Tekst pochodzi z numeru 14 (1/2002) czasopisma Anyten Mlek. All rights reserved.
Outro
Ryszard Kostecki

Cze!

Nareszcie mogę sobie pozwolić na napisanie outra. Tak. Anyten Mlek (1999-2002) przestaje istnieć. Ale nie płaczcie, bracia i siostry. Jest przyszłość przed nami. Przynajmniej tak głoszą oficjalne źródła.

Kiedy, jesienią 1999 roku, zakładałem Anytena, miałem zamierzenie stworzenia platformy (bez skojarzeń), na której mogliby się skrystalizować i skonsolidować ludzie przedstawiający sobą coś. No i tchnąć w resztę "klimę". Gazetka powstawała pod hasłem robienia psychodelu, ale chodziło (przynajmniej mi) o więcej - reanimację klimatu, którego zwałem niegdyś "klimatem mat-exu". Chodzi o inteligentne i niezależne, a przy tym przepełnione chęcią życia i inwencją twórczą współbytowanie. Trudno to zdefiniować. To trzeba czuć. I właśnie to poczucie chciałem (podówczas półświadomie) zaaplikować ludziom. Wyszło średnio. To znaczy: i wyszło i nie wyszło. Pojawiły się i zabłysły w okolicach Anytena pewne osobowości, o których przedtem szerzej nie wiedziano, ja nie wiedziałem. Wiem też, że niektórym Anyten dał trochę spraw wartościowych. I fajnie. Ale jeden z głównych celów - sformułowanie grupy - nie został zrealizowany. Cóż. Bywa.

Miałem kiedyś taką teorię, że kolejne roczniki w Hoffmanowej przedstawiają sobą, statystycznie rzecz biorąc, coraz więcej szarzyzny i przeciętniactwa. Tak sądziłem jeszcze w 1999. Ale tak nie jest. (Chyba?). Ostatnimi czasy okazało się za to, że są w Hoffmanowej twórcze ekipy nijak nie związane z Anytenem. Więc misja bycia płaszczyzną integrującą ludzi reprezentujących sobą coś ubezsensowiła się. Są w szkole ludzie (z niektórymi z nich jestem bliżej związany, więc zaręczam) którzy świetnie piszą, ale ich twórczość krąży w kręgu krewnych-i-znajomych-królika, a o publikacji w AM nawet nie myśleli. W tym samym czasie okazało się, po odejściu rocznika matura'2001, że grono piszących do Anytena znacznie się zmniejszyło.

No to po co dalej to ciągnąć? - ostatnia ekipa redaktorów, czyli samotny Grochu (bo ja jestem tylko szarą eminencją o zacięciu pseudodemiurgowskim) ma inne ciekawe zajęcia i pomysły.

Uważam Anytena za - wprawdzie nie pełny, ale jednak - sukces. Pomijając jakieś tam badziewia, pt. bycie najdłużej wydawaną z istniejących kiedykolwiek w Hoffmanowej gazetek, czy też jakieś tam nagrody w jakimś tam konkursie gazetek. O.

No i nauczyłem się freestyle'ować w Wordzie, a Grochu w Quarku.

Tyle tematem podsumowań. Ale to jeszcze nie koniec tego outra. Nareszcie bowiem Anyten przedstawia zawartość na - mniemam samouwielbieńczo - wysokim intelektualno-artystycznym poziomie, z minimalną ilością zapychaczy, a może nawet graficznie jest ładny (w momencie pisania tego tekstu layout numeru nie jest mi jeszcze znany). Chciałbym zwrócić uwagę na teksty Grocha - niektóre z nich powaliły mnie z nóg. Naprawdę.

To tyle jeśli chodzi o kółko wzajemnej adoracji ;-). Jeszcze słowo o moich tekstach. W ciągu zeszłego roku dużo się w mojej łepetynie przekształciło. O mnie i mojej historii mówi "Baśń". Podsumowaniem tego, do czego doszedłem, jeśli chodzi o życie i emocjonalność, jest tekst "Nad szklanką herbaty". Podsumowaniem (częściowym) moich osiągnięć analitycznych jest "Traktat analityczno-logiczny". Zaś moim zamknięciem wątku Hoffmanowej, może nieco zbyt emocjonalnym, ale - wybaczcie - jestem tylko człowiekiem, jest tekst "Hoffmanowa". Resztę tekstów traktuję jako mniej poważne. I jeszcze jedno: "Confiteor" z AM#13 to pół-wykład tego, co sądzę, ale też pół-stylizacja. Wbrew temu co napisałem, nie doszedłem (jeszcze?) do jednoznacznego sformułowania teorii kultury, ale może kiedyś się uda.

No i tyle. Sorry za tyle wątków autotematycznych, ale jak już robić outro, to na całego.

Miło było. Żegnajcie.

PS.

Z Anytenem wiąże się dość ciekawe splątanie numerologiczno-osobiste: powstał on w listopadzie 1999. 11.11.1999 o godz. 11:11:11 jechałem do Michalina, do Niej. Przestaje on istnieć w lutym. 02.02.2002 o godz. 20:02:02 zadzwoniłem do Zwardonia, do Niej. Chociaż nie tej samej. Ale może właśnie w tym sęk? - inne czasy, inne wnętrze?... Coś się kończy, coś się zaczyna. To już moja prywatna sprawa. Ale splątanie fajne.

PS. 2

Jako, iż jest to naprawdę ostatni mój tekst opublikowany na terenie Hoffmanowej (chyba że Bozia, o której uważam, że nie można stwierdzić, ani że istnieje, ani że nie istnieje, przewidziała co innego), to chciałbym jeszcze wykończyć kilka wątków, z takich czy innych względów wymagających wykończenia:


2.2002