Aby rozpocz lektur, 
kliknij na taki przycisk 
ktry da ci peny dostp do spisu treci ksiki. 

Jeli chcesz poczy si z Portem Wydawniczym 
LITERATURA.NET.PL 
kliknij na logo poniej. 

, 

ADAM MICKIEWICZ


PAN TADEUSZ


CZYLI OSTATNI ZAJAZD NA LITWIE.
HISTORIA SZLACHECKA Z R. 1811 I 1812,
WE DWUNASTU KSIEGACH WIERSZEM.



Tower Press 2000 
Copyright by Tower Press, Gdansk 2000 


KSIEGA PIERWSZA
GOSPODARSTWO


Treoea:
Powrt panicza - Spotkanie sie najpierwsze w pokoiku, drugie u sto3u -
Wa.na Sedziego nauka o grzecznooeci - Podkomorzego uwagi polityczne nad
modami - Pocz1tek sporu o Kusego i Soko3a - ale Wojskiego - Ostatni
WoYny Trybuna3u - Rzut oka na wczesny stan polityczny Litwy i Europy.



Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteoe jak zdrowie.
Ile cie trzeba cenia, ten tylko sie dowie,
Kto cie straci3. Dzioe pieknooea tw1 w ca3ej ozdobie
Widze i opisuje, bo tesknie po tobie.


Panno OEwieta, co jasnej bronisz Czestochowy
I w Ostrej oewiecisz Bramie! Ty, co grd zamkowy
Nowogrdzki ochraniasz z jego wiernym ludem!
Jak mnie dziecko do zdrowia powrci3aoe cudem
(Gdy od p3acz1cej matki pod Twoj1 opieke
Ofiarowany, martw1 podnios3em powieke
I zaraz mog3em pieszo do Twych oewi1tyn progu
Ioea za wrcone .ycie podziekowaa Bogu),
Tak nas powrcisz cudem na Ojczyzny 3ono.
Tymczasem przenooe moje dusze utesknion1
Do tych pagrkw leoenych, do tych 31k zielonych,
Szeroko nad b3ekitnym Niemnem rozci1gnionych;
Do tych pl malowanych zbo.em rozmaitem,
Wyz3acanych pszenic1, posrebrzanych .ytem;
Gdzie bursztynowy oewierzop, gryka jak oenieg bia3a,
Gdzie panienskim rumiencem dziecielina pa3a,
A wszystko przepasane, jakby wsteg1, miedz1
Zielon1, na niej z rzadka ciche grusze siedz1.


OErd takich pl przed laty, nad brzegiem ruczaju,
Na pagrku niewielkim, we brzozowym gaju,
Sta3 dwr szlachecki, z drzewa, lecz podmurowany;
OEwieci3y sie z daleka pobielane oeciany,
Tym bielsze, .e odbite od ciemnej zieleni



Topoli, co go broni1 od wiatrw jesieni.
Dm mieszkalny niewielki, lecz zewsz1d chedogi,
I stodo3e mia3 wielk1, i przy niej trzy stogi
U.1tku, co pod strzech1 zmieoecia sie nie mo.e;
Widaa, .e okolica obfita we zbo.e,
I widaa z liczby kopic, co wzd3u. i wszerz smugw
OEwiec1 gesto jak gwiazdy, widaa z liczby p3ugw
Orz1cych wczeoenie 3any ogromne ugoru,
Czarnoziemne, zapewne nale.ne do dworu,
Uprawne dobrze na kszta3t ogrodowych grz1dek:
e w tym domu dostatek mieszka i porz1dek.
Brama na wci1. otwarta przechodniom og3asza,
e gooecinna i wszystkich w gooecine zaprasza.


W3aoenie dwkonn1 bryk1 wjecha3 m3ody panek
I obieg3szy dziedziniec zawrci3 przed ganek,
Wysiad3 z powozu; konie porzucone same,
Szczypi1c trawe ci1gne3y powoli pod brame.
We dworze pusto, bo drzwi od ganku zamknieto
Zaszczepkami i ko3kiem zaszczepki przetknieto.
Podr.ny do folwarku nie bieg3 s3ug zapytaa;
Odemkn13, wbieg3 do domu, pragn13 go powitaa.
Dawno domu nie widzia3, bo w dalekim mieoecie
Konczy3 nauki, konca doczeka3 nareszcie.
Wbiega i okiem chciwie oeciany starodawne
Ogl1da czule, jako swe znajome dawne.
Te. same widzi sprzety, te. same obicia,
Z ktremi sie zabawiaa lubi3 od powicia;
Lecz mniej wielkie, mniej piekne, ni. sie dawniej zda3y.



I te. same portrety na oecianach wisia3y.
Tu Kooeciuszko w czamarce krakowskiej, z oczyma
Podniesionymi w niebo, miecz obur1cz trzyma;
Takim by3, gdy przysiega3 na stopniach o3tarzw,
e tym mieczem wypedzi z Polski trzech mocarzw
Albo sam na nim padnie. Dalej w polskiej szacie
Siedzi Rejtan .a3ooeny po wolnooeci stracie,
W reku trzymna n., ostrzem zwrcony do 3ona,
A przed nim le.y Fedon i .ywot Katona.
Dalej Jasinski, m3odzian piekny i posepny,
Obok Korsak, towarzysz jego nieodstepny,
Stoj1 na szancach Pragi, na stosach Moskali,
Siek1c wrogw, a Praga ju. sie wko3o pali.
Nawet stary stoj1cy zegar kurantowy
W drewnianej szafie pozna3 u wnioecia alkowy
I z dziecinn1 radooeci1 poci1gn13 za sznurek,
By stary D1browskiego us3yszea mazurek.


Biega3 po ca3ym domu i szuka3 komnaty,
Gdzie mieszka3, dzieckiem bed1c, przed dziesieciu laty.
Wchodzi, cofn13 sie, toczy3 zdumione Yrenice
Po oecianach: w tej komnacie mieszkanie kobice?
Kt. by tu mieszka3? Stary stryj nie by3 .onaty,
A ciotka w Petersburgu mieszka3a przed laty.
To nie by3 ochmistrzyni pokj! Fortepiano?
Na niem noty i ksi1.ki; wszystko porzucano
Niedbale i bez3adnie; nieporz1dek mi3y!
Niestare by3y r1czki, co je tak rzuci3y.
Tu. i sukienka bia3a, oewie.o z ko3ka zdjeta



Do ubrania, na krzes3a poreczu rozpieta.
A na oknach donice z pachn1cymi zio3ki,
Geranium, lewkonija, astry i fijo3ki.


Podr.ny stan13 w jednym z okien - nowe dziwo:
W sadzie, na brzegu niegdyoe zaros3ym pokrzyw1,
By3 malenki ogrdek, oecie.kami porzniety,
Pe3en bukietw trawy angielskiej i miety.
Drewniany, drobny, w cyfre powi1zany p3otek
Po3yska3 sie wst1.kami jaskrawych stokrotek.
Grz1dki widaa, .e by3y oewie.o polewane;
Tu. sta3o wody pe3ne naczynie blaszane,
Ale nigdzie nie widaa by3o ogrodniczki;
Tylko co wysz3a; jeszcze ko3ysz1 sie drzwiczki
OEwie.o tr1cone; blisko drzwi oelad widaa n.ki
Na piasku, bez trzewika by3a i ponczoszki;
Na piasku drobnym, suchym, bia3ym na kszta3t oeniegu,
OElad wyraYny, lecz lekki; odgadniesz, .e w biegu
Chybkim by3 zostawiony n.kami drobnemi
Od kogooe, co zaledwie dotyka3 sie ziemi.


Podr.ny d3ugo w oknie sta3 patrz1c, dumaj1c,
Wonnymi powiewami kwiatw oddychaj1c,
Oblicze a. na krzaki fijo3kowe sk3oni3,
Oczyma ciekawymi po dro.ynach goni3
I znowu je na drobnych oeladach zatrzymywa3,
Myoela3 o nich i, czyje by3y, odgadywa3.
Przypadkiem oczy podnis3, i tu. na parkanie
Sta3a m3oda dziewczyna. - Bia3e jej ubranie



Wysmuk31 postaa tylko a. do piersi kryje,
Ods3aniaj1c ramiona i 3abedzi1 szyje.
W takim Litwinka tylko chodzia zwyk3a z rana,
W takim nigdy nie bywa od me.czyzn widziana:
Wiec choa oewiadka nie mia3a, za3o.y3a rece
Na piersiach, przydawaj1c zas3ony sukience.
W3os w pukle nie rozwity, lecz w weze3ki ma3e
Pokrecony, schowany w drobne str1czki bia3e,
Dziwnie ozdabia3 g3owe, bo od s3onca blasku
OEwieci3 sie, jak korona na oewietych obrazku.
Twarzy nie by3o widaa. Zwrcona na pole
Szuka3a kogooe okiem, daleko, na dole;
Ujrza3a, zaoemia3a sie i klasne3a w d3onie,
Jak bia3y ptak zlecia3a z parkanu na b3onie
I wione3a ogrodem przez p3otki, przez kwiaty,
I po desce opartej o oeciane komnaty,
Nim spostrzeg3 sie, wlecia3a przez okno, oewiec1ca,
Nag3a, cicha i lekka jak oewiat3ooea miesi1ca.
Nc1c chwyci3a suknie, bieg3a do zwierciad3a;
Wtem ujrza3a m3odzienca i z r1k jej wypad3a
Suknia, a twarz od strachu i dziwu poblad3a.
Twarz podr.nego barw1 sp3one3a rumian1
Jak ob3ok, gdy z jutrzenk1 napotka sie rann1;
Skromny m3odzieniec oczy zmru.y3 i przys3oni3,
Chcia3 cooe mwia, przepraszaa, tylko sie uk3oni3
I cofn13 sie; dziewica krzykne3a boleoenie,
NiewyraYnie, jak dziecko przestraszone we oenie;
Podr.ny zl1k3 sie, spjrza3, lecz ju. jej nie by3o.
Wyszed3 zmieszany i czu3, .e serce mu bi3o



G3ooeno, i sam nie wiedzia3, czy go mia3o oemieszya
To dziwaczne spotkanie, czy wstydzia, czy cieszya.


Tymczasem na folwarku nie usz3o bacznooeci,
e przed ganek zajecha3 ktryoe z nowych gooeci.
Ju. konie w stajnie wzieto, ju. im hojnie dano,
Jako w porz1dnym domu, i obrok, i siano;
Bo Sedzia nigdy nie chcia3, wed3ug nowej mody,
Odsy3aa konie gooeci ydom do gospody.
S3udzy nie wyszli witaa, ale nie myoel wcale,
Aby w domu Sedziego s3u.ono niedbale;
S3udzy czekaj1, nim sie pan Wojski ubierze,
Ktry teraz za domem urz1dza3 wieczerze.
On Pana zastepuje i on w niebytnooeci
Pana zwyk3 sam przyjmowaa i zabawiaa gooeci
(Daleki krewny panski i przyjaciel domu).
Widz1c gooecia, na folwark d1.y3 po kryjomu
(Bo nie mg3 wyjoea spotykaa w tkackim pudermanie);
Wdzia3 wiec, jak mg3 najpredzej, niedzielne ubranie
Nagotowane z rana, bo od rana wiedzia3,
e u wieczerzy bedzie z mnstwem gooeci siedzia3.


Pan Wojski pozna3 z dala, rece rozkrzy.owa3
I z krzykiem podr.nego oeciska3 i ca3owa3;
Zacze3a sie ta predka, zmieszana rozmowa,
W ktrej lat kilku dzieje chciano zamkn1a w s3owa
Krtkie i popl1tane, w ci1g powieoeci, pytan,
Wykrzyknikw i westchnien, i nowych powitan.
Gdy sie pan Wojski dosya napyta3, nabada3,
Na samym koncu dzieje tego dnia powiada3.



Dobrze, mj Tadeuszu (bo tak nazywano
M3odzienca, ktry nosi3 Kooeciuszkowskie miano
Na pami1tke, .e w czasie wojny sie urodzi3),
Dobrze, mj Tadeuszu, .eoe sie dzioe nagodzi3
Do domu, w3aoenie kiedy mamy panien wiele.
Stryjaszek myoeli wkrtce sprawia ci wesele;
Jest z czego wybraa; u nas towarzystwo liczne
Od kilku dni zbiera sie na s1dy graniczne
Dla skonczenia dawnego z panem Hrabi1 sporu;
I pan Hrabia ma jutro sam zjechaa do dworu;
Podkomorzy ju. zjecha3 z .on1 i z crkami.
M3odzie. posz3a do lasu bawia sie strzelbami,
A starzy i kobiety .niwo ogl1daj1
Pod lasem, i tam pewnie na m3odzie. czekaj1.
Pjdziemy, jeoeli zechcesz, i wkrtce spotkamy
Stryjaszka, Podkomorstwo i szanowne damy.


Pan Wojski z Tadeuszem id1 pod las drog1
I jeszcze sie do woli nagadaa nie mog1.
S3once ostatnich kresw nieba dochodzi3o,
Mniej silnie, ale szerzej ni. we dnie oewieci3o,
Ca3e zaczerwienione, jak zdrowe oblicze
Gospodarza, gdy prace skonczywszy rolnicze,
Na spoczynek powraca. Ju. kr1g promienisty
Spuszcza sie na wierzch boru i ju. pomrok mglisty,
Nape3niaj1c wierzcho3ki i ga3ezie drzewa,
Ca3y las wi1.e w jedno i jakoby zlewa;
I br czerni3 sie na kszta3t ogromnego gmachu,
S3once nad nim czerwone jak po.ar na dachu;



Wtem zapad3o do g3ebi; jeszcze przez konary
B3ysne3o jako oewieca przez okienic szpary
I zgas3o. I wnet sierpy gromadnie dzwoni1ce
We zbo.ach i grabliska suwane po 31ce
Ucich3y i stane3y: tak pan Sedzia ka.e,
U niego ze dniem koncz1 prace gospodarze.
Pan oewiata wie, jak d3ugo pracowaa potrzeba;
S3once, Jego robotnik, kiedy znidzie z nieba,
Czas i ziemianinowi ustepowaa z pola.
Tak zwyk3 mawiaa pan Sedzia, a Sedziego wola
By3a ekonomowi poczciwemu oewiet1;
Bo nawet wozy, w ktre ju. sk3adaa zaczeto
Kope .yta, niepe3ne jad1 do stodo3y;
Ciesz1 sie z nadzwyczajnej ich lekkooeci wo3y.


W3aoenie z lasu wraca3o towarzystwo ca3e,
Weso3o, lecz w porz1dku; naprzd dzieci ma3e
Z dozorc1, potem Sedzia szed3 z Podkomorzyn1,
Obok pan Podkomorzy otoczon rodzin1;
Panny tu. za starszemi, a m3odzie. na boku;
Panny sz3y przed m3odzie.1 o jakie p3 kroku
(Tak ka.e przyzwoitooea); nikt tam nie rozprawia3
O porz1dku, nikt me.czyzn i dam nie ustawia3,
A ka.dy mimowolnie porz1dku pilnowa3.
Bo Sedzia w domu dawne obyczaje chowa3
I nigdy nie dozwala3, by chybiano wzgledu
Dla wieku, urodzenia, rozumu, urzedu.
Tym 3adem - mawia3 - domy i narody s3yn1,
Z jego upadkiem domy i narody gin1.



Wiec do porz1dku wykli domowi i s3udzy;
I przyjezdny gooea, krewny albo cz3owiek cudzy,
Gdy Sedziego nawiedzi3, skoro poby3 ma3o,
Przejmowa3 zwyczaj, ktrym wszystko oddycha3o.


Krtkie by3y Sedziego z synowcem witania:
Da3 mu powa.nie reke do poca3owania
I w skron uca3owawszy, uprzejmie pozdrowi3;
A choa przez wzgl1d na gooeci niewiele z nim mwi3,
Widaa by3o z 3ez, ktre wylotem kontusza
Otar3 predko, jak kocha3 pana Tadeusza.


W oelad gospodarza wszystko ze .niwa i z boru,
I z 31k, i z pastwisk razem wraca3o do dworu.
Tu owiec trzoda becz1c w ulice sie t3oczy
I wznosi chmure py3u; dalej z wolna kroczy
Stado cielic tyrolskich z mosie.nymi dzwonki;
Tam konie r.1ce lec1 ze skoszonej 31ki;
Wszystko bie.y ku studni, ktrej ramie z drzewa
Raz wraz skrzypi i napj w koryta rozlewa.


Sedzia, choa utrudzony, chocia. w gronie gooeci,
Nie uchybi3 gospodarskiej, wa.nej powinnooeci:
Uda3 sie sam ku studni; najlepiej z wieczora
Gospodarz widzi, w jakim stanie jest obora;
Dozoru tego nigdy s3ugom nie poruczy,
Bo Sedzia wie, .e oko panskie konia tuczy.



Wojski z woYnym Protazym ze oewiecami w sieni
Stali i rozprawiali, nieco por.nieni,
Bo w niebytnooea Wojskiego WoYny po kryjomu
Kaza3 sto3y z wieczerz1 powynosia z domu
I ustawia co predzej w pooerodku zamczyska,
Ktrego widne by3y pod lasem zwaliska.
Po c. te przenosiny? Pan Wojski sie krzywi3
I przeprasza3 Sedziego; Sedzia sie zadziwi3,
Lecz sta3o sie; ju. pYno i trudno zaradzia,
Wola3 gooeci przeprosia i w pustki prowadzia.
Po drodze WoYny ci1gle Sedziemu t3umaczy3,
Dlaczego urz1dzenie panskie przeinaczy3:
We dworze .adna izba nie ma obszernooeci
Dostatecznej dla tylu, tak szanownych gooeci;
W zamku sien wielka, jeszcze dobrze zachowana,
Sklepienie ca3e - wprawdzie pek3a jedna oeciana,
Okna bez szyb, lecz latem nic to nie zawadzi;
Bliskooea piwnic wygodna s3u.1cej czeladzi.
Tak mwi1c, na Sedziego mruga3; widaa z miny,
e mia3 i tai3 inne, wa.niejsze przyczyny.


O dwa tysi1ce krokw zamek sta3 za domem,
Okaza3y budow1, powa.ny ogromem,
Dziedzictwo staro.ytnej rodziny Horeszkw;
Dziedzic zgin13 by3 w czasie krajowych zamieszkw.
Dobra, ca3e zniszczone sekwestrami rz1du,
Bez3adnooeci1 opieki, wyrokami s1du,
W cz1stce spad3y dalekim krewnym po k1dzieli,
A reszte rozdzielono miedzy wierzycieli.



Zamku .aden wzi1oea nie chcia3, bo w szlacheckim stanie
Trudno by3o wy3o.ya koszt na utrzymanie;
Lecz Hrabia, s1siad bliski, gdy wyszed3 z opieki,
Panicz bogaty, krewny Horeszkw daleki,
Przyjechawszy z woja.u upodoba3 mury,
T3umacz1c, .e gotyckiej s1 architektury;
Choa Sedzia z dokumentw przekonywa3 o tem,
e architekt by3 majstrem z Wilna, nie zaoe Gotem.
Dooea, .e Hrabia chcia3 zamku, w3aoenie i Sedziemu
Przysz3a nagle ta. chetka, nie wiadomo czemu.
Zaczeli proces w ziemstwie, potem w g3wnym s1dzie,
W senacie, znowu w ziemstwie i w guberskim rz1dzie;
Wreszcie po wielu kosztach i ukazach licznych
Sprawa wrci3a znowu do s1dw granicznych.


S3usznie WoYny powiada3, .e w zamkowej sieni
Zmieoeci sie i palestra, i gooecie proszeni.
Sien wielka jak refektarz, z wypuk3ym sklepieniem
Na filarach, pod3oga wys3ana kamieniem,
OEciany bez .adnych ozdb, ale mur chedogi;
Stercza3y wko3o sarnie i jelenie rogi
Z napisami: gdzie, kiedy te 3upy zdobyte;
Tu. myoeliwcw herbowne klejnoty wyryte
I stoi wypisany ka.dy po imieniu;
Herb Horeszkw, P3kozic, jaoenia3 na sklepieniu.


Gooecie weszli w porz1dku i staneli ko3em;
Podkomorzy najwy.sze bra3 miejsce za sto3em;
Z wieku mu i z urzedu ten zaszczyt nale.y.



Id1c k3ania3 sie damom, starcom i m3odzie.y.
Przy nim sta3 kwestarz, Sedzia tu. przy Bernardynie,
Bernardyn zmwi3 krtki pacierz po 3acinie.
Me.czyznom dano wdke; wtenczas wszyscy siedli
I cho3odziec litewski milcz1c .wawo jedli.


Pan Tadeusz, choa m3odzik, ale prawem gooecia
Wysoko siad3 przy damach obok Jegomooecia;
Miedzy nim i stryjaszkiem jedno pozosta3o
Puste miejsce, jak gdyby na kogooe czeka3o.
Stryj nieraz na to miejsce i na drzwi pogl1da3,
Jakby czyjegooe przyjoecia by3 pewny i .1da3.
I Tadeusz wzrok stryja ku drzwiom odprowadza3,
I z nim na miejscu pustym oczy swe osadza3.
Dziwna rzecz! Miejsca wko3o s1 siedzeniem dziewic,
Na ktre mg3by spjrzea bez wstydu krlewic,
Wszystkie zacnie zrodzone, ka.da m3oda, 3adna;
Tadeusz tam pogl1da, gdzie nie siedzi .adna.
To miejsce jest zagadk1, m3dY lubi zagadki;
Roztargniony, do swojej nadobnej s1siadki
Ledwie s3w kilka wyrzek3, do Podkomorzanki;
Nie zmienia jej talerzw, nie nalewa szklanki,
I panien nie zabawia przez rozmowy grzeczne,
Z ktrych by wychowanie poznano sto3eczne;
To jedno puste miejsce neci go i mami...
Ju. nie puste, bo on je nape3ni3 myoelami.
Po tem miejscu biega3o domys3w tysi1ce,
Jako po deszczu .abki po samotnej 31ce;
OErd nich jedna krluje postaa, jak w pogode
Lilia jezir skron bia31 wznosz1ca nad wode.



Dano trzeci1 potrawe. Wtem pan Podkomorzy,
Wlawszy kropelke wina w szklanke panny R.y,
A m3odszej przysun1wszy z talerzem ogrki,
Rzek3: Musze ja wam s3u.ya, moje panny crki,
Choa stary i niezgrabny. Zatem sie rzuci3o
Kilku m3odych od sto3u i pannom s3u.y3o.
Sedzia, z boku rzuciwszy wzrok na Tadeusza
I poprawiwszy nieco wylotw kontusza,
Nala3 wegrzyna i rzek3:


Dzioe, nowym zwyczajem,
My na nauke m3odzie. do stolicy dajem
I nie przeczym, .e nasi synowie i wnuki
Maj1 od starych wiecej ksi1.kowej nauki;
Ale co dzien postrzegam, jak m3dY cierpi na tem,
e nie ma szk3 ucz1cych .ya z ludYmi i oewiatem.
Dawniej na dwory panskie jacha3 szlachcic m3ody,
Ja sam lat dziesiea by3em dworskim Wojewody,
Ojca Podkomorzego, Mooeciwego Pana
(Mwi1c, Podkomorzemu oecisn13 za kolana);
On mnie rad1 do us3ug publicznych sposobi3,
Z opieki nie wypuoeci3, a. cz3owiekiem zrobi3.
W mym domu wiecznie bedzie jego pamiea droga,
Co dzien za dusze jego prosze Pana Boga.
Jeoelim tyle na jego nie korzysta3 dworze
Jak drudzy i wrciwszy w domu ziemie orze,
Gdy inni, wiecej godni Wojewody wzgledw,
Doszli potem najwy.szych krajowych urzedw,
Przynajmniej tom skorzysta3, .e mi w moim domu



Nikt nigdy nie zarzuci, bym uchybi3 komu
W uczciwooeci, w grzecznooeci; a ja powiem oemia3o:
Grzecznooea nie jest nauk1 3atw1 ani ma31.
Nie3atw1, bo nie na tym konczy sie, jak nog1
Zrecznie wierzgn1a, z uoemiechem witaa lada kogo;
Bo taka grzecznooea modna zda mi sie kupiecka,
Ale nie staropolska, ani te. szlachecka.
Grzecznooea wszystkim nale.y, lecz ka.demu inna;
Bo nie jest bez grzecznooeci i mi3ooea dziecinna,
I wzgl1d me.a dla .ony przy ludziach, i pana
Dla s3ug swoich, a w ka.dej jest pewna odmiana.
Trzeba sie d3ugo uczya, a.eby nie zb31dzia
I ka.demu powinn1 uczciwooea wyrz1dzia.
I starzy sie uczyli; u panw rozmowa
By3a to historyja .yj1ca krajowa,
A miedzy szlacht1 dzieje domowe powiatu:
Dawano przez to poznaa szlachcicowi bratu,
e wszyscy o nim wiedz1, lekce go nie wa.1;
Wiec szlachcic obyczaje swe trzyma3 pod stra.1.
Dzioe cz3owieka nie pytaj: co zacz? kto go rodzi?
Z kim on .y3, co porabia3? Ka.dy, gdzie chce, wchodzi,
Byle nie szpieg rz1dowy i byle nie w nedzy.
Jak w Wespazyjanus nie w1cha3 pieniedzy
I nie chcia3 wiedziea, sk1d s1, z jakich r1k i krajw,
Tak nie chc1 znaa cz3owieka rodu, obyczajw!
Dooea, .e wa.ny i .e sie stempel na nim widzi,
Wiec szanuj1 przyjaci3 jak pieni1dze ydzi.



To mwi1c Sedzia gooeci obejrza3 porz1dkiem;
Bo choa zawsze i p3ynnie mwi3, i z rozs1dkiem,
Wiedzia3, .e niecierpliwa m3odzie. teraYniejsza,
e j1 nudzi rzecz d3uga, choa najwymowniejsza.
Ale wszyscy s3uchali w milczeniu g3ebokiem;
Sedzia Podkomorzego zda3 sie radzia okiem,
Podkomorzy pochwa31 rzeczy nie przerywa3,
Ale czestym skinieniem g3owy potakiwa3.
Sedzia milcza3, on jeszcze skinieniem przyzwala3;
Wiec Sedzia jego puchar i swj kielich nala3
I dalej mwi3:


Grzecznooea nie jest rzecz1 ma31:
Kiedy sie cz3owiek uczy wa.ya, jak przysta3o,
Drugich wiek, urodzenie, cnoty, obyczaje,
Wtenczas i swoj1 wa.nooea zarazem poznaje;
Jak na szalach .ebyoemy nasz cie.ar poznali,
Musim kogooe posadzia na przeciwnej szali.
Zaoe godna jest Waszmooeciw uwagi osobnej
Grzecznooea, ktr1 powinna m3odY dla p3ci nadobnej;
Zw3aszcza gdy zacnooea domu, fortuny szczodroty
Objaoeniaj1 wrodzone wdzieki i przymioty.
St1d droga do afektw i st1d sie kojarzy
Wspania3y domw sojusz - tak myoelili starzy.
A zatem...


Tu pan Sedzia nag3ym zwrotem g3owy
Skin13 na Tadeusza, rzuci3 wzrok surowy,
Znaa by3o, .e przychodzi3 ju. do wnioskw mowy.



Wtem brz1kn13 w tabakierke z3ot1 Podkomorzy
I rzek3:


Mj Sedzio, dawniej by3o jeszcze gorzej!
Teraz nie wiem, czy moda i nas starych zmienia,
Czy m3odzie. lepsza, ale widze mniej zgorszenia.
Ach, ja pamietam czasy, kiedy do Ojczyzny
Pierwszy raz zawita3a moda francuszczyzny!
Gdy raptem paniczyki m3ode z cudzych krajw
Wtargneli do nas hord1 gorsz1 od Nogajw!
Przeoeladuj1c w OjczyYnie Boga, przodkw wiare,
Prawa i obyczaje, nawet suknie stare.
a3ooenie by3o widziea wy.3k3ych m3okosw,
Gadaj1cych przez nosy, a czesto bez nosw,
Opatrzonych w broszurki i w r.ne gazety,
G3osz1cych nowe wiary, prawa, toalety.
Mia3a nad umys3ami wielk1 moc ta t3uszcza;
Bo Pan Bg, kiedy kare na nard przepuszcza,
Odbiera naprzd rozum od obywateli.
I tak medrsi fircykom oprzea sie nie oemieli;
I zl1k3 ich sie jak d.umy jakiej ca3y nard,
Bo ju. sam wewn1trz siebie czu3 choroby zard.
Krzyczano na modnisiw, a brano z nich wzory:
Zmieniano wiare, mowe, prawa i ubiory.
By3a to maszkarada, zapustna swawola,
Po ktrej mia3 przyjoea wkrtce wielki post - niewola!


Pamietam, chocia. by3em wtenczas ma3e dziecie,
Kiedy do ojca mego w oszmianskim powiecie



Przyjecha3 pan Podczaszyc na francuskim wzku,
Pierwszy cz3owiek, co w Litwie chodzi3 po francusku.
Biegali wszyscy za nim jakby za rarogiem,
Zazdroszczono domowi, przed ktrego progiem
Stane3a Podczaszyca dwkolna dryndulka,
Ktra sie po francusku zwa3a karyjulka.
Zamiast lokajw w kielni siedzia3y dwa pieski,
A na koz3ach niemczysko chude na kszta3t deski;
Nogi mia3 d3ugie, cienkie, jak od chmielu tyki,
W ponczochach, ze srebrnymi klamrami trzewiki,
Peruka z harbajtelem zawi1zanym w miechu.
Starzy na on ekwipa. parskali ze oemiechu,
A ch3opi .egnali sie, mowi1c, .e po oewiecie
JeYdzi wenecki diabe3 w niemieckiej karecie.
Sam Podczaszyc jaki by3, opisywaa d3ugo;
Dosya, .e nam sie zdawa3 ma3p1 lub papug1,
W wielkiej peruce, ktr1 do z3otego runa
On lubi3 porwnywaa, a my do ko3tuna.
Jeoeli kto i czu3 wtenczas, .e polskie ubranie
Piekniejsze jest ni. obcej mody ma3powanie,
Milcza3; boby krzycza3a m3odzie., .e przeszkadza
Kulturze, .e tamuje progresy, .e zdradza!
Taka by3a przes1dw owoczesnych w3adza!


Podczaszyc zapowiedzia3, .e nas reformowaa,
Cywilizowaa bedzie i konstytuowaa;
Og3osi3 nam, .e jacyoe Francuzi wymowni
Zrobili wynalazek: i. ludzie s1 rowni.
Choa o tem dawno w Panskim pisano zakonie



I ka.dy ksi1dz to. samo gada na ambonie.
Nauka dawn1 by3a, sz3o o jej pe3nienie!
Lecz wtenczas panowa3o takie ooelepienie,
e nie wierzono rzeczom najdawniejszym w oewiecie,
Jeoeli ich nie czytano w francuskiej gazecie.
Podczaszyc, mimo rwnooea, wzi13 tytu3 marki.a;
Wiadomo, .e tytu3y przychodz1 z Pary.a,
A natenczas tam w modzie by3 tytu3 marki.a.
Jako., kiedy sie moda odmieni3a z laty,
Ten.e sam marki. przybra3 tytu3 demokraty;
Wreszcie z odmienn1 mod1, pod Napoleonem,
Demokrata przyjecha3 z Pary.a baronem;
Gdyby .y3 d3u.ej, mo.e now1 alternat1
Z barona przechrzci3by sie kiedyoe demokrat1.
Bo Pary. czest1 mody odmian1 sie chlubi,
A co Francuz wymyoeli, to Polak polubi.


Chwa3a Bogu, .e teraz jeoeli nasza m3odzie.
Wyje.d.a za granice, to ju. nie po odzie.,
Nie szukaa prawodawstwa w drukarskich kramarniach
Lub wymowy uczya sie w paryskich kawiarniach.
Bo teraz Napoleon, cz3ek m1dry a predki,
Nie daje czasu szukaa mody i gawedki.
Teraz grzmi ore., a nam starym serca rosn1,
e znowu o Polakach tak na oewiecie g3ooeno;
Jest s3awa, a wiec bedzie i Rzeczpospolita!
Zaw.dy z wawrzynw drzewo wolnooeci wykwita.
Tylko smutno, .e nam, ach! tak sie lata wlek1
W nieczynnooeci! a oni tak zawsze daleko!



Tak d3ugo czekaa! Nawet tak rzadka nowina!
Ojcze Robaku (ciszej rzek3 do Bernardyna),
S3ysza3em, .eoe zza Niemna odebra3 wiadomooea;
Mo.e te. co o naszym wojsku wie Jegomooea?


Nic a nic - odpowiedzia3 Robak obojetnie
(Widaa by3o, .e s3ucha3 rozmowy niechetnie) -
Mnie polityka nudzi; je.eli z Warszawy
Mam list, to rzecz zakonna, to s1 nasze sprawy
Bernardynskie; c. o tem gadaa u wieczerzy?
S1 tu oewieccy, do ktrych nic to nie nale.y.


Tak mowi1c spojrza3 zyzem, gdzie oerd biesiadnikw
Siedzia3 gooea Moskal; by3 to pan kapitan Rykw;
Stary .o3nierz, sta3 w bliskiej wiosce na kwaterze,
Pan Sedzia go przez grzecznooea prosi3 na wieczerze.
Rykow jad3 smaczno, ma3o wdawa3 sie w rozmowe,
Lecz na wzmianke Warszawy rzek3, podnios3szy g3owe:
Pan Podkomorzy! Oj, Wy! Pan zawsze ciekawy
O Bonaparta, zawsze Wam tam do Warszawy!
He! Ojczyzna! Ja nie szpieg, a po polsku umiem -
Ojczyzna! Ja to czuje wszystko, ja rozumiem!
Wy Polaki, ja Ruski, teraz sie nie bijem,
Jest armistycjum, to my razem jemy, pijem.
Czesto na awanpostach nasz z Francuzem gada,
Pije wdke; jak krzykn1: ura! - kanonada.
Ruskie przys3owie: z kim sie bije, tego lubie;
G3adY dru.ke jak po duszy, a bij jak po szubie.
Ja mwie, bedzie wojna u nas. Do majora



P3uta adiutant sztabu przyjecha3 zawczora:
Gotowaa sie do marszu! Pjdziem, czy pod Turka,
Czy na Francuza; oj, ten Bonapart figurka!
Bez Suworowa to on mo.e nas wytuza.
U nas w pu3ku gadano, jak szli na Francuza,
e Bonapart czarowa3, no, tak i Suwarw
Czarowa3; tak i by3y czary przeciw czarw.
Raz w bitwie, gdzie podzia3 sie? szukaa Bonaparta -
A on zmieni3 sie w lisa, tak Suwarw w charta;
Tak Bonaparte znowu w kota sie przerzuca,
Dalej drzea pazurami, a Suwarw w kuca.
Obaczcie., co sie sta3o w koncu z Bonapart1...


Tu Rykw przerwa3 i jad3; wtem z potraw1 czwart1
Wszed3 s3u.1cy, i raptem boczne drzwi otwarto.


Wesz3a nowa osoba, przystojna i m3oda;
Jej zjawienie sie nag3e, jej wzrost i uroda,
Jej ubir zwrci3 oczy; wszyscy j1 witali;
Prcz Tadeusza, widaa, .e j1 wszyscy znali.
Kibia mia3a wysmuk31, kszta3tn1, pieroe powabn1,
Suknie materyjaln1, r.ow1, jedwabn1,
Gors wyciety, ko3nierzyk z kornek, rekawki
Krtkie, w reku kreci3a wachlarz dla zabawki
(Bo nie by3o gor1ca); wachlarz poz3ocisty
Powiewaj1c rozlewa3 deszcz iskier rzesisty.
G3owa do w3osw, w3osy pozwijane w kregi,
W pukle, i przeplatane r.owymi wstegi,
Pooerd nich brylant, niby zakryty od oczu,



OEwieci3 sie jako gwiazda w komety warkoczu -
S3owem, ubir galowy; szeptali niejedni,
e zbyt wykwintny na wieoe i na dzien powszedni.
N.ek, choa suknia krtka, oko nie zobaczy,
Bo bieg3a bardzo szybko, suwa3a sie raczj,
Jako osbki, ktre na trzykrlskie oewieta
Przesuwaj1 w jase3kach ukryte ch3opieta.
Bieg3a i wszystkich lekkim witaj1c uk3onem,
Chcia3a usieoea na miejscu sobie zostawionem.
Trudno by3o; bo krzese3 dla gooeci nie sta3o:
Na czterech 3awach cztery ich rzedy siedzia3o,
Trzeba by3o rzed ruszya lub 3awe przeskoczya;
Zrecznie miedzy dwie 3awy umia3a sie wt3oczya,
A potem miedzy rzedem siedz1cych i sto3em
Jak bilardowa kula toczy3a sie ko3em.
W biegu dotkne3a blisko naszego m3odziana;
Uczepiwszy falban1 o czyjeoe kolana,
Pooelizne3a sie nieco i w tem roztargnieniu
Na pana Tadeusza wspar3a sie ramieniu.
Przeprosiwszy go grzecznie, na miejscu swem siad3a
Pomiedzy nim i stryjem, ale nic nie jad3a,
Tylko sie wachlowa3a, to wachlarza trzonek
Kreci3a, to ko3nierzyk z brabanckich koronek
Poprawia3a, to lekkim dotknieniem sie reki
Muska3a w3osw pukle i wst1g jasnych peki.


Ta przerwa rozmw trwa3a ju. minut ze cztery.
Tymczasem w koncu sto3a naprzd ciche szmery,
A potem sie zacze3y wp3g3ooene rozmowy;



Me.czyYni rozs1dzali swe dzisiejsze 3owy.
Asesora z Rejentem wzmog3a sie uparta,
Coraz g3ooeniejsza k3tnia o kusego charta,
Ktrego posiadaniem pan Rejent sie szczyci3
I utrzymywa3, .e on zaj1ca pochwyci3;
Asesor zaoe dowodzi3 na z3ooea Rejentowi,
e ta chwa3a nale.y chartu Soko3owi.
Pytano zdania innych; wiec wszyscy doko3a
Brali strone Kusego, albo te. Soko3a,
Ci jak znawcy, ci znowu jak naoczne oewiadki.


Sedzia na drugim koncu do nowej s1siadki
Rzek3 p3g3osem: Przepraszam, musielioemy siadaa,
Niepodobna wieczerzy na pYniej odk3adaa:
Gooecie g3odni, chodzili daleko na pole;
Myoeli3em, .e dzioe z nami nie bedziesz przy stole.
To rzek3szy, z Podkomorzym przy pe3nym kielichu
O politycznych sprawach rozmawia3 po cichu.


Gdy tak by3y zajete sto3u strony obie,
Tadeusz przygl1da3 sie nieznanej osobie:
Przypomnia3, .e za pierwszym na miejsce wejrzeniem
Odgadn13 zaraz, czyim mia3o bya siedzeniem.
Rumieni3 sie, serce mu bi3o nadzwyczajnie;
Wiec rozwi1zane widzia3 swych domys3w tajnie!
Wiec by3o przeznaczono, by przy jego boku
Usiad3a owa pieknooea widziana w pomroku.



Wprawdzie zda3a sie teraz wzrostem dorodniejsza,
Bo ubrana, a ubir powieksza i zmniejsza.
I w3os u tamtej widzia3 krtki, jasnoz3oty,
A u tej krucze, d3ugie zwija3y sie sploty.
Kolor musia3 pochodzia od s3onca promieni,
Ktremi przy zachodzie wszystko sie czerwieni.
Twarzy wwczas nie dostrzeg3, nazbyt rych3o znik3a,
Ale myoel twarz nadobn1 odgadywaa zwyk3a;
Myoeli3, .e pewnie mia3a czarniutkie oczeta,
Bia31 twarz, usta kraoene jak wioenie bliYnieta;
U tej znalaz3 podobne oczy, usta, lica;
W wieku mo.e by by3a najwieksza r.nica:
Ogrodniczka dziewczynk1 zdawa3a sie ma31,
A pani ta niewiast1 ju. w latach dojrza31;
Lecz m3odzie. o pieknooeci metryke nie pyta,
Bo m3odziencowi m3od1 jest ka.da kobita,
Ch3opcowi ka.da pieknooea zda sie rwiennic1,
A niewinnemu ka.da kochanka dziewic1.


Tadeusz, chocia. liczy3 lat blisko dwadzieoecie
I od dziecinstwa mieszka3 w Wilnie, wielkim mieoecie,
Mia3 za dozorce ksiedza, ktry go pilnowa3
I w dawnej surowooeci prawid3ach wychowa3.
Tadeusz zatem przywioz3 w strony swe rodzinne
Dusze czyst1, myoel .yw1 i serce niewinne,
Ale razem niema31 chetke do swywoli.
Z gry ju. robi3 projekt, .e sobie pozwoli
U.ywaa na wsi d3ugo wzbronionej swobody;
Wiedzia3, .e by3 przystojny, czu3 sie rzeoeki, m3ody,



A w spadku po rodzicach wzi13 czerstwooea i zdrowie.
Nazywa3 sie Soplica; wszyscy Soplicowie
S1, jak wiadomo, krzepcy, otyli i silni,
Do .o3nierki jedyni, w naukach mniej pilni.


Tadeusz sie od przodkw swoich nie odrodzi3:
Dobrze na koniu jeYdzi3, pieszo dzielnie chodzi3,
Tepy nie by3, lecz ma3o w naukach post1pi3,
Choa stryj na wychowanie niczego nie sk1pi3.
On wola3 z flinty strzelaa albo szabl1 robia;
Wiedzia3, .e go myoelano do wojska sposobia,
e ojciec w testamencie wyrzek3 tak1 wole;
Ustawicznie do bebna teskni3, siedz1c w szkole.
Ale stryj nagle pierwsze zamiary odmieni3,
Kaza3, aby przyjecha3 i aby sie .eni3,
I obj13 gospodarstwo; przyrzek3 na pocz1tek
Daa ma31 wieoe, a potem ca3y swj maj1tek.


