj wielką kaszę... Szczerze powiedziawszy, to można było to wszystko przewidzieć: znane jest przecież powszechnie powiedzenie, że "lenistwo matką wynalazku" (czy jakoś tak). Zgodnie z tym fizycy mieli zbyt dużo zajęć z opisywaniem wszystkiego z osobna i postanowili zająć się "wielką-unifikacją-wszystkiego-co-się-da-i-nie-da". Wynikiem tego była (a właściwie ciągle jest) najbardziej urocza ze wszystkich teorii w fizyce: teoria strun (ostatnio znana jako podteoria M-teorii). Niejaki pan Wittman (podobno guru teorii strun) musi być chyba wielkim wielbicielem włoskiego papu i naleśników. Zresztą nie tylko on - całe rzesze fizyków teoretyków również. Ale czy można ich winić za to, że nagle możemy zwijać wymiary czasoprzestrzenne (w końcu 11 to, jakby nie liczyć, trochę za dużo jak na co dzień), a i struny już nie wystarczają - teraz pora na membrany i w dodatku drgające (!). Moja ulubiona część tej teorii to ta mówiąca jak to czasoprzestrzeń (niczym ser szwajcarski) z pewną ilością dziur może zmienić się w inną z różną liczbą czarnych dziur. Ja to bym nazwała "urocze". I tak to wygląda. Zresztą sami możecie ocenić rozmiar tragedii na dzień dzisiejszy:

  1. Ze strun zrobiły się pętelki, membrany, brany, skwarki i różne inne produkty mączno-tłuszczowe: pozostaje tylko czekać na ciepłe kluchy rewolucjonizujące światową fizykę;
  2. Wszystko sprowadza się do poszukiwania rodzynki w cieście, czyli cząstki grawitonu niosącej oddziaływanie grawitacyjne (życzę szczęścia);
  3. Poza tym pozostaje jeszcze problem sera, a właściwie dziur (w dodatku czarnych), które sprawiają fizykom problemy koncepcyjne (podważają podstawy mechaniki kwantowej);
  4. Na koniec dodam przez kogo to całe zamieszanie - winni mogą poczuć się panowie naukowcy od mechaniki kwantowej i poczciwy Einstein (to ten od ogólnej teorii względności...), którzy nie uzgodnili swoich zeznań (są trochę sprzeczne) i mamy teraz bałagan.

Ale przecież nie może być bardzo źle (no dobra, może). Nie należy się tym po prostu przejmować. Lepiej iść do qchni na małe co-nie-co. Dziś przepis na przystawkę "zasada zachowania pędu":

  1. bierzemy układ
  2. mierzymy początkowy pęd układu
  3. zapisujemy ten pęd w postaci wektorowej
  4. zamykamy oczka na chwilę dowolną (zalecane t < 10 min, bo potem można zasnąć)
  5. otwieramy oczęta i mierzymy pęd w układzie
  6. zapisujemy go również w postaci wektorowej na tej samej kartce papieru co pęd początkowy (jeżeli środek ciężkości znaku graficznego oznaczającego pęd początkowy ustalimy jako środek prostokątnego układu współrzędnych, którego osie są równoległe do krawędzi kartki, to środek ciężkości znaku graficznego oznaczającego pęd końcowy powinien znajdować się na osi odcietych na prawo od pędu początkowego)
  7. pomiędzy znak graficzny oznaczający pęd początkowy a ten oznaczający pęd końcowy wstawiamy znak równości (który wygląda jak symbol graficzny równoległości obrócony o kąt 0,5rad)

Danie z powodzeniem można podawać na wszystkich oficjalnych przyjęciach i bankietach fizycznych, gdyż jest to potrawa lekkostrawna, quazi-ogólnie akceptowana przez fizyków.