Tekst pochodzi z numeru 14 (1/2002) czasopisma Anyten Mlek. All rights reserved.
Coś
Konrad Grochowski

W sercu obumarłej duszy, wśród kleistej mazi myśli, zapłonęła iskra. Ciało nie potrafiło zinterpretować bijącego od niej ciepła. W końcu, gdy całe wnętrze smolistej cieczy zapłonęło, umysł pojął. To była idea. Ogrzewała ciało od wnętrza, dała mu energię jakiej jeszcze nigdy nie czuł. Mógł dokonać wszystkiego o czym tylko marzył. Jednak jemu starczyło tylko rozkoszowanie się swoją siłą. I stał tak naprzeciw wrót do szczęścia, a w jego szklistych, rozmarzonych oczach odbijał się wesoły płomień. Potem żar. A na koniec zostały tylko szkliste oczy. Z chwilą gdy ostatnia myśl zgasła, on zgasł także. Jego szansa wyparowała jak płomień zdmuchniętej świeczki. Został tylko swąd przegranej. Ale on go nie czuł. Spłonął cały. Stała tam tylko niema forma po człowieku, dzień w dzień wypełniająca harmonogram: wstać, jeść, spać. I będzie tam tak stała, dopóki ostatni kornik się nią nie naje.


12.2001