Te wszystkie Tadeusza cnoty i zalety
OEci1gne3y wzrok s1siadki, uwa.nej kobiety.
Zmierzy3a jego postaa kszta3tn1 i wysok1,
Jego ramiona silne, jego pieroe szerok1
I w twarz spjrza3a, z ktrej wytryska3 rumieniec,
Ilekroa z jej oczyma spotka3 sie m3odzieniec:
Bo z pierwszej lekliwooeci ca3kiem ju. och3on13
I patrzy3 wzrokiem oemia3ym, w ktrym ogien p3on13.
Rwnie. patrzy3a ona, i cztery Yrenice
Gorza3y przeciw sobie jak roratne oewice.



Pierwsza z nim po francusku zacze3a rozmowe;
Wraca3 z miasta, ze szko3y: wiec o ksi1.ki nowe,
O autorw pyta3a Tadeusza zdania
I ze zdan wyci1ga3a na nowo pytania;
C. gdy potem zacze3a mwia o malarstwie,
O muzyce, o tancach, nawet o rzeYbiarstwie!
Dowiod3a, .e zna rwnie pedzel, noty, druki;
A. os3upia3 Tadeusz na tyle nauki,
Leka3 sie, by nie zosta3 pooemiewiska celem,
I j1ka3 sie jak .aczek przed nauczycielem.
Szczeoeciem, .e nauczyciel 3adny i niesrogi;
Odgadne3a s1siadka powd jego trwogi,
Wszcze3a rzecz o mniej trudnych i m1drych przedmiotach:
O wiejskiego po.ycia nudach i k3opotach,
I jak bawia sie trzeba, i jak czas podzielia,
By .ycie uprzyjemnia i wieoe rozweselia.


Tadeusz odpowiada3 oemielej, sz3a rzecz dalj,
W p3 godziny ju. byli z sob1 poufali;
Zaczeli nawet ma3e .arciki i sprzeczki.
W koncu, stawi3a przed nim trzy z chleba ga3eczki:
Trzy osoby na wybor; wzi13 najbli.sz1 sobie;
Podkomorzanki na to zmarszczy3y sie obie,
S1siadka zaoemia3a sie, lecz nie powiedzia3a,
Kogo owa szczeoeliwa ga3ka oznacza3a.


Inaczej bawiono sie w drugim koncu sto3a,
Bo tam, wzmg3szy sie nagle, stronnicy Soko3a
Na partyje Kusego bez litooeci wsiedli:



Spr by3 wielki, ju. potraw ostatnich nie jedli.
Stoj1c i pij1c obie k3ci3y sie strony,
A najstraszniej pan Rejent by3 zacietrzewiony:
Jak raz zacz13, bez przerwy rzecz swoje tokowa3
I gestami j1 bardzo dobitnie malowa3.
(By3 dawniej adwokatem pan rejent Bolesta,
Zwano go kaznodziej1, .e zbyt lubi3 gesta).
Teraz rece przy boku mia3, w ty3 wygi13 3okcie,
Spod ramion wytkn13 palce i d3ugie paznokcie,
Przedstawiaj1c dwa smycze chartw tym obrazem.
W3aoenie rzecz konczy3: Wyczha! puoecilioemy razem
Ja i Asesor, razem, jakoby dwa krki
Jednym palcem spuszczone u jednej dwrrki;
Wyczha! poszli, a zaj1c jak struna - smyk w pole,
Psy tu. (to mwi1c, rece ci1gn13 wzd3u. po stole
I palcami ruch chartw przedziwnie udawa3),
Psy tu., i hec! od lasu odsadzili kawa3;
Soko3 smyk naprzd, r1czy pies, lecz zagorzalec,
Wysadzi3 sie przed Kusym o tyle, o palec;
Wiedzia3em, .e spud3uje; szarak, gracz nie lada,
Czcha3 niby prosto w pole, za nim psw gromada;
Gracz szarak! skoro poczu3 wszystkie charty w kupie,
Pstrek na prawo, kozio3ka, z nim w prawo psy g3upie,
A on znowu fajt w lewo, jak wytnie dwa susy,
Psy za nim fajt na lewo, on w las, a mj Kusy
Cap !! - tak krzycz1c pan Rejent, na st3 pochylony,
Z palcami swemi zabieg3 a. do drugiej strony
I cap! - Tadeuszowi wrzasn13 tu. nad uchem.
Tadeusz i s1siadka, tym g3osu wybuchem



Znienacka przestraszeni w3aoenie w p3 rozmowy,
Odstrychneli od siebie mimowolnie g3owy,
Jako wierzcho3ki drzewa powi1zane spo3em,
Gdy je wicher rozerwie; i rece pod sto3em
Blisko siebie le.1ce wstecz nagle uciek3y,
I dwie twarze w jeden sie rumieniec oblek3y.


Tadeusz, by nie zdradzia swego roztargnienia:
Prawda - rzek3 - mj Rejencie, prawda, bez w1tpienia,
Kusy piekny chart z kszta3tu, jeoeli rwnie chwytny...
Chwytny? - krzykn13 pan Rejent. - Mj pies faworytny
eby nie mia3 bya chwytny? Wiec Tadeusz znowu
Cieszy3 sie, .e tak piekny pies nie ma narowu,
a3owa3, .e go tylko widzia3 id1c z lasu
I .e przymiotw jego poznaa nie mia3 czasu.


Na to zadr.a3 Asesor, puoeci3 z r1k kieliszek,
Utopi3 w Tadeusza wzrok jak bazyliszek.
Asesor mniej krzykliwy i mniej by3 ruchawy
Od Rejenta, szczuplejszy i ma3y z postawy,
Lecz straszny na reducie, balu i sejmiku,
Bo powiadano o nim: ma .1d3o w jezyku.
Tak dowcipne .arciki umia3 komponowaa,
I.by je w kalendarzu mo.na wydrukowaa:
Wszystkie z3ooeliwe, ostre. Dawniej cz3ek dostatni,
Schede ojca swojego i maj1tek bratni,
Wszystko strwoni3, na wielkim figuruj1c oewiecie;
Teraz wszed3 w s3u.be rz1du, by znaczya w powiecie.
Lubi3 bardzo myoelistwo, ju. to dla zabawy,



Ju. to .e odg3os tr1bki i widok ob3awy
Przypomina3 mu jego lata m3odociane,
Kiedy mia3 strzelcw licznych i psy zawo3ane;
Teraz mu z ca3ej psiarni dwa charty zosta3y,
I jeszcze z tych jednemu chciano przeczya chwa3y.
Wiec zbli.y3 sie i, z wolna g3adz1c faworyty,
Rzek3 z uoemiechem, a by3 to uoemiech jadowity:


Chart bez ogona jest jak szlachcic bez urzedu...
Ogon te. znacznie chartom pomaga do pedu,
A Pan kusooea uwa.asz za dowd dobroci?
Zreszt1 zdaa sie mo.emy na s1d Panskiej cioci.
Choa pani Telimena mieszka3a w stolicy
I bawi sie niedawno w naszej okolicy,
Lepiej zna sie na 3owach ni. myoeliwi m3odzi:
Tak to nauka sama z latami przychodzi.


Tadeusz, na ktrego niespodzianie spada3
Grom taki, wsta3 zmieszany, chwile nic nie gada3,
Lecz patrzy3 na rywala coraz straszniej, sro.j...
Wtem, wielkim szczeoeciem, dwakroa kichn13 Podkomorzy.
Wiwat! - krzykneli wszyscy; on sie wszystkim sk3oni3
I z wolna w tabakiere palcami zadzwoni3:
Tabakiera ze z3ota, z brylantw oprawa,
A w oerodku jej by3 portret krla Stanis3awa.
Ojcu Podkomorzego sam krl j1 darowa3,
Po ojcu Podkomorzy godnie j1 piastowa3;
Gdy w nie dzwoni3, znak dawa3, .e mia3 g3os zabieraa;
Umilkli wszyscy i ust nie oemieli otwieraa.
On rzek3:



Wielmo.ni Szlachta, Bracia Dobrodzieje!
Forum myoeliwskiem tylko s1 31ki i knieje,
Wiec ja w domu podobnych spraw nie decyduje
I posiedzenie nasze na jutro solwuje,
I dalszych replik stronom dzisiaj nie dozwole.
WoYny! odwo3aj sprawe na jutro na pole.
Jutro i Hrabia z ca3ym myoelistwem tu zjedzie,
I Waszea z nami ruszysz, Sedzio, mj s1siedzie,
I pani Telimena, i panny, i panie,
S3owem, zrobim na urz1d wielkie polowanie;
I Wojski towarzystwa nam te. nie odmwi.
To mwi1c tabakiere podawa3 starcowi.


Wojski na ostrym koncu oerd myoeliwych siedzia3,
S3ucha3 zmru.ywszy oczy, s3owa nie powiedzia3,
Choa m3odzie. nieraz jego zasiega3a zdania,
Bo nikt lepiej nad niego nie zna3 polowania.
On milcza3, szczypte wziet1 z tabakiery wa.y3
W palcach i d3ugo duma3, nim j1 w koncu za.y3;
Kichn13, a. ca3a izba rozleg3a sie echem,
I potrz1saj1c g3ow1 rzek3 z gorzkim uoemiechem:


O, jak mnie to starego i smuci, i dziwi!
C. by to o tym starzy mwili myoeliwi,
Widz1c, .e w tylu szlachty, w tylu panw gronie
Maj1 s1dzia sie spory o charcim ogonie;
C. by rzek3 na to stary Rejtan, gdyby o.y3?
Wrci3by do Lachowicz i w grb sie po3o.y3!
Co by rzek3 wojewoda Niesio3owski stary,



Ktry ma dot1d pierwsze na oewiecie ogary
I dwiestu strzelcw trzyma obyczajem panskim,
I ma sto wozw sieci w zamku woronczanskim,
A od tylu lat siedzi jak mnich na swym dworze.
Nikt go na polowanie uprosia nie mo.e,
Bia3opiotrowiczowi samemu odmwi3!
Bo c. by on na waszych polowaniach 3owi3?
Piekna by3aby s3awa, a.eby pan taki
Wedle dzisiejszej mody jeYdzi3 na szaraki!
Za moich, panie, czasw w jezyku strzeleckim
Dzik, niedYwiedY, 3ooe, wilk zwany by3 zwierzem szlacheckim,
A zwierze nie maj1ce k3w, rogw, pazurw
Zostawiano dla p3atnych s3ug i dworskich ciurw;
aden pan nigdy przyj1a nie chcia3by do reki
Strzelby, ktr1 zhanbiono, sypi1c w ni1 oerut cienki!
Trzymano wprawdzie chartw, bo z 3oww wracaj1c,
Trafia sie, .e spod konia mknie sie biedak zaj1c;
Puszczano wtenczas za nim dla zabawki smycze
I na konikach ma3e goni3y panicze
Przed oczami rodzicw, ktrzy te pogonie
Ledwie raczyli widziea, c. k3cia sie o nie!
Wiec niech Jaoenie Wielmo.ny Podkomorzy raczy
Odwo3aa swe rozkazy i niech mi wybaczy,
e nie moge na takie jechaa polowanie
I nigdy na niem noga moja nie postanie!
Nazywam sie Hreczecha, a od krla Lecha
aden za zaj1cami nie jeYdzi3 Hreczecha.



Tu oemiech m3odzie.y mowe Wojskiego zag3uszy3.
Wstano od sto3u; pierwszy Podkomorzy ruszy3;
Z wieku mu i z urzedu ten zaszczyt nale.y;
Id1c k3ania3 sie damom, starcom i m3odzie.y;
Za nim szed3 kwestarz, Sedzia tu. przy Bernardynie,
Sedzia u progu reke da3 Podkomorzynie,
Tadeusz Telimenie, Asesor Krajczance,
A pan Rejent na koncu Wojskiej Hreczeszance.


Tadeusz z kilku gooeami poszed3 do stodo3y,
A czu3 sie pomieszany, z3y i nieweso3y,
Rozbiera3 myoel1 wszystkie dzisiejsze wypadki:
Spotkanie sie, wieczerze przy boku s1siadki,
A szczeglniej mu s3owo ciocia ko3o ucha
Brzecza3o ci1gle jako naprzykrzona mucha.
Pragn13by u WoYnego lepiej sie wypytaa
O pani Telimenie, lecz go nie mg3 schwytaa;
Wojskiego te. nie widzia3, bo zaraz z wieczerzy
Wszyscy poszli za gooeami, jak s3ugom nale.y,
Urz1dzaj1c we dworze izby do spoczynku.
Starsi i damy spa3y we dworskim budynku,
M3odzie. Tadeuszowi prowadzia kazano,
W zastepstwie gospodarza, w stodo3e na siano.


W p3 godziny tak by3o g3ucho w ca3ym dworze
Jako po zadzwonieniu na pacierz w klasztorze;
Cisze przerywa3 tylko g3os nocnego str.a.
Usneli wszyscy. Sedzia sam oczu nie zmru.a:
Jako wdz gospodarstwa obmyoela wyprawe



W pole i w domu przysz31 urz1dza zabawe.
Da3 rozkaz ekonomom, wjtom i gumiennym,
Pisarzom, ochmistrzyni, strzelcom i stajennym,
I musia3 wszystkie dzienne rachunki przezieraa,
Nareszcie rzek3 WoYnemu, .e sie chce rozbieraa.


WoYny pas mu odwi1za3, pas s3ucki, pas lity,
Przy ktrym oewiec1 geste kutasy jak kity,
Z jednej strony z3otog3w w purpurowe kwiaty,
Na wywrt jedwab czarny, posrebrzany w kraty;
Pas taki mo.na rwnie k3aoea na strony obie:
Z3ot1 na dzien galowy, a czarn1 w .a3obie.
Sam WoYny umia3 pas ten odwi1zywaa, sk3adaa;
W3aoenie tym sie zatrudnia3 i konczy3 tak gadaa:


C. z3ego, .e przenios3em sto3y do zamczyska?
Nikt na tem nic nie straci3, a Pan mo.e zyska,
Bo przecie. o ten zamek dzioe toczy sie sprawa.
My od dzisiaj do zamku nabylioemy prawa,
I mimo ca31 strony przeciwnej zajad3ooea
Dowiode, .e zamczysko wzielioemy w posiad3ooea.
Wszak.e kto gooeci prosi w zamek na wieczerze,
Dowodzi, .e posiad3ooea tam ma albo bierze;
Nawet strony przeciwne weYwiemy na oewiadki:
Pamietam za mych czasw podobne wypadki.


Ju. Sedzia spa3. Wiec WoYny cicho wszed3 do sieni,
Siad3 przy oewiecy i doby3 ksi1.eczke z kieszeni,
Ktra mu jak O3tarzyk z3oty zawsze s3u.y,



Ktrej nigdy nie rzuca w domu i w podr.y.
By3a to trybunalska wokanda: tam rzedem
Sta3y spisane sprawy, ktre przed urzedem
WoYny sam g3osem swoim przed laty wywo3a3
Albo o ktrych pYniej dowiedziea sie zdo3a3.
Prostym ludziom wokanda zda sie imion spisem,
WoYnemu jest obrazw wspania3ych zarysem.
Czyta3 wiec i rozmyoela3: Oginski z Wizgirdem,
Dominikanie z Rymsz1, Rymsza z Wysogierdem,
Radziwi33 z Wereszczak1, Giedroja z Rodu3towskim,
Obuchowicz z kaha3em, Juracha z Piotrowskim,
Maleski z Mickiewiczem, a na koniec Hrabia
Z Soplic1: i czytaj1c, z tych imion wywabia
Pamiea spraw wielkich, wszystkie procesu wypadki,
I staj1 mu przed oczy s1d, strony i oewiadki;
I ogl1da sam siebie, jak w .upanie bia3ym,
W granatowym kontuszu sta3 przed trybuna3em;
Jedna reka na szabli, a drug1 do sto3a
Przywo3awszy dwie strony: Uciszcie sie! wo3a.
Marz1c i koncz1c pacierz wieczorny, poma3u
Usn13 ostatni w Litwie WoYny trybuna3u.


Takie by3y zabawy, spory w one lata
OErd cichej wsi litewskiej, kiedy reszta oewiata
We 3zach i krwi tone3a, gdy w m1., bg wojny,
Otoczon chmur1 pu3kw, tysi1cem dzia3 zbrojny,
Wprz1g3szy w swj rydwan or3y z3ote obok srebrnych,
Od puszcz libijskich lata3 do Alpw podniebnych,
Ciskaj1c grom po gromie: w Piramidy, w Tabor,



W Marengo, w Ulm, w Austerlitz. Zwyciestwo i Zabor
Bieg3y przed nim i za nim. S3awa czynw tylu,
Brzemienna imionami rycerzy, od Nilu
Sz3a hucz1c ku p3nocy, a. u Niemna brzegw
Odbi3a sie, jak od ska3, od Moskwy szeregw,
Ktre broni3y Litwe murami .elaza
Przed wieoeci1 dla Rosyi straszn1 jak zaraza.


Przecie. nieraz nowina, niby kamien z nieba,
Spada3a w Litwe; nieraz dziad .ebrz1cy chleba,
Bez reki lub bez nogi, przyj1wszy ja3mu.ne,
Stan13 i oczy wko3o obraca3 ostr.ne.
Gdy nie widzia3 we dworze rosyjskich .o3nierzy
Ani jarmu3ek, ani czerwonych ko3nierzy,
Wtenczas, kim by3, wyznawa3: by3 legijonist1,
Przynosi3 kooeci stare na ziemie ojczyst1,
Ktrej ju. bronia nie mg3... Jak go wtenczas ca3a
Rodzina panska, jak go czeladka oeciska3a,
Zanosz1c sie od p3aczu! On za sto3em siada3
I dziwniejsze od baoeni historyje gada3.


On opowiada3, jako jenera3 D1browski
Z ziemi w3oskiej stara sie przyci1gn1a do Polski,
Jak on rodakw zbiera na Lombardzkiem polu;
Jak Kniaziewicz rozkazy daje z Kapitolu
I zwyciezca, wydartych potomkom Cezarw
Rzuci3 w oczy Francuzw sto krwawych sztandarw;
Jak Jab3onowski zabieg3, a. kedy pieprz rooenie,
Gdzie sie cukier wytapia i gdzie w wiecznej wiooenie



Pachn1ce kwitn1 lasy; z legij1 Dunaju
Tam wdz Murzyny gromi, a wzdycha do kraju.


Mowy starca kr1.y3y we wsi po kryjomu;
Ch3opiec, co je pos3ysza3, znika3 nagle z domu,
Lasami i bagnami skrada3 sie tajemnie,
OEcigany od Moskali, skaka3 krya sie w Niemnie
I nurkiem p3yn13 na brzeg Ksiestwa Warszawskiego,
Gdzie us3ysza3 g3os mi3y: Witaj nam, kolego!
Lecz nim odszed3, wyskoczy3 na wzgrek z kamienia
I Moskalom przez Niemen rzek3: Do zobaczenia!
Tak przekrad3 sie Gorecki, Pac i Obuchowicz,
Piotrowski, Obolewski, Ro.ycki, Janowicz,
Mirzejewscy, Brochocki i Bernatowicze,
Kupoea, Gedymin i inni, ktrych nie policze;
Opuszczali rodzicw i ziemie kochan1,
I dobra, ktre na skarb carski zabierano.


Czasem do Litwy kwestarz z obcego klasztoru
Przyszed3, i kiedy bli.ej pozna3 panw dworu,
Gazete im pokaza3 wyprut1 z szkaplerza;
Tam sta3a wypisana i liczba .o3nierza,
I nazwisko ka.dego wodza legijonu,
I ka.dego z nich opis zwyciestwa lub zgonu.
Po wielu latach pierwszy raz mia3a rodzina
Wieoea o .yciu, o chwale i o oemierci syna;
Bra3 dom .a3obe, ale powiedziea nie oemiano,
Po kim by3a .a3oba, tylko zgadywano
W okolicy; i tylko cichy smutek panw
Lub cicha radooea by3a gazet1 ziemianw.



Takim kwestarzem tajnym by3 Robak podobno:
Czesto on z panem Sedzi1 rozmawia3 osobno;
Po tych rozmowach zawsze jakowaoe nowina
Rozesz3a sie w s1siedztwie. Postaa Bernardyna
Wydawa3a, .e mnich ten nie zawsze w kapturze
Chodzi3 i nie w klasztornym zestarza3 sie murze.
Mia3 on nad prawym uchem, nieco wy.ej skroni,
Blizne wycietej skry na szerokooea d3oni
I w brodzie oelad niedawny lancy lub postrza3u;
Ran tych nie dosta3 pewnie przy czytaniu msza3u.
Ale nie tylko groYne wejrzenie i blizny,
Lecz sam ruch i g3os jego mia3 cooe .o3nierszczyzny.


Przy mszy, gdy z wzniesionymi zwraca3 sie rekami
Od o3tarza do ludu, by mwia: Pan z wami,
To nieraz tak sie zrecznie skreci3 jednym razem,
Jakby prawo w ty3 robi3 za wodza rozkazem,
I s3owa liturgiji takim wyrzek3 tonem
Do ludu, jak oficer stoj1c przed szwadronem;
Postrzegali to ch3opcy s3u.1cy mu do mszy.
Spraw tak.e politycznych by3 Robak oewiadomszy
NiYli .ywotw oewietych, a je.d.1c po kweoecie,
Czesto zastanawia3 sie w powiatowem mieoecie;
Mia3 pe3no interesw: to listy odbiera3,
Ktrych nigdy przy obcych ludziach nie otwiera3,
To wysy3a3 pos3ancw, ale gdzie i po co,
Nie powiada3; czestokroa wymyka3 sie noc1
Do dworw panskich, z szlacht1 ustawicznie szepta3
I okoliczne wioski doko3a wydepta3,



I w karczmach z wieoeniakami rozprawia3 niema3o, 
A zawsze o tem, co sie w cudzych krajach dzia3o. 
Teraz Sedziego, ktry ju. spa3 od godziny, 
Przychodzi budzia; pewnie ma jakieoe nowiny. 


KSIEGA DRUGA
ZAMEK


Treoea:
Polowanie z chartami na upatrzonego - Gooea w zamku - Ostatni z dworzan
opowiada historie ostatniego z Horeszkw - Rzut oka w sad - Dziewczyna
w ogrkach - OEniadanie - Pani Telimeny anegdota petersburska - Nowy
wybuch sporw o Kusego i Soko3a - Interwencja Robaka - Rzecz Wojskiego
- Zak3ad - Dalej w grzyby!



Kto z nas tych lat nie pomni, gdy, m3ode pachole,
Ze strzelb1 na ramieniu oewiszcz1c szed3 na pole,
Gdzie .aden wa3, p3ot .aden nogi nie utrudza,
Gdzie przestepuj1c miedze, nie poznasz, .e cudza!
Bo na Litwie myoeliwiec, jak okret na morzu,
Gdzie chcesz, jak1 chcesz drog1, buja po przestworzu!
Czyli jak prorok patrzy w niebo, gdzie w ob3oku
Wiele jest znakw widnych strzeleckiemu oku,
Czy jak czarownik gada z ziemi1, ktra, g3ucha
Dla mieszczan, mnstwem g3osw szepce mu do ucha.


Tam derkacz wrzasn13 z 31ki, szukaa go daremnie,
Bo on szybuje w trawie jako szczupak w Niemnie;
Tam ozwa3 sie nad g3ow1 ranny wiosny dzwonek:
Rwnie. g3eboko w niebie schowany skowronek;
wdzie orze3 szerokim skrzyd3em przez obszary
Zaszumia3, strasz1c wrble jak kometa cary;
Zaoe jastrz1b, pod jasnemi wisz1cy b3ekity,
Trzepie skrzyd3em jak motyl na szpilce przybity,
A. ujrzawszy oerd 31ki ptaka lub zaj1ca,
Runie nan z gry jako gwiazda spadaj1ca.


Kiedy. nam Pan Bg wrcia z wedrwki dozwoli
I znowu dom zamieszkaa na ojczystej roli,
I s3u.ya w jeYdzie, ktra wojuje szaraki,
Albo w piechocie, ktra nosi bron na ptaki;
Nie znaa innych prcz kosy i sierpa rynsztunkw
I innych gazet oprcz domowych rachunkw!



Nad Soplicowem s3once wesz3o, i ju. pad3o
Na strzechy, i przez szpary w stodo3e sie wkrad3o:
I po ciemnozielonym, oewie.ym, wonnym sianie,
Z ktrego m3odzie. sobie zrobi3a pos3anie,
Rozp3ywa3y sie z3ote, migaj1ce pregi
Z otworu czarnej strzechy, jak z warkocza wstegi;
I s3once usta sennych promykiem poranka
DraYni, jak dziewcze k3osem budz1ce kochanka.
Ju. wrble skacz1c oewierkaa zacze3y pod strzech1,
Ju. trzykroa gegn13 gesior, a za nim jak echo
Odezwa3y sie chorem kaczki i indyki,
I s3ychaa byd3a w pole id1cego ryki.


Wsta3a m3odzie.. Tadeusz jeszcze senny le.y,
Bo te. najpYniej zasn13; z wczorajszej wieczerzy
Wrci3 tak niespokojny, .e o kurw pianiu
Jeszcze oczu nie zmru.y3, a na swym pos3aniu
Tak kreci3 sie, .e w siano jak w wode uton13,
I spa3 twardo, a. zimny wiatr w oczy mu wion13,
Gdy skrzypi1ce stodo3y drzwi otwarto z trzaskiem
I bernardyn ksi1dz Robak wszed3 z wezlastym paskiem,
Surge, puer! wo3aj1c i ponad barkami
Rubasznie wywijaj1c pasek z ogrkami.


Ju. na dziedzincu s3ychaa myoeliwskie okrzyki,
Wyprowadzaj1 konie, zaje.d.aj1 bryki,
Ledwie dziedziniec tak1 gromade ogarnie;
Odezwa3y sie tr1by, otworzono psiarnie;
Zgraja chartw, wypad3szy, weso3o skowycze;



Widz1c rumaki szczwaczw, doje.d.aczw smycze,
Psy jak szalone cwa3em oemigaj1 po dworze,
Potem bieg1 i k3ad1 szyje na obro.e.
Wszystko to bardzo dobre polowanie wr.y.
Nareszcie Podkomorzy da3 rozkaz podr.y.


Ruszyli szczwacze z wolna, jeden tu. za drugim,
Ale za bram1 rzedem rozbiegli sie d3ugim;
W oerodku jechali obok Asesor z Rejentem,
A choa na siebie czasem patrzyli ze wstretem,
Rozmawiali przyjaYnie, jak ludzie honoru
Id1c na rozstrzygnienie oemiertelnego sporu;
Nikt ze s3w zawzietooeci ich poznaa nie zdo3a;
Pan Rejent wid3 Kusego, Asesor Soko3a.
Z ty3u damy w pojazdach, m3odziency stronami,
Czwa3uj1c tu. przy ko3ach, gadali z damami.


Ksi1dz Robak po dziedzincu wolnym chodzi3 krokiem,
Koncz1c ranne pacierze; ale rzuca3 okiem
Na pana Tadeusza, marszczy3 sie, uoemiecha3,
Wreszcie kiwn13 nan palcem; Tadeusz podjecha3;
Robak palcem po nosie dawa3 mu znak groYby:
Lecz mimo Tadeusza pytania i prooeby,
A.eby mu wyraYnie, co chce, wyt3umaczy3,
Bernardyn odpowiedziea ni spjrzea nie raczy3,
Kaptur tylko nasun13 i pacierz swj konczy3;
Wiec Tadeusz odjecha3 i z gooeami sie z31czy3.



W3aoenie wtenczas myoeliwi smycze zatrzymali
I wszyscy nieruchomi w miejscach swoich stali;
Jeden drugiemu rek1 dawa3 znak milczenia,
A wszyscy obrcili oczy do kamienia,
Nad ktrym sta3 pan Sedzia; on zwierza obaczy3
I r1k skinieniem swoje rozkazy t3umaczy3.
Pojeli wszyscy, stoj1, a oerodkiem po roli
Asesor i pan Rejent k3usuj1 powoli;
Tadeusz, bed1c bli.szy, obudwu wyprzedzi3,
Stan13 obok Sedziego i oczyma oeledzi3.
Dawno ju. nie by3 w polu; na szarej przestrzeni
Trudno dojrzea szaraka, zw3aszcza woerd kamieni.
Pokaza3 mu pan Sedzia; siedzia3 biedny zaj1c,
P3aszcz1c sie pod kamieniem, uszy nadstawiaj1c,
Okiem czerwonym spotka3 myoeliwcw wejrzenie
I, jakby urzeczony, czuj1c przeznaczenie,
Ze strachu od ich oczu nie mg3 zwrcia oka
I pod opok1 siedzia3 martwy jak opoka.
Tymczasem kurz na roli rooenie coraz bli.j,
Pedzi na smyczy Kusy, za nim Soko3 chy.y,
Tu. Asesor z Rejentem razem wrzaoeli z ty3u:
Wyczha! wyczha! i z psami znikli w k3ebach py3u.


Kiedy tak za szarakiem goniono, tymczasem
Ukaza3 sie pan Hrabia pod zamkowym lasem.
Wiedziano w okolicy, .e ten pan nie mo.e
Nigdy nigdzie stawia sie w naznaczonej porze.
I dzioe zaspa3 poranek, wiec na s3ugi zrzedzi3;
Widz1c myoeliwcw w polu, czwa3em do nich pedzi3;



Surdut swj angielskiego kroju, bia3y, d3ugi,
Po3ami na wiatr puoeci3; z ty3u konno s3ugi
W kapeluszach jak grzybki, czarnych, loeni1cych, ma3ych,
W kurtkach, w butach stryflastych, w pantalonach bia3ych;
S3ugi, ktre pan Hrabia tym kszta3tem odzieje,
Nazywaj1 sie w jego pa3acu d.okeje.


Czwa3uj1ca czereda zlecia3a na b3onia,
Gdy Hrabia ujrza3 zamek i zatrzyma3 konia.
Pierwszy raz widzia3 zamek z rana i nie wierzy3,
e to by3y te. same mury, tak odoewie.y3
I upiekni3 poranek zarysy budowy;
Zadziwi3 sie pan Hrabia na widok tak nowy.
Wie.a zda3a sie dwakroa wy.sza, bo stercz1ca
Nad mg31 rann1; dach z blachy z3oci3 sie od s3onca,
Pod nim b3yszcza3a w kratach reszta szyb wybitych,
Lami1c promienie wschodu w teczach rozmaitych;
Ni.sze pietra obla3a tumanu pow3oka,
Rozpadliny i szczerby zakry3a od oka.
Krzyk dalekich myoeliwcw wiatrami przygnany,
Odbija3 sie kilkakroa o zamkowe oeciany:
Przysi1g3byoe, .e krzyk z zamku, .e pod mg3y zas3on1
Mury odbudowano i znw zaludniono.


Hrabia lubi3 widoki niezwyk3e i nowe,
Zwa3 je romansowemi; mawia3, .e ma g3owe
Romansow1; w istocie by3 wielkim dziwakiem.
Nieraz pedz1c za lisem albo za szarakiem,
Nagle stawa3 i w niebo pogl1da3 .a3ooenie



Jak kot, gdy ujrzy wrble na wysokiej sooenie;
Czesto bez psa, bez strzelby b31ka3 sie po gaju
Jak rekrut zbieg3y; czesto siada3 przy ruczaju
Nieruchomy, schyliwszy g3owe nad potokiem,
Jak czapla wszystkie ryby chc1ca pozrzea okiem.
Takie by3y Hrabiego dziwne obyczaje;
Wszyscy mwili, .e mu czegooe nie dostaje.
Szanowano go przecie., bo pan z prapradziadw,
Bogacz, dobry dla ch3opw, ludzki dla s1siadw,
Nawet dla ydw.
Hrabski kon, zwrcony z drogi,
Prosto k3usowa3 polem a. pod zamku progi.
Hrabia samotny wzdycha3, pogl1da3 na mury,
Wyj13 papier, o3wek i kreoeli3 figury.
Wtem, spjrzawszy w bok, ujrza3 o dwadzieoecia krokw
Cz3owieka, ktry, rwnie mi3ooenik widokw,
Z g3ow1 zadart1, rece w3o.ywszy w kieszenie,
Zdawa3o sie, .e liczy3 oczyma kamienie.
Pozna3 go zaraz, ale musia3 kilka razy
Krzykn1a, nim g3os Hrabiego us3ysza3 Gerwazy.


Szlachcic to by3, s3u.1cy dawnych zamku panw,
Pozosta3y ostatni z Horeszki dworzanw;
Starzec wysoki, siwy, twarz mia3 czerstw1, zdrow1,
Marszczkami pooran1, posepn1, surow1.
Dawniej pomiedzy szlacht1 z weso3ooeci s3yn13;
Ale od bitwy, w ktrej dziedzic zamku zgin13,
Gerwazy sie odmieni3 i ju. od lat wielu
Ani by3 na kiermaszu, ani na weselu;



Odt1d jego dowcipnych .artw nie s3yszano
I uoemiechu na jego twarzy nie widziano.


Zawsze nosi3 Horeszkw liberyj1 dawn1,
Kurte z po3ami .3t1, galonem oprawn1,
Ktry, dzioe .3ty, dawniej zapewne by3 z3oty.
Wko3o szyte jedwabiem herbowne klejnoty,
P3kozice, i st1d te. ca3a okolica
P3kozicem przezwa3a starego szlachcica.
Czasem te. od przys3owia, ktre bez ustanku
Powtarza3, nazywano go tak.e Mopanku;
Czasem Szczerbcem, .e ca31 3ysine mia3 w szczerbach;
Lecz on zwa3 sie Rebaj3o, a o jego herbach
Nie wiadomo. Klucznikiem siebie tytu3owa3,
I. ten urz1d na zamku przed laty piastowa3.
I dot1d nosi3 wielki pek kluczw za pasem,
Uwi1zany na taoemie ze srebrnym kutasem.
Choa nie mia3 co otwieraa, bo zamku podwoje
Sta3y otworem, przecie. wynalaz3 drzwi dwoje,
Sam je w3asnym nak3adem naprawi3 i wstawi3,
I drzwi tych odmykaniem codziennie sie bawi3.
W jednej z izb pustych obra3 mieszkanie dla siebie;
Mog1c .ya u Hrabiego na 3askawym chlebie,
Nie chcia3, bo wszedzie teskni3 i czu3 sie niezdrowym,
Je.eli nie oddycha3 powietrzem zamkowm.


Skoro ujrza3 Hrabiego, czapke z g3owy schwyci3
I krewnego swych panw uk3onem zaszczyci3,
Chyl1c 3ysine wielk1, oewiec1c1 z daleka



I naciet1 od licznych kordw jak nasieka;
G3adzi3 j1 rek1, podszed3 i jeszcze raz nisko
Sk3oniwszy sie, rzek3 smutnie: Mopanku Panisko,
Daruj mnie, .e tak mwie, Jaoenie Grafie Panie,
To jest mj zwyczaj, nie zaoe nieuszanowanie:
Mopanku powiadali wszyscy Horeszkowie;
Ostatni Stolnik, pan mj, mia3 takie przys3owie.
Czy. to prawda, Mopanku, .e Pan grosza sk1pisz
Na proces i ten zamek Soplicom ust1pisz?
Nie wierzy3em, lecz w ca3ym powiecie tak s3ychaa.
Tu, pogl1daj1c w zamek, nie przestawa3 wzdychaa.


C. dziwnego? - rzek3 Hrabia. - Koszt wielki, a nuda
Jeszcze wieksza; chce skonczya, lecz szlachcic maruda
Upiera sie; przewidzia3, .e mie znudzia mo.e.
D3u.ej te. nie wytrzymam i dzisiaj bron z3o.e,
Przyjme warunki zgody, jakie mi s1d poda.
Zgody? - krzykn13 Gerwazy. - Z Soplicami zgoda?
Z Soplicami, Mopanku? - To mwi1c wykrzywi3
Usta, jakby nad w3asn1 mow1 sie zadziwi3.
Zgoda i Soplicowie? Mopanku Panisko,
Pan .artuje, co? Zamek, Horeszkw siedlisko,
Ma pjoea w rece Soplicw? Niech Pan tylko raczy
Zsi1oea z konia, pdYmy w zamek, niech no Pan obaczy,
Pan sam nie wie, co robi; niech sie Pan nie wzbrania,
Zsiadaj Pan! - i przytrzyma3 strzemie do zsiadania.


Weszli w zamek; Gerwazy stan13 w progu sieni:
Tu - rzek3 - dawni panowie, dworem otoczeni,



Czesto siadali w krzes3ach w poobiedniej porze.
Pan godzi3 spory w3ooecian lub w dobrym humorze
Gooeciom r.ne ciekawe historyje prawi3
Albo ich powieoeciami i .arty sie bawi3,
A m3odzie. na dziedzincu bi3a sie w palcaty
Lub uje.d.a3a panskie tureckie bachmaty.


Weszli w sien. - Rzek3 Gerwazy: W tej ogromnej sieni
Brukowanej nie znajdziesz Pan tyle kamieni,
Ile tu pek3o beczek wina w dobrych czasach;
Szlachta ci1gne3a kufy z piwnicy na pasach,
Sproszona na sejm albo sejmik powiatowy,
Albo na imieniny panskie, lub na 3owy.
Podczas uczty na chorze tym kapela sta3a
I w organ i w rozliczne instrumenty gra3a;
A gdy wnoszono zdrowie, tr1by jak w dniu s1dnym
Grzmia3y z choru; wiwaty sz3y ci1giem porz1dnym:
Pierwszy wiwat za zdrowie krla Jegomooeci,
Potem prymasa, potem krlowej Jejmooeci,
Potem szlachty i ca3ej Rzeczypospolitej,
A na koniec, po pi1tej szklenicy wypitej,
Wnoszono: Kochajmy sie! wiwat bez przestanku,
Ktry, dniem okrzykniony, brzmia3 a. do poranku;
A ju. gotowe sta3y cugi i podwody,
Aby ka.dego odwieYa do jego gospody.


Przeszli ju. kilka komnat; Gerwazy w milczeniu
Tu wzrok na oecianie wstrzyma3, wdzie na sklepieniu,
Przywo3uj1c pami1tke tu smutn1, tam mi31;



Czasem, jakby chcia3 mwia: Wszystko sie skonczy3o,
Kiwn13 .a3ooenie g3ow1; czasem machn13 rek1.
Widaa, .e mu wspomnienie samo by3o mek1
I .e je chcia3 odpedzia; a. sie zatrzymali
Na grze, w wielkiej, niegdyoe zwierciadlanej sali;
Dzioe wydartych zwierciade3 sta3y puste ramy,
Okna bez szyb, z kru.gankiem wprost naprzeciw bramy.
Tu wszed3szy starzec g3owe zaduman1 sk3oni3
I twarz zakry3 rekami, a gdy j1 ods3oni3,
Mia3a wyraz .a3ooeci wielkiej i rozpaczy.


Hrabia, chocia. nie wiedzia3, co to wszystko znaczy,
Pogl1daj1c w twarz starca czu3 jakieoe wzruszenie,
Reke mu oecisn13; chwile trwa3o to milczenie.
Przerwa3 je starzec, trzes1c wzniesion1 prawic1:
Nie masz zgody, Mopanku, pomiedzy Soplic1
I krwi1 Horeszkw! W Panu krew Horeszkw p3ynie,
Jesteoe krewnym Stolnika po matce Lowczynie,
Ktra sie rodzi z drugiej crki Kasztelana,
Ktry by3, jak wiadomo, wujem mego Pana.
S3uchaj Pan historyi swej w3asnej rodzinnej,
Ktra sie sta3a w3aoenie w tej izbie, nie innej.


Nieboszczyk pan mj, Stolnik, pierwszy pan w powiecie,
Bogacz i familijant, mia3 jedyne dziecie,
Crke piekn1 jak anio3; wiec sie zaleca3o
Stolnikwnie i szlachty, i pani1t niema3o.
Miedzy szlacht1 by3 jeden wielki paliwoda,
K3tnik, Jacek Soplica, zwany <<Wojewoda>>



Przez .art; w istocie wiele znaczy3 w wojewdztwie,
Bo rodzine Soplicw mia3 jakby w dowdztwie
I trzystu ich kreskami rz1dzi3 wedle woli,
Choa sam nic nie posiada3 prcz kawa3ka roli,
Szabli, i wielkich w1sw od ucha do ucha.
Owo. pan Stolnik nieraz wzywa3 tego zucha
I ugaszcza3 w pa3acu, zw3aszcza w czas sejmikw,
Popularny dla jego krewnych i stronnikw.
W1sal tak wzbi3 sie w dume 3askawem przyjeciem,
e mu sie uroi3o zostaa panskim zieciem.
Do zamku nie proszony coraz czeoeciej jeYdzi3,
W koncu u nas jak w swoim domu sie zagnieYdzi3
I ju. mia3 sie ooewiadczaa, lecz pomiarkowano
I czarn1 mu polewke do sto3u podano.
Podobno Stolnikwnie wpad3 Soplica w oko,
Ale przed rodzicami tai3a g3eboko.


