Tekst pochodzi z numeru 13 (3/2001) czasopisma Anyten Mlek. All rights reserved.
List
Konrad Grochowski

Jeszcze raz spojrzał na ciało. Na zlepione krwią włosy, otwarte oczy, kałużę krwi na dywanie. Schylił się po papier zgnieciony w lewej dłoni leżącego. W oczy rzuciła mu się broń zaciśnięta w prawej ręce. Przez moment chciał ją podnieść, zabezpieczyć i schować do biurka na jej miejsce, żeby nikt nie zrobił sobie krzywdy, ale szybko się opamiętał. "Przecież wszystko ma wyglądać na samobójstwo" - przypomniał sam sobie. W końcu podniósł i rozwinął tę kartkę papieru. Jeszcze raz przeczytał pożegnalny list, który znał przecież na pamięć. Ach, ten piękny styl, cudowne porównania, dogłębne opisy przeżyć.. i beznadziejne argumenty oraz bezsensowne przyczyny. Niestety dopiero teraz to zauważył. Zaczął powoli składać kartkę, ale zamiast odłożyć ją na miejsce, cisnął ją do kominka. "Nie chcę by mieli mnie aż za takiego idiotę, przecież to było bez sensu." Jeszcze ostatnie spojrzenie na gabinet i sobie pójdzie. Przeszedł go dreszcz. Po raz pierwszy spojrzał mu się prosto w oczy, duże, szkliste, otwarte oczy. Migotały wraz z ogniem w kominku. Chciał je zamknąć, ale znów opamiętał się tym samym argumentem: "wszystko ma wyglądać na samobójstwo!". Odwrócił się od tego widoku, miał już dosyć patrzenia. Podszedł do lustra. Minęła dobra sekunda nim zrozumiał, że to że nie widzi swego odbicia jest naturalne. Westchnął i przeszedł przez lustro, ścianę za nim i znalazł się na ulicy. Rozejrzał się dookoła. Tak, nowa "forma" dawała mu wiele nowych możliwości. Przyjrzał się dokładniej przechodniom. Ale ile konkurencji!


06.2001