|
 |
| Artykuł
pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 4/1997 |
| |
|
OSTATNIE ODKRYCIA SPRAWIŁY, ŻE
DONIESIENIA O FIZYCE JĄDROWEJ WRÓCIŁY NA PIERWSZE STRONY
GAZET. DZIĘKI NOWYM TECHNIKOM BADAWCZYM UJAWNIONO
WCZEŚNIEJ NIEZNANE, ZDUMIEWAJĄCE WŁASNOŚCI JĄDER
ATOMOWYCH.
Przez wiele lat fizyka jądrowa była
niemal synonimem nowoczesnej nauki, symbolem potęgi i
dylematów związanych z jej uprawianiem. Początkowo, w
latach poprzedzających ostatnią wojnę, jądra atomowe
wyznaczały pierwszą linię badań struktury materii.
Później, gdy tę rolę zaczęła przejmować rodząca się
fizyka cząstek elementarnych, nastał czas budowy bomb
jądrowych i termojądrowych. Fizycy odpowiedzialni za ich
stworzenie znaleźli się w centrum zainteresowania;
debatowano nad odpowiedzialnością Oppenheimera czy
Fermiego za dramat Hiroszimy. Później rozpisywano się o
pokojowym wykorzystaniu energii jądrowej; roztaczano
bajeczne perspektywy cywilizacji, która poznawszy
tajemnice atomów dostanie energię niemal za darmo.
Technologie jądrowe zadomowiły się w
wielu dziedzinach życia, choćby w medycynie, natomiast
nadzieje na tanią energię nie spełniły się.
Niebezpieczeństwa związane z energetyką jądrową, często
urojone, zdyskredytowały ją w oczach społeczeństw.
Fizyka jądrowa straciła również pozycję awangardy nauki.
Jądra atomowe przypominają niezwykle zróżnicowaną
menażerię. Pomimo ogromnego wysiłku badawczego,
skrupulatnego przebadania dziesiątków procesów nie udało
się objąć całego bogactwa zjawisk jądrowych jedną
fundamentalną teorią, tak jak równania Maxwella opisują
elektromagnetyzm czy równania Einsteina grawitację.
Trudności wynikają w dużej mierze z samej natury
składników jąder, których badanie jest już jednak domeną
fizyki cząstek elementarnych.
Niektóre jądra atomowe przypominają
swymi własnościami okręgi boromejskie: po rozerwaniu
jednego, pozostałe dwa również rozpadają się
W ostatnich 20 latach nastąpił widoczny
spadek zainteresowania fizyką jądrową. Od roku 1935 do
1967 przyznano aż 14 Nagród Nobla za badanie jąder
atomowych. Później już tylko jedną - w roku 1975. Nie
dziwi więc, że coraz mniej młodych, zdolnych fizyków
chciało zajmować się tą dziedziną. Zaczęto zamykać
niektóre laboratoria bądź zmieniać ich profil. Ostatnio
trudno nie zauważyć ponownego wzrostu zainteresowania
fizyką jądrową. Zastosowanie nowoczesnych technik
doświadczalnych i rozwój teorii zaowocowały nowymi,
ciekawymi rezultatami badawczymi.
Fizyka jądrowa, w odróżnieniu od wielu
innych dziedzin nauki, pozbawiona jest prehistorii,
takiej jak np. fizyka atomowa, której dzieje wyprowadza
się od jońskich materialistów przez atomistyczną
hipotezę Daltona. Odkrycie jądra atomowego w 1911 roku
otworzyło zupełnie nowy rozdział wiedzy. (Czasem
przyjmuje się za początek fizyki jądrowej rok 1896, tj.
odkrycie promieniotwórczości - pierwszego poznanego
zjawiska, w którym, jak później zrozumiano, jądro
atomowe dało znać o sobie).
ODKRYCIE JĄDRA ATOMOWEGO
Gdy badano oddziaływanie cząstek alfa z
materią, okazało się, że cząstki te, emitowane z
substancji radioaktywnych, przechodzą przez cienkie
folie metalowe niemal bez przeszkód. Wskazywało to na
prawie zupełną przezroczystość materii. Z drugiej jednak
strony Hans Geiger i Ernest Marsden wykazali, że jedna
na kilka tysięcy cząstek odbija się od folii. Ernest
Rutheford, późniejszy odkrywca jądra atomowego, tak
opisuje swoją reakcję na ów wynik: To było najbardziej
niezwykłe wydarzenie w moim życiu. Niemal tak niezwykłe,
jak gdybym wystrzelił kulę armatnią, która trafiając w
papierową serwetkę odbiłaby się do tyłu i ugodzila we
mnie.