By3o to za Kooeciuszki czasw; Pan popiera3
Prawo trzeciego maja i ju. szlachte zbiera3,
Aby konfederatom ci1gn1a ku pomocy,
Gdy nagle Moskwa zamek opasa3a w nocy:
Ledwie by3 czas z mo.dzerza na trwoge wypalia,
Podwoje dolne zamkn1a i ryglem zawalia.
W zamku ca3ym by3 tylko pan Stolnik, ja, Pani,
Kuchmistrz i dwch kuchcikw, wszyscy trzej pijani,
Proboszcz, lokaj, hajducy czterej, ludzie oemiali;
Wiec za strzelby, do okien; a. tu t3um Moskali,
Krzycz1c: <<ura!>> od bramy wali po tarasie;
My im ze strzelb dziesieciu palneli: <<a zasie!>>



Nic tam nie by3o widaa; s3udzy bez ustanku
Strzelali z dolnych pieter, a ja i Pan z ganku.
Wszystko sz3o pieknym 3adem, choa w tak wielkiej trwodze:
Dwadzieoecia strzelb le.a3o tu, na tej pod3odze,
Wystrzelilioemy jedn1, podawano drug1;
Ksi1dz proboszcz zatrudnia3 sie czynnie t1 us3ug1
I Pani, i Panienka, i nadworne panny;
Trzech by3o strzelcw, a szed3 ogien nieustanny;
Grad kul sypa3y z do3u moskiewskie piechury,
My z rzadka, ale celniej dogrzewali z gry.
Trzy razy a. pode drzwi to ch3opstwo sie wpar3o,
Ale za ka.dym razem trzech nogi zadar3o.
Wiec uciekli pod lamus; a ju. by3 poranek.
Pan Stolnik weso3 wyszed3 ze strzelb1 na ganek
I skoro spod lamusa Moskal 3eb wychyli3,
On dawa3 zaraz ognia, a nigdy nie myli3;
Za ka.dym razem czarny kaszkiet w trawe pada3
I ju. sie rzadko ktry zza oeciany wykrada3.


Stolnik, widz1c strwo.one swe nieprzyjaciele,
Myoeli3 zrobia wycieczke, porwa3 karabele
I z ganku krzycz1c s3ugom wydawa3 rozkazy;
Obrciwszy sie do mnie, rzek3: <<Za mn1, Gerwazy!>>
Wtem strzelono spod bramy, Stolnik sie zaj1kn13,
Zaczerwieni3 sie, zbladn13, chcia3 mwia, krwi1 chrz1kn13;
Postrzeg3em wtenczas kule, wpad3a w piersi same;
Pan, s3aniaj1c sie, palcem ukaza3 na brame.
Pozna3em tego 3otra Soplice! Pozna3em!
Po wzrooecie i po w1sach! Jego to postrza3em



Zgin13 Stolnik, widzia3em! Lotr jeszcze do gry
Wzniesion1 trzyma3 strzelbe, jeszcze dym szed3 z rury!
Wzi13em go na cel, zbjca sta3 jak skamienia3y!
Dwa razy da3em ognia, i oba wystrza3y
Chybi3y; czym ze z3ooeci, czy z .alu Yle mierzy3...
Us3ysza3em wrzask kobiet, spjrza3em, - Pan nie .y3.


Tu Gerwazy umilkn13 i 3zami sie zala3;
Potem rzek3 koncz1c: Moskal ju. wrota wywala3;
Bo po oemierci Stolnika sta3em bezprzytomnie
I nie wiedzia3em, co sie dzia3o woko3o mnie;
Szczeoeciem, na odsiecz przyszed3 nam Parafianowicz,
Przywiod3szy Mickiewiczw dwiestu z Horbatowicz,
Ktrzy s1 szlachta liczna i dzielna, cz3ek w cz3eka,
A nienawidz1 rodu Soplicw od wieka.


Tak zgin13 pan pote.ny, pobo.ny i prawy,
Ktry mia3 w domu krzes3a, wstegi i bu3awy,
Ojciec w3ooecian, brat szlachty; i nie mia3 po sobie
Syna, ktry by zemste poprzysi1g3 na grobie!
Ale mia3 s3ugi wierne; ja w krew jego rany
Obmoczy3em mj rapier, Scyzorykiem zwany
(Zapewne Pan o moim s3ysza3 Scyzoryku,
S3awnym na ka.dym sejmie, targu i sejmiku).
Przysi1g3em wyszczerbia go na Soplicw karkach;
OEciga3em ich na sejmach, zajazdach, jarmarkach;
Dwch zar1ba3em w k3tni, dwch na pojedynku;
Jednego podpali3em w drewnianym budynku,
Kiedyoemy zaje.d.ali z Rymsz1 Korelicze,



Upiek3 sie tam jak piskorz; a tych nie policze,
Ktrym uszy obci13em. Jeden tylko zosta3,
Ktry dot1d ode mnie pami1tki nie dosta3!
Rodzoniutki braciszek owego w1sala
yje dot1d, i z swoich bogactw sie przechwala,
Zamku Horeszkw tyka swych kopcw krawedzi1,
Szanowany w powiecie, ma urz1d, jest sedzi1!
I Pan mu zamek oddasz? niecne jego nogi
Maj1 krew Pana mego zetrzea z tej pod3ogi?
O, nie! Pki Gerwazy ma choa za grosz duszy
I tyle si3, .e jednym ma3ym palcem ruszy
Scyzoryk swj, wisz1cy dotychczas na oecianie,
Pty Soplica tego zamku nie dostanie!


O! - krzykn13 Hrabia, rece podnosz1c do gry -
Dobre mia3em przeczucie, .em lubi3 te mury!
Choa nie wiedzia3em, .e w nich taki skarb sie mieoeci,
Tyle scen dramatycznych i tyle powieoeci!
Skoro zamek mych przodkw Soplicom zagrabie,
Ciebie osadze w murach jak mego burgrabie;
Twoja powieoea, Gerwazy, zaje3a mie mocno.
Szkoda, .eoe mie nie przywid3 tu w godzine nocn1;
Udrapowany p3aszczem siad3bym na ruinach,
A ty byoe mi o krwawych rozpowiada3 czynach;
Szkoda, .e masz niewielki dar opowiadania!
Nieraz takie s3ysza3em i czytam podania;
W Angliji i w Szkocyi ka.dy zamek lordw,
W Niemczech ka.dy dwr grafw by3 teatrem mordw!
W ka.dej dawnej, szlachetnej, pote.nej rodzinie



Jest wieoea o jakimoe krwawym lub zdradzieckim czynie,
Po ktrym zemsta sp3ywa na dziedzicw w spadku:
W Polsce pierwszy raz s3ysze o takim wypadku.
Czuje, .e we mnie me.nych krew Horeszkw p3ynie!
Wiem, co winienem s3awie i mojej rodzinie.
Tak! Musze zerwaa wszelkie z Soplic1 uk3ady,
Choaby do pistoletw przysz3o lub do szpady!
Honor ka.e.
Rzek3, ruszy3 uroczystym krokiem,
A Gerwazy szed3 z ty3u w milczeniu g3ebokiem.
Przed bram1 stan13 Hrabia, sam do siebie gada3,
Pogl1daj1c na zamek predko na kon wsiada3,
Tak samotn1 rozmowe koncz1c roztargniony:
Szkoda, .e ten Soplica stary nie ma .ony,
Lub crki pieknej, ktrej ubstwia3bym wdzieki;
Kochaj1c i nie mog1c otrzymaa jej reki,
Nowa by sie w powieoeci zrobi3a zawi3ooea:
Tu serce, tam powinnooea! tu zemsta, tam mi3ooea!


Tak szepc1c spi13 ostrogi; kon lecia3 do dworu,
Gdy z drugiej strony strzelcy wyje.d.ali z boru;
Hrabia lubi3 myoelistwo; ledwie strzelcw zoczy3,
Zapomniawszy o wszystkiem, prosto ku nim skoczy3,
Mijaj1c brame, ogrd, p3oty, gdy w zawrocie
Obejrza3 sie i konia zatrzyma3 przy p3ocie.
By3 sad.
Drzewa owocne, zasadzone w rzedy,
Ocienia3y szerokie pole; spodem grzedy.
Tu kapusta, sedziwe schylaj1c 3ysiny,



Siedzi i zda sie dumaa o losach jarzyny;
Tam, pl1cz1c str1ki w marchwi zielonej warkoczu,
Wysmuk3y bob obraca na ni1 tysi1c oczu;
Owdzie podnosi z3ot1 kite kukuruza;
Gdzieniegdzie oty3ego widaa brzuch harbuza,
Ktry od swej 3odygi a. w dalek1 strone
Wtoczy3 sie jak gooea miedzy buraki czerwone.
Grzedy rozjete miedz1; na ka.dym przykopie
Stoj1 jakby na stra.y w szeregach konopie,
Cyprysy jarzyn: ciche, proste i zielone.
Ich lioecie i won s3u.1 grzedom za obrone,
Bo przez ich lioecie nie oemie przecisn1a sie .mija.
A ich won g1sienice i owad zabija.
Dalej makw bia3awe gruj1 badyle;
Na nich, myoelisz, i. rojem usiad3y motyle,
Trzepiec1c skrzyde3kami, na ktrych sie mieni
Z rozmaitooeci1 teczy blask drogich kamieni:
Tyl1 farb .ywych, r.nych mak zrzenice mami.
W oerodku kwiatw, jak pe3nia pomiedzy gwiazdami,
Kr1g3y s3onecznik licem wielkiem, gorej1cem,
Od wschodu do zachodu kreci sie za s3oncem.


Pod p3otem w1skie, d3ugie, wypuk3e pagrki,
Bez drzew, krzeww i kwiatw: ogrd na ogrki..
Pieknie wyros3y; lioeciem wielkim, roz3o.ystym,
Okry3y grzedy jakby kobiercem fa3dzistym.
Pooerodku sz3a dziewczyna, w bielizne ubrana,
W majowej zielonooeci ton1c po kolana;
Z grz1d zni.aj1c sie w bruzdy, zda3a sie nie st1paa,



Ale p3ywaa po lioeciach, w ich barwie sie k1paa.
S3omianym kapeluszem os3oni3a g3owe,
Od skroni powiewa3y dwie wst1.ki r.owe
I kilka puklw oewiat3ych, rozwitych warkoczy;
Na reku mia3a koszyk, w d3 spuoeci3a oczy,
Praw1 reke podnios3a, niby do chwytania;
Jako dziewcze, gdy rybki w k1pieli ugania
Bawi1ce sie z jej n.k1, tak ona co chwila
Z rekami i koszykiem po owoc sie schyla,
Ktry stop1 natr1ci lub dostrze.e okiem.


Pan Hrabia, zachwycony tak cudnym widokiem,
Sta3 cicho. S3ysz1c tetent towarzyszw w dali,
Rek1 da3 znak, a.eby wstrzymaa konie; stali.
On patrzy3 z wyci1gniet1 szyj1, jak dziobaty
uraw, z dala od stada gdy odprawia czaty
Stoj1c na jednej nodze, z czujnemi oczyma,
I, by nie zasn1a, kamien w drugiej nodze trzyma.


Zbudzi3 Hrabiego szelest na plecach i skroni;
By3 to bernardyn, kwestarz Robak, a mia3 w d3oni
Podniesione do gry wez3owate sznurki:
Ogrkw chcesz Waoea? - krzykn13. - Oto masz ogrki.
Wara, Panie, od szkody, na tutejszej grzedzie
Nie dla Waszeci owoc, nic z tego nie bedzie.
Potem palcem pogrozi3, kaptura poprawi3
I odszed3. Hrabia jeszcze chwile w miejscu bawi3.
OEmiej1c sie i kln1c razem tej nag3ej przeszkodzie;
Okiem powrci3 w ogrd: ale ju. w ogrodzie



Nie by3o jej; migne3a tylko oerd okienka
Jej r.owa wst1.eczka i bia3a sukienka.
Widaa na grzedach, jak1 przelecia3a drog1,
Bo lioea zielony, w biegu potr1cony nog1,
Podnosi3 sie, dr.a3 chwile, a. sie uspokoi3,
Jak woda, ktr1 ptaszek skrzyd3ami rozkroi3.
A na miejscu, gdzie sta3a, tylko porzucony
Koszyk ma3y z rokity, denkiem wywrcony,
Pogubiwszy owoce, na lioeciach zawisa3
I woerd fali zielonej jeszcze sie ko3ysa3.


Po chwili wszedzie by3o samotnie i g3ucho.
Hrabia oczy w dom utkwi3 i nate.y3 ucho,
Zawsze duma3, a strzelcy zawsze nieruchomie
Za nim stali. - A. w cichym i samotnym domie
Wszcz13 sie naprzd szmer, potem gwar i krzyk weso3y,
Jak w ulu pustym, kiedy wen wlatuj1 pszczo3y:
By3 to znak, .e wracali gooecie z polowania
I krz1ta3a sie s3u.ba oko3o oeniadania.


Jako. po wszystkich izbach panowa3 ruch wielki,
Roznoszono potrawy, sztuczce i butelki;
Me.czyYni, tak jak weszli, w swych zielonych strojach,
Z talerzami, z szklankami chodz1c po pokojach,
Jedli, pili lub wsparci na okien uszakach,
Rozprawiali o flintach, chartach i szarakach;
Podkomorstwo i Sedzia przy stole, a w k1tku
Panny szepta3y z sob1; nie by3o porz1dku,
Jaki sie przy obiadach i wieczerzach chowa.



By3a to w staropolskim domie moda nowa;
Przy oeniadaniach pan Sedzia, choa nierad, pozwala3
Na taki nieporz1dek, lecz go nie pochwala3.


R.ne te. by3y dla dam i me.czyzn potrawy:
Tu roznoszono tace z ca31 s3u.b1 kawy,
Tace ogromne, w kwiaty oelicznie malowane,
Na nich kurz1ce wonnie imbryki blaszane
I z porcelany saskiej z3ote fili.anki;
Przy ka.dej garnuszeczek ma3y do oemietanki.
Takiej kawy jak w Polszcze nie ma w .adnym kraju:
W Polszcze, w domu porz1dnym, z dawnego zwyczaju,
Jest do robienia kawy osobna niewiasta,
Nazywa sie kawiarka; ta sprowadza z miasta
Lub z wicin bierze ziarna w najlepszym gatunku
I zna tajne sposoby gotowania trunku,
Ktry ma czarnooea wegla, przejrzystooea bursztynu,
Zapach moki i gestooea miodowego p3ynu.
Wiadomo, czem dla kawy jest dobra oemietana;
Na wsi nietrudno o nie: bo kawiarka z rana,
Przystawiwszy imbryki, odwiedza mleczarnie
I sama lekko oewie.y nabia3u kwiat garnie
Do ka.dej fili.anki w osobny garnuszek,
Aby ka.d1 z nich ubraa w osobny ko.uszek.


Panie starsze ju. wczeoeniej wstawszy pi3y kawe,
Teraz drug1 dla siebie zrobi3y potrawe:
Z gor1cego, oemietan1 bielonego piwa,
W ktrym twarg gruz3ami posiekany p3ywa.



Zaoe dla me.czyzn wiedliny le.1 do wyboru:
P3geski t3uste, kumpia, skrzydliki ozoru,
Wszystkie wyborne, wszystkie sposobem domowym
Uwedzone w kominie dymem ja3owcowym;
W koncu wniesiono zrazy na ostatnie danie:
Takie bywa3o w domu Sedziego oeniadanie.


We dwch izbach dwa r.ne skupi3y sie grona:
Starszyzna, przy stoliku ma3ym zgromadzona,
Mwi3a o sposobach nowych gospodarskich,
O nowych, coraz sro.szych ukazach cesarskich;
Podkomorzy kr1.1ce o wojnie pog3oski
Ocenia3 i wyci1ga3 polityczne wnioski.
Panna Wojska w3o.ywszy okulary sine,
Zabawia3a kaba31 z kart Podkomorzyne.
W drugiej izbie toczy3a m3odzie. rzecz o 3owach,
W spokojniejszych i ciszszych ni. zwykle rozmowach:
Bo Asesor i Rejent, oba mwcy wielcy,
Pierwsi znawcy myoelistwa i najlepsi strzelcy,
Siedzieli przeciw sobie mrukliwi i gniewni;
Oba dobrze poszczuli, oba byli pewni
Zwyciestwa swoich chartw, gdy pooerd rwniny
Znalaz3 sie zagon ch3opskiej nie z.etej jarzyny;
Tam wpad3 zaj1c: ju. Kusy, ju. go Sok3 ima3,
Gdy Sedzia doje.d.aczy na miedzy zatrzyma3;
Musieli bya pos3uszni, chocia. w wielkim gniewie;
Psy powrci3y same: i nikt pewnie nie wie,
Czy Ywierz uszed3, czy wziety; nikt zgadn1a nie zdo3a,
Czy wpad3 w paszcze Kusego, czyli te. Soko3a,



Czyli obdwu razem: r.nie s1dz1 strony
I spr na dalsze czasy trwa3 nie rozstrzygniony.


Wojski stary od izby do izby przechodzi3,
Po obu stronach oczy roztargnione wodzi3,
Nie miesza3 sie w myoeliwych ni w starcw rozmowe
I widaa, .e czem innym zajet1 mia3 g3owe;
Nosi3 skrzan1 placke: czasem w miejscu stanie,
Duma d3ugo i - muche zabije na oecianie.


Tadeusz z Telimen1, pomiedzy izbami
Stoj1c we drzwiach na progu, rozmawiali sami;
Niewielki oddziela3 ich od s3uchaczw przedzia3,
Wiec szeptali; Tadeusz teraz sie dowiedzia3:
e ciocia Telimena jest bogata pani,
e nie s1 kanonicznie z sob1 powi1zani
Zbyt bliskim pokrewienstwem; i nawet niepewno,
Czy ciocia Telimena jest synowca krewn1,
Choa j1 stryj zowie siostr1, bo wsplni rodzice
Tak ich kiedyoe nazwali mimo lat r.nice;
e potem ona, .yj1c w stolicy czas d3ugi,
Wyrz1dzi3a nieYmierne Sedziemu us3ugi;
St1d j1 Sedzia szanowa3 bardzo i przed oewiatem
Lubi3, mo.e z pr.nooeci, nazywaa sie bratem,
Czego mu Telimena przez przyjaYn nie wzbrania.
Ul.y3y Tadeusza sercu te wyznania.
Wiele te. innych rzeczy sobie ooewiadczyli;
A wszystko to sie sta3o w jednej krtkiej chwili.



Ale w izbie na prawo, kusz1c Asesora,
Rzek3 Rejent mimojazdem: Ja mwi3em wczora,
e polowanie nasze udaa sie nie mo.e:
Jeszcze zbyt wczeoenie, jeszcze na pniu stoi zbo.e
I mnstwo sznurw ch3opskiej nie z.etej jarzyny;
St1d i Hrabia nie przyby3 mimo zaprosiny.
Hrabia na polowaniu bardzo dobrze zna sie,
Nieraz gada3 o 3oww i miejscu, i czasie;
Hrabia chowa3 sie w obcych krajach od dziecinstwa
I powiada, .e to jest znakiem barbarzynstwa
Polowaa tak jak u nas, bez .adnego wzgledu
Na artyku3y ustaw, przepisy urzedu,
Nie szanuj1c niczyich kopcw ani miedzy,
JeYdzia po cudzym gruncie bez dziedzica wiedzy;
Wiosn1 rwnie jak latem zbiegaa pola, knieje,
Zabijaa nieraz lisa, w3aoenie gdy linieje,
Albo cierpiea, i. kotn1 samice zajecz1
Charty w runi uszczuj1, a raczej zamecz1,
Z wielk1 szkod1 Ywierzyny. St1d sie Hrabia .ali,
e cywilizacyja wieksza u Moskali,
Bo tam o polowaniu s1 ukazy cara
I dozor policyi, i na winnych kara.


Telimena, ku lewej iYbie obrcona,
Wachluj1c batystow1 chusteczk1 ramiona,
Jak mame kocham - rzek3a - Hrabia sie nie myli.
Znam ja dobrze Rosyj1. Panstwo nie wierzyli,
Gdy im nieraz mwi3am, jak tam z wielu wzgledw
Godna pochwa3y czujnooea i srogooea urzedw.



By3am ja w Petersburgu nie raz, nie dwa razy!
Mi3e wspomnienia! wdzieczne przesz3ooeci obrazy!
Co za miasto! Nikt z Panw nie by3 w Petersburku?
Chcecie mo.e plan widziea? Mam plan miasta w birku.


Latem oewiat petersburski zwyk3 mieszkaa na daczy,
To jest w pa3acach wiejskich (dacza wioske znaczy).
Mieszka3am w pa3acyku, tu. nad New1 rzek1,
Niezbyt blisko od miasta i niezbyt daleko,
Na niewielkim, umyoelnie sypanym pagrku.
Ach, co to by3 za domek! plan mam dot1d w birku.
Ot., na me nieszczeoecie, naj13 dom w s1siedztwie
Jakioe ma3y czynownik siedz1cy na oeledztwie;
Trzyma3 kilkoro chartw; co to za meczarnie,
Gdy blisko mieszka ma3y czynownik i psiarnie!
Ilekroa z ksi1.k1 wysz3am sobie do ogrodu
U.ya ksie.yca blasku, wieczornego ch3odu,
Zaraz i pies przylecia3 i kreci3 ogonem,
I strzyg3 uszami, w3aoenie jakby by3 szalonym.
Nieraz sie naleka3am. Serce mi wr.y3o
Z tych psw jakieoe nieszczeoecie: tak sie te. zdarzy3o.
Bo gdym sz3a do ogrodu pewnego poranka,
Chart u ng mych zad3awi3 mojego kochanka
Bononczyka! Ach, by3a to rozkoszna psina!
Mia3am j1 w podarunku od ksiecia Sukina
Na pami1tke; rozumna, .ywa jak wiewirka,
Mam jej portrecik, tylko nie chce ioea do birka.
Widz1c j1 zad3awion1, z wielkiej alteracji
Dosta3am md3ooeci, spazmw, serca palpitacji.



Mo.e by gorzej jeszcze z moim zdrowiem by3o;
Szczeoeciem, nadjecha3 w3aoenie z wizyt1 Kiry3o
Gawrylicz Kozodusin, Wielki Lowczy Dworu,
Pyta sie o przyczyne tak z3ego humoru.
Ka.e wnet urzednika przyci1gn1a za uszy;
Staje poblad3y, dr.1cy i prawie bez duszy.
<<Jak oemiesz>> - krzykn13 Kiry3o piorunowym g3osem -
Szczua wiosn1 3anie kotn1 tu. pod carskim nosem?>>
Os3upia3y czynownik darmo sie zaklina3,
e polowania dot1d jeszcze nie zaczyna3.
e z Wielkiego Lowczego wielkim pozwoleniem
Zwierz uszczuty zda mu sie bya psem, nie jeleniem.
<<Jak to? - krzykn13 Kiry3o - to oemia3byoe, hultaju,
Znaa sie lepiej na 3owach i Ywierz1t rodzaju
Ni.li ja, Kozodusin, Carski Jegermajster?
Niechaj.e nas rozs1dzi zaraz policmajster!>>
Wo3aj1 policmajstra, ka.1 spisaa oeledztwo:
<<Ja - rzecze Kozodusin - wydaje oewiadectwo,
e to 3ani; on plecie, .e to pies domowy.
Rozs1dY nas, kto zna lepiej Ywierzyne i 3owy!>>
Policmajster powinnooea s3u.by swej rozumia3,
Bardzo sie nad zuchwalstwem czynownika zdumia3
I odwiod3szy na strone, po bratersku radzi3,
By przyzna3 sie do winy i tem grzech swj zg3adzi3.
Lowczy udobruchany przyrzek3, .e sie wstawi
Do Cesarza i wyrok nieco u3askawi;
Skonczy3o sie, .e charty posz3y na powrozy,
A czynownik na cztery tygodnie do kozy.
Zabawi3a nas ca3y wieczor ta pustota;



Zrobi3a sie nazajutrz z tego anegdota,
e w s1dy o mym piesku Wielki Lowczy wda3 sie;
I nawet wiem z pewnooeci1, .e sam Cesarz oemia3 sie.


OEmiech powsta3 w obu izbach. Sedzia z Bernardynem
Gra3 w mariasza i w3aoenie z wyoewieconym winem
Mia3 cooe wa.nego zadaa; ju. ksi1dz ledwo dysza3,
Kiedy Sedzia pocz1tek powieoeci po3ysza3
I tak ni1 by3 zajety, .e z zadart1 g3ow1
I z kart1 podniesion1, do bicia gotow1,
Siedzia3 cicho i tylko Bernardyna trwo.y3,
A. gdy skonczono powieoea, pamfila po3o.y3,
I rzek3 oemiej1c sie:
Niech tam sobie, kto chce, chwali
Niemcw cywilizacj1, porz1dek Moskali;
Niechaj Wielkopolanie ucz1 sie od Szwabw
Prawowaa sie o lisa i przyzywaa drabw,
By wzi1oea w areszt ogara, .e wpad3 w cudze gaje;
Na Litwie, chwa3a Bogu, stare obyczaje:
Mamy dosya zwierzyny dla nas i s1siedztwa
I nie bedziemy nigdy o to robia oeledztwa;
I zbo.a mamy dosya, psy nas nie og3odz1,
e po jarzynach albo po .ycie pochodz1;
Na morgach ch3opskich bronie robia polowanie.


Ekonom z lewej izby rzek3: Nie dziw, Mospanie,
Bo te. Pan drogo p3aci za tak1 zwierzyne.
Ch3opy i radzi temu, kiedy w ich jarzyne
Wskoczy chart; niech otrz1oenie dziesiea k3osw .yta,



To Pan mu kope oddasz, i jeszcze nie kwita,
Czesto ch3opi talara w przydatku dostali;
Wierz mi Pan, .e sie ch3opstwo bardzo rozzuchwali,
Jeoeli...
Reszte dowodw pana ekonoma
Nie mg3 us3yszea Sedzia, bo pomiedzy dwoma
Rozprawami wszcze3o sie dziesiea rozgoworw,
Anegdot, opowiadan, i na koniec sporw.


Tadeusz z Telimen1, ca3kiem zapomniani,
Pamietali o sobie. - Rada by3a pani,
e jej dowcip tak bardzo Tadeusza bawi3;
M3odzieniec jej nawzajem komplementy prawi3.
Telimena mwi3a coraz wolnij, ciszj,
I Tadeusz udawa3, .e jej nie dos3yszy
W t3umie rozmw: wiec szepc1c, tak zbli.y3 sie do nij,
e uczu3 twarz1 lub1 gor1cooea jej skroni;
Wstrzymuj1c oddech, usty chwyta3 jej westchnienie
I okiem 3owi3 wszystkie jej wzroku promienie.


Wtem pomiedzy ich usta migne3a znienacka
Naprzd mucha, a za ni1 tu. Wojskiego placka.


Na Litwie much dostatek. Jest pomiedzy niemi
Gatunek much osobny, zwanych szlacheckiemi;
Barw1 i kszta3tem ca3kiem podobne do innych,
Ale pieroe maj1 szersz1, brzuch wiekszy od gminnych,
Lataj1c bardzo hucz1 i nieznooenie brzecz1,
A tak silne, .e tkanke przebij1 pajecz1



Lub jeoeli ktra wpadnie, trzy dni bedzie bzykaa,
Bo z paj1kiem sam na sam mo.e sie borykaa.
Wszystko to Wojski zbada3 i jeszcze dowodzi3,
e sie z tych much szlacheckich pomniejszy lud rodzi3,
e one tym s1 muchom, czem dla roju matki,
e z ich wybiciem zgin1 owadw ostatki.
Prawda, .e ochmistrzyni ani pleban wioski
Nie uwierzyli nigdy w te Wojskiego wnioski
I trzymali inaczej o muszym rodzaju;
Lecz Wojski nie odst1pi3 dawnego zwyczaju:
Ledwo dostrzeg3 takow1 muche, wnet j1 goni3.
W3aoenie teraz mu szlachcic nad uchem zadzwoni3;
Po dwakroa Wojski machn13, zdziwi3 sie, .e chybi3,
Trzeci raz machn13, tylko co okna nie wybi3;
A. mucha, odurzona od tyla 3oskotu,
Widz1c dwch ludzi w progu broni1cych odwrotu,
Rzuci3a sie z rozpacz1 pomiedzy ich lica;
I tam za ni1 migne3a Wojskiego prawica.
Raz tak by3 tegi, .e dwie odskoczy3y g3owy,
Jak rozdarte piorunem dwie drzewa po3owy;
Uderzy3y sie mocno oboje w uszaki,
Tak .e obojgu sine zosta3y sie znaki.


Szczeoeciem, nikt nie uwa.a3, bo dotychczasowa
ywa, g3ooena, lecz dosya porz1dna rozmowa
Zakonczy3a sie nag3ym wybuchem ha3asu.
Jak strzelcy gdy na lisa zaci1gn1 do lasu,
S3ychaa gdzieniegdzie trzask drzew, strza3y, psiarni granie,
A wtem doje.d.acz dzika ruszy3 niespodzianie,



Da3 znak, i wrzask powstaje w strzelcw i psw t3uszczy,
Jak gdyby sie ozwa3y wszystkie drzewa puszczy;
Tak dzieje sie z rozmow1: z wolna sie pomyka,
A. natrafi na przedmiot wielki, jak na dzika.
Dzikiem rozmw strzeleckich by3 w spr za.arty
Rejenta z Asesorem o s3awne ich charty.
Krtko trwa3, lecz zrobili wiele w jedn1 chwlle;
Bo razem wyrzucili s3w i obelg tyle,
e wyczerpneli sporu zwyczajne trzy czeoeci:
Przycinki, gniew, wyzwanie - i sz3o ju. do pieoeci.


Wiec ku nim z drugiej izby wszyscy sie porwali
I tocz1c sie przeze drzwi na kszta3t bystrej fali,
Unieoeli m3od1 pare stoj1c1 na progu,
Podobn1 Janusowi, dwulicemu bogu.


Tadeusz z Telimen1 nim na skroniach w3osy
Poprawili, ju. groYne ucich3y odg3osy,
Szmer zmieszany ze oemiechem oerd ci.by sie szerzy3;
Nast1pi3 rozejm k3tni, Kwestarz j1 uoemierzy3:
Cz3owiek stary, lecz krepy i bardzo pleczysty.
W3aoenie kiedy Asesor podbieg3 do Jurysty,
Gdy ju. sobie gestami grozili szermierze,
On raptem porwa3 obu z ty3u za ko3nierze
I dwakroa uderzywszy g3owy obie mocne
Jedn1 o drug1 jako jaja wielkanocne,
Rozkrzy.owa3 ramiona na kszta3t drogoskazu
I we dwa k1ty izby rzuci3 ich od razu;
Chwile z rozci1gnionemi sta3 w miejscu rekami
I Pax, pax, pax vobiscum! - krzycza3 - pokj z wami!



Zdziwi3y sie, zaoemia3y nawet strony obie:
Przez szacunek nale.ny duchownej osobie
Nie oemiano 3ajaa mnicha; a po takiej probie
Nikt te. nie mia3 ochoty zaczynaa z nim zwade.
Zaoe kwestarz Robak, skoro uciszy3 gromade,
Widaa by3o, .e wcale tryumfu nie szuka3,
Ani grozi3 k3tnikom wiecej, ani fuka3;
Tylko poprawi3 kaptur i rece za pasem
Zatkn1wszy, wyszed3 cicho z pokoju.


Tymczasem
Podkomorzy i Sedzia miedzy dwiema strony
Plac zajeli. Pan Wojski, jakby przebudzony
Z g3ebokiego dumania, na oerodek wyst1pi3,
Obiega3 zgromadzenie ognist1 Yrenic1
I gdzie szmer jeszcze s3ysza3, jak ksi1dz kropielnic1,
Tam uciszaj1c macha3 sw1 plack1 ze skry;
Wreszcie, podnios3szy trzonek z powag1 do gry
Jak laske marsza3kowsk1, nakaza3 milczenie.


Uciszcie sie! - powtarza3. - Miejcie te. baczenie,
Wy, co jesteoecie pierwsi myoeliwi w powiecie,
Z gorsz1cej k3tni waszej co bedzie? czy wiecie?
Oto m3odzie., na ktrej Ojczyzny nadzieje,
Ktra ma ws3awiaa nasze ostepy i knieje,
Ktra, niestety, i tak zaniedbuje 3owy,
Mo.e do ich wzgardzenia weYmie pochop nowy!
Widz1c, .e ci, co innym maj1 daa przyk3ady,
Z 3oww przynosz1 tylko poswarki i zwady.



Miejcie te. wzgl1d powinny dla mych w3osw siwych;
Bo zna3em wiekszych dawniej niYli wy myoeliwych,
A s1dzi3em ich nieraz s1dem polubownym.
Kt. by3 w lasach litewskich Rejtanowi rwnym?
Czy ob3awe zaci1gn1a, czy spotkaa sie z Ywierzm,
Kto z Bia3opiotrowiczem porwna sie Jerzym?
Gdzie jest dzioe taki strzelec jak szlachcic egota,
Co kul1 z pistoletu w biegu trafia3 kota?
Terajewicza zna3em, co id1c na dziki,
Nie bra3 nigdy innego ore.a prcz piki!
Budrewicza, co chodzi3 z niedYwiedziem w zapasy.
Takich me.w widzia3y niegdyoe nasze lasy!
Jeoeli do sporu przysz3o, jak.e spr godzili?
Oto obrali sedziw i zak3ad stawili.
Oginski sto w3k lasu raz przegra3 o wilka;
Niesio3owskiemu borsuk kosztowa3 wsi kilka!
I wy, Panowie, pjdYcie za starych przyk3adem
I rozstrzygnijcie spr wasz choa mniejszym zak3adem.
S3owo wiatr, w sporach s3wnych nigdy nie masz konca,
Szkoda ust d3u.ej suszya k3tni1 o zaj1ca;
Wiec polubownych sedziw najpierwej obierzcie,
A co wyrzekn1, temu sumiennie zawierzcie.
Ja uprosze Sedziego, a.eby nie broni3
Doje.d.aczowi, choaby po pszenicy goni3;
I tusze, .e te 3aske otrzymam od Pana.
To wyrzek3szy, Sedziego oecisn13 za kolana.


Konia - zawo3a3 Rejent - stawie konia z rzedem
I opisze sie jeszcze przed ziemskim urzedem,



I. ten pieroecien sedziemu w salarijum z3o.e.
Ja - rzek3 Asesor - stawie me z3ote obro.e,
Jaszczurem wyk3adane, z k3kami ze z3ota,
I smycz tkany, jedwabny, ktrego robota
Rwnie cudna jak kamien, co sie na nim oewieci.
Chcia3em ten sprzet zostawia w dziedzictwie dla dzieci,
Jeoelibym sie o.eni3; ten sprzet mnie darowa3
Ksi1.e Dominik, kiedym z nim razem polowa3
I z marsza3kiem Sanguszk1 ksieciem, z jenera3em
Mejenem, i gdy wszystkich na charty wyzwa3em.
Tam - bezprzyk3adn1 w dziejach polowania sztuk1
Uszczu3em szeoea zajecy pojedyncz1 suk1.
Polowalioemy wtenczas na kupiskiem b3oniu;
Ksi1.e Radziwi33 nie mg3 dosiedziea na koniu;
Zsiad3 i obj1wszy s3awn1 m1 charcice Kanie,
Trzykroa jej w sam1 g3owe da3 poca3owanie,
A potem, trzykroa rek1 klasn1wszy po pysku,
Rzek3: <<Mianuje cie odt1d ksie.n1 na Kupisku>>.
Tak Napoleon daje wodzom swoim ksiestwa
Od miejsc, na ktrych wielkie odnieoeli zwyciestwa.


Telimena, znudzona zbyt d3ugimi swary,
Chcia3a wyjoea na dziedziniec, lecz szuka3a pary;
Wzie3a koszyczek z ko3ka: Panowie, jak widze,
Chcecie zostaa w pokoju, ja ide na rydze;
Kto 3aska, prosze za mn1 - rzek3a, ko3o g3owy
Obwijaj1c czerwony szal kaszemirowy;
Creczke Podkomorstwa wzie3a w jedn1 reke,
A drug1 podchyli3a do kostek sukienke.
Tadeusz milczkiem za ni1 na grzyby pooepieszy3.



Zamiar przechadzki bardzo Sedziego ucieszy3.
Widzia3 sposb rozjecia krzykliwego sporu,
A wiec krzykn13: Panowie, po grzyby do boru!
Kto z najpiekniejszym rydzem do sto3u przybedzie,
Ten obok najpiekniejszej panienki usiedzie;
Sam j1 sobie wybierze. Jeoeli znajdzie dama,
Najpiekniejszego ch3opca weYmie sobie sama.



KSIEGA TRZECIA
UMIZGI


Treoea:
Wyprawa Hrabi na sad - Tajemnicza nimfa gesi pasie - Podobienstwo
grzybobrania do przechadzki cieniw elizejskich - Gatunki grzybw -
Telimena w OEwi1tyni dumania - Narady tycz1ce sie postanowienia
Tadeusza - Hrabia pejza.ysta - Tadeusza uwagi malarskie nad drzewami i
ob3okami - Hrabiego myoeli o sztuce - Dzwon - Bilecik - NiedYwiedY,
Mospanie!



Hrabia wraca3 do siebie, lecz konia wstrzymywa3,
G3ow1 coraz w ty3 kreci3, w ogrd sie wpatrywa3;
I raz mu sie zdawa3o, .e znowu z okienka
B3ysne3a tajemnicza bieluchna sukienka
I cooe lekkiego znowu upad3o z wysoka,
I przeleciawszy ca3y ogrd w mgnieniu oka,
Pomiedzy zielonymi oewieci3o ogrki:
Jako promien s3oneczny, wykrad3szy sie z chmurki,
Kiedy oerd roli padnie na krzemienia skibe
Lub oerd zielonej 31ki w drobn1 wody szybe.


Hrabia zsiad3 z konia, s3ugi odprawi3 do domu,
A sam ku ogrodowi ruszy3 po kryjomu;
Dobieg3 wkrtce parkanu, znalaz3 w nim otwory
I wcisn13 sie po cichu jak wilk do obory;
Nieszczeoeciem, tr1ci3 krzaki suchego agrestu.
Ogrodniczka, jak gdyby zlek3a sie szelestu,
Ogl1da3a sie wko3o, lecz nic nie spostrzeg3a;
Przecie. ku drugiej stronie ogrodu pobieg3a.
A Hrabia bokiem, miedzy wielkie konskie szczawie,
Miedzy lioecie 3opuchu, na rekach, po trawie,
Skacz1c jak .aba, cicho, przyczo3ga3 sie blisko,
Wytkn13 g3owe - i ujrza3 cudne widowisko.


W tej czeoeci sadu ros3y tu i wdzie wioenie,
OErd nich zbo.e, w gatunkach zmieszanych umyoelnie:
Pszenica, kukuruza, bob, jeczmien w1saty,
Proso, groszek, a nawet krzewiny i kwiaty.
Domowemu to ptastwu taki ochmistrzyni



Wymyoeli3a ogrdek: s3awna gospodyni.
Zwa3a sie Kokosznicka, z domu Jendykowi-
czwna; jej wynalazek epoke stanowi
W domowym gospodarstwie; dzioe powszechnie znany,
Lecz w owych czasach jeszcze za nowooea podany,
Przyjety pod sekretem od niewielu osb,
Nim go wyda3 kalendarz, pod tytu3em: Sposb
Na jastrzebie i kanie, albo nowy oerodek
Wychowywania drobiu - by3 to w ogrodek.


Jako. zaledwie kogut, co odprawia warty,
Stanie i nieruchomie dzier.1c dziob zadarty,
I g3owe grzebieniast1 pochyliwszy bokiem,
Aby tym 3acniej w niebo mg3 celowaa okiem,
Dostrze.e wisz1cego jastrzebia oerd chmury,
Krzyknie - zaraz w ten ogrd chowaj1 sie kury,
Nawet gesi i pawie, i w nag3ym przestrachu
Go3ebie, gdy nie mog1 schronia sie na dachu.


Teraz w niebie .adnego nie widziano wroga,
Tylko skwarzy3a s3onca letniego po.oga,
Od niej ptaki w zbo.owym ukry3y sie lasku;
Tamte le.1 w murawie, te k1pi1 sie w piasku.


OErd ptaszych g3w stercza3y g3wki ludzkie ma3e,
Odkryte; w3osy na nich krtkie, jak len bia3e;
Szyje nagie do ramion; a pomiedzy niemi
Dziewczyna g3ow1 wy.sza, z w3osami d3u.szemi;
Tu. za dzieami paw siedzia3 i pir swych obrecze



Szeroko rozprzestrzeni3 w r.nofarbn1 tecze,
Na ktrej g3wki bia3e, jak na tle obrazku,
Rzucone w ciemny b3ekit, nabiera3y blasku,
Obrysowane wko3o kregiem pawich oczu
Jak wiankiem gwiazd, oewieci3y w zbo.u jak w przezroczu,
Pomiedzy kukuruzy z3ocistymi laski
I angielsk1 trawic1 posrebrzan1 w paski,
I szczyrem koralowym, i zielonym oelazem,
Ktrych kszta3ty i barwy miesza3y sie razem
Niby krata ze srebra i z3ota pleciona,
A powiewna od wiatru jak lekka zas3ona.


Nad gestw1 r.nofarbnych k3osw i badylw
Wisia3a jak baldakim jasna mg3a motylw
Zwanych babkami, ktrych poczwrne skrzyde3ka,
Lekkie jak pajeczyna, przejrzyste jak szkie3ka,
Gdy w powietrzu zawisn1, zaledwo widome,
I chocia. brzecz1, myoelisz, .e s1 nieruchome.


Dziewczyna powiewa3a podniesion1 w reku
Szar1 kitk1, podobn1 do pir strusich peku;
Ni1 zda3a sie oganiaa g3wki niemowlece
Od z3otego motylw deszczu. W drugiej rece
Cooe u niej rogatego, z3ocistego oewieci,
Zdaje sie, .e naczynie do karmienia dzieci,
Bo je zbli.a3a dzieciom do ust po kolei,
Mia3o zaoe kszta3t z3otego rogu Amaltei.



