bakłażany

potrzebujemy: zaś z technicznych spraw: noż, łyżeczkę, talerz, piekarnik z taką kratką, zapalniczkę, gaz i moździerz; może być przeciwpiechotny, ja używam takiego z brzozy.

do dzieła: przecinamy bakłażany wzdłuż na pół, kładziemy połówki na kratce i palimy na pełnym ogniu przez czas odpowiedni (kwadrans? 20 minut?), ma się rozejść przyjemny zapach palonego bakłażana, ma z nich kapać lekko brunatna ciecz, a skórki mają się nadjarać. odwracamy o \pi względem osi podłużnej, i jeszcze z 10 minut niech siedzą.

w przysłowiowym międzyczasie młócimy kolendrę z solą, wsypujemy pokrojony czosnek i bijemy na w miarę jednorodną pastę. wysypujemy toto na talerz i później ubijamy orzechy. jest to trudne i wyczerpujące dla ręki prowadzącej trzonek moździerza.

po paru minutach od wyłączenia piekarnika wyjmujemy miąższ bakłażanów. powinno się to odbyć przez jedno cięcie przy skórce i wyciągnięcie zdecydowanym ruchem wszystkiego. skórka raczej nie powinna pęknąć.

mieszamy wyjęty miąższ z masą czosnkową i orzechami i ubijamy na jednorodną masę, która w rezultacie przypominać ma psie wymiociny. no i, co łatwo przewidzieć, wypełniamy nadpalone skórki; jeśli masy jest za mało, pozostałe skórki mogą posłużyć szczytnemu celowi, jakim jest dokarmianie domowych szczurów, jak widać po pozostawionym przez nie ogonku na ostatnim zdjęciu.

danie należy przechować w lodówce albo nie przez kilka godzin po zrobieniu, jest zauważalnie różne w smaku po stosownym `przegryzieniu'.



spalone połówki



młocka 1. — kolendra i sól



młocka 2. — orzechy



wypatroszone połówki



flaki i masa czosnkowa, wraz z nożem (rocznik 39, znaki zakazane zostały wyretuszowane — dostałem od babci, która pochodzi z przedwojennego Zabrza :).



flaki, czosnek i orzechy po ubiciu; zgodnie z zapowiedzią wyglądają nieszczególnie.

gotowe danie na blaszce. w lewym górnym rogu widoczna działalność szczurów domowych :)
kuchnia życzy smacznego!