Piotr Kapica, pracujący przez wiele lat
w Laboratorium Cavendisha w Cambridge kierowanym przez
Ernesta Rutherforda, nazywał swego szefa krokodylem z
racji tubalnego głosu. Rutherford sam nie zajmował się
fizyką niskich temperatur, jednak gorąco popierał
badania w tej dziedzinie prowadzone przez Kapicę. Gdy w
1933 roku powstał w Cambridge nowy budynek, który miał
pomieścić pracownię Kapicy, ten kazał zewnętrzną ścianę
udekorować płaskorzeźbą krokodyla
Fot. Stanisław Mrówczyński
Chcąc pogodzić przezroczystość materii z
jej zdolnością do zawracania rozpędzonych cząstek,
Rutheford zaproponował planetarny model atomu, w którym
lekkie ujemnie naładowanie elektrony krążą niby planety
wokół masywnego dodatnio naładowanego jądra. Następnie
wyprowadził słynny wzór opisujący prawdopodobieństwo
rozproszenia cząstki alfa pod danym kątem. Konfrontacja
z danymi doświadczalnymi potwierdziła słuszność modelu.
Ernest Rutheford przedstawił swoje rozważania w
Manchesterskim Towarzystwie Literatury i Filozofii 7
marca 1911 roku. Termin "jądro atomowe" pojawił się
jednak dopiero w ukończonej w październiku 1912 roku
książce Rutheforda poświęconej radioaktywności. Czytamy
w niej, że atom musi zawierać silnie naładowane
jądro.
Rutheford poprawnie określił wielkość
jąder - ich promień jest rzędu 10-13 cm.
Stwierdził również, że zderzenie cząstki alfa z jądrem
azotu może prowadzić do powstania jądra tlenu. Otworzył
tym samym w 1919 roku badanie reakcji, w których możliwa
jest sztuczna przemiana jednych atomów w drugie.
Wcześniej stwierdzono zachodzenie takich przemian w
rezultacie naturalnej radioaktywności - podczas emisji
promieni alfa lub beta jądro uranu, polonu czy radu
zamienia się w jądro innego pierwiastka.
SKŁADNIKI JĄDER
Ponieważ wodór jest najlżejszym atomem,
przypuszczano, że jądra cięższych pierwiastków zbudowane
są właśnie z wodoru. Cząstki alfa, które są jądrami
atomu helu i mają ładunek dwukrotnie, a masę
czterokrotnie większą niż wodór, próbowano przedstawić
jako cztery protony (jądra wodoru) i dwa elektrony
związane wszystkie razem siłami elektrostatycznymi.
Jednak siły te okazały się za słabe, aby wyjaśnić
spoistość jąder. Zasugerowano zatem istnienie
specyficznych sił o bardzo krótkim zasięgu (dzisiaj
nazywamy je silnymi) i wprowadzono model, w którym jądro
tworzą protony oraz hipotetyczne cząstki elektrycznie
neutralne - neutrony. Po dziesięcioletnich
poszukiwaniach udało się je zaobserwować. W lutym 1932
James Chadwick stwierdził, bombardując jądra berylu
helem, powstawanie węgla i emisję cząstek neutralnych,
których masa okazała się bliska masie protonu.
Jeszcze przez pewien czas zastanawiano
się, czy neutron nie jest ciasno związaną parą złożoną z
protonu i elektronu, jednak kolejne doświadczenia
wykazały, że jest on równie elementarny jak proton. Tym
dwóm składnikom jądra atomowego - neutronowi i protonowi
- nadano wspólną nazwę nukleon.
Liczba protonów w jądrze, równa liczbie
elektronów w atomie, określa typ pierwiastka i zwana
jest liczbą porządkową lub atomową. Liczba neutronów nie
jest natomiast dla danego pierwiastka ściśle określona.
Może więc on występować w postaci kilku czy nawet
kilkudziesięciu izotopów różniących się właśnie
zawartością neutronów. I tak na przykład najbardziej
rozpowszechnione izotopy uranu mają odpowiednio 142, 143
i 146 neutronów. Izotopy te zapisujemy jako
234U, 235U, 238U, gdzie
górny indeks oznacza liczbę masową, czyli sumę neutronów
i protonów. Tych ostatnich jest w uranie 92.
JĄDRO JAKO KROPLA CIECZY
Pierwszą próbą opisania budowy jądra
atomowego było sformułowanie tzw. modelu kroplowego.
Przyjmuje się w nim, że jądro jest układem ciasno
upakowanych protonów i neutronów. Ich ruchy, tak jak
pasażerów zatłoczonego autobusu, są bardzo ograniczone.
Każdy oddziałuje tylko z najbliższymi sąsiadami,
podobnie jak to się dzieje z cząstkami cieczy. Siły
między dwoma nukleonami istotnie przypominają
oddziaływania międzycząsteczkowe, które są odpychające
dla małych odległości, przyciągające zaś dla nieco
większych. Model kroplowy pozwala zrozumieć wiele cech
jąder atomowych. Rozważmy trzy z nich.