Tak zatrudniona, przecie. obraca3a g3owe
Na pamietne szelestem krzaki agrestowe,
Nie wiedz1c, .e napastnik ju. z przeciwnej strony
Zbli.y3 sie, czo3gaj1c sie jak w1. przez zagony;
A. wyskoczy3 z 3opucha. Spjrza3a - sta3 blisko,
O cztery grzedy od niej, i k3ania3 sie nisko.
Ju. g3owe odwrci3a i wznios3a ramiona,
I zrywa3a sie leciea jak kraska sp3oszona,
I ju. lekkie jej stopy wione3y nad lioeciem,
Kiedy dzieci, przelek3e podr.nego wnioeciem
I ucieczk1 dziewczyny, wrzasne3y okropnie;
Pos3ysza3a, uczu3a, .e jest nieroztropnie
Dziatwe ma31, przelek31 i sam1 porzucia:
Wraca3a wstrzymuj1c sie, lecz musia3a wrcia,
Jak niechetny duch, wr.ka przyzwany zakleciem;
Przybieg3a z najkrzykliwszym bawia sie dziecieciem,
Siad3a przy niem na ziemi, wzie3a je na 3ono,
Drugie g3aska3a rek1 i mow1 pieszczon1;
A. sie uspokoi3y, obj1wszy w r1czeta
Jej kolana i tul1c g3wki jak piskleta
Pod skrzyd3o matki. Ona rzek3a: Czy to pieknie
Tak krzyczea? czy to grzecznie? Ten pan was sie zleknie.
Ten pan nie przyszed3 straszya; to nie dziad szkaradny.
To gooea, dobry pan, patrzcie tylko, jaki 3adny.


Sama spjrza3a: Hrabia uoemiechn13 sie mile
I widocznie by3 wdzieczen jej za pochwa3 tyle;
Postrzeg3a sie, umilk3a, oczy opuoeci3a
I jako r.y p1czek ca3a sie sp3oni3a.



W istocie by3 to piekny pan: s3usznej urody,
Twarz mia3 poci1g31, blade, lecz oewie.e jagody,
Oczy modre, 3agodne, w3os d3ugi, bia3awy;
Na w3osach listki ziela i kosmyki trawy,
Ktre Hrabia oberwa3 pe3zn1c przez zagony,
Zieleni3y sie jako wieniec rozpleciony.


O ty! - rzek3 - jakimkolwiek uczcze cie imieniem,
Bstwem jesteoe czy nimf1, duchem czy widzeniem!
Mw! w3asna-li cie wola na ziemie sprowadza,
Obca-li wiezi ciebie na padole w3adza?
Ach, domyoelam sie - pewnie wzgardzony mi3ooenik,
Jaki pan mo.ny albo opiekun zazdrooenik
W tym cie parku zamkowym jak zaklet1 strze.e!
Godna, by o cie broni1 walczyli rycerze,
Byoe zosta3a romansw heroin1 smutnych!
Odkryj mi, Piekna, tajnie twych losw okrutnych!
Znajdziesz wybawiciela - odt1d twem skinieniem,
Jak rz1dzisz sercem mojem, tak rz1dY mym ramieniem.
Wyci1gn13 ramie.
Ona z rumiencem dziewiczym,
Ale z rozweselonym s3ucha3a obliczem.
Jak dziecie lubi widziea obrazki jaskrawe
I w liczmanach b3yszcz1cych znajduje zabawe,
Nim rozezna ich wartooea, tak sie s3uch jej pieoeci
Z dYwiecznemi s3owy, ktrych nie poje3a treoeci.
Na koniec zapyta3a: Sk1d tu Pan przychodzi?
I czego tu po grzedach szuka Pan Dobrodzij?



Hrabia oczy roztworzy3, zmieszany, zdziwiony,
Milcza3, wreszcie, zni.aj1c swej rozmowy tony:
Przepraszam - rzek3 - Panienko! Widze, .em pomiesza3
Zabawy! Ach, przepraszam, jam w3aoenie pooepiesza3
Na oeniadanie; ju. pYno, chcia3em na czas zd1.ya;
Panienka wie, .e drog1 trzeba wko3o kr1.ya,
Przez ogrd, zdaje mi sie, jest do dworu prooecij.


Dziewczyna rzek3a: Tedy droga Jegomooeci;
Tylko grz1d psua nie trzeba; tam miedzy muraw1
OEcie.ka. - W lewo - zapyta3 Hrabia - czy na prawo?
Ogrodniczka, podnios3szy b3ekitne oczeta,
Zdawa3a sie go badaa, ciekawooeci1 zdjeta:
Bo dom o tysi1c krokw widny jak na d3oni,
A Hrabia drogi pyta? Ale Hrabia do nij
Chcia3 koniecznie cooe mwia i szuka3 powodu
Rozmowy.
Panna mieszka tu? blisko ogrodu?
Czy na wsi? Jak to by3o, .em Panny we dworze
Nie widzia3? Czy niedawno tu? przyjezdna mo.e?
Dziewcze wstrz1sne3o g3ow1. - Przepraszam, Panienko,
Czy nie tam pokoj Panny, gdzie owe okienko?


Myoeli3 zaoe w duchu: Jeoeli nie jest heroin1
Romansw, jest m3odziuchn1, przeoeliczn1 dziewczyn1.
Zbyt czesto wielka dusza, myoel wielka ukryta
W samotnooeci, jak r.a oerd lasw rozkwita;
Dosya j1 wynieoea na oewiat, postawia przed s3oncem,
Aby widzw zdziwi3a jasnych barw tysi1cem!



Ogrodniczka tymczasem powsta3a w milczeniu,
Podnios3a jedno dziecie Ywis3e na ramieniu,
Drugie wzie3a za reke, a kilkoro przodem
Zaganiaj1c jak g1ski, sz3a dalej ogrodem.


Odwrciwszy sie rzek3a: Czy te. Pan nie mo.e
Rozbieg3e moje ptastwo wpedzia nazad w zbo.e?
Ja ptastwo pedzaa? - krzykn13 Hrabia z zadziwieniem.
Ona tymczasem znik3a, zakryta drzew cieniem.
Chwile jeszcze z szpaleru przez majowe zwoje
Przeoewieca3o cooe na wskroe, jakby oczu dwoje.


Samotny Hrabia d3ugo jeszcze sta3 w ogrodzie;
Dusza jego, jak ziemia po s3onca zachodzie,
Ostyga3a powoli, barwy bra3a ciemne;
Zacz13 marzya, lecz sny mia3 bardzo nieprzyjemne.
Zbudzi3 sie, sam nie wiedz1c, na kogo sie gniewa3;
Niestety, ma3o znalaz3! nadto sie spodziewa3!
Bo gdy zagonem pe3zn13 ku owej pasterce,
Pali3o mu sie w g3owie, skaka3o w nim serce;
Tyle wdziekw w tajemnej nimfie upatrywa3,
W tyle j1 cudw ubra3, tyle odgadywa3!
Wszystko znalaz3 inaczej. Prawda, .e twarz 3adn1,
Kibia mia3a wysmuk31, ale jak niesk3adn1!
A owa pulchnooea licw i rumienca .ywooea,
Maluj1ca zbyteczn1, prostack1 szczeoeliwooea!
Znak, .e myoel jeszcze drzemie, .e serce nieczynne.
I owe odpowiedzi, tak wiejskie, tak gminne!
Po c. sie 3udzia? - krzykn13 - zgaduje po czasie!
Moja nimfa tajemna pono gesi pasie!



Z nimfy zniknieniem ca3e czarowne przezrocze
Zmieni3o sie: te wstegi, te kraty urocze,
Z3ote, srebrne, niestety! wiec to by3a s3oma?


Hrabia z za3amanemi pogl1da3 rekoma
Na snopek uwi1zanej trawami mietlicy,
Ktr1 bra3 za pek strusich pir w reku dziewicy.
Nie zapomnia3 naczynia: z3ocista konewka,
w r.ek Amaltei, by3a to marchewka!
Widzia3 j1 w ustach dziecka po.eran1 chciwie:
Wiec by3o po uroku! po czarach! po dziwie!


Tak ch3opiec, kiedy ujrzy cykoryi kwiaty,
Wabi1ce d3on miekkiemi, lekkiemi b3awaty,
Chce je pieoecia, zbli.a sie, dmuchnie, i z podmuchem
Ca3y kwiat na powietrzu rozleci sie puchem,
A w reku widzi tylko badacz zbyt ciekawy
Nag1 3odyge szarozielonawej trawy.


Hrabia wcisn13 na oczy kapelusz i wraca3
Tamtedy, kedy przyszed3, ale droge skraca3,
St1paj1c po jarzynach, kwiatach i agreoecie,
A. przeskoczywszy parkan, odetchn13 nareoecie!
Przypomnia3, .e dziewczynie mwi3 o oeniadaniu;
Mo.e ju. wszyscy wiedz1 o jego spotkaniu;
W ogrodzie, blisko domu? mo.e szukaa wyoel1?
Postrzegli, .e ucieka3? Kto wie, co pomyoel1?
Wiec wypada3o wrcia.
Chyl1c sie u p3otw,



Oko3o miedz i zielska, po tysi1cach zwrotw
Rad by3 przecie., .e wyszed3 w koncu na gooeciniec,
Ktry prosto prowadzi3 na dworski dziedziniec.
Szed3 przy p3ocie, a g3owe odwraca3 od sadu,
Jak z3odziej od oepichlerza, aby nie daa oeladu,
e go myoeli nawiedzia albo ju. nawiedzi3.
Tak Hrabia by3 ostr.ny, choa go nikt nie oeledzi3;
Patrzy3 w strone przeciwn1 ogrodu, na prawo.


By3 gaj z rzadka zaros3y, wys3any muraw1;
Po jej kobiercach, na wskrooe bia3ych pniw brzozowych,
Pod namiotem obwis3ych ga3ezi majowych,
Snu3o sie mnstwo kszta3tw, ktrych dziwne ruchy,
Niby tance, i dziwny ubior: istne duchy
B31dz1ce po ksie.ycu. Tamci w czarnych, ciasnych,
Ci w d3ugich, rozpuszczonych szatach, jak oenieg jasnych;
Tamten pod kapeluszem jak obrecz szerokim,
Ten z go31 g3ow1; inni, jak gdyby ob3okiem
Obwiani, id1c, na wiatr puszczaj1 zas3ony,
Ci1gn1ce sie za g3ow1 jak komet ogony.
Ka.dy w innej postawie: ten przyrs3 do ziemi,
Tylko oczyma kreci na d3 spuszczonemi;
w patrz1c wprost przed siebie, niby senny kroczy
Jak po linie, ni w prawo, ni w lewo nie zboczy;
Wszyscy zaoe ci1gle w r.ne schylaj1 sie strony
A. do ziemi, jak gdyby wybijaa pok3ony.
Je.eli sie przybli.1 albo sie spotkaj1,
Ani mwi1 do siebie, ani sie witaj1,
G3eboko zadumani, w sobie pogr1.eni.



Hrabia widzia3 w nich obraz elizejskich cieni,
Ktre chocia. boleoeciom, troskom niedostepne,
B31kaj1 sie spokojne, ciche, lecz posepne.


Kt. by zgadn13, .e owi, tak ma3o ruchomi,
Owi milcz1cy ludzie - s1 nasi znajomi?
Sedziowscy towarzysze! z hucznego oeniadania
Wyszli na uroczysty obrzed grzybobrania.
Jako ludzie rozs1dni, umiej1 miarkowaa
Mowy i ruchy swoje, aby je stosowaa
W ka.dej okolicznooeci do miejsca i czasu.
Dlatego, nim ruszyli za Sedzi1 do lasu,
Wzieli postawy tudzie. ubiory odmienne:
S3u.1ce do przechadzki oponcze p3cienne,
Ktrymi os3aniaj1 po wierzchu kontusze,
A na g3owy s3omiane wdziali kapelusze,
St1d biali wygl1daj1 jak czyscowe dusze.
M3odzie. tak.e przebrana, oprocz Telimeny
I kilku po francusku chodz1cych.


Tej sceny
Hrabia nie poj13, nie zna3 wiejskiego zwyczaju,
Wiec zdziwiony nieYmiernie bieg3 pedem do gaju.


Grzybw by3o w brd: ch3opcy bior1 krasnolice,
Tyle w pieoeniach litewskich s3awione l i s i c e,
Co s1 god3em panienstwa, bo czerw ich nie zjada,
I dziwna; .aden owad na nich nie usiada.
Panienki za wysmuk3ym goni1 b o r o w i k i e m,



Ktrego pieoen nazywa grzybw p3kownikiem.
Wszyscy dybi1 na r y d z a; ten wzrostem skromniejszy
I mniej s3awny w piosenkach, za to najsmaczniejszy,
Czy oewie.y, czy solony, czy jesiennej pory,
Czy zim1. Ale Wojski zbiera3 m u c h o m o r y.


Inne posplstwo grzybw pogardzone w braku
Dla szkodliwooeci albo niedobrego smaku,
Lecz nie s1 bez u.ytku: one zwierza pas1
I gniazdem s1 owadw, i gajw okras1.
Na zielonym obrusie 31k jako szeregi
Naczyn sto3owych stercz1: tu z kr1g3ymi brzegi
S u r o j a d k i srebrzyste, .3te i czerwone,
Niby czareczki ro.nem winem nape3nione;
K o Y l a k, jak przewrocone kubka dno wypuk3e,
L e j k i, jako szampanskie kieliszki wysmuk3e,
B i e 1 a k i kr1g3e, bia3e, szerokie i p3askie,
Jakby mlekiem nalane fili.anki saskie,
I kulista, czarniawym py3kiem nape3niona
P u r c h a w k a, jak pieprzniczka - zaoe innych imiona
Znane tylko w zajeczym lub wilczym jezyku,
Od ludzi nie ochrzczone; a jest ich bez liku.
Ni wilczych, ni zajeczych nikt dotkn1a nie raczy,
A kto schyla sie ku nim, gdy b31d swj obaczy,
Zagniewany, grzyb z3amie albo nog1 kopnie;
Tak szpec1c trawe, czyni bardzo nieroztropnie.


Telimena ni wilczych, ni ludzkich nie zbiera.
Roztargniona, znudzona, doko3a spoziera



Z g3ow1 w gre zadart1. Wiec pan Rejent w gniewie
Mwi3 o niej, .e grzybw szuka3a na drzewie;
Asesor j1 z3ooeliwiej rwna3 do samicy,
Ktra miejsca na gniazdo szuka w okolicy.


Jako. zda3a sie szukaa samotnooeci, ciszy,
Oddala3a sie z wolna od swych towarzyszy
I sz3a lasem na wzgrek pochy3o wynios3y,
Ocieniony, bo drzewa geoeciej na nim ros3y.
W oerodku szarza3 sie kamien; strumien spod kamienia
Szumia3, tryska3 i zaraz, jakby szuka3 cienia,
Chowa3 sie miedzy geste i wysokie zio3a,
Ktre wod1 pojone buja3y doko3a;
Tam w bystry swawolnik, spowijany w trawy
I lioeciem podes3any, bez ruchu, bez wrzawy,
Niewidzialny i ledwie dos3yszany szepce,
Jako dziecie krzykliwe z3o.one w kolebce,
Gdy matka nad nim zwi1.e firanki majowe
I lioecia makowego nasypie pod g3owe.
Miejsce piekne i ciche; tu sie czesto schrania
Telimena, zowi1c je OE w i 1 t y n i 1 d u m a n i a.


Stan1wszy nad strumieniem, rzuci3a na trawnik
Z ramion swj szal powiewny, czerwony jak krwawnik,
I podobna p3ywaczce, ktra do k1pieli
Zimnej schyla sie, nim sie zanurzya ooemieli,
Klekne3a i powoli chyli3a sie bokiem;
Wreszcie, jakby porwana koralu potokiem,
Upad3a nan i ca3a wzd3u. sie rozpostar3a,



Lokcie na trawie, skronie na d3oniach opar3a,
Z g3ow1 w d3 sk3onion1; na dole, u g3owy,
B3ysn13 francuskiej ksi1.ki papier welinowy;
Nad alabastrowymi stronicami ksiegi
Wi3y sie czarne pukle i r.owe wstegi.


W szmaragdzie bujnych traw, na krwawnikowym szalu,
W sukni d3ugiej, jak gdyby w pow3oce koralu,
Od ktrej odbija3 sie w3os z jednego konca,
Z drugiego czarny trzewik, po bokach b3yszcz1ca
OEnie.n1 ponczoszk1, chustk1, bia3ooeci1 r1k, lica,
Wydawa3a sie z dala jak pstra g1sienica,
Gdy wpe3Ynie na zielony lioea klonu.


Niestety!
Wszystkie tego obrazu wdzieki i zalety
Darmo czeka3y znawcw; nikt nie zwa.a3 na nie,
Tak mocno zajmowa3o wszystkich grzybobranie.
Tadeusz przecie. zwa.a3 i w bok strzela3 okiem,
I nie oemiej1c ioea prosto, przysuwa3 sie bokiem.
Jak strzelec, gdy w ruchomej ga3ezistej szopie
Usiad3szy na dwch ko3ach podje.d.a na dropie,
Albo na siewki id1c, przy koniu sie kryje,
Strzelbe z3o.y na siodle lub pod konsk1 szyje,
Niby to brone w3czy, niby jedzie miedz1,
A coraz sie przybli.a, kedy ptaki siedz1:
Tak skrada3 sie Tadeusz.
Sedzia czaty zmiesza3
I przeci1wszy mu droge, do Yrd3a pooepiesza3.



Z wiatrem igra3y bia3e po3y szarafana
I wielka chustka w pasie koncem uwi1zana;
S3omiany, podwi1zany kapelusz od ruchu
Nag3ego chwia3 sie z wiatrem jako lioea 3opuchu,
Spadaj1c to na barki, to znowu na oczy;
W reku ogromna laska: tak pan Sedzia kroczy.
Schyliwszy sie i rece obmywszy w strumieniu,
Usiad3 przed Telimen1 na wielkim kamieniu
I wspar3szy sie obur1cz na ga3ke s3oniow1
Trzciny ogromnej, z tak1 ozwa3 sie przemow1:


Widzi Aoeaka, od czasu jak tu u nas gooeci
Tadeuszek, niema3o mam niespokojnooeci;
Jestem bezdzietny, stary; ten dobry ch3opczyna
Wszak to moja na oewiecie pociecha jedyna,
Przysz3y dziedzic fortunki mojej. Z 3aski nieba
Zostawie mu kes niez3y szlacheckiego chleba;
Ju. mu te. czas obmyoelea los, postanowienie;
Ale zwa.aj no Aoeaka moje utrapienie!
Wiesz, .e pan Jacek, brat mj, Tadeusza ociec,
Dziwny cz3owiek, zamiarw jego trudno dociec:
Nie chce wracaa do kraju, Bg wie gdzie sie kryje,
Nawet nie chce synowi oznajmia, .e .yje,
A ci1gle nim zarz1dza. Naprzd w legijony
Chcia3 go posy3aa; by3em okropnie zmartwiony.
Potem zgodzi3 sie przecie, by w domu pozosta3
I .eby sie o.eni3. Ju.bya .ony dosta3;
Partyje upatrzy3em; nikt z obywateli
Nie wyrwna z imienia ani z parenteli



Podkomorzemu; jego starsza crka Anna
Jest na wydaniu, piekna i posa.na panna.
Chcia3em zagaia.
Na to Telimena zblad3a,
Z3o.y3a ksi1.ke, wsta3a nieco i usiad3a.


Jak mame kocham - rzek3a - czy to, Panie Bracie,
Jest w tym sens jaki? Czy wy Boga w sercu macie?
To myoelisz Tadeusza zostaa dobrodziejem,
Jeoeli m3odego ch3opca zrobisz grykosiejem!
OEwiat mu zawi1.esz! Wierz mi, kl1a was kiedyoe bedzie!
Zakopaa taki talent w lasach i na grzedzie!
Wierz mi, ile pozna3am, pojetne to dziecie,
Warto, .eby na wielkim przetar3o sie oewiecie;
Dobrze Brat zrobi, gdy go do stolicy wyoele;
Na przyk3ad do Warszawy? lub wie Brat, co myoele,
eby do Peterburka? Ja pewnie tej zimy
Pojade tam dla sprawy; razem u3o.ymy,
Co zrobia z Tadeuszem; znam tam wiele osb,
Mam wp3ywy: to najlepszy kreacyi sposb.
Za m1 pomoc1 znajdzie wstep w najpierwsze domy,
A kiedy bedzie wa.nym osobom znajomy,
Dostanie urz1d, order; wtenczas niech porzuci
S3u.be, je.eli zechce, niech do domu wrci,
Maj1c ju. i znaczenie, i znajomooea oewiata.
I c. Brat myoeli o tem?
Ju.ci, w m3ode lata -
Rzek3 Sedzia - nieYle ch3opcu troche sie przewietrzya,
Obejrzea sie na oewiecie, miedzy ludYmi przetrzea.



Ja za m3odu niema3o oewiata objecha3em:
By3em w Piotrkowie, w Dubnie, to za trybuna3em
Jad1c jako palestrant, to w3asne swe sprawy
Forytuj1c, jeYdzi3em nawet do Warszawy.
Cz3ek niema3o skorzysta3! Chcia3bym i synowca
Wys3aa pomiedzy ludzie, prosto jak wedrowca,
Jak czeladnika, ktry terminuje lata,
A.eby naby3 troche znajomooeci oewiata.
Nie dla rang ni orderw! Prosze uni.enie,
Ranga moskiewska, order, c. to za znaczenie?
Ktry. to z dawnych panw, ba, nawet dzisiejszych,
Miedzy szlacht1 w powiecie nieco zamo.niejszych,
Dba o podobne fraszki? Przecie. s1 w estymie
U ludzi, bo szanujem w nich rd, dobre imie
Albo urz1d, lecz ziemski, przyznany wyborem
Obywatelskim, nie zaoe czyimoe tam faworem.


Telimena przerwa3a: Jeoeli Brat tak myoeli,
Tem lepiej, wiec go jako woja.era wyoelij.
Widzi Siostra - rzek3 Sedzia, skrobi1c smutnie g3owe -
Chcia3bym bardzo, c., kiedy mam trudnooeci nowe!
Pan Jacek nie wypuszcza z opieki swej syna
I przys3a3 mi tu w3aoenie na kark bernardyna
Robaka, ktry przyby3 z tamtej strony Wis3y;
Przyjaciel brata, wszystkie wie jego zamys3y;
A wiec o Tadeusza ju. wyrzekli losie
I chc1, by sie o.eni3, aby poj13 Zosie,
Wychowanke Waa Pani; oboje dostan1,
Oprocz fortunki mojej, z 3aski Jacka wiano



W kapita3ach; wiesz Aoeaka, .e ma kapita3y,
I z 3aski jego mam te. fundusz prawie ca3y,
Ma wiec prawo rozrz1dzaa. - Aoeaka pomyoel o tem,
eby sie to zrobi3o z najmniejszym k3opotem.
Trzeba ich z sob1 poznaa. Prawda, bardzo m3odzi,
Szczeglnie Zosia ma3a, lecz to nic nie szkodzi;
Czas by ju. Zooeke wreszcie wydobya z zamkniecia,
Bo wszakci to ju. pono wyrasta z dzieciecia.


Telimena, zdziwiona i prawie wylek3a,
Podnosi3a sie coraz, na szalu uklek3a;
Zrazu s3ucha3a pilnie, potem d3oni ruchem
Przeczy3a, rek1 .wawo wstrz1saj1c nad uchem,
Odpedzaj1c jak owad nieprzyjemne s3owa
Na powrt w usta mwcy.
A! a! to rzecz nowa!
Czy to Tadeuszowi szkodzi, czy nie szkodzi -
Rzek3a z gniewem - s1dY o tem sam Waa Pan Dobrodzij!
Mnie nic do Tadeusza; sami o nim radYcie,
Zrbcie go ekonomem lub w karczmie posadYcie,
Niech szynkuje lub z lasu niech Ywierzyne znosi;
Z nim sobie, co zechcecie, zrbcie; lecz do Zosi?
Co Waa Panstwu do Zosi? Ja jej rek1 rz1dze,
Ja sama! e pan Jacek dawa3 by3 pieni1dze
Na wychowanie Zosi i .e jej wyznaczy3
Ma31 pensyjke roczn1, wiecej przyrzec raczy3,
Toa jej jeszcze nie kupi3. Zreszt1 Panstwo wiecie,
I dot1d jeszcze o tem wiadomo na oewiecie,
e hojnooea Panstwa dla nas nie jest bez powodu...
Winni cooe Soplicowie dla Horeszkw rodu.



(Tej czeoeci mowy Sedzia s3ucha3 z niepojetem
Pomieszaniem, .a3ooeci1 i widocznym wstretem;
Jakby leka3 sie reszty mowy, g3owe sk3oni3
I rek1 potakuj1c, mocno sie zap3oni3).


Telimena konczy3a: By3am jej piastunk1,
Jestem krewn1, jedyn1 Zosi opiekunk1.
Nikt oprcz mnie nie bedzie myoeli3 o jej szczeoeciu.
A jeoeli ona szczeoecie znajdzie w tym zameoeciu? -
Rzek3 Sedzia wzrok podnosz1c. - Jeoeli Tadeuszka
Podoba? - Czy podoba? To na wierzbie gruszka;
Podoba, nie podoba, a to mi rzecz wa.na!
Zosia nie bedzie, prawda, partyja posa.na;
Ale te. nie jest z lada wsi, lada szlachcianka,
Idzie z Jaoenie Wielmo.nych, jest Wojewodzianka,
Rodzi sie z Horeszkwny; ma3.onka dostanie!
Staralioemy sie tyle o jej wychowanie!
Chybaby tu zdzicza3a.
Sedzia pilnie s3ucha3,
Patrz1c w oczy; zda3o sie, .e sie udobrucha3,
Bo rzek3 dosya weso3o: No, to i c. robia!
Bg widzi, szczerze chcia3em interesu dobia;
Tylko bez gniewu; jeoeli Aoeaka sie nie zgodzi,
Aoeaka ma prawo; smutno - gniewaa sie nie godzi;
Radzi3em, bo brat kaza3; nikt tu nie przymusza;
Gdy Aoeaka rekuzuje pana Tadeusza,
Odpisuje Jackowi, .e nie z mojej winy
Nie dojd1 Tadeusza z Zosi1 zareczyny.
Teraz sam bede radzia; pono z Podkomorzym
Zagaimy swatostwo i reszte u3o.ym.



Przez ten czas Telimena ostyg3a z zapa3u:
Ja nic nie rekuzuje, Braciszku, poma3u!
Sam mwi3eoe, .e jeszcze za wczeoenie, zbyt m3odzi-
Rozpatrzmy sie, czekajmy, nic to nie zaszkodzi,
Poznajmy z sob1 panstwa m3odych; bedziem zwa.aa;
Nie mo.na szczeoecia drugich tak na traf nara.aa.
Ostrzegam tylko wczeoenie: niech Brat Tadeusza
Nie namawia, kochaa sie w Zosi nie przymusza,
Bo serce nie jest s3uga, nie zna, co to pany,
I nie da sie przemoc1 okuwaa w kajdany.


Zaczem Sedzia, powstawszy, odszed3 zamyoelony;
Pan Tadeusz z przeciwnej przybli.y3 sie strony.
Udaj1c, .e szukanie grzybw tam go zwabia;
W tym.e kierunku z wolna posuwa sie Hrabia.


Hrabia podczas Sedziego sporw z Telimen1
Sta3 za drzewami, mocno zdziwiony t1 scen1;
Doby3 z kieszeni papier i o3wek, sprzety,
Ktre zawsze mia3 z sob1, i na pien wygiety
Rozpi1wszy kartke, widaa, .e obraz malowa3,
Mwi1c sam z sob1: Jakbyoe umyoelnie grupowa3:
Ten na g3azie, ta w trawie, grupa malownicza!
G3owy charakterowe! Z kontrastem oblicza.


Podchodzi3, wstrzymywa3 sie, lornetke przeciera3,
Oczy chustk1 obwiewa3 i coraz spoziera3:
Mia3o.by to cudowne, oeliczne widowisko
Zgin1a albo zmienia sie, gdy podejde blisko?



Ten aksamit traw bedzie. to mak i botwinie?
W nimfie tej czy. obacze jak1 ochmistrzynie?


Choa Hrabia Telimene ju. dawniej widywa3
W domu Sedziego, w ktrym dosya czesto bywa3,
Lecz ma3o j1 uwa.a3; zadziwi3 sie zrazu,
Rozeznaj1c w niej model swojego obrazu.
Miejsca pieknooea, postawy wdziek i gust ubrania
Zmieni3y j1, zaledwie by3a do poznania.
W oczach oewieci3y jeszcze niezagas3e gniewy;
Twarz o.ywiona wiatru oewie.emi powiewy,
Sporem z Sedzi1 i nag3ym przybyciem m3odziencw,
Nabra3a mocnych, .ywszych ni. zwykle rumiencw.


Pani - rzek3 Hrabia - racz mej oemia3ooeci darowaa,
Przychodze i przepraszaa, i razem dziekowaa.
Przepraszaa, .e jej krokw oeledzi3em ukradkiem,
I dziekowaa, .e by3em jej dumania oewiadkiem;
Tyle j1 obrazi3em! Winienem jej tyle!
Przerwa3em chwile duman: winienem ci chwile
Natchnienia! chwile b3ogie! potepiaj cz3owieka,
Ale sztukmistrz twojego przebaczenia czeka!
Na wielem sie odwa.y3, na wiecej odwa.e!
S1dY! - tu ukl1k3 i poda3 swoje peiza.e.


Telimena s1dzi3a malowania proby
Tonem grzecznej, lecz sztuke znaj1cej osoby;
Sk1pa w pochwa3y, lecz nie szczedzi3a zachetu:
Brawo - rzek3a - winszuje, niema3o talentu.



Tylko Pan nie zaniedbuj; szczeglniej potrzeba
Szukaa pieknej natury! O, szczeoeliwe nieba
Krajw w3oskich! r.owe Cezarw ogrody!
Wy, klasyczne Tyburu spadaj1ce wody
I straszne Pauzylipu skaliste wydro.e!
To, Hrabio, kraj malarzw! U nas, .al sie Bo.e!
Dziecko muz, w Soplicowie oddane na mamki,
Umrze pewnie. Mj Hrabio, oprawie to w ramki
Albo w album umieszcze do rysunkw zbiorku,
Ktre zewsz1d skupia3am: mam ich dosya w biorku.


Zaczeli wiec rozmowe o niebios b3ekitach,
Morskich szumach i wiatrach wonnych, i ska3 szczytach,
Mieszaj1c tu i wdzie, podr.nych zwyczajem,
OEmiech i ur1ganie sie nad ojczystym krajem.


A przecie. woko3o nich ci1gne3y sie lasy
Litewskie! tak powa.ne i tak pe3ne krasy! -
Czeremchy oplatane dzikich chmielw wiencem,
Jarzebiny ze oewie.ym pasterskim rumiencem,
Leszczyna jak menada z zielonemi ber3y,
Ubranemi, jak w grona, w orzechowe per3y;
A ni.ej dziatwa lesna: g3g w objeciu kalin,
O.yna czarne usta tul1ca do malin.
Drzewa i krzewy lioeami wzie3y sie za rece
Jak do tanca staj1ce panny i m3odzience
Wko3o pary ma3.onkw. Stoi pooerd grona
Para, nad ca31 leoen1 gromad1 wzniesiona
Wysmuk3ooeci1 kibici i barwy powabem:



Brzoza bia3a, kochanka, z ma3.onkiem swym grabem.
A dalej, jakby starce na dzieci i wnuki,
Patrz1 siedz1c w milczeniu: tu sedziwe buki,
Tam matrony topole i mchami brodaty
D1b, w3o.ywszy piea wiekw na swj kark garbaty,
Wspiera sie, jak na grobw po3amanych s3upach,
Na debw, przodkw swoich, skamienia3ych trupach.


Pan Tadeusz kreci3 sie nudz1c niepoma3u
D3ug1 rozmow1, w ktrej nie mg3 braa udzia3u;
A. gdy zaczeto s3awia cudzoziemskie gaje
I wyliczaa z kolei wszystkich drzew rodzaje:
Pomarancze, cyprysy, oliwki, migda3y,
Kaktusy, aloesy, mahonie, sanda3y,
Cytryny, bluszcz, orzechy w3oskie, nawet figi,
Wys3awiaj1c ich kszta3ty, kwiaty i 3odygi -
Tadeusz nie przestawa3 d1saa sie i z.ymaa,
Na koniec nie mg3 d3u.ej od gniewu wytrzymaa.


By3 on prostak, lecz umia3 czua wdziek przyrodzenia
I patrz1c w las ojczysty rzek3, pe3en natchnienia:
Widzia3em w botanicznym wilenskim ogrodzie
Owe s3awione drzewa rosn1ce na wschodzie
I na po3udniu, w owej pieknej w3oskiej ziemi;
Ktre. rwnaa sie mo.e z drzewami naszemi?
Czy aloes z d3ugiemi jak konduktor pa3ki?
Czy cytryna, karlica z z3ocistemi ga3ki,
Z lioeciem lakierowanym, krtka i pekata
Jako kobieta ma3a, brzydka, lecz bogata?



Czy zachwalony cyprys, d3ugi, cienki, chudy,
Co zdaje sie bya drzewem nie smutku, lecz nudy?
Mwi1, .e bardzo smutnie wygl1da na grobie:
Jest to jak lokaj Niemiec we dworskiej .a3obie,
Nie oemiej1cy r1k podnieoea ani g3owy skrzywia,
Aby sie etykiecie niczem nie sprzeciwia.


Czy. nie piekniejsza nasza poczciwa brzezina,
Ktra jako wieoeniaczka, kiedy p3acze syna,
Lub wdowa me.a, rece za3amie, roztoczy
Po ramionach do ziemi strumienie warkoczy!
Niema z .alu, postaw1 jak wymownie szlocha!
Czemu. Pan Hrabia, jeoeli w malarstwie sie kocha,
Nie maluje drzew naszych, pooerd ktrych siedzi?
Prawdziwie, bed1 z Pana .artowaa s1siedzi,
e mieszkaj1c na .yznej litewskiej rwninie,
Malujesz tylko jakieoe ska3y i pustynie.


Przyjacielu! - rzek3 Hrabia - piekne przyrodzenie
Jest form1, t3em, materi1, a dusz1 natchnienie,
Ktre na wyobraYni unosi sie skrzyd3ach,
Poleruje sie gustem, wspiera na prawid3ach.
Nie dooea jest przyrodzenia, nie dosya zapa3u,
Sztukmistrz musi uleciea w sfery idea3u!
Nie wszystko, co jest piekne, wymalowaa da sie!
Dowiesz sie o tem wszystkim z ksi1.ek w swoim czasie.
Co sie tycze malarstwa: do obrazu trzeba
Punktw widzenia, grupy, ansemblu i nieba,
Nieba w3oskiego! St1d te. w kunszcie peiza.w



W3ochy by3y, s1, bed1, ojczyzn1 malarzw.
St1d te., oprcz Brejgela, lecz nie Van der Helle,
Ale peiza.ysty (bo s1 dwaj Brejgele),
I oprcz Ruisdala, na ca3ej p3nocy
Gdzie. by3 peiza.ysta ktry pierwszej mocy?
Niebios, niebios potrzeba!
Nasz malarz Or3owski -
Przerwa3a Telimena - mia3 gust Soplicowski.
(Trzeba wiedziea, .e to jest Soplicw choroba,
e im oprcz Ojczyzny nic sie nie podoba).
Or3owski, ktry .ycie strawi3 w Peterburku,
S3awny malarz (mam jego kilka szkicw w birku),
Mieszka3 tu. przy Cesarzu, na dworze, jak w raju,
A nie uwierzy Hrabia, jak teskni3 po kraju!
Lubi3 ci1gle wspominaa swej m3odooeci czasy,
Wys3awia3 wszystko w Polszcze: ziemie, niebo, lasy...


I mia3 rozum! - zawo3a3 Tadeusz z zapa3em. -
Te Panstwa niebo w3oskie, jak o niem s3ysza3em,
B3ekitne, czyste, wszak to jak zamarz3a woda!
Czy. nie piekniejsze stokroa wiatr i niepogoda?
U nas dooea g3owe podnieoea: ile. to widokw!
Ile. scen i obrazw z samej gry ob3okw!
Bo ka.da chmura inna: na przyk3ad jesienna
Pe3Ynie jak .3w leniwa, ulew1 brzemienna
I z nieba a. do ziemi spuszcza d3ugie smugi
Jak rozwite warkocze, to s1 deszczu strugi;
Chmura z gradem jak balon szybko z wiatrem leci,
Kr1g3a, ciemnob3ekitna, w oerodku .3to oewieci,



Szum wielki s3ychaa wko3o. Nawet te codzienne,
Patrzcie Panstwo, te bia3e chmurki, jak odmienne!
Zrazu jak stada dzikich gesi lub 3abedzi,
A z ty3u wiatr jak soko3 do kupy je pedzi;
OEciskaj1 sie, grubiej1, rosn1, nowe dziwy!
Dostaj1 krzywych karkw, rozpuszczaj1 grzywy,
Wysuwaj1 ng rzedy i po niebios sklepie
Przelatuj1 jak tabun rumakw po stepie:
Wszystkie bia3e jak srebro, zmiesza3y sie - nagle
Z ich karkw rosn1 maszty, z grzyw szerokie .agle,
Tabun zmienia sie w okret i wspaniale p3ynie
Cicho, z wolna, po niebios b3ekitnej rwninie!


Hrabia i Telimena pogl1dali w gre;
Tadeusz jedn1 rek1 pokaza3 im chmure,
A drug1 oecisn13 z lekka r1czke Telimeny.
Kilka ju. up3yne3o minut cichej sceny;
Hrabia roz3o.y3 papier na swym kapeluszu
I wydoby3 o3wek. Wtem przykry dla uszu
Odezwa3 sie dzwon dworski i zaraz oerd lasu
Cichego pe3no by3o krzyku i ha3asu.


Hrabia kiwn1wszy g3ow1 rzek3 powa.nym tonem:
Tak to na oewiecie wszystko los zwyk3 konczya dzwonem.
Rachunki myoeli wielkiej, plany wyobraYni,
Zabawki niewinnooeci, uciechy przyjaYni,
Wylania sie serc czu3ych! - gdy oepi. z dala ryknie,
Wszystko miesza sie, zrywa, m1ci sie i niknie!
Tu obrciwszy czu3y wzrok ku Telimenie:



C. zostaje? - a ona mu rzek3a: Wspomnienie!
I chc1c Hrabiego nieco u3agodzia smutek,
Poda3a mu urwany kwiatek niezabudek.
Hrabia go uca3owa3 i na pieroe przyoepila3;
Tadeusz z drugiej strony krzak ziela rozchyla3,
Widz1c, .e sie ku niemu tem zielem przewija
Cooe bia3ego: by3a to r1czka jak lilija;
Pochwyci3 j1, ca3owa3 i usty po cichu
Uton13 w niej jak pszczo3a w liliji kielichu;
Uczu3 na ustach zimno; znalaz3 klucz i bia3y
Papier w tr1bke zwiniony, by3 to listek ma3y;
Porwa3, schowa3 w kieszenie, nie wie, co klucz znaczy,
Lecz mu to owa bia3a kartka wyt3umaczy.


Dzwon wci1. dzwoni3, i echem z g3ebi cichych lasw
Odezwa3o sie tysi1c krzykw i ha3asw;
Odg3os to by3 szukania i nawo3ywania,
Has3o zakonczonego na dzioe grzybobrania.
Odg3os nie smutny wcale ani pogrzebowy,
Jak sie Hrabiemu zda3o, owszem, obiadowy.
Dzwon ten, w ka.de po3udnie krzycz1cy z poddasza,
Gooeci i czeladY domu na obiad zaprasza:
Tak by3o w dawnych licznych dworach we zwyczaju
I zosta3o sie w domu Sedziego.
Wiec z gaju
Wychodzi3a gromada nios1ca krobeczki,
Koszyki, uwi1zane koncami chusteczki,
Pe3ne grzybw; a panny w jednym reku nios3y,
Jako wachlarz zwiniony, b o r o w i k rozros3y,



W drugim zwi1zane razem, jakby polne kwiatki,
O p i e n k i i rozlicznej barwy s u r o j a d k i:
Wojski mia3 m u c h o m o r a. Z pr.nemi przychodzi
Rekami Telimena, z ni1 panicze m3odzi.


Gooecie weszli w porz1dku i staneli ko3em.
Podkomorzy najwy.sze bra3 miejsce za sto3em;
Z wieku mu i z urzedu ten zaszczyt nale.y.
Id1c k3ania3 sie starcom, damom i m3odzie.y;
Obok sta3 Kwestarz; Sedzia tu. przy Bernardynie.
Bernardyn zmwi3 krtki pacierz po 3acinie,
Podano w kolej wdke, zaczem wszyscy siedli
I cho3odziec litewski milczkiem .wawo jedli.


Obiadowano ciszej, ni. sie zwykle zdarza;
Nikt nie gada3 pomimo wezwan gospodarza.
Strony bior1ce udzia3 w wielkiej o psw zwadzie
Myoeli3y o jutrzejszej walce i zak3adzie;
Myoel wielka zwykle usta do milczenia zmusza.
Telimena, mwi1ca wci1. do Tadeusza,
Musia3a ku Hrabiemu nieraz sie odwrcia,
Nawet na Asesora nieraz okiem rzucia:
Tak ptasznik patrzy w sid3o, kedy szczyg3y zwabia,
I razem w pastke wrbla. Tadeusz i Hrabia,
Obadwa radzi z siebie, obadwa szczeoeliwi,
Oba pe3ni nadziei, wiec nie gadatliwi.
Hrabia na kwiatek dumne opuszcza3 wejrzenie,
A Tadeusz ukradkiem spoziera3 w kieszenie,
Czy w kluczyk nie uciek3; rek1 nawet chwyta3



I kreci3 kartke, ktrej dot1d nie przeczyta3.
Sedzia Podkomorzemu wegrzyna, szampana
Dolewa3, s3u.y3 pilnie, oeciska3 za kolana,
Ale do rozmawiania z nim nie mia3 ochoty
I widaa, .e czu3 jakieoe tajemne k3opoty.


