Tekst pochodzi z numeru 15 (2/2002) czasopisma Anyten Mlek. All rights reserved.
Wstępniak od ludu
Piotrek Witek

Tytułem wstępu, krótko, a rzeczowo: hm.

Jest kilka rzeczy, które zawsze budzą pytania natury moralnej, od klonowania poczynając, a na szkole kończąc. Gdzieś pomiędzy nimi, na lepkich od kontrowersji niciach opinii społecznej, zwiesza się meritum sprawy: nekromancja.

To, że Choffmanova jest Szkołą rojącą się od rozmaitych Tradycyj, nie implikuje obecności na Jej mrocznych korytarzach czeredy umarlaków; nie jesteśmy przecież łódzkim pogotowiem. By the way: czy ściera Cioci Adeli byłaby równie skuteczna, co osinowy kołek czy srebrna kula? Ale do rzeczy. Czas mija, szkoła się zmienia, jedni odchodzą (vide Sz. P. Prof. Słojewski), inni przychodzą (witamy przyszłą Sz. P. Prof. Dominikę Drosio!). Pokłosie wytężonej pracy ludu roboczego spływa w dół rynsztokiem rzeczywistości; exodus trwa; na smętarzu obok Całki spoczął Anyten.

Ewolucja. Naturalny proces wypierania lepszych przez brutalniejszych.

Ale.

Na końcu mentalnego tunelu ujrzałem oczyma duszy światło nadjeżdżającego pociągu; słowa zebrały się w gardle jak widmo rychłych wymiotów. Na bliskim horyzoncie wstaje słońce komunizmu... Stop! znowu dałem się ponieść. Do rzeczy: Siostry i Bracia! Pamiętajcie o Nas samych w początkach kariery, gdy w Nasze roztrzęsione ręce trafił pierwszy Anyten - przemieniając Gustawa w Konrada, doktora Jekylla w Mr. Hyde'a, wreszcie Znerwicowanego Podstawówkowicza w Znerwicowanego Hoffmaniaka.

Tedy powiadam: na usprawiedliwienie Szanownego Teamu Zgredakcyjnego, tych podłych hien cmentarnych, można rzec, iż wielka misja dziejowa, przekazanie pałeczki ebonitowej przyszłym pokoleniom, nie została jeszcze zakończona. Umarł król, niech żyje królik!

Na zakończenie, by porzucić parszywy patetyczny styl i zaspokoić potrzeby (fizjologiczne) mojego wybujałego ego: ogólne joł.