* Przyciąganie między nukleonami w jądrze
sprawia, że masa jądra jest mniejsza niż suma mas
nukleonów. Energia wiązania pojedynczego nukleonu, tzn.
różnica między masą nukleonu swobodnego i nukleonu
znajdującego się w jądrze, jest niezależna od wielkości
jądra. Dzieje się tak dzięki krótkiemu zasięgowi sił
jądrowych. Gdyby siły te, tak jak elektromagnetyczne,
były długozasięgowe, energia wiązania wzrastałaby z
wielkością jądra.
* Objętość jądra atomowego jest
proporcjonalna do liczby nukleonów. Oznacza to, że
gęstość nukleonów w jądrze jest mniej więcej taka sama
dla wszystkich jąder. Podobnie jest z wodą, której
gęstość nie zależy od rozmiarów kropel.
* Jądra atomowe przybierają kulisty lub
prawie kulisty kształt. Wszelki układ dąży do zajęcia
stanu najkorzystniejszego energetycznie, czyli w
przypadku jąder i kropli cieczy do stanu najlepiej
związanego. Ponieważ cząsteczki znajdujące się na
powierzchni kropli mają mniej sąsiadów niż znajdujące
się wewnątrz, dają one mniejszy wkład do wiązania
kropli. Ta więc stara się zmniejszyć swoją powierzchnię,
a bryła o danej objętości i minimalnej powierzchni to
właśnie kula.
Model kroplowy nieźle wyjaśnia globalne
własności jąder atomowych, jednak zupełnie nie tłumaczy
dlaczego pewne określone jądra mają specyficzne cechy.
Już w latach trzydziestych zauważono, że jądra, które
nazwano magicznymi, o liczbach neutronów lub protonów 2,
8, 20, 28, 50, 82 są lepiej związane od jąder o bliskich
liczbach nukleonów. Dopatrywano się w tym podobieństwa
do powłok elektronowych w atomach, lecz aż do lat
pięćdziesiątych jądra magiczne pozostawały zagadką.
Rozwiązanie jej stało się możliwe, gdy zrozumiano, jak
ważną rolę odgrywa zasada Pauliego w jądrach
atomowych.
Rozważając atomy wieloelektronowe,
Wolfgang Pauli sformułował w roku 1924 fundamentalne,
jak się później okazało, prawo mikroświata: dwa
elektrony nie mogą być w tym samym stanie, tzn. nie mogą
mieć takich samych charakterystyk. Teraz wiemy, że zakaz
ten odnosi się nie tylko do elektronów, lecz całej klasy
cząstek zwanych fermionami, do której należą w
szczególności składniki jąder - neutrony i protony.
Zasada Pauliego powoduje, że analogia
między nukleonami w jądrze atomowym, a pasażerami
zatłoczonego autobusu jest w istocie chybiona. Nukleony
nie są w jądrze unieruchomione, gdyż byłyby wtedy
wszystkie w tym samym stanie - w spoczynku. Poruszają
się więc, zajmując kolejne najniższe stany energetyczne.
Pomimo panującego w jądrze tłoku pojedynczy nukleon
porusza się niczym cząstka swobodna - zderzenia z
otaczającymi go nukleonami są niemożliwe, gdyż
prowadziłyby do zmiany jego stanu, a wszystkie stany są
przecież zajęte. Tak to dochodzimy do zdumiewającego
obrazu jądra, w którym silnie oddziałujące, gęsto
upakowane nukleony zachowują się jak zbiorowisko
niezależnych, niemal swobodnych cząstek.
STRUKTURA POWŁOKOWA
Elektrony krążą w atomie wokół jądra,
niby planety dookoła Słońca. Naładowane elektrycznie
jądro jest źródłem potencjału przyciągającego elektrony.
Nukleony w jądrze atomowym krążą wokół wspólnego środka
masy i wszystkie razem wytwarzają przyciągający
potencjał. Możemy więc powiedzieć, że tym czym dla
planety jest Słońce, tym dla pojedynczego nukleonu są
wszystkie pozostałe nukleony jądra.
Poziomy energetyczne pojedynczych
nukleonów w takim uśrednionym potencjale mają podobną
naturę jak poziomy elektronów w polu jądra. Tworzą
kolejne powłoki, na których może znajdować się,
odpowiednio, 2, 6, 12, itd. nukleonów. Jądra magiczne
zaś są ścisłym odpowiednikiem gazów szlachetnych, w
atomach których elektrony całkowicie zapełniają powłoki.
Dzięki temu są dobrze związane i niechętnie wchodzą w
reakcje z innymi atomami.
Wzbudzenie atomu polega na przeniesieniu
jednego lub kilku elektronów na wyższy poziom
energetyczny. Zupełnie analogicznie wyobrażamy sobie
wzbudzenie jądra atomowego. Ogromna liczba precyzyjnych
pomiarów potwierdza przewidywania modelu powłokowego,
który stał się podstawą współczesnej fizyki jądrowej. Za
jego sformułowanie Hans J. D. Jensen i Maria
Göppert-Mayer otrzymali Nagrodę Nobla w 1963 roku.