Przemija3y w milczeniu talerze i dania;
Przerwa3 nareszcie nudny tok obiadowania
Gooea niespodziany, szybko wpadaj1c - gajowy;
Nie zwa.a3 nawet, .e czas w3aoenie obiadowy,
Podbieg3 do Pana; widaa z postawy i z miny,
e wa.nej i niezwyk3ej jest pos3em nowiny.
Ku niemu oczy ca3e zwrci3o zebranie;
On, odetchn1wszy nieco, rzek3: NiedYwiedY, Mospanie!


Reszte wszyscy odgadli: .e zwierz z m a t e c z n i k a
Wyszed3, .e w Zaniemensk1 Puszcze sie przemyka,
e go trzeba wnet oecigaa, wszyscy wraz uznali,
Choa ani sie radzili, ani namyoelali.
Spln1 myoel widaa by3o z ucietych wyrazw,
Z gestw .ywych, z wydanych rozlicznych rozkazw,
Ktre, wychodz1c t3umnie, razem z ust tak wielu,
D1.y3y przecie. wszystkie do jednego celu.


Na wieoe! - zawo3a3 Sedzia - hej! konno, setnika!
Jutro na brzask ob3awa, lecz na ochotnika;
Kto wyst1pi z oszczepem, temu z robocizny
Wytr1cia dwa szarwarki i piea dni panszczyzny.



W skok - krzykn13 Podkomorzy - okulbaczya siw1,
Dobiec w cwa3 do mojego dworu; wzi1a co .ywo
Dwie pjawki, ktre w ca3ej okolicy s3yn1:
Pies zowie sie Sprawnikiem, a suka Strapczyn1;
Zakneblowaa im pyski, zawi1zaa je w miechu
I przystawia je tutaj konno dla pooepiechu.
Wanka! - krzykn13 na ch3opca Asesor po rusku -
Tasak mj Sanguszowski poci1gn1a na brusku,
Wiesz, tasak, co od Ksiecia mia3em w podarunku;
Pas opatrzya, czy kula jest w ka.dym 3adunku.
Strzelby - krzykneli wszyscy - miea na pogotowiu!
Asesor wo3a3 ci1gle: O3owiu, o3owiu!
Forme do kul mam w torbie. Do ksiedza plebana
Daa znaa - doda3 pan Sedzia - .eby jutro z rana
Msze mia3 w kaplicy lesnej; krciochna oferta
Za myoeliwych, msza zwyk3a oewietego Huberta.


Po wydanych rozkazach nasta3o milczenie;
Ka.dy duma3 i rzuca3 doko3a wejrzenie,
Jak gdyby kogooe szuka3; z wolna wszystkich oczy
Sedziwa twarz Wojskiego ci1gnie i jednoczy:
Znak to by3, .e szukaj1 na przysz31 wyprawe
Wodza i .e Wojskiemu oddaj1 bu3awe.
Wojski powsta3, zrozumia3 towarzyszw wole
I uderzywszy rek1 powa.nie po stole,
Poci1gn13 z3ocistego z zanadrza 3ancuszka,
Na ktrym wisia3 gruby zegarek jak gruszka:
Jutro - rzek3 - p3 do pi1tej przy lesnej kaplicy
Stawi1 sie bracia strzelcy, wiara ob3awnicy.



Rzek3 i ruszy3 od sto3u, za nim szed3 gajowy;
Oni obmyoelia maj1 i urz1dzia 3owy.


Tak wodze gdy na jutro bitwe zapowiedz1,
o3nierze po obozie bron czyszcz1 i jedz1
Lub na p3aszczach i siod3ach oepi1 pr.ni k3opotu,
A wodze woerd cichego dumaj1 namiotu.


Przerwa3 sie obiad, dzien zszed3 na kowaniu koni,
Karmieniu psw, zbieraniu i czyszczeniu broni;
U wieczerzy zaledwie kto przysiad3 do sto3a;
Nawet strona Kusego z partyj1 Soko3a
Przesta3a dawnym wielkim zatrudniaa sie sporem:
Pobrawszy sie pod rece Rejent z Asesorem
Wyszukuj1 o3owiu. Reszta, spracowana,
Sz3a spaa wczeoenie, a.eby przebudzia sie z rana.



KSIEGA CZWARTA
DYPLOMATYKA I LOWY


Treoea:
Zjawisko w papilotach budzi Tadeusza - Za pYne postrze.enie omy3ki -
Karczma - Emisariusz - Zreczne u.ycie tabakiery zwraca dyskusje na
w3aoeciw1 droge - Matecznik - NiedYwiedY- Niebezpieczenstwo Tadeusza i
Hrabiego - Trzy strza3y - Spr Sagalaswki z Sanguszkwk1,
rozstrzygniony na strone jednorurki Horeszkowskiej - Bigos - Wojskiego
powieoea o pojedynku Dowejki z Domejk1, przerwana szczuciem kota -
Koniec powieoeci o Dowejce i Domejce.



Rwienniki litewskich wielkich kniaziw, drzewa
Bia3owie.y, OEwitezi, Ponar, Kuszelewa!
Ktrych cien spada3 niegdyoe na koronne g3owy
GroYnego Witenesa, wielkiego Mindowy
I Giedymina, kiedy na Ponarskiej grze,
Przy ognisku myoeliwskiem, na niedYwiedziej skrze
Le.a3, s3uchaj1c pieoeni m1drego Lizdejki,
A Wiliji widokiem i szumem Wilejki
Uko3ysany, marzy3 o wilku .elaznym;
I zbudzony, za bogw rozkazem wyraYnym
Zbudowa3 miasto Wilno, ktre w lasach siedzi
Jak wilk pooerodku .ubrw, dzikw i niedYwiedzi.
Z tego to miasta Wilna, jak z rzymskiej wilczycy,
Wyszed3 Kiejstut i Olgierd, i Olgierdowicy,
Rwnie myoeliwi wielcy jak s3awni rycerze,
Czyli wroga oecigali, czyli dzikie Ywierze.
Sen myoeliwski nam odkry3 tajnie przysz3ych czasw,
e Litwie trzeba zawsze .elaza i lasw.


Knieje! do was ostatni przyje.d.a3 na 3owy,
Ostatni krl, co nosi3 ko3pak Witoldowy,
Ostatni z Jagiellonw wojownik szczeoeliwy
I ostatni na Litwie monarcha myoeliwy.
Drzewa moje ojczyste! jeoeli Niebo zdarzy,
Bym wrci3 was ogl1daa, przyjaciele starzy,
Czyli was znajde jeszcze? czy dot1d .yjecie?
Wy, ko3o ktrych niegdyoe pe3za3em jak dziecie...
Czy .yje wielki Baublis, w ktrego ogromie
Wiekami wydr1.onym, jakby w dobrym domie,



Dwunastu ludzi mog3o wieczerzaa za sto3em?
Czy kwitnie gaj Mendoga pod farnym kooecio3em?
I tam na Ukrainie, czy sie dot1d wznosi
Przed Ho3owinskich domem, nad brzegami Rosi,
Lipa tak rozrooeniona, .e pod jej cieniami
Stu m3odziencw, sto panien sz3o w taniec parami?


Pomniki nasze! ile. co rok was po.era
Kupiecka lub rz1dowa, moskiewska siekiera!
Nie zostawia przytu3ku ni leoenym oepiewakom,
Ni wieszczom, ktrym cien wasz tak mi3y jak ptakom.
Wszak lipa czarnolaska, na g3os Jana czu3a,
Tyle rymw natchne3a! Wszak w d1b gadu3a
Kozackiemu wieszczowi tyle cudw oepiewa!


Ja ile. wam winienem, o domowe drzewa!
B3ahy strzelec, uchodz1c szyderstw towarzyszy
Za chybion1 Ywierzyne, ile. w waszej ciszy
Upolowa3em duman, gdy w dzikim ostepie
Zapomniawszy o 3owach usiad3em na kepie,
A ko3o mnie srebrzy3 sie tu mech siwobrody,
Zlany granatem czarnej zgniecionej jagody,
A tam sie czerwieni3y wrzosiste pagrki,
Strojne w brusznice jakby w koralw paciorki.
Woko3o by3a ciemnooea; ga3ezie u gry
Wisia3y jak zielone, geste, niskie chmury;
Wicher kedyoe nad sklepem szala3 nieruchomym,
Jekiem, szumami, wyciem, 3oskotami, gromem:
Dziwny, odurzaj1cy ha3as! Mnie sie zda3o,
e tam nad g3ow1 morze wisz1ce szala3o.



Na dole jak ruiny miast: tu wywrot debu
Wysterka z ziemi na kszta3t ogromnego zrebu;
Na nim oparte, jak oecian i kolumn ob3amy:
Tam ga3eziste k3ody, tu wp3 zgni3e tramy,
Ogrodzone parkanem traw. W oerodek tarasu
Zajrzea straszno, tam siedz1 gospodarze lasu:
Dziki, niedYwiedzie, wilki; u wrt le.1 kooeci
Na p3 zgryzione jakichoe nieostro.nych gooeci.
Czasem wymkn1 sie w gre przez trawy zielenie,
Jakby dwa wodotryski, dwa rogi jelenie
I mignie miedzy drzewa Ywierz .3tawym pasem,
Jak promien, kiedy wpad3szy gaoenie miedzy lasem.


I znowu cichooea w dole. Dziecio3 na jedlinie
Stuka z lekka i dalej odlatuje, ginie,
Schowa3 sie, ale dziobem nie przestaje pukaa,
Jak dziecko, gdy schowane wo3a, by go szukaa.
Bli.ej siedzi wiewirka, orzech w 3apkach trzyma,
Gryzie go; zawiesi3a kitke nad oczyma,
Jak piro nad szyszakiem u kirasyjera;
Chocia. tak os3oniona, doko3a spoziera;
Dostrzeg3szy gooecia, skacze gajw tanecznica
Z drzew na drzewa, miga sie jako b3yskawica;
Na koniec w niewidzialny otwr pnia przepada,
Jak wracaj1ca w drzewo rodzime dryjada.
Znowu cicho.


Wtem ga31Y wstrz1s3a sie tr1cona
I pomiedzy jarzebin rozsunione grona



Kraoeniejsze od jarzebin zajaoenia3y lica:
To jagd lub orzechw zbieraczka, dziewica;
W krobeczce z prostej kory podaje zebrane
Bruoenice oewie.e jako jej usta rumiane;
Obok m3odzieniec idzie, leszczyne nagina,
Chwyta w lot migaj1ce orzechy dziewczyna.


Wtem us3yszeli odg3os rogw i psw granie:
Zgaduj1, .e sie ku nim zbli.a polowanie,
I pomiedzy ga3ezi gestwe, pe3ni trwogi,
Znikneli nagle z oczu jako leoene bogi.


W Soplicowie ruch wielki; lecz ni psw ha3asy,
Ani r.1ce rumaki, skrzypi1ce kolasy,
Ni odg3os tr1b daj1cych has3o polowania
Nie mog3y Tadeusza wyci1gn1a z pos3ania;
Ubrany pad3szy w 3.ko, spa3 jak bobak w norze.
Nikt z m3odzie.y nie myoeli3 szukaa go po dworze;
Ka.dy sob1 zajety oepieszy3, gdzie kazano;
O towarzyszu sennym ca3kiem zapomniano.


On chrapa3. S3once w otwr, co oerd okienicy
Wyr.niety by3 w kszta3t serca, wpad3o do ciemnicy
S3upem ognistym, prosto sennemu na czo3o;
On jeszcze chcia3 zadrzemaa i kreci3 sie wko3o,
Chroni1c sie blasku: nagle us3ysza3 stuknienie,
Przebudzi3 sie; weso3e by3o przebudzenie.
Czu3 sie rzeYwym jak ptaszek, z lekkooeci1 oddycha3,
Czu3 sie szczeoeliwym, sam sie do siebie uoemicha3:



Myoel1c o wszystkiem, co mu wczora sie zdarzy3o,
Rumieni3 sie i wzdycha3, i serce mu bi3o.


Spojrza3 w okno, o dziwy! w promieni przezroczu,
W owem sercu, b3yszcza3o dwoje jasnych oczu,
Szeroko otworzonych, jak zwykle wejrzenie,
Kiedy z jasnooeci dziennej przedziera sie w cienie;
Ujrza3 i ma31 r1czke, niby wachlarz z boku
Nadstawion1 ku s3oncu dla ochrony wzroku;
Palce drobne, zwrcone na oewiat3o r.owe,
Czerwieni3y sie na wskrooe jakby rubinowe;
Usta widzia3 ciekawe, roztulone nieco,
I z1bki, co jak per3y oerd koralw oewiec1,
I lica, choa od s3onca zas3aniane d3oni1
R.ow1, same ca3e jak r.e sie p3oni1.


Tadeusz spa3 pod oknem; sam ukryty w cieniu,
Le.1c na wznak, cudnemu dziwi3 sie zjawieniu
I mia3 je tu. nad sob1, ledwie nie na twarzy;
Nie wiedzia3, czy to jawa, czyli mu sie marzy
Jedna z tych mi3ych, jasnych twarzyczek dziecinnych,
Ktre pomnim widziane we oenie lat niewinnych.
Twarzyczka schyli3a sie - ujrza3, dr.1c z bojaYni
I radooeci, niestety! ujrza3 najwyraYniej,
Przypomnia3, pozna3 w3os w krtki, jasnoz3oty,
W drobne, jako oenieg bia3e, zwity papiloty
Niby srebrzyste str1czki, co od s3onca blasku
OEwieci3y jak korona na oewietych obrazku.



Zerwa3 sie; i widzenie zaraz ulecia3o
Przestraszone 3oskotem; czeka3, nie wraca3o!
Tylko us3ysza3 znowu trzykrotne stukanie
I s3owa: Niech Pan wstaje, czas na polowanie,
Pan zaspa3. Skoczy3 z 3.ka i obu rekami
Pchn13 okienice, .e a. trzas3a zawiasami
I rozwar3szy sie w obie uderzy3a oeciany;
Wyskoczy3, patrzy3 wko3o zdumiony, zmieszany,
Nic nie widzia3, nie dostrzeg3 niczyjego oeladu.
Niedaleko od okna by3 parkan od sadu,
Na nim chmielowe lioecie i kwieciste wience
Chwia3y sie; czy je lekkie potr1ci3y rece?
Czy wiatr ruszy3? Tadeusz d3ugo patrzy3 na nie,
Nie oemia3 ioea w ogrd; tylko wspar3 sie na parkanie,
Oczy podnios3 i z palcem do ust przycioenionym
Kaza3 sam sobie milczea, by s3owem kwapionm
Nie rozerwa3 myoelenia; potem w czo3o stuka3,
Niby do wspomnien dawnych, uoepionych w niem, puka3,
Na koniec, gryz1c palce, do krwi sie zadrasn13
I na ca3y g3os: Dobrze, dobrze mi tak! wrzasn13.


We dworze, gdzie przed chwil1 tyle by3o krzyku,
Teraz pusto i g3ucho jak na mogilniku:
Wszyscy ruszyli w pole; Tadeusz nadstawi3
Uszu i rece do nich jak tr1bki przyprawi3,
S3ucha3, a. mu wiatr przynios3, wiej1cy od puszczy,
Odg3osy tr1b i wrzaski poluj1cej t3uszczy.



Kon Tadeusza w stajni czeka3 osiod3any,
Wzi13 wiec flinte, skoczy3 nan i jak opetany
Pedzi3 ku karczmom, ktre sta3y przy kaplicy,
Kedy mieli sie rankiem zebraa ob3awnicy.


Dwie chyli3y sie karczmy po dwch stronach drogi,
Oknami wzajem sobie gro.1c jako wrogi;
Stara nale.y z prawa do zamku dziedzica,
Now1 na z3ooea zamkowi postawi3 Soplica.
W tamtej, jak w swym dziedzictwie, rej wodzi3 Gerwazy,
W tej najwy.sze za sto3em bra3 miejsce Protazy.


Nowa karczma nie by3a ciekawa z pozoru.
Stara wedle dawnego zbudowana wzoru,
Ktry by3 wymyoelony od tyryjskich cieoeli,
A potem go ydowie po oewiecie roznieoeli:
Rodzaj architektury obcym budowniczym
Wcale nie znany; my go od ydw dziedziczym.


Karczma z przodu jak korab, z ty3u jak oewi1tynia:
Korab, istna Noego czworogranna skrzynia,
Znany dzioe pod prostackiem nazwiskiem stodo3y;
Tam r.ne s1 zwierzeta: konie, krowy, wo3y,
Kozy brodate; w grze zaoe ptastwa gromady
I p3azw choa po parze, s1 te. i owady.
Czeoea tylnia, na kszta3t dziwnej oewi1tyni stawiona,
Przypomina z pozoru w gmach Salomona,
Ktry pierwsi awiczeni w budowan rzemieoele
Hiramscy na Syjonie wystawili cieoele.



ydzi go naoeladuj1 dot1d we swych szko3ach,
A szko3 rysunek widny w karczmach i stodo3ach.
Dach z dranic i ze s3omy, oepiczasty, zadarty,
Pogiety jako ko3pak .ydowski podarty.
Ze szczytu wytryskaj1 kru.ganku krawedzie,
Oparte na drewnianym licznych kolumn rzedzie;
Kolumny, co jak wielkie architektw dziwo,
Trwa3e, chocia. wp3 zgni3e i stawione krzywo
Jako w wie.y pizanskiej, nie pod3ug modelw
Greckich, bo s1 bez podstaw i bez kapitelw.
Nad kolumnami bieg1 wp3okr1g3e 3uki,
Tak.e z drzewa, gotyckiej naoeladowstwo sztuki.
Z wierzchu ozdoby sztuczne, nie rylcem, nie d3utem,
Ale zrecznie ciesielskim wyrzezane sklutem,
Krzywe jak szabasowych ramiona oewiecznikw;
Na koncu wisz1 ga3ki, coe na kszta3t guzikw,
Ktre ydzi modl1c sie na 3bach zawieszaj1
I ktre po swojemu cyces nazywaj1.
S3owem, z daleka karczma chwiej1ca sie, krzywa,
Podobna jest do yda, gdy sie modl1c kiwa:
Dach jak czapka, jak broda strzecha roztrzeoeniona.
OEciany dymne i brudne jak czarna opona,
A z przodu rzeYba sterczy jak cyces na czole.


W oerodku karczmy jest podzia3 jak w .ydowskiej szkole:
Jedna czeoea, pe3na izbic ciasnych i pod3u.nych,
S3u.y dla dam wy31cznie i panw podr.nych;
W drugiej ogromna sala. Ko3o ka.dej oeciany
Ci1gnie sie wielono.ny st3, w1ski, drewniany,



Przy nim sto3ki, choa ni.sze, podobne do sto3a
Jako dzieci do ojca.


Na sto3kach doko3a
Siedzia3y ch3opy, ch3opki, tudzie. szlachta drobna,
Wszyscy rzedem; ekonom sam siedzia3 z osobna.
Po rannej mszy z kaplicy, .e by3a niedziela,
Zabawia sie i wypia przyszli do Jankiela.
Przy ka.dym ju. szumia3a siw1 wdk1 czarka,
Ponad wszystkimi z butl1 biega3a szynkarka.
W oerodku arendarz Jankiel, w d3ugim a. do ziemi
Szarafanie, zapietym haftkami srebrnemi,
Reke jedn1 za czarny pas jedwabny wsadzi3,
Drug1 powa.nie sobie siw1 brode g3adzi3;
Rzucaj1c wko3o okiem, rozkazy wydawa3,
Wita3 wchodz1cych gooeci, przy siedz1cych stawa3
Zagajaj1c rozmowe, k3tliwych zagadza3,
Lecz nie s3u.y3 nikomu, tylko sie przechadza3.
yd stary i powszechnie znany z poczciwooeci,
Od lat wielu dzier.awi3 karczme, a nikt z w3ooeci,
Nikt ze szlachty nie zanis3 nan skargi do dworu;
O c. skar.ya? Mia3 trunki dobre do wyboru,
Rachowa3 sie ostr.nie, lecz bez oszukanstwa,
Ochoty nie zabrania3, nie cierpia3 pijanstwa,
Zabaw wielki mi3ooenik: u niego wesele
I chrzciny obchodzono; on w ka.d1 niedziele
Kaza3 do siebie ze wsi przychodzia muzyce,
Przy ktrej i basetla by3a, i kozice.



Muzyke zna3, sam s3yn13 muzycznym talentem;
Z cymba3ami, narodu swego instrumentem,
Chadza3 niegdyoe po dworach i graniem zdumiewa3,
I pieoeniami, bo biegle i uczenie oepiewa3.
Chocia. yd, dosya czyst1 mia3 polsk1 wymowe,
Szczeglniej zaoe polubi3 pieoeni narodowe;
Przywozi3 mnstwo z ka.dej za Niemen wyprawy
Ko3omyjek z Halicza, mazurw z Warszawy;
Wieoea, nie wiem czyli pewna, w ca3ej okolicy
G3osi3a, .e on pierwszy przywiz3 z zagranicy
I upowszechni3 wwczas w tamecznym powiecie
Ow1 piosenke, s3awn1 dzioe na ca3ym oewiecie,
A ktr1 po raz pierwszy na ziemi Auzonw
Wygra3y W3ochom polskie tr1by legijonw.
Talent spiewania bardzo na Litwie pop3aca,
Jedna mi3ooea u ludzi, ws3awia i wzbogaca:
Jankiel zrobi3 maj1tek; syt zyskw i chwa3y,
Zawiesi3 dYwiecznostronne na scianie cymba3y;
Osiad3szy z dzieami w karczmie, zatrudnia3 sie szynkiem,
Przy tem w pobliskiem mieoecie by3 te. podrabinkiem,
A zawsze mi3ym wszedzie gooeciem i domowym
Doradc1; zna3 sie dobrze na handlu zbo.owym,
Na wicinnym: potrzebna jest znajomooea taka
Na wsi. - Mia3 tak.e s3awe dobrego Polaka.


On pierwszy zgodzi3 k3tnie, czesto nawet krwawe,
Miedzy dwiema karczmami: obie wzi13 w dzier.awe;
Szanowali go rwnie i starzy stronnicy
Horeszkowscy, i s3udzy sedziego Soplicy.



On sam powage umia3 utrzymaa nad groYnym
Klucznikiem horeszkowskim i k3otliwym WoYnym;
Przed Jankielem t3umili dawne swe urazy:
Gerwazy groYny rek1, jezykiem Protazy.


Gerwazego nie by3o; ruszy3 na ob3awe,
Nie chc1c, aby tak wa.n1 i trudn1 wyprawe
Odby3 sam Hrabia, m3ody i niedooewiadczony;
Poszed3 wiec z nim dla rady tudzie. dla obrony.


Dzioe miejsce Gerwazego, najdalsze od progu,
Miedzy dwiema 3awami, w samym karczmy rogu,
Zwane p o k u c i e m, kwestarz ksi1dz Robak zajmowa3;
Jankiel go tam posadzi3; widaa, .e szanowa3
Wysoko Bernardyna, bo skoro dostrzega3
Ubytek w jego szklance, natychmiast podbiega3
I rozkaza3 dolewaa lipcowego miodu.
S3ychaa, .e z Bernardynem znali sie za m3odu
Kedyoe tam w cudzych krajach. Robak czesto chadza3
Noc1 do karczmy, tajnie z ydem sie naradza3
O wa.nych rzeczach; s3ychaa by3o, .e towary
Ksi1dz przemyca3, lecz potwarz ta niegodna wiary.


Robak wsparty na stole wp3g3ooeno rozprawia3,
T3um szlachty go otacza3 i uszy nadstawia3,
I nosy ku ksiedzowskiej chyli3 tabakierze;
Brano z niej i kicha3a szlachta jak mo.dzerze.



Reverendissime - rzek3 kichn1wszy Sko3uba -
To mi tabaka, co to idzie a. do czuba;
Od czasu jak nos dYwigam (tu g3asn13 nos d3ugi),
Takiej nie za.ywa3em (tu kichn13 raz drugi);
Prawdziwa bernardynka, pewnie z Kowna rodem,
Miasta s3awnego w oewiecie tabak1 i miodem.
By3em tam lat ju.... Robak przerwa3 mu: Na zdrowie
Wszystkim Waszmooeciom, moi Mooeciwi Panowie!
Co sie tabaki tyczy, hem, ona pochodzi
Z dalszej strony, ni. myoeli Sko3uba dobrodzij;
Pochodzi z Jasnej Gry; ksie.a paulinowie
Tabake tak1 robi1 w mieoecie Czestochowie,
Kedy jest obraz tylu cudami ws3awiony
Bogarodzicy Panny, Krlowej Korony
Polskiej; zowi1 j1 dot1d i Ksie.n1 Litewsk1!
Koronea jeszcze dot1d piastuje krlewsk1,
Lecz na Litewskiem Ksiestwie teraz syzma siedzi!
Z Czestochowy? - rzek3 Wilbik. - By3em tam w spowiedzi,
Kiedym na odpust chodzi3 lat temu trzydzieoecie;
Czy to prawda, .e Francuz gooeci teraz w mieoecie,
e chce kooecio3 rozwalaa i skarbiec zabierze,
Bo to wszystko w Litewskim stoi Kuryjerze?
Nieprawda - rzek3 Bernardyn - nie! Pan Najjaoeniejszy,
Napoleon, katolik jest najprzyk3adniejszy;
Wszak go papie. namaoeci3, .yj1 z sob1 w zgodzie
I nawracaj1 ludzi w francuskim narodzie,
Ktry sie troche popsu3; prawda, z Czestochowy
Oddano wiele srebra na skarb narodowy
Dla Ojczyzny, dla Polski; sam Pan Bg tak ka.e.



Skarbcem Ojczyzny zawsze s1 Jego o3tarze;
Wszak.e w Warszawskiem Ksiestwie mamy sto tysiecy
Wojska polskiego, mo.e wkrtce bedzie wiecj,
A kt. wojsko op3aci? Czy nie wy, Litwini?
Wy tylko grosz dajecie do moskiewskiej skrzyni.
Kat by da3! - krzykn13 Wilbik - gwa3tem od nas bior1.
Oj, Dobrodzieju! - ch3opek ozwa3 sie z pokor1,
Pok3oniwszy sie ksiedzu i skrobi1c sie w g3owe -
Ju. to szlachcie, to jeszcze bieda przez po3owe,
Lecz nas dr1 jak na 3yka. - Cham! - Sko3uba krzykn13. -
G3upi, tobiea to lepiej, tyoe, ch3opie, przywykn13
Jak wegrz do odarcia; lecz nam u r o d z o n y m,
Nam wielmo.nym, do z3otych swobd wzwyczajonym!
Ach, bracia! Wszak to dawniej szlachcic na zagrodzie...
(Tak, tak! - krzykneli wszyscy - rowny wojewodzie!)
Dzioe nam szlachectwa przecz1, ka.1 nam drabowaa
Papiery i szlachectwa papierem probowaa.
Jeszcze Waszeci mniejsza - zawo3a3 Juraha. -
Waszea z pradziadw ch3opw uszlachcony szlacha;
Ale ja, z kniaziw! pytaa u mnie o patenta,
Kiedym zosta3 szlachcicem? Sam Bg to pamieta!
Niechaj Moskal w las idzie pytaa sie debiny,
Kto jej da3 patent rosn1a nad wszystkie krzewiny.
Kniaziu! - rzek3 agiel - oewiea Waoea baki lada komu,
Tu znajdziesz pono mitry i w niejednym domu.
Waoea ma krzy. w herbie - wo3a3 Podhajski - to skryta
Aluzyja, .e w rodzie bywa3 neofita.
Fa3sz! - przerwa3 Birbasz. -
Przecie. ja z tatarskich hrabiw



Pochodze, a mam krzy.e nad herbem Korabiw.
Poraj - krzykn13 Mickiewicz - z mitr1 w polu z3otem,
Herb ksi1.ecy; Stryjkowski gesto pisze o tem.


Zaczem wielkie powsta3y w ca3ej karczmie szmery;
Ksi1dz Bernardyn uciek3 sie do swej tabakiery,
W kolej czestowa3 mwcw; gwar zaraz ucichn13,
Ka.dy za.y3 przez grzecznooea i kilkakroa kichn13;
Bernardyn korzystaj1c z przerwy mwi3 dalej:


Oj, wielcy ludzie od tej tabaki kichali!
Czy uwierzycie Panstwo, .e z tej tabakiery
Pan jenera3 D1browski za.y3 razy cztery?
D1browski? - zawo3ali. - Tak, tak, on jenera3;
By3em w obozie, gdy on Gdansk Niemcom odbiera3;
Mia3 cooe pisaa; boj1c sie, a.eby nie zasn13,
Za.y3, kichn13, dwakroa mie po ramieniu klasn13:
<<Ksie.e Robaku - mwi3 - Ksie.e Bernardynie,
Obaczymy sie w Litwie, mo.e nim rok minie;
Powiedz Litwinom, niech mnie czekaj1 z tabak1
Czestochowsk1, nie biore innej, tylko tak1>>.


Mowa ksiedza wzbudzi3a takie zadziwienie,
Tak1 radooea, .e ca3e huczne zgromadzenie
Milcza3o chwile; potem na p3 ciche s3owa
Powtarzano: Tabaka z Polski? Czestochowa?
D1browski? z ziemi w3oskiej? A. na koniec razem,
Jakby myoel z myoel1, wyraz sam zbieg3 sie z wyrazem,
Wszyscy jedynog3ooenie, jak na dane has3o,



Krzykneli: D1browskiego! Wszystko razem wrzas3o,
Wszystko sie uoecisne3o: ch3op z tatarskim hrabi1,
Mitra z Krzy.em, Poraje z Gryfem i z Korabi1;
Zapomnieli wszystkiego, nawet Bernardyna,
Tylko oepiewali krzycz1c: Wdki, miodu, wina!


D3ugo sie przys3uchiwa3 ksi1dz Robak piosence,
Na koniec chcia3 j1 przerwaa; wzi13 w obiedwie rece
Tabakierke, kichaniem melodyje zmiesza3
I nim sie nastroili, tak mwia pooepiesza3:
Chwalicie m1 tabake, Mooeci Dobrodzieje,
Obaczcie., co sie wewn1trz tabakierki dzieje.
Tu, wycieraj1c chustk1 zabrudzone denko,
Pokaza3 malowan1 armij1, malenk1
Jak rj much; w oerodku jeden cz3owiek na rumaku,
Wielki jako chrz1szcz, siedzia3, pewnie wdz orszaku;
Spina3 konia, jak gdyby chcia3 skakaa w niebiosa,
Jedne reke na cuglach, drug1 mia3 u nosa.
Przypatrzcie sie - rzek3 Robak - tej groYnej postawie;
Zgadnijcie, czyja? - Wszyscy patrzyli ciekawie.-
Wielki to cz3owiek, cesarz, ale nie Moskali,
Ich carowie tabaki nigdy nie bierali.
Wielki cz3owiek - zawo3a3 Cydzik - a w kapocie?
Ja myoeli3em, .e wielcy ludzie chodz1 w z3ocie,
Bo u Moskalw lada jenera3, Mospanie,
To tak oewieci sie w z3ocie jak szczupak w szafranie.
Ba - przerwa3 Rymsza - przecie. widzia3em za m3odu
Kooeciuszke, Naczelnika naszego narodu:
Wielki cz3owiek! A chodzi3 w krakowskiej sukmanie,



To jest czamarce. - W jakiej czamarce, Mospanie? -
Odpar3 Wilbik. - To przecie. zwano taratatk1.
Ale tamta z frezlami, ta jest ca3kiem g3adk1 -
Krzykn13 Mickiewicz. Zatem wszczyna3y sie swary
O r.nych taratatki kszta3tach i czamary.


Przemyoelny Robak, widz1c, .e sie tak rozpryska
Rozmowa, j13 j1 znowu zbieraa do ogniska,
Do swojej tabakiery; czestowa3, kichali,
yczyli sobie zdrowia, on rzecz ci1gn13 dalj:
Gdy cesarz Napoleon w potyczce za.ywa
Raz po raz, to znak pewny, .e bitwe wygrywa;
Na przyk3ad pod Austerlic: Francuzi tak stali
Z armatami, a na nich bieg3a ama Moskali;
Cesarz patrzy3 i milcza3. Co Francuzi strzel1,
To Moskale p3kami jak trawa sie oeciel1.
P3k za p3kiem cwa3owa3 i spada3 z kulbaki;
Co p3k spadnie, to Cesarz za.yje tabaki;
A. w koncu Aleksander, ze swoim braciszkiem
Konstantym i z niemieckim cesarzem Franciszkiem,
W nogi z pola; wiec Cesarz, widz1c, .e po walce,
Spojrza3 na nich, zaoemia3 sie i otrz1sn13 palce.
Ot., jeoeli kto z Panw, cooecie tu przytomni,
Bedzie w wojsku Cesarza, niech to sobie wspomni.


Ach! - zawo3a3 Sko3uba. - Mj Ksie.e Kwestarzu!
Kiedy. to bedzie! Wszak to ile w kalendarzu
Jest oewi1t, na ka.de oewieto Francuzw nam wr.1!
Wygl1da cz3ek, wygl1da, a. sie oczy mru.1,



A Moskal jak nas trzyma3, tak trzyma za szyje.
Pono nim s3once wnidzie, rosa oczy wyje.


Mospanie - rzek3 Bernardyn - babska rzecz narzekaa,
A .ydowska rzecz rece za3o.ywszy czekaa,
Nim kto w karczme zajedzie i do drzwi zapuka.
Z Napoleonem pobia Moskalw nie sztuka.
Ju.ci on Szwabom skre trzy razy wym3ci3,
Brzydkie Prusactwo zdepta3. Anglikw wyrzuci3
Het za morze, Moskalom zapewne wygodzi;
Ale co st1d wyniknie, wie Asan Dobrodzij?
Oto szlachta litewska wtenczas na kon wsiedzie
I szable weYmie, kiedy bia sie z kim nie bedzie;
Napoleon, sam wszystkich pobiwszy, nareszcie
Powie: <<Obejde sie ja bez was, kto jesteoecie?>>
Wiec nie dooea gooecia czekaa, nie dooea i zaprosia,
Trzeba czeladke zebraa i sto3y pownosia,
A przed uczt1 potrzeba dom oczyoecia z oemieci;
Oczyoecia dom, powtarzam, oczyoecia dom, dzieci!


Nast1pi3o milczenie, potem g3osy w t3umie:
Jak.e to dom oczyoecia? Jak to Ksi1dz rozumie?
Ju.ci my wszystko zrobim, na wszystko gotowi,
Tylko niech Ksi1dz Dobrodziej jaoeniej sie wys3owi.


Ksi1dz pogl1da3 za okno, przerwawszy rozmowe;
Ujrza3 cooe ciekawego, z okna wytkn13 g3owe,
Po chwili rzek3 powstaj1c: Dzioe czasu nie mamy,
Potem o tem obszerniej z sob1 pogadamy;



Jutro bede dla sprawy w powiatowem mieoecie
I do Waszmooeciw z drogi zajade po kweoecie.


Niech te. do Niehrymowa Ksi1dz na nocleg zd1.y -
Rzek3 Ekonom - rad bedzie Ksiedzu pan Chor1.y;
Wszak.e na Litwie stare powiada przys3owie:
Szczeoeliwy cz3owiek, jako kwestarz w Niehrymowie!
I do nas - rzek3 Zubkowski - wst1p, je.eli 3aska;
Znajdzie sie tam p3sztuczek p3tna, mas3a faska,
Baran lub krwka; wspomnij, Ksie.e, na te s3owa:
Szczeoeliwy cz3owiek, trafi3 jak ksi1dz do Zubkowa.
I do nas - rzek3 Sko3uba. - Do nas - Terajewicz,
aden bernardyn g3odny nie wyszed3 z Pucewicz.
Tak ca3a szlachta prooeb1 i obietnicami
Przeprowadza3a ksiedza; on ju. by3 za drzwiami.


On ju. pierwej przez okno ujrza3 Tadeusza,
Ktry lecia3 gooecincem w cwa3, bez kapelusza,
Z g3ow1 schylon1, bladem, posepnem obliczem,
A konia ustawicznie bod3 i kropi3 biczem.
Ten widok bardzo ksiedza Bernardyna zmiesza3,
Wiec za m3odziencem kroki szybkiemi pooepiesza3
Do wielkiej puszczy, ktra, jako oko siega,
Czerni3a sie na ca3ym brzegu widnokrega.


Kt. zbada3 puszcz litewskich przepastne krainy
A. do samego oerodka, do j1dra gestwiny?
Rybak ledwie u brzegw nawiedza dno morza;
Myoeliwiec kr1.y ko3o puszcz litewskich 3o.a,



Zna je ledwie po wierzchu, ich postaa, ich lice,
Lecz obce mu ich wnetrzne serca tajemnice;
Wieoea tylko albo bajka wie, co sie w nich dzieje.
Bo gdybyoe przeszed3 bory i podszyte knieje,
Trafisz w g3ebi na wielki wa3 pniw, k3od, korzeni,
Obronny trzesawic1, tysi1cem strumieni
I sieci1 zielsk zaros3ych, i kopcami mrowisk,
Gniazdami os, szerszeniw, k3ebami we.owisk.


Gdybyoe i te zapory zmg3 nadludzkiem mestwem,
Dalej spotkaa sie z wiekszem masz niebezpieczenstwem:
Dalej co krok czyhaj1, niby wilcze do3y,
Ma3e jeziorka traw1 zaros3e na po3y,
Tak g3ebokie, .e ludzie dna ich nie dooeledz1
(Wielkie jest podobienstwo, .e diab3y tam siedz1).
Woda tych studni sklni sie, plamista rdz1 krwaw1.
A z wnetrza ci1gle dymi, zion1c won plugaw1,
Od ktrej drzewa wko3o trac1 lioea i kore;
Lyse, skar3owacia3e, robaczliwe, chore,
Pochyliwszy konary mchem ko3tunowate
I pnie garbi1c brzydkiemi grzybami brodate,
Siedz1 woko3o wody jak czarownic kupa
Grzej1ca sie nad kot3em, w ktrym warz1 trupa.


Za temi jeziorkami ju. nie tylko krokiem,
Ale daremnie nawet zapuszczaa sie okiem,
Bo tam ju. wszystko mglistym zakryte ob3okiem,
Co sie wiecznie ze trzeskich oparzelisk wznosi.
A za t1 mg31 na koniec (jak wieoea gminna g3osi)



Ci1gnie sie bardzo piekna, .yzna okolica:
G3wna krlestwa zwierz1t i rooelin stolica.
W niej s1 z3o.one wszystkich drzew i zi3 nasiona,
Z ktrych sie rozrastaj1 na oewiat ich plemiona;
W niej, jak w arce Noego, z wszelkich zwierz1t rodu
Jedna przynajmniej para chowa sie dla p3odu.
W samym oerodku (jak s3ychaa) maj1 swoje dwory:
Dawny Tur, ubr i NiedYwiedY, puszcz imperatory.
Oko3o nich na drzewach gnieYdzi sie Ryoe bystry
I .ar3oczny Rosomak, jak czujne ministry;
Dalej zaoe, jak podw3adni szlachetni wasale,
Mieszkaj1 Dziki, Wilki i Losie rogale.
Nad g3owami Soko3y i Or3owie dzicy,
yj1cy z panskich sto3w dworscy zausznicy.
Te pary zwierz1t g3owne i patryjarchalne,
Ukryte w j1drze puszczy, oewiatu niewidzialne,
Dzieci swe oel1 dla osad za granice lasu,
A sami we stolicy u.ywaj1 wczasu;
Nie gin1 nigdy broni1 sieczn1 ani paln1,
Lecz starzy umieraj1 oemierci1 naturaln1.
Maj1 te. i swj smetarz, kedy bliscy oemierci,
Ptaki sk3adaj1 pira, czworonogi sierci.
NiedYwiedY, gdy zjad3szy zeby, strawy nie prze.uwa,
Jelen zgrzybia3y, gdy ju. ledwie nogi suwa,
Zaj1c sedziwy, gdy mu ju. krew w .y3ach krzepnie,
Kruk, gdy ju. posiwieje, soko3, gdy ooelepnie,
Orze3, gdy mu dzib stary tak sie w kab31k skrzywi,
e zamkniety na wieki ju. gard3a nie .ywi,
Id1 na smetarz. Nawet mniejszy zwierz, raniony



Lub chory, bie.y umrzea w swe ojczyste strony.
St1d to w miejscach dostepnych, kedy cz3owiek gooeci,
Nie znajduj1 sie nigdy martwych zwierz1t kooeci.


S3ychaa, .e tam w stolicy, miedzy zwierzetami
Dobre s1 obyczaje, bo rz1dz1 sie sami;
Jeszcze cywilizacj1 ludzk1 nie popsuci,
Nie znaj1 praw w3asnooeci, ktra oewiat nasz k3ci,
Nie znaj1 pojedynkw ni wojennej sztuki.
Jak ojce .y3y w raju, tak dzioe .yj1 wnuki,
Dzikie i swojskie razem, w mi3ooeci i zgodzie,
Nigdy jeden drugiego nie k1sa ni bodzie.


Nawet gdyby tam cz3owiek wpad3, chocia. niezbrojny,
Toby oerodkiem bestyi przechodzi3 spokojny;
One by nan patrzy3y tym wzrokiem zdziwienia,
Jakim w owym ostatnim, szstym dniu stworzenia
Ojce ich pierwsze, co sie w ogrjcu gnieYdzi3y,
Patrzy3y na Adama, nim sie z nim sk3ci3y.
Szczeoeciem, cz3owiek nie zb31dzi do tego ostepu,
Bo Trud i Trwoga, i OEmiera broni1 mu przystepu.


Czasem tylko w pogoni zaciek3e ogary,
Wpad3szy niebacznie miedzy bagna, mchy i jary,
Wnetrznej ich okropnooeci ra.one widokiem,
Uciekaj1 skowycz1c, z ob31kanym wzrokiem;
I d3ugo potem, rek1 pana ju. g3askane,
Dr.1 jeszcze u ng jego, strachem opetane.
Te puszcz sto3eczne, ludziom nie znane tajniki
W jezyku swoim strzelcy zowi1: m a t e c z n i k i.



G3upi niedYwiedziu! gdybyoe w mateczniku siedzia3,
Nigdy by sie o tobie Wojski nie dowiedzia3;
Ale czyli pasieki zwabi3a cie wonnooea,
Czy uczu3eoe do owsa dojrza3ego sk3onnooea,
Wyszed3eoe na brzeg puszczy, gdzie sie las przerzedzi3,
I tam zaraz leoeniczy bytnooea tw1 wyoeledzi3,
I zaraz obsaczniki, chytre nas3a3 szpiegi,
By poznaa, gdzie popasasz i gdzie masz noclegi;
Teraz Wojski z ob3aw1, ju. od matecznika
Postawiwszy szeregi, odwrt ci zamyka.


Tadeusz sie dowiedzia3, .e niema3o czasu
Ju. przesz3o, jak ogary wpad3y w otch3an lasu.


Cicho - pr.no myoeliwi nate.aj1 ucha;
Pr.no, jak najciekawszej mowy, ka.dy s3ucha
Milczenia, d3ugo w miejscu nieruchomy czeka;
Tylko muzyka puszczy gra do nich z daleka.
Psy nurtuj1 po puszczy jak pod morzem nurki,
A strzelcy obrciwszy do lasu dwrurki,
Patrz1 Wojskiego: ukl1k3, ziemie uchem pyta;
Jako w twarzy lekarza wzrok przyjacio3 czyta
Wyrok .ycia lub zgonu mi3ej im osoby,
Tak strzelcy, ufni w sztuki Wojskiego sposoby,
Topili w nim spojrzenia nadziei i trwogi.
Jest! jest! - wyrzek3 p3g3osem, zerwa3 sie na nogi.
On s3ysza3! Oni jeszcze s3uchali - nareszcie
S3ysz1: jeden pies wrzasn13, potem dwa, dwadzieoecie,
Wszystkie razem ogary rozpierzchnion1 zgraj1



Do3awiaj1 sie, wrzeszcz1, wpadli na trop, graj1,
Ujadaj1: ju. nie jest to powolne granie
Psw goni1cych zaj1ca, lisa albo 3anie,
Lecz wci1. wrzask krtki, czesty, ucinany, zjad3y;
To nie na oelad daleki ogary napad3y,
Na oko goni1 - nagle usta3 krzyk pogoni,
Doszli zwierza; wrzask znowu, skowyt; zwierz sie broni
I zapewne kaleczy: oerd ogarw grania
S3ychaa coraz to czeoeciej jek psiego konania.


Strzelcy stali i ka.dy ze strzelb1 gotow1
Wygi13 sie jak 3uk naprzd, z wcioenion1 w las g3ow1.
Nie mog1 d3u.ej czekaa! Ju. ze stanowiska
Jeden za drugim zmyka i w puszcze sie wciska;
Chc1 pierwsi spotkaa zwierza; choa Wojski ostrzega3,
Choa Wojski stanowiska na koniu obiega3,
Krzycz1c, .e czy kto prostym ch3opem, czy paniczem,
Je.eli z miejsca zejdzie, dostanie w grzbiet smyczem,
Nie by3o rady! Wszyscy pomimo zakazu
W las pobiegli. Trzy strzelby hukne3y od razu;
Potem wci1. kanonada, a. g3ooeniej nad strza3y
Rykn13 niedYwiedY i echem nape3ni3 las ca3y.
Ryk okropny! boleoeci, woeciek3ooeci, rozpaczy;
Za nim wrzask psw, krzyk strzelcw, tr1by doje.d.aczy
Grzmia3y ze oerodka puszczy; strzelcy - ci w las oepiesz1,
Tamci kurki odwodz1, a wszyscy sie ciesz1,
Jeden Wojski w .a3ooeci, krzyczy, .e chybiono.
Strzelcy i ob3awnicy poszli jedn1 stron1
Na prze3aj zwierza, miedzy ostepem i puszcz1;



A niedYwiedY, odstraszony psw i ludzi t3uszcz1,
Zwrci3 sie nazad w miejsca mniej pilnie strze.one
Ku polom, sk1d ju. zesz3y strzelcy rozstawione,
Gdzie tylko pozostali z mnogich 3owczych szykw
Wojski, Tadeusz, Hrabia, z kilk1 ob3awnikw.


Tu las by3 rzadszy; s3ychaa z g3ebi ryk, trzask 3omu,
A. z gestwy, jak z chmur, wypad3 niedYwiedY na kszta3t gromu;
Wko3o psy goni1, strasz1, rw1; on wsta3 na nogi
Tylne i spojrza3 wko3o, rykiem strasz1c wrogi,
I przedniemi 3apami to drzewa korzenie,
To pniaki osmalone, to wros3e kamienie
Rwa3, wal1c w psw i w ludzi; a. wy3ama3 drzewo,
Krec1c nim jak maczug1 na prawo, na lewo,
Run13 wprost na ostatnich stra.nikw ob3awy:
Hrabie i Tadeusza.
Oni bez obawy
Stoj1 w kroku, na Ywierza wytkneli flint rury
Jako dwa konduktory w 3ono ciemnej chmury;
A. oba jednym razem poci1gneli kurki
(Niedooewiadczeni!), razem zagrzmia3y dwrurki;
Chybili. NiedYwiedY skoczy3, oni tu. utkwiony
Oszczep jeden chwycili czterema ramiony.
Wydzierali go sobie; spojrz1, a. tu z pyska
Wielkiego, czerwonego dwa rzedy k3w b3yska
I 3apa z pazurami ju. sie na 3by spuszcza;
Pobledli, w ty3 skoczyli, i gdzie rzadnie puszcza,
Zmykali; zwierz za nimi wspi13 sie, ju. pazury
Zahacza3, chybi3, podbieg3, wspi13 sie znw do gry



I czarn1 3ap1 siega3 Hrabiego w3os p3owy.
Zdar3by mu czaszke z mozgw jak kapelusz z g3owy,
Gdy Asesor z Rejentem wyskoczyli z bokw,
A Gerwazy bieg3 z przodu o jakie sto krokw,
Z nim Robak, choa bez strzelby - i trzej w jednej chwili
Jak gdyby na komende razem wystrzelili.
NiedYwiedY wyskoczy3 w gre jak kot przed chartami
I g3ow1 na d3 run13, i czterma 3apami
Przewrciwszy sie m3yncem, cielska krwawe brzemie
Wal1c tu. pod Hrabiego, zbi3 go z ng na ziemie.
Jeszcze rycza3, chcia3 jeszcze powstaa, gdy nan wsiad3y
Rozjuszona Strapczyna i Sprawnik zajad3y.


Natenczas Wojski chwyci3 na taoemie przypiety
Swj rg bawoli, d3ugi, cetkowany, krety
Jak w1. boa, obur1cz do ust go przycisn13,
Wzd13 policzki jak banie, w oczach krwi1 zab3ysn13,
Zasun13 wp3 powieki, wci1gn13 w g31b p3 brzucha
I do p3uc wys3a3 z niego ca3y zapas ducha.
I zagra3: rg jak wicher niewstrzymanym dechem
Niesie w puszcze muzyke i podwaja echem.
Umilkli strzelce, stali szczwacze zadziwieni
Moc1, czystooeci1, dziwn1 harmonij1 pieni.
Starzec ca3y kunszt, ktrym niegdyoe w lasach s3yn13,
Jeszcze raz przed uszami myoeliwcw rozwin13;
Nape3ni3 wnet, o.ywi3 knieje i d1browy,
Jakby psiarnie w nie wpuoeci3 i rozpocz13 3owy.
Bo w graniu by3a 3oww historyja krtka:
Zrazu odzew dYwiecz1cy, rzeoeki - to pobudka;



Potem jeki po jekach skoml1 - to psw granie;
A gdzieniegdzie ton twardszy jak grzmot - to strzelanie.


Tu przerwa3, lecz rg trzyma3; wszystkim sie zdawa3o,
e Wojski wci1. gra jeszcze, a to echo gra3o.


Zad13 znowu; myoeli3byoe, .e rg kszta3ty zmienia3
I .e w ustach Wojskiego to grubia3, to cienia3,
Udaj1c g3osy zwierz1t: to raz w wilcz1 szyje
Przeci1gaj1c sie, d3ugo, przeraYliwie wyje;
Znowu, jakby w niedYwiedzie rozwar3szy sie gar3o,
Rykn13; potem beczenie .ubra wiatr rozdar3o.


Tu przerwa3, lecz rg trzyma3; wszystkim sie zdawa3o,
e Wojski wci1. gra jeszcze, a to echo gra3o.
Wys3uchawszy rogowej arcydzie3o sztuki,
Powtarza3y je deby debom, bukom buki.


Dmie znowu: jakby w rogu by3y setne rogi,
S3ychaa zmieszane wrzaski szczwania, gniewu, trwogi,
Strzelcw, psiarni i zwierz1t; a. Wojski do gry
Podnis3 rg, i tryumfu hymn uderzy3 w chmury.


Tu przerwa3, lecz rg trzyma3; wszystkim sie zdawa3o,
e Wojski wci1. gra jeszcze, a to echo gra3o.
Ile drzew, tyle rogw znalaz3o sie w boru,
Jedne drugim pieoen nios1 jak z choru do choru.
I sz3a muzyka coraz szersza, coraz dalsza,
Coraz cichsza i coraz czystsza, doskonalsza,
A. znik3a gdzieoe daleko, gdzieoe na niebios progu!



Wojski obiedwie rece odj1wszy od rogu
Rozkrzy.owa3; rg opad3, na pasie rzemiennym
Chwia3 sie. Wojski z obliczem nabrzmia3em, promiennem,
Z oczyma wzniesionemi, sta3 jakby natchniony,
Lowi1c uchem ostatnie znikaj1ce tony.
A tymczasem zagrzmia3o tysi1ce oklaskw,
Tysi1ce powinszowan i wiwatnych wrzaskw.


Uciszono sie z wolna i oczy gawiedzi
Zwrci3y sie na wielki, oewie.y trup niedYwiedzi:
Le.a3 krwi1 opryskany, kulami przeszyty,
Piersiami w geszcze trawy wpl1tany i wbity,
Rozprzestrzeni3 szeroko przednie krzy.em 3apy,
Dysza3 jeszcze, wylewa3 strumien krwi przez chrapy,
Otwiera3 jeszcze oczy, lecz g3owy nie ruszy;
Pjawki Podkomorzego dzier.1 go pod uszy,
Z lewej strony Strapczyna, a z prawej zawisa3
Sprawnik i dusz1c gardziel, krew czarn1 wysysa3.


Zaczem Wojski rozkaza3 kij .elazny w3o.ya
Psom miedzy zeby i tak paszczeki roztworzya.
Kolbami przewrcono na wznak zwierza zw3oki
I znw trzykrotny wiwat uderzy3 w ob3oki.


A co? - krzykn13 Asesor, krec1c strzelby rur1 -
A co, fuzyjka moja? Gr1 nasi, gr1!
A co, fuzyjka moja? Niewielka ptaszyna,
A jak sie popisa3a? To jej nie nowina.
Nie puoeci ona na wiatr .adnego 3adunku,



Od ksi1.ecia Sanguszki mam j1 w podarunku.
Tu pokazywa3 strzelbe przedziwnej roboty
Choa malenk1, i zacz13 wyliczaa jej cnoty.


Ja bieg3em - przerwa3 Rejent, otar3szy pot z czo3a -
Bieg3em tu. za niedYwiedziem; a pan Wojski wo3a:
<<Stj na miejscu!>> Jak tam staa? NiedYwiedY w pole wali,
Rw1c z kopyta jak zaj1c, coraz dalj, dalj,
A. mi ducha nie sta3o, dobiec ni nadziei;
A. spojrze w prawo: sadzi, a tu rzadko w kniei...
Jak te. wzi13em na oko; postj.e, marucha!
Pomyoeli3em, i basta: ot, le.y bez ducha;
Tega strzelba, prawdziwa to Sagalaswka,
Napis: <<Sagalas London  Ba3abanwka>>.
(S3awny tam mieszka3 oelusarz Polak, ktry robi3
Polskie strzelby, ale je po angielsku zdobi3).


Jak to - parskn13 Asesor - do kroaset niedYwiedzi!
To to niby Pan zabi3? co te. to Pan bredzi?
S3uchaj no - odpar3 Rejent - tu, Panie, nie oeledztwo,
Tu ob3awa; tu wszystkich weYmiem na oewiadectwo.


Wiec k3tnia miedzy zgraj1 wszcze3a sie zawzieta,
Ci strone Asesora, ci brali Rejenta;
O Gerwazym nie wspomnia3 nikt, bo wszyscy biegli
Z bokw i, co sie z przodu dzia3o, nie postrzegli.
Wojski g3os zabra3: Teraz jest przynajmniej za co,
Bo to, Panowie, nie jest ow szarak ladaco,
To niedYwiedY, tu ju. nie .al poszukaa odwetu,



Czy szarpentyn1, czyli nawet z pistoletu;
Spr wasz trudno pogodzia, wiec dawnym zwyczajem
Na pojedynek nasze pozwolenie dajem.


Pamietam, za mych czasw .y3o dwch s1siadw,
Oba ludzie uczciwi, szlachta z prapradziadw,
Mieszkali po dwch stronach nad rzek1 Wilejk1,
Jeden zwa3 sie Domejko, a drugi Dowejko,
Do niedYwiedzicy oba razem wystrzelili:
Kto zabi3, trudno dociec; strasznie sie k3cili
I przysiegli strzelaa sie przez niedYwiedzi1 skre:
To mi to po szlachecku, prawie rura w rure.
Pojedynek ten wiele narobi3 ha3asu;
Pieoeni o nim oepiewano za owego czasu.
Ja by3em sekundantem; jak sie wszystko dzia3o,
Opowiem od pocz1tku historyje ca31.


Nim Wojski zacz13 mwia, Gerwazy spr zgodzi3;
On niedYwiedzia z uwag1 doko3a obchodzi3,
Nareszcie doby3 tasak, rozci13 pysk na dwoje
I w tylcu g3owy, mzgu rozkroiwszy s3oje,
Znalaz3 kule, wydoby3, sukni1 ochedo.y3,
Przymierzy3 do 3adunku, do flinty przy3o.y3;
A potem, d3on podnosz1c i kule na d3oni:
Panowie - rzek3 - ta kula nie jest z waszej broni,
Ona z tej Horeszkowskiej wysz3a jednorurki
(Tu podnis3 flinte star1, obwi1zan1 w sznurki),
Lecz nie ja wystrzeli3em. O, trzeba tam by3o
Odwagi; straszno wspomniea, w oczach mi sie ami3o!



Bo prosto biegli ku mnie oba paniczowie,
A niedYwiedY z ty3u ju. - ju. na Hrabiego g3owie,
Ostatniego z Horeszkw! chocia. po k1dzieli.
<<Jezus Maria!>> krzykn13em; i Panscy anieli
Zes3ali mi na pomoc ksiedza Bernardyna.
On nas wszystkich zawstydzi3; oj, dzielny ksie.yna!
Gdym dr.a3, gdym sie do cyngla dotkn1a nie ooemieli3,
On mi z r1k flinte wyrwa3, wyceli3, wystrzeli3:
Miedzy dwie g3owy strzelia! Sto krokw! Nie chybia!
I w sam oerodek paszczeki! Tak mu zeby wybia!
Panowie! D3ugo .yje, jednego widzia3em
Cz3owieka, co mg3 takim popisaa sie strza3em.
w g3ooeny niegdyoe u nas z tylu pojedynkw,
w, co korki kobietom wystrzela3 z patynkw,
w 3otr nad 3otry, s3awny w czasy wiekopomne,
w Jacek, vulgo W1sal; nazwiska nie wspomne.
Ale mu nie czas teraz doje.d.aa niedYwiedzi:
Pewnie po same w1sy hultaj w piekle siedzi.
Chwa3a Ksiedzu! Dwom ludziom on .ycie ocali3,
Mo.e i trzem; Gerwazy nie bedzie sie chwali3,
Ale gdyby ostatnie z krwi Horeszkw dziecie
Wpad3o w bestyi paszcze, nie by3bym na oewiecie,
I moje by tam stare pogryz3 niedYwiedY kooeci;
PjdY, Ksie.e, wypijemy zdrowie Jegomooeci.


Pr.no szukano Ksiedza; wiedz1 tylko tyle,
e po zabiciu Ywierza zjawi3 sie na chwile,
Podskoczy3 ku Hrabiemu i Tadeuszowi,
A widz1c, .e obadwa cali s1 i zdrowi,



Podnis3 ku niebu oczy, cicho pacierz zmwi3
I pobieg3 w pole szybko, jakby go kto 3owi3.


Tymczasem na Wojskiego rozkaz peki wrzosu,
Suche chrosty i pniaki rzucono do stosu;
Bucha ogien, wyrasta szara sosna dymu
I rozszerza sie w grze na kszta3t baldakimu.
Nad p3omieniem oszczepy z3o.ono w kozio3ki,
Na grotach zawieszono brzuchate kocio3ki;
Z wozw nios1 jarzyny, m1ki i pieczyste,
I chleb.
Sedzia otworzy3 puzderko zamczyste,
W ktrym rzedami flaszek bia3e stercz1 g3owy;
Wybiera z nich najwiekszy kufel kryszta3owy
(Dosta3 go Sedzia w darze od ksiedza Robaka):
Wdka to gdanska, napj mi3y dla Polaka.
Niech .yje - krzykn13 Sedzia, w gre wznosz1c flasze -
Miasto Gdansk! niegdyoe nasze, bedzie znowu nasze!
I la3 srebrzysty likwor w kolej, a. na koncu
Zacze3o z3oto kapaa i b3yskaa na s3oncu.


W kocio3kach bigos grzano; w s3owach wydaa trudno
Bigosu smak przedziwny, kolor i won cudn1;
S3w tylko brzek us3yszy i rymw porz1dek,
Ale treoeci ich miejski nie pojmie .o31dek.
Aby cenia litewskie pieoeni i potrawy,
Trzeba miea zdrowie, na wsi .ya, wracaa z ob3awy.



Przecie. i bez tych przypraw potraw1 nie lada
Jest bigos, bo sie z jarzyn dobrych sztucznie sk3ada.
Bierze sie don siekana, kwaszona kapusta,
Ktra, wedle przys3owia, sama idzie w usta;
Zamknieta w kotle, 3onem wilgotnem okrywa
Wyszukanego cz1stki najlepsze miesiwa;
I pra.y sie, a. ogien wszystkie z niej wycioenie
Soki .ywne, a. z brzegw naczynia war pryoenie
I powietrze doko3a zionie aromatem.


Bigos ju. gotw. Strzelcy z trzykrotnym wiwatem,
Zbrojni 3y.kami, bieg1 i bod1 naczynie,
MiedY grzmi, dym bucha, bigos jak kamfora ginie,
Znikn13, ulecia3; tylko w czeluoeciach saganw
Wre para jak w kraterze zagas3ych wulkanw.


Kiedy sie ju. do woli napili, najedli,
Zwierza na wz w3o.yli, sami na kon siedli,
Radzi wszyscy, rozmowni, oprcz Asesora
I Rejenta; ci byli gniewliwsi ni. wczora,
K3c1c sie o zalety, ten swej Sanguszkwki,
A ten - ba3abanowskiej swej Sagalaswki.
Hrabia te. i Tadeusz jad1 nieweseli,
Wstydz1c sie, .e chybili i .e sie cofneli:
Bo na Litwie - kto zwierza wypuoeci z ob3awy,
D3ugo musi pracowaa, nim poprawi s3awy.


Hrabia mwi3, .e pierwszy do oszczepu godzi3
I .e spotkaniu z zwierzem Tadeusz przeszkodzi3;



Tadeusz utrzymywa3, .e bed1c silniejszy
I do robienia cie.kim oszczepem zreczniejszy,
Chcia3 wyreczya Hrabiego: tak sobie niekiedy
Przymawiali oerd gwaru i wrzasku czeredy.


Wojski jecha3 pooerodku; staruszek szanowny
Weso3y by3 nadzwyczaj i bardzo rozmowny;
Chc1c k3tnikw zabawia i do zgody dowieoea,
Konczy3 im o Dowejce i Domejce powieoea:


Asesorze, je.eli chcia3em, byoe z Rejentem
Pojedynkowa3, nie myoel, .e jestem zawzietym
Na krew ludzk1; bron Bo.e! chcia3em was zabawia,
Chcia3em wam komedyje niby to wyprawia,
Wznowia koncept, ktry ja lat temu czterdzieoecie
Wymyoeli3em - przedziwny! - Wy m3odzi jesteoecie,
Nie pamietacie o nim, lecz za moich czasw
G3ooeny by3 od tej puszczy do poleskich lasw.


Domejki i Dowejki wszystkie sprzeciwienstwa
Pochodzi3y, rzecz dziwna, z nazwisk podobienstwa
Bardzo niewygodnego. Bo gdy w czas sejmikw
Przyjaciele Dowejki skarbili stronnikw,
Szepn13 ktooe do szlachcica: <<Daj kreske Dowejce!>>,
A ten nie dos3yszawszy da3 kreske Domejce.
Gdy na uczcie wnis3 zdrowie marsza3ek Rupejko:
<<Wiwat Dowejko!>> - drudzy krzykneli: <<Domejko!>>
A kto siedzia3 w pooerodku, nie trafi3 do 3adu,
Zw3aszcza przy niewyraYnej mowie w czas obiadu.



Gorzej by3o; raz w Wilnie jakioe szlachcic pjany
Bi3 sie w szable z Domejk1 i dosta3 dwie rany;
Potem w szlachcic, z Wilna wracaj1c do domu,
Dziwnym trafem z Dowejk1 zjecha3 sie u promu;
Gdy wiec na jednym promie p3yneli Wilejk1,
Pyta s1siada: kto on? odpowie: Dowejko;
Nie czekaj1c dobywa rapier spod kirejki:
Czach, czach, i za Domejke podci13 w1s Dowejki.


Wreszcie, jak na dobitke, trzeba jeszcze by3o,
eby na polowaniu tak sie wydarzy3o,
e stali blisko siebie oba imiennicy
I do jednej strzelili razem niedYwiedzicy.
Prawda, .e po ich strzale upad3a bez duchu,
Ale ju. pierwej nios3a z dziesi1tek kul w brzuchu;
Strzelby z jednym kalibrem mia3o wiele osb.
Kto zabi3 niedYwiedzice? dojdY.e! jaki sposb?


Tu ju. krzykneli: <<Dosya! Trzeba raz rzecz skonczya.
Bg nas czy diabe3 z31czy3, trzeba sie roz31czya:
Dwch nas, jak dwch s3onc, pono zanadto na oewiecie!>>
A wiec do szerpentynek i staj1 na mecie.
Oba szanowni ludzie; co ich szlachta godz1,
To oni na sie jeszcze zapalczywiej godz1.
Zmienili bron; od szabel sz3o na pistolety.
Staj1, krzyczym, .e nadto przybli.yli mety;
Oni na z3ooea, przysiegli przez niedYwiedzi1 skre
Strzelaa sie, oemiera niechybna! prawie rura w rure.
Oba tego strzelali. - <<Sekunduj, Hreczecha!>>



<<Zgoda - rzek3em - niech zaraz d3 wykopie klecha:
Bo taki spr nie mo.e skonczya sie na niczm;
Lecz bijcie sie szlacheckim trybem, nie rzeYniczym,
Dosya ju. mety zbli.aa, widze, .eoecie zuchy;
Chcecie strzelaa sie, rury opar3szy na brzuchy?
Ja nie pozwole; zgoda, .e na pistolety;
Lecz strzelaa sie nie z dalszej ani z bli.szej mety
Jak przez skre niedYwiedzi1; ja rekami memi
Jako sekundant skre rozci1gne na ziemi
I ja sam was ustawie. Waoea po jednej stronie
Stanie na koncu pyska, a Waoea na ogonie>>.
<<Zgoda!>> - wrzaoeli.
Czas? - jutro, miejsce? - karczma Usza.
Rozjechali sie. Ja zaoe do Wirgilijusza.


Tu Wojskiemu przerwa3 krzyk: Wyczha! Tu. spod koni
Smykn13 szarak; ju. Kusy, ju. go Soko3 goni.
Psy wzieto na ob3awe, wiedz1c, .e z powrotem
Na polu 3atwo mo.na napotkaa sie z kotem;
Bez smyczy sz3y przy koniach; gdy kota postrzeg3y,
Wprzd nim strzelcy poszczuli, ju. za nim pobieg3y.
Rejent te. i Asesor chcieli konmi natrzea;
Lecz Wojski wstrzyma3 krzycz1c: Wara! staa i patrzea!
Nikomu krokiem ruszya z miejsca nie dozwole;
St1d widzim wszyscy dobrze, zaj1c idzie w pole.


W istocie, kot czu3 z ty3u myoeliwych i psiarnie,
Rwa3 w pole, s3uchy wytkn13 jak dwa r.ki sarnie,
Sam szarza3 sie nad rol1 d3ugi, wyci1gniety,



Skoki pod nim stercza3y jakby cztery prety,
Rzek3byoe, .e ich nie rusza, tylko ziemie tr1ca
Po wierzchu, jak jask3ka wode ca3uj1ca.
Py3 za nim, psy za py3em; z daleka sie zda3o,
e zaj1c, py3 i charty jedne tworz1 cia3o:
Jakby jakaoe przez pole suwa3a sie Ymija,
Kot jak g3owa, py3 z ty3u jakby modra szyja,
A psami jak podwjnym ogonem wywija.


Rejent, Asesor patrz1, otworzyli usta,
Dech wstrzymali; wtem Rejent pobladn13 jak chusta,
Zblad3 i Asesor, widz1 - fatalnie sie dzieje,
Owa Ymija im dalej, tym bardziej d3u.eje,
Ju. rwie sie wp3, ju. znik3a owa szyja py3u,
G3owa ju. blisko lasu, ogony - gdzie z ty3u!
G3owa niknie, raz jeszcze jakby kto kutasem
Mign13: w las wpad3a; ogon urwa3 sie pod lasem.


Biedne psy, og3upia3e biega3y pod gajem,
Zdawa3y sie naradzaa, oskar.aa nawzajem;
Wreszcie wracaj1, z wolna skacz1c przez zagony,
Spuoeci3y uszy, tul1 do brzucha ogony
I przybieg3szy, ze wstydu nie oemiej1 wznieoea oczu,
I zamiast ioea do panw, sta3y na uboczu.


Rejent spuoeci3 ku piersiom zasepione czo3o,
Asesor rzuca3 okiem, ale nieweso3o,
Potem zaczeli oba s3uchaczom wywodzia:
Jak ich charty bez smycza nie nawyk3y chodzia,



Jak kot znienacka wypad3, jak Yle by3 poszczuty
Na roli, gdzie psom chyba trzeba by wdziaa buty,
Tak pe3no wszedzie g3azw i ostrych kamieni.


M1drze rzecz wy3uszczali szczwacze dooewiadczeni;
Myoeliwi z tych mw wiele mogliby korzystaa,
Lecz nie s3uchali pilnie; ci zaczeli oewistaa,
Ci oemiaa sie w g3os, ci, maj1c niedYwiedzia w pamieci,
Gadali o nim, oewie.1 ob3aw1 zajeci.


Wojski ledwie raz okiem za zaj1cem rzuci3;
Widz1c, .e uciek3, g3owe obojetnie zwrci3
I konczy3 rzecz przerwan1:
Na czem wiec stan13em?
Aha! na tem, .e obu za s3owo uj13em,
I. bed1 strzelali sie przez niedYwiedzi1 skre.
Szlachta w krzyk: <<To. oemiera pewna! Prawie rura w rure!>>
A ja w oemiech, bo mnie uczy3 mj przyjaciel Maro,
e skra Ywierza nie jest lada jak1 miar1.
Wszak wiecie Waapanowie, jak krlowa Dydo
Przyp3yne3a do Libw i tam z wielk1 bid1
Wytargowa3a sobie taki ziemi kawa3,
Ktry by sie wo3ow1 skr1 nakrya dawa3;
Na tym kawa3ku ziemi stane3a Kartago!
Wiec ja to sobie w nocy rozbieram z uwag1.


Ledwie dnia3o, ju. z jednej strony taradejk1
Jedzie Dowejko, z drugiej na koniu Domejko.
Patrz1, a. tu przez rzeke le.y most kosmaty,



Pas ze skry niedYwiedziej porznietej na szmaty.
Postawi3em Dowejke na zwierza ogonie
Z jednej strony, Domejke zaoe na drugiej stronie.
<<Pukajcie teraz - rzek3em - choa przez ca3e .ycie,
Lecz pty was nie spuszcze, a. sie pogodzicie>>.
Oni w z3ooea; a tu szlachta k3adnie sie na ziemi
Od oemiechu, a ja z ksiedzem s3owy powa.nemi
Nu. im z Ewanieliji, z statutw dowodzia;
Nie ma rady: - oemieli sie i musieli zgodzia.


Spor ich potem w dozgonn1 przyjaYn sie zamieni3,
I Dowejko sie z siostr1 Domejki o.eni3,
Domejko poj13 siostre szwagra, Dowejkwne,
Podzielili maj1tek na dwie czeoeci rwne,
A w miejscu, gdzie sie zdarzy3 tak dziwny przypadek,
Pobudowawszy karczme nazwali N i e d Y w i a d e k.



KSIEGA PIYTA
KLTNIA


Treoea:
Plany myoeliwskie Telimeny - Ogrodniczka wybiera sie na wielki oewiat i
s3ucha nauk opiekunki - Strzelcy wracaj1 - Wielkie zadziwienie Tadeusza -
Spotkanie sie powtrne w OEwi1tyni dumania i zgoda, u3atwiona za
pooerednictwem mrwek - U sto3u wytacza sie rzecz o 3owach - Powieoea
Wojskiego o Rejtanie i ksieciu Denassw, przerwana - Zagajenie uk3adw
miedzy stronami, tak.e przerwane - Zjawisko z kluczem - K3tnia - Hrabia
z Gerwazym odbywaj1 rade wojenn1.



Wojski, chlubnie skonczywszy 3owy, wraca z boru,
A Telimena w g3ebi samotnego dworu
Zaczyna polowanie. Wprawdzie nieruchoma
Siedzi z za3o.onemi na piersiach rekoma,
Lecz myoel1 goni Ywierzw dwch; szuka sposobu,
Jak by razem obsaczya i u3owia obu:
Hrabie i Tadeusza. Hrabia, panicz m3ody,
Wielkiego domu dziedzic, powabnej urody;
Ju. troche zakochany! C.? mo.e sie zmienia!
Potem, czy szczerze kocha? czy sie zechce .enia?
Z kobiet1 kilku laty starsz1! niebogat1!
Czy mu krewni pozwol1? co oewiat powie na to?


Telimena, tak myoel1c, z sofy sie podnios3a
I stane3a na palcach; rzek3byoe, i. podros3a;
Odkry3a nieco piersi, wygie3a sie bokiem
I sama siebie pilnym obejrza3a okiem,
I znowu zapyta3a o rade zwierciad3a;
Po chwili wzrok spuoeci3a, westchne3a i siad3a.


Hrabia pan! zmienni w gustach s1 ludzie majetni!
Hrabia blondyn! blondyni nie s1 zbyt namietni!
A Tadeusz? prostaczek! poczciwy ch3opczyna!
Prawie dziecko! raz pierwszy kochaa sie zaczyna!
Pilnowany, nie3acno zerwie pierwsze zwi1zki,
Przy tem dla Telimeny ma ju. obowi1zki,
Me.czyYni, pki m3odzi, chocia. w myoelach zmienni,
W uczuciach s1 od dziadw stalsi, bo sumienni.
D3ugo serce m3odzienca proste i dziewicze



Chowa wdziecznooea za pierwsze mi3ooeci s3odycze!
Ono rozkosz i wita, i .egna z weselem,
Jak skromn1 uczte, ktr1 dzielim z przyjacielem.
Tylko stary pjanica, gdy ju. spali trzewa,
Brzydzi sie trunkiem, ktrym nazbyt sie zalewa.
Wszystko to Telimena dok3adnie wiedzia3a,
Bo i rozum, i wielkie dooewiadczenie mia3a.


Lecz co powiedz1 ludzie? Mo.na im zejoea z oczu,
W inne strony wyjechaa, mieszkaa na uboczu
Lub, co lepsza, wynieoea sie ca3kiem z okolicy,
Na przyk3ad zrobia ma31 podr. do stolicy,
M3odego ch3opca na oewiat wielki wyprowadzia,
Kroki jego kierowaa, pomagaa mu, radzia,
Serce mu kszta3cia, miea w nim przyjaciela, brata!
Nareszcie - u.ya oewiata, pki s3u.1 lata!


Tak myoel1c, po alkowie oemia3o i weso3o
Przesz3a sie kilka razy - znw spuoeci3a czo3o.


Warto by te. pomyoelia o Hrabiego losie -
Czyby sie nie uda3o podsun1a mu Zosie?
Niebogata, lecz za to urodzeniem rwna,
Z domu senatorskiego, jest dygnitarzwna.
Je.eliby do skutku przysz3o o.enienie,
Telimena w ich domu mia3aby schronienie
Na przysz3ooea; krewna Zosi i Hrabiego swatka,
Dla m3odego ma3.enstwa by3aby jak matka.



Po tej z sob1 odbytej, stanowczej naradzie
Wo3a przez okno Zosie bawi1c1 sie w sadzie.


Zosia w porannym stroju i z g3ow1 odkryt1
Sta3a, trzymaj1c w reku podniesione sito;
Do ng jej bieg3o ptastwo; st1d kury szurpate
Tocz1 sie k3ebkiem, stamt1d kogutki czubate,
Wstrz1saj1c koralowe na g3owach szyszaki
I wios3uj1c skrzyd3ami przez bruzdy i krzaki,
Szeroko wyci1gaj1 ostro.aste piety;
Za nimi z wolna indyk sunie sie odety,
Sarkaj1c na trzpiotalstwo swej krzykliwej .ony;
Owdzie pawie jak tratwy d3ugimi ogony
Steruj1 sie po 31ce, a gdzieniegdzie z gry
Upada jak kioea oeniegu go31b srebrnopiry.
W pooerodku zielonego okregu murawy
OEciska sie okr1g ptastwa krzykliwy, ruchawy,
Opasany go3ebi sznurem na kszta3t wstegi
Bia3ej, oerodkiem pstrokaty w gwiazdy, w cetki, w pregi
Tu dzioby bursztynowe, tam czubki z korali
Wznosz1 sie z gestwi pierza jak ryby spod fali.
Wysuwaj1 sie szyje i w ruchach 3agodnych
Chwiej1 sie ci1gle na kszta3t tulipanw wodnych;
Tysi1ce oczu jak gwiazd b3yskaj1 ku Zosi.


Ona w oerodku wysoko nad ptastwem sie wznosi,
Sama bia3a i w d3ug1 bielizne ubrana,
Kreci sie jak bij1ca oerd kwiatw fontanna;
Czerpie z sita i sypie na skrzyd3a i g3owy



Rek1 jak per3y bia31 gesty grad per3owy
Krup jeczmiennych: to ziarno, godne panskich sto3w,
Robi sie dla zaprawy litewskich roso3w;
Zosia je wykradaj1c z szafek ochmistrzyni
Dla swego drobiu, szkode w gospodarstwie czyni.


Us3ysza3a wo3anie: Zosiu! To g3os cioci!
Sypne3a razem ptastwu ostatek 3akoci,
A sama, krec1c sito jako tanecznica
Bebenek i w takt bij1c, swawolna dziewica
Je3a skakaa przez pawie, go3ebie i kury:
Zmieszane ptastwo t3umnie furkne3o do gry.
Zosia, stopami ledwie dotykaj1c ziemi,
Zdawa3a sie najwy.ej bujaa miedzy niemi;
Przodem go3ebie bia3e, ktre w biegu p3oszy,
Lecia3y jak przed wozem bogini rozkoszy.


Zosia przez okno z krzykiem do alkowy wpad3a
I na kolanach ciotki zadyszana siad3a;
Telimena, ca3uj1c i g3aszcz1c pod brode,
Z radooeci1 zwa.a dziecka .ywooea i urode
(Bo prawdziwie kocha3a sw1 wychowanice).
Ale znowu powa.nie nastroi3a lice,
Wsta3a i przechodz1c sie wszerz i wzd3u. alkowy,
Dzier.1c palec przy ustach, temi rzek3a s3owy:


Kochana Zosiu, ju. te. ca3kiem zapominasz
I na stan, i na wiek twj; wszak to dzioe zaczynasz
Rok czternasty, czas rzucia indyki i kurki;



Fi! to godna zabawka dygnitarskiej crki!
I z umurzan1 dziatw1 ch3opsk1 ju. do woli
Napieoeci3aoe sie! Zosiu! patrz1c, serce boli;
Opali3aoe okropnie p3ea, czysta Cyganka,
A chodzisz i ruszasz sie jak parafijanka.
Ju. ja temu wszystkiemu na przysz3ooea zaradze;
Od dzioe zaczne, dzioe ciebie na oewiat wyprowadze,
Do salonu, do gooeci - gooeci mamy si3a,
Patrzaj.e., a.ebyoe mnie wstydu nie zrobi3a.


Zosia skoczy3a z miejsca i klasne3a w d3onie,
I ciotce zawisn1wszy obur1cz na 3onie,
P3aka3a i oemia3a sie na przemian z radooeci.
Ach, Ciociu! ju. tak dawno nie widzia3am gooeci!
Od czasu, jak tu .yje z kury i indyki,
Jeden gooea, co widzia3am, to by3 go31b dziki;
Ju. mi troszeczke nudno tak siedziea w alkowie;
Pan Sedzia nawet mwi, .e to Yle na zdrowie.


Sedzia - przerwa3a ciotka - ci1gle mi dokucza3,
eby cie na oewiat wywieoea, ci1gle pod nos mrucza3,
e ju. jesteoe doros31; sam nie wie, co plecie,
Dziaduoe, nigdy na wielkim niebywa3y oewiecie.
Ja wiem lepiej, jak d3ugo trzeba sie sposobia
Panience, by wyszed3szy na oewiat, efekt zrobia.
Wiedz, Zosiu, .e kto rooenie na widoku ludzi,
Choa piekny, choa rozumny, efektw nie wzbudzi,
Gdy go wszyscy przywykn1 widziea od malenka.
Lecz niechaj ukszta3cona, doros3a panienka



Nagle ni st1d, ni zow1d przed oewiatem zab3yoenie,
Wtenczas ka.dy sie do niej przez ciekawooea cioenie,
Wszystkie jej ruchy, rzuty oczu jej uwa.a,
S3owa jej pods3uchiwa i drugim powtarza;
A kiedy wejdzie w mode raz m3oda osoba,
Ka.dy j1 chwalia musi, choa i nie podoba.
ZnaleYa sie, spodziewam sie, .e umiesz; w stolicy
Uros3aoe. Choa dwa lata mieszkasz w okolicy,
Nie zapomnia3aoe jeszcze ca3kiem Petersburka.
No, Zosio, toalete rb, dostan tam z birka,
Nagotowane znajdziesz wszystko do ubrania.
Spiesz sie, bo lada chwila wrc1 z polowania.


Wezwano pokojowe i s3u.1c1 dziewke;
W naczynie srebrne wody wylano konewke;
Zosia, jak wrbel w piasku, trzepioce sie, myje
Z pomoc1 s3ugi rece, oblicze i szyje.
Telimena otwiera petersburskie sk3ady,
Dobywa flaszki perfum, s3oiki pomady,
Pokrapia Zosie wko3o wyborn1 perfum1
(Won nape3ni3a izbe), w3os namaszcza gum1.
Zosia k3adnie ponczoszki bia3e, a.urowe,
I trzewiki warszawskie bia3e, at3asowe;
Tymczasem pokojowa sznurowa3a stanik,
Potem rzuci3a na gors pannie pudermanik;
Zaczeto przypieczone zbieraa papiloty,
Pukle, .e nazbyt krtkie, uwito w dwa sploty,
Zostawuj1c na czole i skroniach w3os g3adki;
Pokojowa zaoe oewie.o zebrane b3awatki



Uwi1zawszy w plecionke daje Telimenie;
Ta j1 do g3owy Zosi przyszpila uczenie,
Z prawej strony na lewo: kwiat od bladych w3osw
Odbija3 bardzo pieknie, jak od zbo.a k3osw!
Zdjeto puderman, ca3e ubranie gotowe.
Zosia bia31 sukienke wrzuci3a przez g3owe,
Chusteczke batystow1 bia31 w reku zwija
I tak ca3a wygl1da bia3a jak lilija.


Poprawiwszy raz jeszcze i w3osw, i stroju,
Kazano jej wzd3u. i wszerz przejoea sie po pokoju;
Telimena uwa.a znawczyni oczyma,
Musztruje siostrzenice, gniewa sie i z.yma;
A. na dygnienie Zosi krzykne3a z rozpaczy:
Ja nieszczeoeliwa! Zosiu, widzisz, co to znaczy
ya z geoemi, z pastuchami! Tak nogi rozszerzasz,
Jak ch3opiec, okiem w prawo i w lewo uderzasz,
Czysta rozwdka! - Dygnij, patrz, jaka niezwinna!