KOLEKTYWNY RUCH NUKLEONÓW
Odkrycie powłokowej struktury jąder
atomowych nie pogrzebało zupełnie modelu kroplowego -
podobieństwo materii jądrowej do cieczy okazało się
głębsze niż można było przypuszczać. Model powłokowy
kładzie nacisk na niezależny ruch poszczególnych
nukleonów, podczas gdy często obserwuje się również
zjawiska kolektywne, szczególnie wtedy, gdy jądro
znajduje się nie w stanie podstawowym (o najniższej
energii), lecz we wzbudzonym.
Otrzymawszy porcję energii, jądro może
zachowywać się niby wirujący bąk; może nastąpić silna
deformacja jego kulistego kształtu; stwierdza się
również falowanie powierzchni jąder i wahadłowy ruch
protonów względem neutronów. We wszystkich tych
przypadkach nukleony poruszają się całą grupą,
przejawiają zatem zachowanie kolektywne, takie właśnie
jak cząsteczki cieczy - płyną całą gromadą.
Powstanie tzw. modelu uogólnionego
uwzględniającego zarówno kroplowe - hydrodynamiczne, jak
i powłokowe aspekty jąder było zwieńczeniem badań nad
strukturą jądra atomowego. Za jego opracowanie przyznano
ostatnią, jak dotąd, w tej dziedzinie Nagrodę Nobla.
Otrzymali ją w 1975 roku Aage Bohr (syn Nielsa Bohra),
Ben Mottelson oraz James Rainwater.
DŻUNGLA FAKTÓW I REGUŁ
Fizyka rozwija się w dwóch, jakby
przeciwnych, kierunkach - pierwszy wiąże się z
odkrywaniem nowych zjawisk, drugi zaś polega na
poszukiwaniu związków między nimi, ich wspólnych cech i
przyczyn. Pierwszy zatem uwidacznia bogactwo i
różnorodność przyrody, drugi - jej wewnętrzną jedność i
harmonię. Doskonałym przykładem jest elektromagnetyzm.
Wielość zjawisk rządzonych siłami elektromagnetycznymi
jest przeogromna, a jednak jesteśmy głęboko przekonani,
że u podłoża ich wszystkich leży jedna fundamentalna
teoria - elektrodynamika kwantowa. Dzieje się tak, choć
nie każde zjawisko potrafimy zadowalająco objaśnić.
Jądra atomowe są niezwykle zróżnicowane.
W przeciwieństwie do elektrodynamiki nie udało się
jednak sformułować jednej teorii ogarniającej całą
problematykę. Trudności mają dwojaką naturę. Po pierwsze
nie znamy podstawowej zasady, takiej jak prawo Coulomba
w elektrodynamice, która opisałaby oddziaływanie dwóch
nukleonów. Pomimo zebrania ogromnego materiału
doświadczalnego nie ujęto takiego oddziaływania jedną
prostą i uniwersalną formułą. Mamy natomiast wiele
różnych i niezwykle skomplikowanych reguł, które
stosujemy zależnie od sytuacji.
Sprawa układu wielu nukleonów wygląda
jeszcze gorzej. W elektrodynamice pary ładunków
oddziałują zgodnie z prawem Coulomba, a charakter
oddziaływania układu wielu ładunków określa
oddziaływanie wszystkich par. W przypadku nukleonów nie
wiemy nawet, czy znajomość prawa rządzącego
oddziaływaniem pary wystarczyłaby do opisu układu wielu
nukleonów. Przypuszcza się, że w jądrach istnieją
specyficzne siły, działające między trzema i więcej
nukleonami.
Druga przeszkoda na drodze do jednolitej
teorii jądra atomowego ma matematyczny charakter. Niemal
żadnego problemu fizycznego nie udaje się rozwiązać
ściśle. Jednak wypracowano metodę, która w wielu
wypadkach pozwala podać rozwiązania przybliżone i to z
dowolnie dużą dokładnością. Na przykład umiemy wyliczyć
parametry układu wielu elektronów. Metoda, o której
mowa, zwana rachunkiem zaburzeń, pozwala wynik
poprawiać, czyli zbliżać do wyniku ścisłego, w kolejnych
krokach. Jest to możliwe ze względu na słabość
oddziaływania elektromagnetycznego, które traktujemy
jedynie jako niewielkie zaburzenie ruchu swobodnego.
Oddziaływanie między nukleonami jest, jak
sama nazwa wskazuje, silne, toteż rachunek zaburzeń nie
ma tu zastosowania. Innej, równie uniwersalnej metody
nie znaleziono. Skazani więc jesteśmy w fizyce jądrowej
na najróżniejsze metody przybliżone, których obszar
stosowalności jest zwykle wąski i do tego słabo
zakreślony. Wybór zatem tego czy innego teoretycznego
narzędzia jest najczęściej dyktowany uzyskiwaną a
posteriori zgodnością z doświadczeniem, a niemal każdy
problem wymaga specyficznego traktowania. Na osobach nie
obeznanych z tą dziedziną współczesna fizyka jądrowa
sprawia wrażenie dżunglii doświadczalnych faktów i
teoretycznych reguł.