Ach, Ciociu! - rzek3a smutnie Zosia - c. ja winna?
Ciotka mnie zamyka3a; nie by3o z kim tanczya,
Lubi3am z nudy ptastwo paoea i dzieci nianczya;
Ale poczekaj, Ciociu, niech no sie pobawie
Troche z ludYmi, obaczysz, jak sie ja poprawie.


Ju. - rzek3a ciotka - z dwojga z3ego lepiej z ptastwem
Ni. z tem, co u nas dot1d gooeci3o, plugastwem;
Przypomnij tylko sobie, kto tu u nas bywa3:
Pleban, co pacierz mrucza3 lub w warcaby grywa3,



I palestra z fajkami! To mi kawalery!
Nabra3abyoe sie od nich pieknej manijery.
Teraz to pokazaa sie jest przynajmniej komu,
Mamy przecie. uczciwe towarzystwo w domu.
Uwa.aj dobrze, Zosiu, jest tu Hrabia m3ody,
Pan, dobrze wychowany, krewny Wojewody,
Pamietaj bya mu grzeczn1...


S3ychaa r.enie koni!
I gwar myoeliwcw; ju. s1 pod bram1: to oni!
Wzi1wszy Zosie pod reke, pobieg3a do sali.
Myoeliwi na pokoje jeszcze nie wchadzali,
Musieli po komnatach odmieniaa sw1 odzie.,
Nie chc1c wnioea do dam w kurtkach.


Pierwsza wpad3a m3odzie.,
Pan Tadeusz i Hrabia, co .ywo przebrani.
Telimena sprawuje obowi1zki pani,
Wita wchodz1cych, sadza, rozmow1 zabawia
I siostrzenice wszystkim z kolei przedstawia:
Naprzd Tadeuszowi, jako krewn1 blisk1;
Zosia grzecznie dygne3a, on sk3oni3 sie nisko,
Chcia3 cooe do niej przemwia, ju. usta otworzy3,
Ale spjrzawszy w oczy Zosi, tak sie strwo.y3,
e stoj1c niemy przed ni1, to p3on13, to bladn13;
Co by3o w jego sercu, on sam nie odgadn13.
Uczu3 sie nieszczeoeliwym bardzo - pozna3 Zosie!
Po wzrooecie i po w3osach oewiat3ych, i po g3osie;
Te kibia i te g3wke widzia3 na parkanie,
Ten wdzieczny g3os zbudzi3 go dzioe na polowanie.



A. Wojski Tadeusza wyrwa3 z zamieszania;
Widz1c, .e blednie i .e na nogach sie s3ania,
Radzi3 mu odejoea do swej izby dla spoczynku;
Tadeusz stan13 w k1cie, wspar3 sie na kominku,
Nic nie mwi1c - szerokie, ob3edne Yrenice
Obraca3 to na ciotke, to na siostrzenice.
Dostrzeg3a Telimena, i. pierwsze spojrzenie
Zosi tak wielkie na nim zrobi3o wra.enie;
Nie odgad3a wszystkiego, przecie. pomieszana
Bawi gooeci, a z oczu nie spuszcza m3odziana.
Wreszcie czas upatrzywszy ku niemu podbiega:
Czy zdrw? dlaczego smutny? pyta sie, nalega,
Napomyka o Zosi, zaczyna z nim .arty;
Tadeusz nieruchomy, na 3okciu oparty,
Nic nie gadaj1c, marszczy3 brwi i usta krzywi3:
Tym bardziej Telimene pomiesza3 i Ydziwi3
Zmieni3a wiec natychmiast twarz i ton rozmowy,
Powsta3a zagniewana i ostremi s3owy
Pocze3a nan przymwki sypaa i wyrzuty;
Porwa3 sie i Tadeusz jak .1d3em uk3uty;
Spojrza3 krzywo, nie mwi1c ani s3owa splun13,
Krzes3o nog1 odepchn13 i z pokoju run13,
Trzasn1wszy drzwi za sob1.
Szczeoeciem, .e tej sceny
Nikt z gooeci nie uwa.a3 oprcz Telimeny.


Wyleciawszy przez brame, bieg3 prosto na pole;
Jak szczupak, gdy mu ooecien skroe piersi przekole,
Pluska sie i nurtuje, myoel1c, .e uciecze,



Ale wszedzie .elazo i sznur z sob1 wlecze:
Tak i Tadeusz ci1gn13 za sob1 zgryzoty,
Suwaj1c sie przez rowy i skacz1c przez p3oty,
Bez celu i bez drogi; a. niema3o czasu
Nab31kawszy sie, w koncu wszed3 w g3ebine lasu
I trafi3, czy umyoelnie, czyli te. przypadkiem,
Na wzgrek, co by3 wczora szczeoecia jego oewiadkiem,
Gdzie dosta3 w bilecik, zadatek kochania,
Miejsce, jak wiemy, zwane OEwi1tyni1 dumania.


Gdy okiem wko3o rzuca, postrzega: to ona!
Telimena, samotna, w myoelach pogr1.ona,
Od wczorajszej postaci1 i strojem odmienna,
W bieliYnie, na kamieniu, sama jak kamienna;
Twarz schylon1 w otwarte utuli3a d3onie,
Choa nie s3yszysz szlochania, znaa, .e we 3zach tonie.


Daremnie broni3o sie serce Tadeusza:
Ulitowa3 sie, uczu3, .e go .al porusza,
D3ugo pogl1da3 niemy, ukryty za drzewem,
Na koniec westchn13 i rzek3 sam do siebie z gniewem:
G3upi! c. ona winna, .e sie ja pomyli3!
Wiec z wolna g3owe ku niej zza drzewa wychyli3,
Gdy nagle Telimena zrywa sie z siedzenia,
Rzuca sie w prawo, w lewo, skacze skroe strumienia,
Rozkrzy.owana, z w3osem rozpuszczonym, blada,
Pedzi w las, podskakuje, przykleka, upada
I nie mog1c ju. powstaa, kreci sie po darni.
Widaa z jej ruchw, w jakiej strasznej jest meczarni;
Chwyta sie za pieroe, szyje, za stopy, kolana.



Skoczy3 Tadeusz, myoel1c, .e jest pomieszana
Lub ma wielk1 chorobe. Lecz z innej przyczyny
Pochodzi3y te ruchy.


U bliskiej brzeziny
By3o wielkie mrowisko. Owad gospodarny
Snu3 sie wko3o po trawie, ruchawy i czarny;
Nie wiedziea, czy z potrzeby, czy z upodobania
Lubi3 szczeglnie zwiedzaa OEwi1tynie dumania;
Od sto3ecznego wzgrka a. po Yrd3a brzegi
Wydepta3 droge, ktr1 wiod3 swoje szeregi.
Nieszczeoeciem, Telimena siedzia3a oerd dro.ki;
Mrwki znecone blaskiem bieluchnej ponczoszki,
Wbieg3y, gesto zacze3y 3askotaa i k1saa,
Telimena musia3a uciekaa, otrz1saa,
Na koniec na murawie si1oea i owad 3owia.


Nie mg3 jej swej pomocy Tadeusz odmowia;
Oczyszczaj1c sukienke, a. do ng sie zni.y3,
Usta trafem ku skroniom Telimeny zbli.y3 -
W tak przyjaYnej postawie, choa nic nie mwili
O rannych k3tniach swoich, przecie. sie zgodzili;
I nie wiedziea, jak d3ugo trwa3aby rozmowa,
Gdyby ich nie przebudzi3 dzwonek z Soplicowa -


Has3o wieczerzy. Pora powracaa do domu,
Zw3aszcza .e s3ychaa by3o opodal trzask 3omu.
Mo.e szukaj1? razem wracaa nie wypada;
Wiec Telimena w prawo pod ogrd sie skrada,



A Tadeusz na lewo bieg3 do wielkiej drogi;
Oboje w tym odwrocie mieli nieco trwogi:
Telimenie zda3o sie, .e raz spoza krzaka
B3ys3a zakapturzona, chuda twarz Robaka,
Tadeusz widzia3 dobrze, jak mu raz i drugi
Pokaza3 sie na lewo cien bia3y i d3ugi.
Co to by3o, nie wiedzia3, ale mia3 przeczucie,
e to by3 Hrabia w d3ugim, angielskim surducie.


Wieczerzano w zamczysku. Uparty Protazy,
Nie dbaj1c na wyraYne Sedziego zakazy,
W niebytnooea panstwa znowu do zamku szturmowa3
I kredens don (jak mwi) zaintromitowa3.


Gooecie weszli w porz1dku i staneli ko3em;
Podkomorzy najwy.sze bra3 miejsce za sto3em;
Z wieku mu i z urzedu ten zaszczyt nale.y.
Id1c k3ania3 sie damom, starcom i m3odzie.y.
Kwestarz nie by3 u sto3u; miejsce Bernardyna
Po prawej stronie me.a ma Podkomorzyna.
Sedzia, kiedy ju. gooeci jak trzeba ustawi3,
egnaj1c po 3acinie, st3 pob3ogos3awi3;
Me.czyznom dano wdke; za czym wszyscy siedli
I ch3odnik zabielany milcz1c .wawo jedli.


Po ch3odniku sz3y raki, kurczeta, szparagi,
W towarzystwie kielichw wegrzyna, malagi;
Jedz1, pij1, a milcz1 wszyscy. Nigdy pono,
Od czasu jako mury zamku podYwigniono,



Ktry uracza3 hojnie tylu szlachty bratw,
Tyle weso3ych s3ysza3 i odbi3 wiwatw,
Nie pamietano takiej posepnej wieczerzy;
Tylko pukanie korkw i brzeki talerzy
Odbija3a zamkowa sien wielka i pusta:
Rzek3byoe, i. z3y duch gooeciom zasznurowa3 usta.


Mnogie by3y powody milczenia: Myoeliwi
Powrcili z ostepu dosya gadatliwi;
Lecz gdy zapa3 och3on13, myoel1c nad ob3aw1,
Postrzegaj1, .e wyszli z niej nie z wielk1 s3aw1:
Trzeba. by3o, a.eby jeden kaptur popi,
Wyrwawszy sie Bg wie sk1d, jak Filip z konopi,
Przepisa3 wszystkich strzelcw powiatu? O wstydzie!
C. o tem bed1 gadaa w Oszmianie i Lidzie,
Ktre od wiekw walcz1 z tutejszym powiatem
O pierwszenstwo w strzelectwie; myoelili wiec nad tem.


Zaoe Asesor i Rejent, prcz wsplnych niecheci,
OEwie.1 hanbe swych chartw mieli na pamieci.
W oczach im stoi niecny kot, skoki wyci1ga
I omykiem spod gaju kiwaj1c, ur1ga,
I tym omykiem awiczy po sercach jak biczem.
Siedzieli z pochylonem ku misie obliczem.
Asesor nowe jeszcze mia3 powody .alw,
Patrz1c na Telimene i na swych rywalw.


Do Tadeusza siedzi Telimena bokiem,
Pomieszana, zaledwie oemie nan rzucia okiem.



Chcia3a zasepionego Hrabiego zabawia,
Wyzwaa w d3u.sz1 rozmowe, w lepszy humor wprawia,
Bo Hrabia dziwnie kwaoeny powrci3 z przechadzki,
A raczej, jako myoeli3 Tadeusz, z zasadzki;
S3uchaj1c Telimeny, czo3o podnios3 hardo,
Brwi zmarszczy3, spjrza3 na ni1 ledwie nie z pogard1;
Potem przysiad3 sie, jak mg3 najbli.ej, do Zosi,
Nalewa jej do szklanki, talerze przynosi,
Prawi tysi1c grzecznooeci, k3ania sie, uoemicha,
Czasem oczy wywraca i g3eboko wzdycha.
Widaa przecie., pomimo tak zreczne 3udzenie,
e umizga3 sie tylko na z3ooea Telimenie;
Bo g3owe odwracaj1c niby nieumyoelnie,
Coraz ku Telimenie groYnem okiem b3yoenie.


Telimena nie mog3a poj1a, co to znaczy:
Ruszywszy ramionami, myoeli3a: dziwaczy.
Wreszcie, nowym zalotom Hrabiego dooea rada,
Zwrci3a sie do swego drugiego s1siada.


Tadeusz, te. posepny, nic nie jad3, nic nie pi3,
Zdawa3 sie s3uchaa rozmw, oczy w talerz wlepi3;
Telimena mu leje wino, on sie gniewa
Na natretnooea; pytany o zdrowie - poziewa.
Ma za z3e (tak sie zmieni3 jednego wieczora),
e Telimena zbytnie do zalotw skora;
Gorszy sie, .e jej suknia tak wcieta g3eboko,
Nieskromnie - a dopiero, kiedy podnios3 oko!
A. przel1k3 sie; bystrzejsze teraz mia3 Yrenice:



Ledwie spjrza3 w rumiane Telimeny lice,
Odkry3 od razu wielk1, straszn1 tajemnice!
Przebg! nar.owana!


Czy r. w z3ym gatunku,
Czy jakooe na obliczu przetar3 sie z trefunku:
Gdzieniegdzie zrzednia3, na wskrooe grubsz1 p3ea ods3ania.
Mo.e to sam Tadeusz, w OEwi1tyni dumania
Rozmawiaj1c za blisko, omuskn13 z bielid3a
Karmin, l.ejszy od py3kw motylego skrzyd3a.
Telimena wraca3a nazbyt oepieszno z lasu
I poprawia kolory swe nie mia3a czasu;
Oko3o ust szczeglniej widne by3y piegi.
Nu. oczy Tadeusza, jako chytre szpiegi,
Odkrywszy jedn1 zdrade, poczn1 w kolej zwiedzaa
Reszte wdziekw i wszedzie jakioe fa3sz wyoeledzaa:
Dwch zebw braknie w ustach; na czole, na skroni
Zmarszczki; tysi1ce zmarszczkw pod brod1 sie chroni!


Niestety! Czu3 Tadeusz, jak jest niepotrzebnie
Rzecz piekn1 nazbyt oecioele zwa.aa; jak haniebnie
Bya szpiegiem swej kochanki; nawet jak szkaradnie
Odmieniaa smak i serce - lecz kt. sercem w3adnie?
Darmo chce brak mi3ooeci zast1pia sumnieniem,
Ch3od duszy ogrzaa znowu jej wzroku promieniem:
Ju. ten wzrok, jako ksie.yc oewiat3y, a bez ciep3a,
B3yska3 po wierzchu duszy, ktra do dna krzep3a...
Takie robi1c sam sobie wyrzuty i skargi,
Pochyli3 w talerz g3owe, milcza3 i gryz3 wargi.



Tymczasem z3y duch now1 pokus1 go wabi:
Pods3uchiwaa, co Zosia mwi3a do Hrabi.
Dziewczyna, uprzejmooeci1 Hrabiego ujeta,
Zrazu rumieni3a sie spuoeciwszy oczeta,
Potem oemiaa sie zaczeli, w koncu rozmawiali
O jakiemoe niespodzianem w ogrodzie spotkaniu,
O jakiemoe po 3opuchach i grzedach st1paniu.


Tadeusz, wyci1gn1wszy co najd3u.ej uszy,
Po3yka3 gorzkie s3owa i przetrawia3 w duszy,
Okropn1 mia3 biesiade. Jak w ogrodzie Ymija
Dwoistem .1d3em zio3o zatrute wypija,
Potem skreci sie w k3ebek i na drodze legnie,
Gro.1c stopie, co na ni1 nieostr.nie biegnie,
Tak Tadeusz, opi3y trucizn1 zazdrooeci,
Zdawa3 sie obojetny, a peka3 ze z3ooeci.


W najweselszem zebraniu niech sie kilku gniewa,
Zaraz sie ich ponurooea na reszte rozlewa.
Strzelcy dawniej milczeli, druga sto3u strona
Umilk3a, Tadeusza .3ci1 zara.ona.


Nawet pan Podkomorzy, nadzwyczaj ponury,
Nie mia3 ochoty gadaa, widz1c swoje cry,
Posa.ne i nadobne panny, w wieku kwiecie,
Zdaniem wszystkich najpierwsze partyje w powiecie,
Milcz1ce, zaniedbane od milcz1cej m3odzi.
Gooecinnego Sedziego rwnie. to obchodzi;
Wojski zaoe, uwa.aj1c, .e tak wszyscy milcz1,
Nazywa3 te wieczerze nie polsk1, lecz wilcz1.



Hreczecha na milczenie mia3 s3uch bardzo czu3y,
Sam gaweda, i lubi3 niezmiernie gadu3y.
Nie dziw! ze szlacht1 strawi3 .ycie na biesiadach,
Na polowaniach, zjazdach, sejmikowych radach;
Przywyk3, .eby mu zawsze cooe bebni3o w ucho,
Nawet wtenczas, gdy milcza3 lub z plack1 za much1
Skrada3 sie, lub zamkn1wszy oczy siada3 marzya;
W dzien szuka3 rozmw, w nocy musiano mu gwarzya
Pacierze r.ancowe albo gadaa bajki;
St1d te. nieprzyjacielem zabitym by3 fajki,
Wymyoelonej od Niemcw, by nas scudzoziemczya;
Mawia3: Polske oniemia - jest to Polske zniemczya.
Starzec, wiek przegwarzywszy, chcia3 spoczywaa w gwarze;
Milczenie go budzi3o ze snu: tak m3ynarze,
Uoepieni k3 tarkotem, ledwie stan1 osie,
Budz1 sie, krzycz1c z trwog1: A S3owo sta3o sie...


Wojski uk3onem dawa3 znak Podkomorzemu,
A rek1 od ust lekko skin13 ku Sedziemu,
Prosz1c o g3os; panowie na ten uk3on niemy
Odk3onili sie oba, co znaczy: prosiemy.
Wojski zagai3:


OEmia3bym upraszaa m3odzie.y,
A.eby po staremu bawia u wieczerzy,
Nie milczea i .ua: czy my ojce kapucyni?
Kto milczy miedzy szlacht1, to w3aoenie tak czyni
Jako myoeliwiec, ktry nabj rdzawi w strzelbie;
Dlatego ja rozmownooea naszych przodkw wielbie.



Po 3owach szli do sto3u, nie tylko by jadaa,
Ale aby nawzajem mogli sie wygadaa,
Co ka.dy mia3 na sercu; nagany, pochwa3y
Strzelcw i ob3awnikw, ogary, wystrza3y
Wywo3ywano na plac; powstawa3a wrzawa,
Mi3a uchu myoeliwcw jak druga ob3awa.
Wiem, wiem, o co wam idzie: ta czarnych trosk chmura
Pono z Robakowego wznios3a sie kaptura!
Wstydzicie sie swych pude3! Niech was wstyd nie pali,
Zna3em myoeliwych lepszych od was, a chybiali;
Trafiaa, chybiaa, poprawiaa - to kolej strzelecka.
Ja sam, chocia. ze strzelb1 w3ocze sie od dziecka,
Chybia3em; chybia3 s3awny w strzelec Tu3oszczyk,
Nawet nie zawsze trafia3 pan Rejtan nieboszczyk.
O Rejtanie opowiem pYniej. Co sie tycze
Wypuszczenia z ob3awy, .e oba panicze
Zwierzowi jak nale.y kroku nie dostali,
Choa mieli oszczep w reku, tego nikt nie chwali
Ani gani: bo zmykaa, maj1c naboj w rurze
Znaczy3o po staremu: bya tchrzem nad tchrze;
To. wystrzelia na ooelep (jak to robi wielu),
Nie przypuoeciwszy zwierza, nie wzi1wszy do celu,
Jest rzecz haniebna; ale kto dobrze wymierzy,
Kto przypuoeci do siebie zwierza jak nale.y,
Jeoeli chybi3, cofn1a sie mo.e bez sromoty
Albo walczya oszczepem, lecz z w3asnej ochoty,
A nie z musu: gdy. oszczep strzelcom poruczony
Nie dla natarcia, ale tylko dla obrony.
Tak by3o po staremu: a wiec mnie zawierzcie



I waszej rejterady do serca nie bierzcie,
Kochany Tadeuszku i Wielmo.ny Grafie!
Ilekroa zaoe wspomnicie o dzisiejszym trafie,
Wspomnijcie te. starego Wojskiego przestroge:
Nigdy jeden drugiemu nie zachodzia w droge,
Nigdy we dwch nie strzelaa do jednej Ywierzyny.


W3aoenie Wojski wymawia3 to s3owo: Ywierzyny,
Gdy Asesor p3gebkiem podszepn13: dziewczyny;
Brawo! krzykne3a m3odzie., powsta3 szmer i oemiechy,
Powtarzano z kolei przestroge Hreczechy,
Mianowicie ostatnie s3owo, ci: Ywierzyny,
A drudzy, w g3os oemiej1c sie, krzyczeli: dziewczyny;
Rejent szepn13: kobiety, Asesor: kokiety,
Utkwiwszy w Telimenie oczy jak sztylety.


Nie myoeli3 wcale Wojski przymawiaa nikomu
Ani uwa.a3, co tam szepc1 po kryjomu;
Rad bardzo, .e mg3 damy i m3odzie. rozoemieszya,
Zwrci3 sie ku myoeliwcom, chc1c i tych pocieszya.
I zacz13, nalewaj1c sobie kielich wina:


Nadaremnie oczyma szukam Bernardyna;
Chcia3bym mu opowiedziea wypadek ciekawy,
Podobny do zdarzenia dzisiejszej ob3awy.
Klucznik mwi3, .e tylko zna3 jednego cz3eka,
Co tak celnie jak Robak mg3 strzelia z daleka;
Ja zaoe zna3em drugiego; rwnie trafnym strza3em
Ocali3 on dwch panw; sam ja to widzia3em,



Kiedy do nalibockich zaci1gneli lasw
Tadeusz Rejtan pose3 i ksi1.e Denassow.
Nie zazdrooecili s3awie szlachcica panowie,
Owszem u sto3u pierwsi wnieoeli jego zdrowie,
Nadawali mu wielkich prezentw bez liku
I skre zabitego dzika; o tym dziku
I o strzale powiem wam jak naoczny oewiadek,
Bo to by3 dzisiejszemu podobny przypadek,
A zdarzy3 sie najwiekszym strzelcom za mych czasw:
Pos3owi Rejtanowi i ksieciu Denassow.


A wtem ozwa3 sie Sedzia nalewaj1c czasze:
Pije zdrowie Robaka, Wojski, w rece wasze!
Jeoeli datkiem nie mo.em Kwestarza zbogacia,
Postaramy sie przecie. za proch mu zap3acia;
Ureczamy, .e niedYwiedY zabity dzioe w boru
Przez dwa lata wystarczy na kuchnie klasztoru.
Lecz skry Ksiedzu nie dam; lub gwa3tem zabiore,
Albo j1 mnich ust1pia musi przez pokore,
Albo j1 kupie choaby dziesi1tkiem soboli.
Skr1 t1 rozporz1dzimy wedle naszej woli;
Pierwszy wieniec i s3awe ju. wzi13 s3uga bo.y,
Skre Jaoenie Wielmo.ny Pan nasz Podkomorzy
Temu da, kto na drug1 nagrode zas3u.y3.


Podkomorzy pog3adzi3 czo3o i brwi zmru.y3;
Strzelcy zaczeli szemraa, ka.dy cooe powiada3,
Tamten - jak zwierza znalaz3, ten - jak rane zada3,
Tamten psiarnie nawo3a3, w zwierza nawrci3



Znowu w ostep. Asesor z Rejentem sie k3ci3,
Jeden wielbi1c przymioty swojej Sanguszkwki,
Drugi ba3abanowskiej swej Sagalaswki.


Sedzio s1siedzie - wreszcie wyrzek3 Podkomorzy -
Pierwsz1 nagrode s3usznie zyska3 s3uga bo.y;
Lecz nie3acno rozs1dzia, kto jest po nim drugi,
Bo wszyscy zdaj1 mi sie miea rwne zas3ugi,
Wszyscy rwni zrecznooeci1, bieg3ooeci1 i mestwem.
Przecie. dwch dzioe odznaczy3 los niebezpieczenstwem.
Dwaj byli niedYwiedziego najbli.si pazura:
Tadeusz i pan Hrabia; im nale.y skra.
Pan Tadeusz ust1pi (jestem tego pewny),
Jako m3odszy i jako gospodarza krewny;
Wiec spolija opima weYmiesz, Mooeci Hrabia.
Niech ten 3up tw1 strzeleck1 komnate ozdabia,
Niechaj pami1tk1 bedzie dzisiejszej zabawy,
God3em szczeoecia 3owczego, bodYcem przysz3ej s3awy.


Umilkn13 weso3, myoel1c, .e Hrabie ucieszy3;
Nie wiedzia3, jak boleoenie serce jego przeszy3.
Bo Hrabia na strzeleckiej komnaty wspomnienie
Mimowolnie wzrok podnios3: a te 3by jelenie,
Te ga3eziste rogi, jakby las wawrzynw
Zasiany rek1 ojcw na wience dla synw,
Te rzedami portretw zdobione filary,
Ten w sklepieniu b3yszcz1cy herb P3kozic stary,
Ozwa3y sie don zewsz1d g3osami przesz3ooeci;
Zbudzi3 sie z marzen, wspomnia3, gdzie, u kogo gooeci:



Dziedzic Horeszkw gooeciem oerd swych w3asnych progw,
Biesiadnikiem Soplicw, swych odwiecznych wrogw!
A przy tem zawioea, ktr1 czu3 do Tadeusza,
Tym mocniej Hrabie przeciw Soplicom porusza.


Rzek3 wiec z gorzkim uoemiechem: Mj domek zbyt ma3y
Nie ma godnego miejsca na dar tak wspania3y;
Niech lepiej niedYwiedY czeka pooerd tych rogaczy,
A. mi go Sedzia razem z zamkiem oddaa raczy.


Podkomorzy, zgaduj1c, na co sie zanosi,
Zadzwoni3 w tabakiere z3ot1, o g3os prosi.


Godzieneoe pochwa3 - rzecze - Hrabio, mj s1siedzie,
e dbasz o interesa nawet przy obiedzie;
Nie tak jak modni wieku twojego panicze,
yj1cy bez rachunku. Ja tusze i .ycze
Zgod1 zakonczya moje s1dy podkomorskie;
Dot1d jedyna trudnooea jest o fundum dworskie.
Mam ju. projekt zamiany, fundum wynagrodzia
Ziemi1 w sposb nastepny... - Tu zacz13 wywodzia
Porz1dnie (jak zwyk3 zawsze) plan przysz3ej zamiany:
Ju. by3 w po3owie rzeczy, gdy ruch niespodziany
Wszcz13 sie na koncu sto3a: jedni cooe postrzegli,
Wskazuj1 palcem, drudzy oczyma tam biegli,
A. wreszcie wszystkie g3owy, jak k3osy schylone
Wstecznym wiatrem, w przeciwn1 zwrci3y sie strone,
W k1t.



Z k1ta, kedy wisia3 portret nieboszczyka,
Ostatniego z rodziny Horeszkw, Stolnika,
Z ma3ych drzwiczek, ukrytych pomiedzy filary
Wysune3a sie cicho postaa na kszta3t mary.
Gerwazy! Poznano go po wzrooecie, po licach,
Po srebrzystych na .3tej kurcie P3kozicach.
St1pa3 jako s3up prosto, niemy i surowy,
Nie zdj1wszy czapki, nawet nie schyliwszy g3owy;
W reku trzyma3 b3yszcz1cy klucz, jakby pugina3,
Odemkn13 szafe i w niej cooe krecia zaczyna3.


Sta3y w dwch k1tach sieni, wsparte o filary,
Dwa kurantowe, w szafach zamkniete zegary;
Dziwaki stare, dawno ze s3oncem w niezgodzie,
Po3udnie wskazywa3y czesto o zachodzie;
Gerwazy nie przybra3 sie machine naprawia,
Ale bez nakrecenia nie chcia3 jej zostawia,
Dreczy3 kluczem zegary ka.dego wieczora;
W3aoenie teraz przypad3a nakrecania pora.
Gdy Podkomorzy spraw1 zajmowa3 uwage
Stron interesowanych, on poci1gn13 wage:
Zgrzytne3y wyszczerbionym zebem ko3a rdzawe;
Wzdrygn13 sie Podkomorzy i przerwa3 rozprawe.
Bracie - rzek3 - od3o. nieco tw1 piln1 robote!
I konczy3 plan zamiany; lecz Klucznik na psote
Jeszcze silniej poci1gn13 drugiego cie.aru;
I wnet gil, ktry siedzia3 na wierzchu zegaru,
Trzepioc1c skrzyd3em, zacz13 ci1a kurantw nuty.
Ptak sztucznie wyrobiony, szkoda, .e popsuty,



Zaj1ka3 sie i piszcza3, im dalj, tem gorzj.
Gooecie w oemiech; musia3 przerwaa znowu Podkomorzy.
Mooeci Kluczniku - krzykn13 - lub raczej puszczyku,
Jeoeli dziob twj szanujesz, dooea mi tego krzyku!


Ale Gerwazy groYb1 wcale sie nie strwo.y3,
Praw1 reke powa.nie na zegar po3o.y3,
A lew1 wzi13 sie pod bok; tak obur1cz wsparty,
Podkomorzenku! - krzykn13. - Wolne panskie .arty.
Wrbel mniejszy ni. puszczyk, a na swoich wiorach
OEmielszy jest ani.eli puszczyk w cudzych dworach:
Co klucznik, to nie puszczyk; kto w cudze poddasze
Noc1 w3azi, ten puszczyk, i ja go wystrasze.


Za drzwi z nim ! - Podkomorzy krzykn13. - Panie Hrabia! -
Zawo3a3 Klucznik. - Widzisz Pan, co sie wyrabia?
Czy nie dosya sie jeszcze Panski honor plami,
e Pan jadasz i pijasz z temi Soplicami?
Trzeba. jeszcze, aby mnie, zamku urzednika,
Gerwazego Rebaj3e, Horeszkw klucznika,
L.ya w domu Panw moich? I Pan.e to zniesie?


Wtem Protazy zawo3a3 trzykroa: Uciszcie sie!
Na ust1p! Ja, Protazy Baltazar Brzechalski,
Dwojga imion, jenera3 niegdyoe trybunalski,
Vulgo woYny, woYnensk1 obdukcyj1 robie
I wizyj1 formaln1, zamawiaj1c sobie
Urodzonych tu wszystkich obecnych oewiadectwo
I pana Asesora wzywaj1c na oeledztwo



Z powodu Wielmo.nego Sedziego Soplicy:
O inkursyj1, to jest o najazd granicy,
Gwa3t zamku, w ktrym Sedzia dot1d prawnie w3ada,
Czego dowodem jawnym jest, .e w zamku jada.


Brzechaczu! - wrzasn13 Klucznik. - Ja cie wnet naucze!
I dobywszy zza pasa swe .elazne klucze,
Okreci3 wko3o g3owy, puoeci3 z ca3ej mocy;
Pek .elaza wylecia3 jako kamien z procy.
Pewnie 3eb Protazemu rozbi3by na awierci;
Szczeoeciem, schyli3 sie WoYny i wydar3 sie oemierci.


Porwali sie z miejsc wszyscy, chwile by3a g3ucha
Cichooea, a. Sedzia krzykn13: W dyby tego zucha!
Hola, ch3opcy! - i czeladY rzuci3a sie .wawo
Ciasnym przejoeciem pomiedzy oecianami i 3aw1.
Lecz Hrabia krzes3em w oerodku zagrodzi3 im droge
I na tym szancu s3abym utwierdziwszy noge:
Wara! - zawo3a3. - Sedzio! nie wolno nikomu
Krzywdzia s3uge mojego w moim w3asnym domu;
Kto ma na starca skarge, niech j1 mnie prze3o.y.


Zyzem w oczy Hrabiemu spojrza3 Podkomorzy:
Bez waoecinej pomocy ukaraa potrafie
Zuchwa3ego szlachetke; a Waoea, Mooeci Grafie,
Przed dekretem ten zamek za wczeoenie przyw3aszczasz;
Nie Waa tu jesteoe panem, nie Waa nas ugaszczasz;
SiedY cicho, jakeoe siedzia3; jeoeli siwej g3owy
Nie czcisz, to szanuj pierwszy urz1d powiatowy.



Co mi? - odmrukn13 Hrabia. - Dooea ju. tej gawedy!
NudYcie drugich waszymi wzgledy i urzedy.
Dooea ju. g3upstwa zrobi3em wdaj1c sie z Waapanstwem
W pijatyki, ktre sie koncz1 grubijanstwem.
Zdacie mi sprawe z mego honoru obrazy.
Do widzenia po trzeYwu - pdY za mn1, Gerwazy!


Nigdy sie odpowiedzi takiej nie spodziewa3
Podkomorzy; w3aoenie swj kieliszek nalewa3,
Gdy zuchwalstwem Hrabiego ra.ony jak gromem,
Opar3szy sie o kielich butlem nieruchomym,
G3owe wyci1gn13 na bok i ucha przy3o.y3,
Oczy rozwar3 szeroko, usta wp3 otworzy3;
Milcza3, lecz kielich w reku tak pote.nie cisn13,
e szk3o dYwiekn1wszy pek3o, p3yn w oczy mu prysn13.
Rzek3byoe, i. z winem ognia w dusze sie nala3o,
Tak oblicze sp3one3o, tak oko pa3a3o.


Zerwa3 sie mwia, pierwsze s3owo niewyraYnie
Mle3 w ustach, a. przez zeby wylecia3o: B3aYnie!
Grafi1tko! ja cie... Tomasz, karabele! Ja tu
Naucze ciebie mores, b3aYnie! Daj go katu!
Wzgledy, urzedy nudz1, uszko delikatne!
Ja cie tu zaraz po tych zauszniczkach p3atne!
Fora za drzwi! do korda! Tomasz, karabele!


Wtem do Podkomorzego skocz1 przyjaciele;
Sedzia porwa3 mu reke: Stj Pan, to rzecz nasza,
Mnie tu naprzd wyzwano; Protazy, pa3asza!



Puszcze go w taniec jako niedYwiadka na kiju.
Lecz Tadeusz Sedziego wstrzyma3: Panie Stryju,
Wielmo.ny Podkomorzy, czy. sie Panstwu godzi
Wdawaa sie z tym fircykiem, czy tu nie ma m3odzi?
Na mnie sie zdajcie, ja go nale.ycie skarce;
A Waszea, panie oemia3ku, co wyzywasz starce,
Obaczym, czyli jesteoe tak strasznym rycerzem;
Rozprawimy sie jutro, plac i bron wybierzem.
Dzioe uchodY, pkioe ca3y!


Dobra by3a rada;
Klucznik i Hrabia wpadli w obroty nie lada.
Przy wy.szym koncu sto3a wrza3 tylko krzyk wielki,
Ale z ostrego konca lata3y butelki
Ko3o Hrabiego g3owy. Strwo.one kobiety
W prooeby, w p3acz; Telimena, krzykn1wszy: Niestety!
Wznios3a oczy, powsta3a i pad3a zemdlona,
I przechyliwszy szyje przez Hrabi ramiona,
Na pieroe jego z3o.y3a swe piersi 3abedzie.
Hrabia, choa zagniewany, wstrzyma3 sie w zapedzie,
Zacz13 cucia, ocieraa.


Tymczasem Gerwazy,
Wystawiony na sto3kw i butelek razy,
Ju. zachwia3 sie, ju. czeladY zakasawszy pieoecie,
Rzuca3a sie nan zewsz1d hurmem, gdy na szczeoecie
Zosia, widz1c szturm, skoczy i litooeci1 zdjeta
Zas3ania starca, na krzy. rozpi1wszy r1czeta.-
Wstrzymali sie;



Gerwazy z wolna ustepowa3,
Znikn13 z oczu, szukano, gdzie sie pod st3 schowa3,
Gdy nagle z drugiej strony wyszed3 jak spod ziemi,
Podnios3szy w gre 3awe ramiony silnemi,
Okreci3 sie jak wiatrak, oczyoeci3 p3 sieni,
Wzi13 Hrabie i tak oba 3aw1 zas3onieni
Cofali sie ku drzwiczkom; ju. dochodz1 progw,
Gerwazy stan13, jeszcze raz spojrza3 na wrogw,
Duma3 chwile, niepewny, czy cofaa sie zbrojnie,
Czyli z nowym ore.em szukaa szczeoecia w wojnie.
Obra3 drugie; ju. 3awe jak taran murowy
W ty3 dYwign13 dla zamachu, ju. ugi1wszy g3owy,
Z wypiet1 naprzd piersi1, z podniesion1 nog1
Mia3 wpaoea... ujrza3 Wojskiego, uczu3 w sercu trwoge.


Wojski, cicho siedz1cy z przymru.onem okiem,
Zdawa3 sie pogr1.ony w dumaniu g3ebokiem;
Dopiero gdy sie Hrabia z Podkomorzym sk3ci3
I Sedziemu pogrozi3, Wojski g3owe zwrci3,
Za.y3 dwakroa tabaki i przetar3 powieki.
Chocia. Wojski Sedziemu by3 krewny daleki,
Ale w gooecinnym jego domu zamieszka3y,
O zdrowie przyjaciela by3 niezmiernie dba3y.
Przypatrywa3 sie zatem z ciekawooeci1 walce,
Wyci1gn13 z lekka na st3 reke, d3on i palce,
Po3o.y3 n. na d3oni, trzonkiem do paznokcia
Indeksu, a .elazem zwrcony do 3okcia,
Potem rek1 w ty3 nieco wychylon1 kiwa3,
Niby bawi1c sie, lecz sie w Hrabiego wpatrywa3.



Sztuka rzucania no.w, straszna w recznej bitwie,
Ju. by3a zaniechana podwczas na Litwie,
Znajoma tylko starym; Klucznik jej probowa3
Nieraz w zwadach karczemnych. Wojski w niej celowa3,
Widaa z zamachu reki, .e silnie uderzy,
A z oczu 3acno zgadn1a, .e w Hrabiego mierzy
(Ostatniego z Horeszkw, chocia. po k1dzieli).
Mniej baczni m3odzi ruchw starca nie pojeli;
Gerwazy zbladn13, 3aw1 Hrabiego zak3ada,
Cofa sie ku drzwiom.
Lapaj! - krzykne3a gromada.


Jako wilk obskoczony znienacka przy oecierwie
Rzuca sie ooelep w zgraje, co mu uczte przerwie,
Ju. goni, ma j1 szarpaa, wtem oerd psiego wrzasku
Trzas3o ciche p3korcze... wilk zna je po trzasku,
OEledzi okiem, postrzega, .e z ty3u za charty
Myoeliwiec wp3 schylony, na kolanie wsparty,
Rur1 ku niemu wije i ju. cyngla tyka;
Wilk uszy spuszcza, ogon podtuliwszy zmyka,
Psiarnia z tryumfuj1cym rzuca sie ha3asem
I skubie go po kud3ach, zwierz zwraca sie czasem,
Spojrzy, klapnie paszczek1, i bia3ych k3w zgrzytem
Ledwie pogrozi, psiarnia pierzcha ze skowytem:
Tak i Gerwazy z groYn1 cofa3 sie postaw1,
Wstrzymuj1c napastnikw oczyma i 3aw1,
A. razem z Hrabi1 wpadli w g31b ciemnej framugi.



Lapaj! - krzykniono znowu; tryumf by3 nied3ugi:
Bo nad g3owami t3umu Klucznik niespodzianie
Ukaza3 sie na chorze przy starym organie
I z trzaskiem j13 wyrywaa o3owiane rury.
Wielk1 by kleske zada3, uderzaj1c z gry.
Ale ju. gooecie t3umnie wychodzili z sieni,
Nie oemieli kroku dostaa s3udzy potrwo.eni
I chwytaj1c naczynia w oelad panw uciekli,
Nawet nakrycia z czeoeci1 sprzetw sie wyrzekli.


Kt. ostatni, nie dbaj1c na groYby i razy,
Ust1pi3 z placu bitwy? - Brzechalski Protazy.
On, za krzes3em Sedziego stoj1c niewzruszenie,
Ci1gn13 woYnienskim g3osem swoje ooewiadczenie,
A. skonczy3 i z pustego zszed3 pobojowiska,
Kedy zosta3y trupy, ranni i zwaliska.


W ludziach straty nie by3o; ale wszystkie 3awy
Mia3y zwichnione nogi, st3 tak.e kulawy,
Obna.ony z obrusa, poleg3 na talerzach
Zlanych winem, jak rycerz na krwawych puklerzach,
Miedzy licznemi kurcz1t i jendykw cia3y,
W ktrych piersi widelce oewie.o wbite tkwia3y.


Po chwili w Horeszkowskim samotnym budynku
Wszystko do zwyczajnego wraca3o spoczynku.
Mrok zgestnia3; reszty panskiej wspania3ej biesiady
Le.1, podobne uczcie nocnej, gdzie na Dziady
Zgromadzia sie zaklete maj1 nieboszczyki.



Ju. na poddaszu trzykroa krzykne3y puszczyki
Jak guoelarze; zdaj1 sie witaa wschd miesi1ca,
Ktrego postaa oknem spad3a na st3, dr.1ca
Niby dusza czyscowa; z podziemu, przez dziury
Wyskakiwa3y na kszta3t potepiencw szczury...
Gryz1, pij1; czasami w k1cie zapomniana
Puknie na toast duchom butelka szampana.