Wieki bezskutecznych działań alchemików
marzących o przemianie jednych pierwiastków w drugie
sprawiły zapewne, że alchemiczne osiągnięcie fizyki
jądrowej otaczane są szczególnym zainteresowaniem.
Wytworzenie zaś w laboratorium pierwiastka, który nie
występuje w przyrodzie, łatwo przemawia do
wyobraźni.
NOWE PIERWIASTKI
Pierwsza udana synteza nowego pierwiastka
przeprowadzona została w 1940 roku. Uran 238
bombardowano neutronami (n), co prowadziło do powstania
uranu 239. Następnie podlegał on przemianie beta, w
której neutron emituje elektron (e-) i
zamienia się w proton.
W ten sposób powstało wcześniej nieznane
jądro atomowe o 93 protonach, które nazwano neptunem,
tak jak planetę za Uranem. Wspomniany ciąg reakcji
zapisujemy jako:
n + 238U AE 239U AE
239Np + e-
Neptun jest nietrwały i podlega dalszym
przemianom. Wśród produktów tych przemian odkryto 94
pierwiastek, który, odwoławszy się ponownie do analogii
z planetami, nazwano plutonem.
Z tarczy, bombardowanej wiązką jąder z
akceleratora, wylatują produkty najróżniejszych reakcji
oraz jądra wiązki, które nie oddziaływały. Ogromnym
problemem jest wydzielenie pożądanych produktów syntezy
z całej reszty. Służy temu pokazany na zdjęciu separator
SHIP (Separator for Heavy Ion reaction Products), który
za pomocą kombinacji pól elektrycznych i magnetycznych
wybiera jądra o określonej prędkości. Z tego powodu SHIP
jest nazywany filtrem prędkości. W lewym górnym rogu
widoczna jest tarcza, a w prawym dolnym detektor. Oba
urządzenia znajdują się poza osłoną filtra
Fot. GSI-Foto
Pierwiastek 95 to ameryk, który
wytworzono po raz pierwszy w 1944 roku bombardując uran
cząstkami alfa. Wkrótce odkryto kolejne pierwiastki; 96
nazwano kiurem na cześć małżeństwa Curie. Nieoczekiwanie
zaobserwowano pierwiastki 99 i 100 - einstein i ferm.
Stwierdzono ich obecność w materiale pozostałym po
wybuchu ładunku termojądrowego "Mike", który zdetonowano
w 1952 roku. Podczas takiego wybuchu jądro uranu może
wychwycić nawet kilkanaście neutronów.
Wspomniane sztucznie wytworzone
pierwiastki określone są jako transuranowce. Wszystkie
one, aż do 101 zaobserwowano po raz pierwszy w Berkeley
w Kalifornii. Pierwiastki te są nietrwałe, jednak ich
czasy życia są stosunkowo długie. Tzw. czas połowicznego
zaniku, w którym rozpadowi ulega połowa jąder z danej
próbki, wynosi dla najtrwalszego izotopu fermu około 100
dni. Jest on na tyle długi, aby można było zgromadzić
dostatecznie wiele atomów, a następnie przebadać ich
własności chemiczne. To one właśnie stanowiły podstawę
identyfikacji nowych pierwiastków.
Od początku lat sześćdziesiątych do
alchemicznych poszukiwań włączyły się laboratoria z
ZSRR, Anglii, Szwecji i Niemiec. Jednak odkrycia
pierwiastków mających ponad 100 protonów nie następowały
już tak szybko. Bardzo trudno było je wytworzyć, a czasy
życia stawały się coraz krótsze. I tak, czas
połowicznego zaniku najtrwalszego izotopu pierwiastka
103 wynosi 3 minuty, a 104 zaledwie dziesiąte części
sekundy. Nowe jądra identyfikowano już nie metodami
chemicznymi, lecz rekonstruując ciąg przemian, którym
podlegało wytworzone jądro. Fizycy z różnych
laboratoriów często nie mogli się zgodzić nie tylko co
do nazw nowych pierwiastków, lecz i kryteriów ich
identyfikacji. Rodziło to również spory o podział zasług
i sławy.
W 1985 roku Międzynarodowa Unia Fizyki
Czystej i Stosowanej oraz analogiczna organizacja
chemików powołały Grupę Roboczą Pierwiastków
Transuranowych, która miała wypracować kryteria, jakie
powinny spełniać obserwacje pierwiastków oraz ustalić
listę ich odkrywców. W skład grupy weszło dziewięciu
wybitnych naukowców spoza krajów bezpośrednio
zaangażowanych w spory, wśród nich polski fizyk Andrzej
Hrynkiewicz. Jej prace, zakończone w 1991 roku,
uporządkowały sytuację. Uznano za w pełni przekonujące
istnienie 109 elementów tablicy Mendelejewa.
110, 111, 112...
W listopadzie 1994 roku, po
dziesięcioletniej przerwie w odkrywaniu nowych
pierwiastków, doniesiono z Instytutu Ciężkich Jonów
(Gesellschaft für Schwerionenforschung) w Darmstadt o
obserwacji pierwiastka 110, zaraz potem 111, a w lutym
1996 roku 112.
Komora, w której umieszczony był
detektor krzemowy, służący do rejestracji rozpadów alfa
jąder grzęznących w detektorze. Z pomocą tego urządzenia
zaobserwowano pierwiastki 110, 111 i 112
Fot. GSI-Foto
Pierwsze transuranowce otrzymano,
naświetlając neutronami bądź cząstkami alfa izotopy
uranu. Synteza dalszych pierwiastków wymagała użycia
cięższych jąder przyspieszonych w akceleratorach.
Niestety, prawdopodobieństwo syntezy jest niezwykle
małe, gdyż dwa duże jądra niechętnie łączą się w
jedno.
Pierwiastek 110 wytworzono, zderzając
jądra niklu z ołowiem. Jedna z obserwowanych reakcji
przebiegała według schematu:
62Ni + 208Pb AE
270110* AE 269110 + n,
gdzie gwiazdka oznacza wzbudzone jądro,
które niemal natychmiast emitowało pojedynczy neutron.
Otrzymane jądro 269110 trafiło w detektor
krzemowy, gdzie po 241 mikrosekundach wyemitowało
cząstkę alfa i zamieniło się w 265108. Po
upływie dalszych 2324 mikrosekund nastąpiła kolejna
przemiana 265108 w 261106 z emisją
drugiej cząstki alfa. Łącznie zaobserwowano 5 rozpadów
alfa, przy czym wszystkie kolejne jądra w tym łańcuchu,
z wyjątkiem pierwszego, były wcześniej już znane.
Rekonstrukcja całego ciągu przemian pozwoliła zatem
stwierdzić, co było na początku. (Najcięższy izotop
pierwiastka 110 (273110) zaobserwowano
niedawno w Zjednoczonym Instytucie Badań Jądrowych w
Dubnej w Rosji).
Pierwiastki 111 i 112 odkryto w sposób
bardzo podobny, z tym że w pierwszym przypadku użyto
zamiast ołowiu bizmut mający o jeden proton więcej.
Pierwiastek 112 wytworzono zaś w reakcji 70Zn
z 208Pb. W rezultacie wielotygodniowych
pomiarów udało się zarejestrować 13 jąder dwóch izotopów
pierwiastka 110, trzy jądra 272111 i tylko
dwa 277112 (patrz: "Sygnały", "WiŻ" nr
4/1996).
WYSPY STABILNOŚCI
Wszystkie znane jądra atomowe można
umieścić na mapie (ryc. 1), gdzie długość geograficzna
mierzona jest liczbą neutronów (N), zaś szerokość liczbą
protonów (Z). Jądra całkowite trwałe, czyli o
nieskończenie długim czasie życia, zaznaczone kolorem
czerwonym, mają bliskie liczby protonów i neutronów,
więc na naszej mapie układają się w wąski pasek wzdłuż
linii Z = N. Ze względu na odpychanie elektrostatyczne
między protonami, ciężkie jądra stabilne mają w istocie
wyraźnie więcej neutronów niż protonów, więc wspomniane
pasmo jąder trwałych odchyla się mocno na południe.
Ryc. 1. Mapa jąder. Kolorem czerwonym
zaznaczono jądra stabilne, pomarańczowym i żółtym -
nietrwałe
W pobliżu jąder całkowicie stabilnych
układają się jądra o długich czasach życia. Im dalej od
jąder trwałych, tym krótsza żywotność. W obszarze
wytworzonych sztucznie transuranowców nie ma już
stabilnych izotopów, a jądra mają bardzo krótkie czasy
życia. Zaobserwowany ostatnio izotop pierwiastka 112 żył
zaledwie 240 mikrosekund.
W jądrze atomowym siły elektrostatycznego
odpychania między protonami kompensowane są przez
przyciągające siły jądrowe. Już w 1939 roku Niels Bohr
argumentował, że liczba protonów w jądrze nie może
istotnie przekraczać 100, gdyż odpychanie przeważy nad
przyciąganiem. Bardzo krótkie czasy życia najcięższych
jąder zgodne są z tą argumentacją. Jednak trzydzieści
lat później zasugerowano, że mogą występować jądra
superciężkie w pobliżu hipotetycznego jądra magicznego
298114. Innymi słowy, sformułowano hipotezę,
że istnieje wyspa stabilności. Pomimo ogromnego wysiłku
eksperymentatorom nie udało się do niej dopłynąć.
Niedawno natomiast - w 1993 roku -
zauważono brzegi innej, bliższej wyspy. Jądra
zdeformowane, a więc odbiegające swym kształtem od kuli,
są zwykle słabiej związane niż jądra kuliste. Obliczenia
teoretyczne wykonane przez Adama Sobiczewskiego wraz ze
współpracownikami pokazały jednak, że w przypadku
najcięższych jąder obiekty silnie zdeformowane i
zawierające dużą nadwyżkę nautronów nad protonami mogą
być dostatecznie trwałe, by je zaobserwować.
Zasugerowano istnienie obszaru stabilności wokół jądra o
Z = 108 i N = 162.
Hipoteza istnienia tej wyspy, zaznaczonej
na ryc. 1, zdaje się obecnie potwierdzać doświadczalnie.
Grupa amerykańsko-rosyjska pracująca w Dubnej pod Moskwą
wytworzyła jądro 266106. Okazało się, że jego
czas życia, zgodnie z obliczeniami Sobiczewskiego,
wynosi dziesiątki sekund i jest około 10 000 razy
dłuższy od czasu życia wcześniej poznanego izotopu tego
samego pierwiastka 260106. Stwierdzono
również wydłużanie się czasu życia przez zwiększenie
liczby neutronów dla pierwiastków 104 i 108. Obecnie
trwają prace nad wytworzeniem innych jąder z tego
obszaru.
Odkrycie wyspy stabilności obiegło prasę
całego świata. Adam Sobiczewski otrzymał w 1995 roku
"polskiego Nobla" - nagrodę Fundacji na Rzecz Nauki
Polskiej.
Jak już pisałem, jądra atomowe
przejawiają strukturę powłokową, co wyraża się
najpełniej istnieniem jąder magicznych. Szczególnym
zainteresowaniem cieszą się jądra podwójnie magiczne,
których zarówno liczba protonów, jak i neutronów jest
magiczna. Jądra takie, dla których dodatkowo Z = N, są
całkiem wyjątkowe. Znane są tylko cztery podobne
obiekty: 4He, 16O, 40Ca
i 56Ni. Z wyjątkiem ostatniego, wszystkie one
są trwałe. Następna w szeregu byłaby cyna 100 tj.
100Sn, której przez wiele lat nie udawało się
jednak zarejestrować.
CYNA 100
Metal ten, jak żaden inny pierwiastek, ma
aż 10 trwałych izotopów o liczbach masowych od 112 do
124 z wyłączeniem 113, 121 i 123 (te trzy są nietrwałe).
Zauważmy, że 100Sn ma 12 neutronów mniej niż
najlżejszy izotop trwały. Zwykle jądra o tak dużym
deficycie neutronów w ogóle nie mogą istnieć, gdyż
przyciąganie jądrowe nie równoważy odpychania
elektrostatycznego. Jednak jądro 100Sn byłoby
podwójnie magiczne! Istnienie tego choćby
krótkożyciowego izotopu rozwiązuje zaś ważny problem
astrofizyczny.
Ciężkie pierwiastki produkowane są
głównie podczas wybuchów supernowych. Lżejsze jądra
pochłaniają neutrony, które zamieniają się następnie w
protony dzięki rozpadom beta. Zachodzenie tych procesów
wyjaśnia rozpowszechnienie w przyrodzie większości
pierwiastków i ich izotopów. Mamy jednak grupę jąder, na
przykład izotopy molibdenu, które powstały zapewne nie
przez wychwyt neutronów, lecz protonów. Aby proces ten
był efektywny, jądra zawierające dużo protonów jak
właśnie 100Sn, które występują na pośrednich
stopniach całego ciągu reakcji, muszą być choćby
marginalnie trwałe. Tak zatem obecność w przyrodzie
molibdenu 92 wskazuje na istnienie 100Sn.
Cynę 100 próbowano syntetyzować,
zderzając jądra, których łączne liczby zarówno protonów
jak i neutronów lekko przekraczały 50. Tą drogą
otrzymano nawet cynę 101, lecz 100Sn nie
udawało się zarejestrować. W końcu odniesiono sukces,
poszukując tego izotopu w produktach procesu
fragmentacji, w którym mocno rozpędzone jądro rozbijane
jest na kawałki w zderzeniu z innym jądrem. Dokonały
tego niemal jednocześnie latem 1994 roku dwie grupy:
niemiecka, pracująca we wspomnianym już Darmstadt, oraz
międzynarodowa, w której dużą rolę odegrali fizycy z
Warszawy, prowadząca pomiary we francuskim ośrodku GANIL
w Caen (patrz: "Wydarzenia roku 1994", "WiŻ" nr
1/1995).
W eksperymencie niemieckim przyspieszano
izotop 124Xe do energii przekraczającej jego
masę spoczynkową, a następnie zderzano go z berylem.
Wśród "kawałków" jądra 124Xe zaobserwowano 7
jąder 100Sn w ciągu 277 godzin nieprzerwanych
pomiarów. W GANIL natomiast badano fragmentację jądra
112Sn rozpędzonego do znacznie mniejszej
energii niż w eksperymencie niemieckim. Wydajność
produkcji cyny 100 była w tym wypadku jednak wyższa -
zaobserwowano 24 jony cyny 100 w czasie 44 godzin.
Teraz, kiedy już opanowano "technologię" wytwarzania
100Sn, prowadzi się badania nad własnościami
tego podwójnie magicznego izotopu.
JĄDRA Z AUREOLĄ
Jądra atomowe są tworami bardzo zwartymi.
Średnie odległości między nukleonami są niewiele większe
od ich średnicy. Nukleony trzymają się na odległościach
odpowiadających silnemu przyciąganiu krótkozasięgowych
sił jądrowych. Grubość zewnętrznej warstwy jądra -
obszaru, w którym gęstość nukleonów spada do zera - jest
niewielka, a brzeg jądra wyraźnie zaznaczony.
Fizycy przyjęli z dużym zaskoczeniem
wiadomość, że mogą istnieć jądra atomowe, których
struktura kłóci się z tym dobrze rozumianym obrazem.
Okazało się, że izotop litu 11Li - jądro o 3
protonach i aż 8 neutronach - zbudowany jest z
9Li będącego rdzeniem oraz aureoli zwanej
neutronowym halo, którą tworzą dwa neutrony. Promień
aureoli jest aż dwa razy większy od promienia typowego
jądra o 11 nukleonach, na przykład 11B.
Oznacza to, że dwa neutrony poruszają się jakby poza
zasięgiem przyciągających sił jądrowych. Nie można
zrozumieć tego zdumiewającego zjawiska na gruncie fizyki
klasycznej, dopiero mechanika kwantowa może je
objaśniać.
Zgodnie z fizyką newtonowską Ziemia krąży
wokół Słońca po ściśle określonej orbicie. W mechanice
kwantowej trajektoria ulega rozmyciu, przy czym jego
wielkość jest odwrotnie proporcjonalna do energii
wiążącej. Dwa neutrony litu 11 są bardzo słabiutko
związane z całą resztą - dziesięciokrotnie słabiej niż
nukleon w typowym jądrze. Z tego powodu ich ruch
rozmazany jest w bardzo dużym obszarze.
Kolejną zagadką 11Li jest
niewystępowanie jego najbliższego sąsiada
10Li. Oderwanie jednego neutronu powoduje
odpadnięcie i drugiego. Z tego powodu lit 11 bywa
nazywany jądrem boromejskim. Herbem włoskich książąt
Boromeuszów są trzy pierścienie spięte w ten sposób
(ryc. na s. 22), że usunięcie jednego powoduje
rozdzielenie się i dwóch pozostałych. Boromejskie jądra
w najbardziej widoczny sposób ujawniają fundamentalną
cechę sił jądrowych, tzw. dwójkowanie czy parowanie (od
ang. pairing), polegające na skłonności nukleonów do
wiązania się w pary.
W ostatnich latach dokonano ogromnego
postępu w badaniach jąder z neutronowym halo. Wykazano,
że nie tylko 11Li ma taką strukturę, ale
również 11Be, 14Be,
19C, czy 22C. Przypuszcza się
także, że aureolę ma 8B, tyle że tworzoną nie
przez neutrony, lecz pojedynczy proton.
Podobnie jak w przypadku cyny 100,
badania nietrwałych jąder z halo ma istotne znaczenie
dla rozumienia zjawisk astrofizycznych. Wspomniany
8B, produkowany we wnętrzach gwiazd, w tym na
Słońcu, podlega przemianom beta i jest ważnym źródłem
neutrin rejestrowanych na Ziemi. Ich liczba jest
mniejsza niż wynika to z przewidywań teoretycznych, co
jest przyczyną trwającej już cztery dziesięciolecia
kontrowersji. Być może lepsze poznanie struktury jąder
takich jak 8B pozwoli rozwikłać zagadkę
neutrin słonecznych.
Przedstawiłem kilka kierunków poszukiwań
współczesnej fizyki jądrowej. Na nich, oczywiście, lista
się nie zamyka. W szczególności pominąłem ogromny dział
badań zderzeń jąder atomowych przy tzw. pośrednich i
wysokich energiach. W tym wypadku jednak struktura jąder
odgrywa raczej marginalną rolę, a w centrum
zainteresowania są własności materii w warunkach
wysokich gęstości i temperatur. Badania te, spokrewnione
z fizyką cząstek elementarnych, wychodzą tedy poza ramy
tradycyjnie rozumianej fizyki jądra atomowego. Ta jednak
okazała się bogatsza niż można było przypuszczać. Rozwój
nowych technik eksperymentalnych, które pozwalają badać
zjawiska nawet niezwykle rzadkie, otworzył nowe
perspektywy. Trudno więc dzisiaj przewidzieć, czego się
jeszcze o jądrach atomowych dowiemy.
Dr hab. STANISŁAW MRÓWCZYŃSKI pracuje w
Instytucie Problemów Jądrowych w Warszawie i Wyższej
Szkole Pedagogicznej w
Kielcach. |