Ale na drugiem pietrze, w izbie, ktr1 zwano,
Choa by3a bez zwierciade3, izb1 zwierciadlan1,
Sta3 Hrabia na kru.ganku zwrconym ku bramie;
Ch3odzi3 sie wiatrem, surdut wdzia3 na jedno ramie,
Drugi rekaw i po3y u szyi sfa3dowa3
I pieroe surdutem, jakby p3aszczem, udrapowa3.
Gerwazy chodzi3 kroki wielkiemi po sali;
Obadwa zamyoeleni, do siebie gadali:
Pistolety - rzek3 Hrabia - lub gdy chc1, pa3asze.
Zamek - rzek3 Klucznik - i wieoe, oboje to nasze.
Stryja, synowca - wo3a3 Hrabia - ca3e plemie
Wyzywaj! - Zamek - wo3a3 Klucznik - wieoe i ziemie
Zabieraj Pan! To mwi1c zwrci3 sie do Hrabi:
Jeoeli Pan chce miea pokj, niech wszystko zagrabi.
Po co proces, Mopanku! Sprawa jak dzien czysta:
Zamek w reku Horeszkw by3 przez lat czterysta;
Czeoea gruntw oderwano w czasie Targowicy
I, jak Pan wie, oddano w3adaniu Soplicy.
Nie tylko te czeoea, wszystko zabraa im nale.y
Za koszta procesowe, za kare grabie.y.
Mwi3em Panu zawsze: procesw zaniechaa,



Mwi3em Panu zawsze: najechaa, zajechaa!
Tak by3o po dawnemu: kto raz grunt posi1dzie,
Ten dziedzic; wygraj w polu, a wygrasz i w s1dzie.
Co sie tycze dawniejszych z Soplicami sprzczek,
Jest na to od procesu lepszy Scyzoryczek;
A jeoeli Maciej w pomoc da mi sw1 Rzeczke,
To my we dwch, Soplicw tych porzniem na sieczke.


Brawo! - rzek3 Hrabia. - Plan twj gotycko-sarmacki
Podoba sie mi lepiej ni. spr adwokacki.
Wiesz co? Na ca3ej Litwie narobim ha3asu
Wypraw1 nies3ychan1 od dawnego czasu.
I sami sie zabawim. Dwa lata tu siedze,
Jak1. bitwe widzia3em? z ch3opami o miedze.
Nasza wyprawa przecie. krwi rozlanie wr.y;
Odby3em tak1 jedn1 w czasie mych podr.y.
Gdym w Sycyliji bawi3 u pewnego ksiecia,
Rozbjnicy porwali w grach jego ziecia
I okupu od krewnych .1dali zuchwale;
My, zebrawszy napredce s3ugi i wasale,
Wpadlioemy; ja dwch zbojcw rek1 m1 zabi3em,
Pierwszy wlecia3em w tabor, wieYnia uwolni3em.
Ach, mj Gerwazy! jaki to by3 tryumfalny,
Jaki piekny nasz powrt, rycersko-feudalny!
Lud z kwiatami spotyka3 nas - crka ksi1.ecia,
Wdzieczna zbawcy, ze 3zami wpad3a w me objecia.
Gdym przyby3 do Palermo, wiedziano z gazety,
Palcami wskazywa3y mie wszystkie kobiety.
Nawet wydrukowano o ca3em zdarzeniu



Romans, gdzie wymieniony jestem po imieniu.
Romans ma tytu3: Hrabia, czyli tajemnice
Zamku Birbante-rokka.
Czy s1 tu ciemnice
W tym zamku? -
S1 - rzek3 Klucznik - ogromne piwnice,
Ale puste! Bo wino wypili Soplice.
D.okejw - doda3 Hrabia - uzbroia we dworze,
Z w3ooeci wezwaa wasalw!
Lokajw? bron Bo.e! -
Przerwa3 Gerwazy. - Czy to zajazd jest hultajstwem?
Kto widzia3 zajazd robia z ch3opstwem i z lokajstwem?
Mj Panie, na zajazdach nie znacie sie wcale;
W1salw - co innego, zdadz1 sie w1sale.
Nie we w3ooeci ich szukaa, ale po zaoeciankach:
W Dobrzynie, w Rzezikowie, w Cietyczach, w R1bankach;
Szlachta odwieczna, w ktrej krew rycerska p3ynie;
Wszyscy przychylni panw Horeszkw rodzinie,
Wszyscy nieprzyjaciele zabici Soplicw!
Stamt1d zbiore ze trzystu w1satych szlachcicw;
To rzecz moja. Pan niechaj do pa3acu wraca
I wyoepi sie, bo jutro bedzie wielka praca;
Pan spaa lubi, ju. pYno, drugi kur ju. pieje;
Ja tu bede pilnowaa zamku, a. rozdnieje,
A ze s3oneczkiem stane w Dobrzynskim zaoecianku.


Na te s3owa pan Hrabia ust1pi3 z kru.ganku;
Ale nim odszed3, spjrza3 przez otwr strzelnicy
I widz1c oewiate3 mnstwo w domostwie Soplicy:



Iluminujcie! - krzykn13. - Jutro o tej porze
Bedzie jasno w tym zamku, ciemno w waszym dworze!


Gerwazy siad3 na ziemi, opar3 sie o oeciane
I pochyli3 ku piersiom czo3o zadumane;
OEwiat3ooea miesieczna pad3a na wierzch g3owy 3ysy,
Gerwazy po nim kryoeli3 palcem r.ne rysy;
Widaa, .e przysz3ych wypraw snu3 plany wojenne.
Cie.1 mu coraz bardziej powieki brzemienne,
Bezw3adn1 kiwn13 szyj1, czu3, .e go sen bierze;
Zacz13 wedle zwyczaju wieczorne pacierze.
Lecz miedzy Ojczenaszem i Zdrowaoe Maryj1
Dziwne stane3y mary, t3ocz1 sie i wij1:
Klucznik widzi Horeszki, swoje dawne pany,
Ci nios1 karabele, drudzy buzdygany,
Ka.dy groYnie spoziera i pokreca w1sa,
Sk3ada sie karabel1, buzdyganem wstrz1sa -
Za nimi jeden cichy, posepny cien mign13,
Z krwaw1 na piersi plam1. Gerwazy sie wzdrygn13,
Pozna3 Stolnika; zacz13 wko3o siebie .egnaa
I a.eby tym pewniej straszne sny rozegnaa,
Odmawia3 litanij1 o czyscowych duszach.


Znowu wzrok mu sklei3 sie, zadzwoni3o w uszach -
Widzi t3um szlachty konnej, b3yszcz1 karabele:
Zajazd! zajazd Korelicz, i Rymsza na czele!
I ogl1da sam siebie, jak na koniu siwym,
Z podniesionym nad g3owe rapierem straszliwym
Leci; rozpieta na wiatr szumi taratatka,



Z lewego ucha spad3a w ty3 konfederatka; 
Leci, jezdnych i pieszych po drodze obala 
I na koniec Soplice w stodole podpala -

Wtem cie.ka marzeniami na pieroe spad3a g3owa 
I tak usn13 ostatni Klucznik Horeszkowa. 


KSIEGA SZSTA
ZAOECIANEK


Treoea:
Pierwsze ruchy wojenne zajazdu - Wyprawa Protazego - Robak z panem
Sedzi1 radz1 o rzeczy publicznej - Dalszy ci1g wyprawy Protazego,
bezskutecznej - Ustep o konopiach - Zaoecianek szlachecki Dobrzyn -
Opisanie domostwa i osoby Maaka Dobrzynskiego.



Nieznacznie z wilgotnego wykrada3 sie mroku
OEwit bez rumienca, wiod1c dzien bez oewiat3a w oku.
Dawno wszed3 dzien, a jeszcze ledwie jest widomy.
Mg3a wisia3a nad ziemi1, jak strzecha ze s3omy
Nad ubog1 Litwina chatk1; w stronie wschodu
Widaa z bielszego nieco na niebie obwodu,
e s3once wsta3o, tedy ma zst1pia na ziemie,
Lecz idzie nieweso3o i po drodze drzemie.


Za przyk3adem niebieskim wszystko sie spYni3o
Na ziemi; byd3o poYno na pasze ruszy3o
I zdyba3o zaj1ce przy pYnem oeniadaniu;
One zwyk3y do gajw wracaa o oewitaniu,
Dzioe, okryte tumanem, te mokrzyce chrupi1,
Te, jamki w roli kopi1c, parami sie kupi1
I na wolnem powietrzu myoel1 u.ya wczasu;
Ale przed byd3em musz1 powracaa do lasu.


I w lasach cisza. Ptaszek zbudzony nie oepiewa,
Otrz1sn13 pierze z rosy, tuli sie do drzewa,
G3owe wciska w ramiona, oczy znowu mru.y
I czeka s3onca. Kedyoe u brzegw ka3u.y
Klekce bocian; na kopach siedz1 wrony zmok3e,
Rozdziawiwszy sie ci1gn1 gawedy rozwlok3e,
Obrzyd3e gospodarzom jako wr.by s3oty.
Gospodarze ju. dawno wyszli do roboty.


Ju. zacze3y .niwiarki sw1 piosnke zwyczajn1,
Jak dzien s3otny ponur1, teskn1, jednostajn1,



Tem smutniejsz1, .e dYwiek jej w mg3e bez echa wsi1ka;
Chrz1sne3y sierpy w zbo.u, ozwa3a sie 31ka,
Rz1d kosiarzy otawe siek1cych wci1. brz1ka,
Pogwizduj1c piosenke; z koncem ka.dej zwrotki
Staj1, ostrz1 .elezca i w takt kuj1 w m3otki.
Ludzi we mgle nie widaa, tylko sierpy, kosy
I pieoeni brzmi1 jak muzyk niewidzialnych g3osy.


W oerodku na snopie zbo.a ekonom usiad3szy,
Nudzi sie, kreci g3ow1, roboty nie patrzy,
Pogl1da na gooeciniec, na drogi rozstajne,
Kedy dzia3y sie jakieoe rzeczy nadzwyczajne.


Na gooecincu i drogach od samego ranka
Panuje ruch niezwyk3y; st1d ch3opska furmanka
Skrzypi, lec1c jak poczta, st1d szlachecka bryka
Czwa3em tarkocze, drug1 i trzeci1 spotyka;
Z lewej drogi pos3aniec jak kuryjer goni,
Z prawej przebieg3o w zawd kilkanaoecie koni,
Wszyscy spiesz1, ku r.nym kieruj1 sie stronom.
Co to ma znaczya? Powsta3 ze snopa ekonom,
Chcia3 przypatrzya sie, spytaa; d3ugo sta3 nad drog1,
Daremnie wo3a3, nie mg3 zatrzymaa nikogo
Ni poznaa we mgle. Jezdni migaj1 jak duchy,
Tylko s3ychaa raz po raz tetent kopyt g3uchy
I, co dziwniejsza jeszcze, szczekanie pa3aszy:
Bardzo to ekonoma i cieszy, i straszy.
Bo choa na Litwie by3o naonczas spokojnie,
Dawno ju. wieoeci g3uche biega3y o wojnie,



O Francuzach, D1browskim, o Napoleonie.
Mia3y.by wojne wr.ya ci jezdzcy? te bronie?
Ekonom pobieg3 wszystko Sedziemu powiedziea,
Spodziewaj1c sie i sam czegooe sie dowiedziea.


W Soplicowie domowi i gooecie, po k3tni
Wczorajszej wstali z siebie nieradzi i smutni.
Pr.no Wojszczanka damy na kaba3e sprasza,
Me.czyznom pr.no karty daj1 do mariasza:
Nie chc1 bawia sie ni graa, siedz1 cicho w k1tkach,
Me.czyYni pal1 lulki, kobiety przy pr1tkach;
Nawet oepi1 muchy.


Wojski, rzuciwszy 3opatke,
Znudzony cisz1, idzie pomiedzy czeladke.
Woli w kuchennej s3uchaa ochmistrzyni krzykw,
GroYb i razw kucharza, ha3asu kuchcikw;
A. go powoli wprawi3 w przyjemne marzenie
Ruch jednostajny ro.nw krec1cych pieczenie.


Sedzia od rana pisa3, zamkn1wszy sie w izbie,
WoYny od rana czeka3 pod oknem na przyzbie;
Sedzia, skonczywszy pozew, Protazego wzywa,
Skarge przeciw Hrabiemu g3ooeno odczytywa:
O skrzywdzenie honoru, zel.ywe wyrazy,
Zaoe przeciw Gerwazemu o gwa3ty i razy;
Obudwu o przechwa3ki, o koszta z powodu
Procesu - ci1gnie w rejestr taktowy do grodu.
Pozew dzioe trzeba wreczya ustnie, oczywisto,



Nim zajdzie s3once. WoYny z min1 uroczyst1
Wyci1gn13 s3uch i reke, skoro pozew zoczy3;
Sta3 powa.nie, a rad by z radooeci podskoczy3.
Na sam1 myoel procesu czu3, .e sie odm3odzi3:
Wspomnia3 na dawne lata, gdy z pozwami chodzi3
Po guzy, ale razem po zap3aty hojne.
Tak .o3nierz, ktry strawi3 .ycie tocz1c wojne,
A na starooea w szpitalach spoczywa kaleki,
Skoro us3yszy tr1be lub beben daleki,
Chwyta sie z 3o.a, krzyczy przez sen: Bij Moskala!
I na drewnianej nodze skacze ze szpitala
Tak predko, .e go ledwie mo.e z3owia m3odzie..


Protazy oepieszy3 w3o.ya sw1 woYniensk1 odzie..
Przecie. .upana ani kontusza nie k3adzie,
One s3u.1 ku wielkiej s1dowej paradzie;
Na podr. ma strj inny: szerokie rajtuzy
I kurte, ktrej po3y, podpiete na guzy,
Mo.na zakasaa albo spuoecia na kolana;
Czapka z uszami, sznurkiem u wierzchu zwi1zana,
Wznosi sie na pogode, spuszcza sie przed s3ot1.
Tak ubrany, wzi13 pa3ke i ruszy3 piechot1.
Bo woYni przed procesem, jak szpiegi przed bojem,
Musz1 krya sie pod r.n1 postaci1 i strojem.


Dobrze zrobi3 Protazy, .e w droge pospieszy3,
Bo nied3ugo by swoim pozwem sie nacieszy3.
W Soplicowie zmieniano kampaniji plany.
Do Sedziego wpad3 nagle Robak zadumany



I rzek3: Sedzio, to bieda nam z t1 pani1 ciotk1,
Z t1 pani1 Telimen1, kokietk1 i trzpiotk1!
Kiedy Zosia zosta3a dzieckiem w biednym stanie,
Jacek j1 Telimenie da3 na wychowanie,
S3ysz1c, .e jest osoba dobra, oewiat znaj1ca,
A postrzegam, .e ona cooe tu nam zam1ca,
Intryguje i pono Tadeuszka wabi;
OEledze j1; albo mo.e bierze sie do Hrabi,
Mo.e do obu razem. Obmyoelmy wiec oerodki,
Jak sie jej pozbya, bo st1d mog1 urooea plotki,
Z3y przyk3ad i pomiedzy m3okosami zwady,
Ktre mog1 pomieszaa twe prawne uk3ady.
Uk3ady? - krzykn13 Sedzia z niezwyk3ym zapa3em -
Z uk3adw kwita, ju. je skonczy3em, zerwa3em.
A to co? - przerwa3 Robak. - Gdzie rozum? gdzie g3owa?
Co tu mi Wasze bajasz? jaka burda nowa?
Nie z mej winy - rzek3 Sedzia. - Proces to wyjaoeni:
Hrabia, pysza3ek, g3upiec, by3 przyczyn1 waoeni,
I Gerwazy 3otr; lecz to do s1du nale.y.
Szkoda, .eoe nie by3, Ksie.e, w zamku na wieczerzy,
Pooewiadczy3byoe, jak Hrabia srodze mnie obrazi3.
Po cooe Waoea - krzykn13 Robak - do tych ruin 3azi3?
Wiesz, jak zamku nie cierpie; odt1d moja noga
Tam nie postanie. Znowu k3tnia! kara Boga!
Jak.e tam by3o? powiedz; trzeba te rzecz zatrzea.
Ju. mie znudzi3o wreszcie na tyle g3upstw patrzea.
Wa.niejsze ja mam sprawy ni. godzia pieniaczy,
Ale jeszcze raz zgodze.
Zgodzia? C. to znaczy!



A idY.e mi Waoea wreszcie z t1 zgod1 do licha! -
Przerwa3 Sedzia, tupn1wszy nog1. - Patrzcie mnicha!
e go przyjmuje grzecznie, chce mnie za nos wodzia.
Wiedz Wasze, .e Soplice nie zwykli sie godzia;
Gdy pozw1, musz1 wygraa: nieraz w ich imieniu
Trwa3 proces, a. wygrali w szstym pokoleniu.
Dosya zrobi3em g3upstwa, z porady Waszeci,
Zwo3uj1c podkomorskie s1dy po raz trzeci.
Od dzisiaj nie ma zgody; nie ma, nie ma, nie ma!
(I krzycz1c chodzi3, tupa3 nogami obiema).
Prcz tego za wczorajszy niegrzeczny uczynek
Musi mnie deprekowaa, albo pojedynek!


Ale, Sedzio, c. bedzie, jak sie Jacek dowie?
Wszak on umrze z rozpaczy! Czyli. Soplicowie
Nie nabroili jeszcze w tym zamku dooea z3ego!
Bracie! wspominaa nie chce wypadku strasznego.
Wiesz tak.e, .e czeoea gruntw od zamku dziedzica
Zabra3a i Soplicom da3a Targowica.
Jacek za grzech .a3uj1c, musia3 by3 oelubowaa
Pod absolucj1 dobra te restytuowaa.
Wzi13 wiec Zosie, Horeszkw dziedziczke ubog1,
Hodowaa, wychowanie jej op3aca3 drogo.
Chcia3 j1 Tadeuszkowi swojemu wyswataa
I tak dwa por.nione domy znowu zbrataa,
I dziedziczce bez wstydu ust1pia grabie.y.
Lecz c. to? - krzykn13 Sedzia - co do mnie nale.y?
Ja sie nie zna3em, nawet nie widzia3em z Jackiem;
Ledwiem s3ysza3 o jego .yciu hajdamackiem,



Siedz1c wtenczas retorem w jezuickiej szkole,
Potem u wojewody s3u.1c za pachole.
Dano mi dobra, wzi13em; kaza3 przyj1a Zosie,
Przyj13em, hodowa3em, myoele o jej losie.
Dooea mnie nudzi ta ca3a historyja babia!
A potem, czego. jeszcze wlaz3 mi tu ten Hrabia?
Z jakim prawem do zamku? Wszak wiesz, przyjacielu,
On Horeszkom dziesi1ta woda na kisielu!
I ma mnie l.ya? a ja go zapraszaa do zgody!


Bracie! - rzek3 ksi1dz - wa.ne s1 do tego powody.
Pamietasz, .e Jacek chcia3 do wojska s3aa syna,
Potem w Litwie zostawi3: c. w tym za przyczyna?
Oto w domu Ojczyznie potrzebniejszy bedzie.
S3ysza3eoe pewnie, o czem ju. gadaj1 wszedzie,
O czem ja wiadomostki przynosi3em nieraz:
Teraz czas ju. powiedziea wszystko, czas ju. teraz!
Wa.ne rzeczy, mj bracie! Wojna tu. nad nami!
Wojna o Polske! bracie! Bedziem Polakami!
Wojna niechybna! Kiedy z poselstwem tajemnem
Tu bieg3em, wojsk forpoczty ju. sta3y nad Niemnem;
Napoleon ju. zbiera armije ogromn1,
Jakiej cz3owiek nie widzia3 i dzieje nie pomn1;
Obok Francuzw ci1gnie polskie wojsko ca3e,
Nasz Jzef, nasz D1browski, nasze or3y bia3e!
Ju. s1 w drodze, na pierwszy znak Napoleona
Przejd1 Niemen i - bracie! Ojczyzna wskrzeszona!



Sedzia, s3uchaj1c, z wolna okulary sk3ada3
I wpatruj1c sie mocno w Ksiedza, nic nie gada3,
Westchn13 g3eboko, w oczach 3zy sie zakreci3y...
Wreszcie porwa3 za szyje Ksiedza z ca3ej si3y:
Mj Robaku! - wo3aj1c - czy to tylko prawda?
Mj Robaku! - powtarza3 - czy to tylko prawda?
Ile. razy zwodzono! Pamietasz? gadali:
Napoleon ju. idzie! i my ju. czekali!
Gadano: ju. w Koronie, ju. Prusaka pobi3,
Wkracza do nas! A on - co? Pokj w Tyl.y zrobi3!
Czy tylko prawda? Czy ty nie zwodzisz sam siebie?
Prawda - zawo3a3 Robak - jak Pan Bg na niebie!
B3ogos3awione. niechaj bed1 usta, ktre
To zwiastuj1! - rzek3 Sedzia wznosz1c rece w gre. -
Nie po.a3ujesz twego poselstwa, Robaku,
Nie po.a3uje klasztor; dwieoecie owiec z braku
Daje na klasztor. Ksie.e, tyoe sie wczora pali3
Do mojego kasztanka i gniadosza chwali3,
Dzioe zaraz w twym kwestarskim wozie pjd1 oba;
Dzioe prooe mnie, o co zechcesz, co ci sie podoba,
Nie odmwie! Lecz o tym interesie ca3ym
Z Hrabi1, daj pokj; skrzywdzi3 mnie, ju. zapozwa3em,
Czy. wypada...
Za3ama3 rece Ksi1dz zdziwiony.
Wlepiwszy oczy w Sedzie, ruszywszy ramiony,
Rzek3: To gdy Napoleon wolnooea Litwie niesie,
Gdy oewiat dr.y ca3y, to ty myoelisz o procesie?
I jeszcze. po tem wszystkim, com tobie powiedzia3,
Bedziesz spokojnie, rece za3o.ywszy, siedzia3,
Gdy dzia3aa trzeba!



-Dzia3aa? C.? - Sedzia zapyta3.
Jeszczeoe - rzek3 Robak - z oczu moich nie wyczyta3?
Jeszcze serce nic tobie nie gada? Ach, bracie!
Jeoeli Soplicowskiej krwi krople w .y3ach macie,
Uwa. tylko: Francuzi uderzaj1 z przodu?...
A gdyby z ty3u zrobia powstanie narodu?
Co myoelisz? Niech no Pogon zar.y, niech na mudzi
NiedYwiedY ryknie! Ach, gdyby jakie tysi1c ludzi,
Gdyby choa pieaset z ty3u na Moskwe natar3o,
Powstanie jako po.ar wko3o rozpostar3o,
Gdybyoemy my, nabrawszy Moskwie harmat, znakw,
Zwyciezcy szli powitaa wybawcw rodakw?
Ci1gniemy! Napoleon widz1c nasze lance
Pyta: <<Co to za wojsko?>> My krzyczym: <<Powstance,
Najjaoeniejszy Cesarzu! Litwa ochotnicy!>>
Pyta: <<Pod czyj1 wodz1?>> - <<Sedziego Soplicy!>>
Ach, kt. by potem pisn1a oemia3 o Targowicy?
Bracie, pki Ponarom staa, Niemnowi p3yn1a,
Pty w Litwie Soplicw imieniowi s3yn1a;
Wnukw, prawnukw bedzie Jagie33w stolica
Wskazywaa palcem, mwi1c: oto jest Soplica,
Z tych Soplicw, co pierwsi zrobili powstanie!
A na to Sedzia: Mniejsza o ludzkie gadanie;
Nigdy nie dba3em bardzo o pochwa3y oewiata,
Bg oewiadkiem, .em nie winien grzechw mego brata;
W polityke jam nigdy bardzo sie nie wdawa3,
Urzeduj1c i orz1c mojej ziemi kawa3;
Lecz jestem szlachcic, rad bym plame domu zmazaa,



Jestem Polak, dla kraju rad bym cooe dokazaa,
Choa dusze oddaa. W szable nie by3em zbyt tegi,
Wszak.e bierali ludzie i ode mnie ciegi;
Wie oewiat, .e w czasie polskich ostatnich sejmikw
Wyzwa3em i zrani3em dwoch braci Buzwikw,
Ktrzy... Ale to mniejsza. Jak.e Wasze myoeli?
Czy potrzeba, .ebyoemy zaraz w pole wyszli?
Strzelcw zebraa - rzecz 3atwa; prochu mam dostatek,
W plebaniji u ksiedza jest kilka armatek;
Przypominam, i. Jankiel mwi3, i. u siebie
Ma groty do lanc, .e je moge wzi1a w potrzebie;
Te groty przywiz3 w pakach gotowych z Krlewca
Pod sekretem; weYmiem je, zaraz zrobim drzewca,
Szabel nam nie zabraknie, szlachta na kon wsiedzie,
Ja z synowcem na czele i? - jakooe to bedzie !


O polska krwi! - zawo3a3 Bernardyn wzruszony,
Z otwartemi skoczywszy na Sedzie ramiony. -
Prawe dziecie Soplicw! Tobie Bg przeznacza
Oczyoecia grzechy brata twojego, tu3acza;
Zawszem ciebie szanowa3, ale od tej chwili
Kocham cie, jak gdybyoemy braci1 sobie byli!
Przygotujemy wszystko, lecz wyjoea nie czas jeszcze;
Ja sam wyznacze miejsce i czas wam obwieszcze.
Wiem, .e car wys3a3 goncw do Napoleona
Prosia o pokj; wojna nie jest og3oszona;
Lecz ksi1.e Jzef s3ysza3 od pana Biniona,
Francuza; co nale.y do cesarskiej rady,
e sie na niczem skoncz1 wszystkie te uk3ady,



e bedzie wojna. Ksi1.e wys3a3 mnie na zwiady
Z rozkazem, .eby byli Litwini gotowi
Dowieoea przychodz1cemu Napoleonowi,
e chc1 z31czya sie znowu z siostr1 sw1, Koron1,
I .1daj1, a.eby Polske przywrcono.
Tymczasem bracie, z Hrabi1 trzeba przyjoea do zgody;
Jest to dziwak, fantastyk troche, ale m3ody,
Poczciwy, dobry Polak; potrzebny nam taki;
W rewolucyjach bardzo potrzebne dziwaki,
Wiem z dooewiadczenia; nawet g3upi sie przydadz1,
Byle tylko poczciwi i pod m1drych w3adz1.
Hrabia pan, ma u szlachty wielkie zachowanie;
Ca3y powiat ruszy sie, jeoeli on powstanie;
Znaj1c jego maj1tek, ka.dy szlachcic powie:
Musi to bya rzecz pewna, gdy z ni1 s1 panowie.
Biege do niego zaraz.


Niech sie pierwszy zg3osi -
Rzek3 Sedzia - niech przyjedzie tu, mnie niech przeprosi;
Wszak jestem starszy wiekiem, jestem na urzedzie!
Co sie tycze procesu, s1d arbitrw bedzie...
Bernardyn trzasn13 drzwiami. No, szczeoeliwa droga! -
Rzek3 Sedzia.


Ksi1dz wpad3 w powz stoj1cy u proga,
Tnie biczem konie, 3echce lejcami po bokach;
Furkne3a ka3amaszka, ginie w mg3y ob3okach,
Tylko kiedy niekiedy kaptur mnicha bury
Wznosi sie nad tumany jako sep nad chmury.



WoYny ju. dawniej wyszed3 ku domowi Hrabi.
Jak lis bywalec, gdy go won s3oniny wabi,
Bie.y ku niej, a strzelcw zna fortele skryte,
Bie.y, staje, przysiada coraz, wznosi kite
I wiatr ni1 jak wachlarzem ku swym nozdrzom tuli,
Pyta wiatru, czy strzelcy jad3a nie zatruli:
Protazy zeszed3 z drogi i wzd3u. siano.eci
Kr1.y oko3o domu: pa3ke w reku kreci,
Udaje, .e obaczy3 kedyoe byd3o w szkodzie;
Tak zrecznie lawiruj1c stan13 przy ogrodzie;
Schyli3 sie, bie.y, rzek3byoe, i. derkacza tropi,
A. nagle skoczy3 przez p3ot i wpad3 do konopi.


W tej zielonej, pachn1cej i gestej krzewinie,
Ko3o domu, jest pewny przytu3ek zwierzynie
I ludziom. Nieraz zaj1c zdybany w kapuoecie
Skacze skrya sie w konopiach bezpieczniej ni. w chruoecie,
Bo go dla gestwi ziela ani chart nie zgoni,
Ani ogar wywietrzy dla zbyt tegiej woni.
W konopiach cz3owiek dworski, uchodz1c kanczuka
Lub pieoeci, siedzi cicho, a. sie pan wyfuka.
I nawet czesto zbiegli od rekruta ch3opi,
Gdy ich rz1d oeledzi w lasach, siedz1 oerd konopi.
I st1d w czasie bitew, zajazdw, tradowan
Obie strony nie szczedz1 wielkich usi3owan,
A.eby stanowisko zaj1a konopiane,
Ktre z przodu ci1gnie sie a. pod dworsk1 oeciane,
A z ty3u, pospolicie stykaj1c sie z chmielem,
Kryje atak i odwrt przed nieprzyjacielem.



Protazy, choa cz3ek oemia3y, uczu3 nieco strachu,
Bo przypomnia3 z samego rooeliny zapachu
R.ne swoje dawniejsze woYnienskie przypadki,
Jedne po drugich, bior1c konopie na oewiadki:
Jako raz zapozwany szlachcic z Telsz, Dzindolet,
Rozkaza3 mu, opar3szy o piersi pistolet,
WleYa pod st3 i w pozew psim g3osem odszczekaa,
e WoYny musia3 co tchu w konopie uciekaa.
Jak pYniej Wo3odkowicz, pan dumny, zuchwa3y,
Co rozpedza3 sejmiki, gwa3ci3 trybuna3y,
Przyj1wszy urzedowy pozew, zdar3 na sztuki
I postawiwszy przy drzwiach z kijami hajduki,
Sam nad WoYnego g3ow1 trzyma3 go3y rapier,
Krzycz1c: Albo cie zetne, albo zjedz twj papier!
WoYny niby jeoea zacz13, jak cz3owiek roztropny,
A. skrad3szy sie do okna, wpad3 w ogrd konopny.


Wprawdzie ju. wtenczas w Litwie nie by3o zwyczajem
Opedzaa sie od pozww szabl1 lub nahajem
I ledwie woYny czasem us3ysza3 3ajanie,
Ale Protazy o tej obyczajw zmianie
Wiedziea nie mg3, bo dawno ju. pozww nie nasza3.
Choa zawsze gotw, choa sie Sedziemu sam wprasza3,
Sedzia dot1d, przez winny wzgl1d na lata stare,
Odmawia3 jego prooebom; dzioe przyj13 ofiare
Dla nagl1cej potrzeby.
WoYny patrzy, czuwa -
Cicho wszedzie - w konopie z wolna rece wsuwa
I rozchylaj1c gestwe badylw, w jarzynie



Jako rybak pod wod1 nurkuj1cy p3ynie;
Wznis3 g3owe - cicho wszedzie - do okien sie skrada -
Cicho wszedzie - przez okna g31b pa3acu bada -
Pusto wszedzie. - Na ganek wchodzi nie bez strachu,
Odmyka klamke - pusto jak w zakletym gmachu;
Dobywa pozew, czyta g3ooeno ooewiadczenie.
A wtem us3ysza3 tarkot, uczu3 serca dr.enie,
Chcia3 uciec, gdy ode drzwi zasz3a mu osoba -
Szczeoeciem znajoma! Robak! Zdziwili sie oba.


Widno, .e Hrabia kedyoe ruszy3 z ca3ym dworem
I bardzo spieszy3, bo drzwi zostawi3 otworem.
Widaa, .e sie uzbraja3; le.a3y dwrurki
I sztucce na pod3odze, dalej sztenfle, kurki
I narzedzia oelusarskie, ktremi rynsztunki
Poprawiano; proch, papier: robiono 3adunki.
Czy Hrabia z ca3ym dworem wyjecha3 na 3owy?
Ale po co. bron reczna? Tu szabla bez g3owy
Zardzewia3a, tam le.y szpada bez temlaku:
Zapewne wybierano ore. z tego braku
I poruszono nawet stare broni sk3ady.
Robak obejrza3 pilnie rusznice i szpady,
A potem do folwarku wybra3 sie na zwiady,
Szukaj1c s3ug, .eby sie rozpytaa o Hrabie;
W pustym folwarku ledwie wynalaz3 dwie babie,
Od ktrych s3yszy, .e pan i dworska dru.yna
Ruszyli t3umnie, zbrojnie - drog1 do Dobrzyna.



S3ynie szeroko w Litwie Dobrzynski zaoecianek
Mestwem swoich szlachcicw, pieknooeci1 szlachcianek.
Niegdyoe mo.ny i ludny; bo gdy krl Jan Trzeci
Obwo3a3 pospolite ruszenie przez wici,
Chor1.y wojewdztwa z samego Dobrzyna
Przywid3 mu szeoeaset zbrojnej szlachty. Dzioe rodzina
Zmniejszona, zubo.a3a; dawniej w panskich dworach
Lub wojsku, na zajazdach, sejmikowych zborach,
Zwykli byli Dobrzynscy .ya o 3atwym chlebie.
Teraz zmuszeni sami pracowaa na siebie
Jako zacie.ne ch3opstwo! Tylko .e siermiegi
Nie nosz1, lecz kapoty bia3e w czarne pregi,
A w niedziele kontusze. Strj tak.e szlachcianek
Najubo.szych r.ni sie od ch3opskich katanek:
Zwykle chodz1 w drylichach albo perkaliczkach,
Byd3o pas1 nie w 3apciach z kory, lecz w trzewiczkach,
I .n1 zbo.e, a nawet przed1 - w rekawiczkach.


R.nili sie Dobrzynscy miedzy Litw1 braci1
Jezykiem swoim tudzie. wzrostem i postaci1.
Czysta krew lacka, wszyscy mieli czarne w3osy,
Wysokie czo3a, czarne oczy, orle nosy;
Z Dobrzynskiej Ziemi rd swj staro.ytny wiedli.
A choa od lat czterystu na Litwie osiedli,
Zachowali mazursk1 mowe i zwyczaje.
JeYli ktry z nich dziecku imie na chrzcie daje,
Zawsze zwyk3 za patrona braa Koronijasza:
OEwietego Bart3omieja albo Matyjasza.
Tak syn Macieja zawzdy zwa3 sie Bart3omiejem,



A znowu Bart3omieja syn zwa3 sie Maciejem;
Kobiety wszystkie chrzczono Kachny lub Maryny.


By rozeznaa sie wpooerd takiej mieszaniny,
Brali r.ne przydomki, od jakiej zalety
Lub wady, tak me.czyYni, jako i kobiety.
Me.czyznom czasem kilka dawano przydomkw
Na znak pogardy albo szacunku sp3ziomkw;
Czasem jeden.e szlachcic inaczej w Dobrzynie,
A pod innym nazwiskiem u s1siadw s3ynie.
Dobrzynskich naoeladuj1c, inna szlachta bliska
Bra3a rwnie. przydomki, zwane i m i o n i s k a.
Teraz ich ka.da prawie u.ywa rodzina,
A rzadki wie, i. maj1 pocz1tek z Dobrzyna;
I by3y tam potrzebne, kiedy w reszcie kraju
G3upim naoeladownictwem wesz3y do zwyczaju.


Wiec Matyjasz Dobrzynski, ktry sta3 na czele
Ca3ej rodziny, zwan by3 K u r k i e m n a k o oe c i e l e.
Potem z siedemset dziewieadziesi1t czwartym rokiem
Odmieniwszy przydomek, ochrzci3 sie Z a b o k i e m;
To. K r  1 i k i e m Dobrzynscy mianuj1 go sami,
A Litwini nazwali M a a k i e m n a d M a a k a m i.


Jak on nad Dobrzynskimi, dom jego nad sio3em
Panowa3, stoj1c miedzy karczm1 i kooecio3em.
Widaa rzadko zwiedzany, mieszka w nim ho3ota,
Bo brama sterczy bez wrot, ogrody bez p3ota,
Nie zasiane, na grzedach ju. poros3y brzozki;



Przecie. ten folwark zda3 sie bya stolic1 wioski,
I. kszta3tniejszy od innych chat, bardziej rozleg3y,
I praw1 strone, gdzie jest oewietlica, mia3 z ceg3y.
Obok lamus, spichrz, gumno, obora i stajnie,
Wszystko w kupie, jak bywa u szlachty zwyczajnie.


Wszystko nadzwyczaj stare, zgni3e; domu dachy
OEwieci3y sie, jak gdyby od zielonej blachy,
Od mchu i trawy, ktra buja jak na 31ce.
Po strzechach gumien - niby ogrody wisz1ce
R.nych rooelin: pokrzywa i krokos czerwony,
3ta dziewanna, szczyru barwiste ogony,
Gniazda ptastwa r.nego, w strychach go3ebniki,
W oknach gniazda jask3cze, u progu krliki
Bia3e skacz1 i ryj1 w niedeptanej darni.
S3owem, dwr na kszta3t klatki albo krlikarni.


A dawniej by3 obronny! Pe3no wszedzie oeladw,
e wielkich i .e czestych doznawa3 napadw.
Pod bram1 dot1d w trawie, jak dziecieca g3owa
Wielka, le.a3a kula .elazna dzia3owa
Od czasw szwedzkich; niegdyoe skrzyd3o wrt otwarte
Bywa3o o te kule jak o g3az oparte.
Na dziedzincu spomiedzy pio3unu i chwastu
Wznosz1 sie stare szczety krzy.w kilkunastu
Na ziemi nieoewieconej; znak, .e tu chowano
Poleg3ych oemierci1 nag31 i niespodziewan1.
Kto by uwa.a3 z bliska lamus, spichrz i chate,
Ujrzy oeciany od ziemi do szczytu pstrokate



Niby rojem owadw czarnych; w ka.dej plamie
Siedzi we oerodku kula jak trzmiel w ziemnej jamie.


U drzwi domostwa wszystkie klamki, awieki, haki,
Albo uciete, albo nosz1 szabel znaki:
Pewnie tu probowano hartu zygmuntwek,
Ktremi mo.na oemia3o awieki obci1a z g3wek
Lub hak przer.n1a, w brzeszczocie nie zrobiwszy szczerby.
Nade drzwiami Dobrzynskich widne by3y herby;
Lecz armature - serw zas3oni3y pu3ki
I zasklepi3y gesto gniazdami jask3ki.


Wewn1trz samego domu, w stajni i wozowni,
Pe3no znajdziesz rynsztunkw, jak w starej zbrojowni.
Pod dachem wisz1 cztery ogromne szyszaki,
Ozdoby cz3 marsowych: dzioe Wenery ptaki,
Go3ebie, w nich gruchaj1c karmi1 swe piskleta.
W stajni kolczuga wielka nad .3obem rozpieta
I pieroecieniasty pancerz s3u.1 za drabine,
W ktr1 ch3opiec zarzuca Yrebcom dziecieline.
W kuchni kilka rapierw kucharka bezbo.na
Odhartowa3a, k3ad1c je w piec zamiast ro.na;
Bunczukiem, 3upem z Wiednia, otrzepywa .arna:
S3owem, wygna3a Marsa Ceres gospodarna
I panuje z Pomon1, Flor1 i Wertumnem
Nad Dobrzynskiego domem, stodo31 i gumnem.


Ale dzioe musz1 znowu ust1pia boginie:
Mars powraca.



O oewicie zjawi3 sie w Dobrzynie
Konny pos3aniec; biega od chaty do chaty,
Budzi jak na panszczyzne; wstaj1 szlachta braty,
Nape3niaj1 sie ci.b1 zaoecianku ulice,
S3ychaa krzyk w karczmie, widaa w plebaniji oewice;
Bieg1; jeden drugiego pyta, co to znaczy,
Starzy sk3adaj1 rade, m3dY konie kulbaczy,
Kobiety zatrzymuj1, ch3opcy sie szamoc1,
Rw1 sie biec, bia sie, ale nie wiedz1, z kim, o co?
Musz1 chc1c nie chc1c zostaa. W mieszkaniu plebana
Trwa rada d3uga, t3umna, strasznie zamieszana,
A. nie mog1c zdan zgodzia, na koniec stanowi
Prze3o.ya ca31 sprawe ojcu Maciejowi.


Siedemdziesi1t dwa lat liczy3 Maciej, starzec dziarski,
Niskiego wzrostu, dawny konfederat barski.
Pamietaj1 i swoi, i nieprzyjaciele
Jego damaskowan1 krzyw1 karabele,
Ktr1 piki i sztyki rzeza3 na kszta3t sieczki
I ktrej .artem skromne da3 imie R  z e c z k i.
Z konfederata sta3 sie stronnikiem krlewskim
I trzyma3 z Tyzenhauzem, podskarbim litewskim;
Lecz gdy krl w Targowicy przyj13 uczestnictwo,
Maciej opuoeci3 znowu krlewskie stronnictwo,
I st1d to, .e przechodzi3 partyi tak wiele,
Nazywany by3 dawniej K u r k i e m n a k o oe c i e l e,
e jak kurek za wiatrem chor1giewke zwraca3.
Przyczyne zmian tak czestych na pr.no byoe maca3:
Mo.e Maciej zbyt wojne lubi3; zwycie.ony



W jednej stronie, znw bitwy szuka3 z drugiej strony?
Mo.e, bystry polityk, duch czasu zbadywa3
I tam szed3, gdzie Ojczyzny dobro upatrywa3?
Kto wie! To pewna, .e go nigdy nie uwiod3y
Ani chea osobistej chwa3y, ni zysk pod3y,
I .e nigdy z moskiewsk1 partyj1 nie trzyma3;
Na sam widok Moskala pieni3 sie i z.yma3.
By nie spotkaa Moskala, po kraju zaborze
Siedzia3 w domu, jak niedYwiedY, gdy ssie 3ape w borze.


Ostatni raz wojowa3, poszed3szy z Oginskim
Do Wilna, gdzie s3u.yli oba pod Jasinskim.
I tam z Rzeczk1 cudw dokaza3 odwagi.
Wiadomo, .e sam jeden skoczy3 z wa3w Pragi
Bronia pana Pocieja, ktry, odbie.any
Na placu boju, dosta3 dwadzieoecia trzy rany.
Myoelano d3ugo w Litwie, .e obu zabito;
Wrcili oba, ka.dy pok3uty jak sito.
Pan Pociej, zacny cz3owiek, chcia3 zaraz po wojnie
Obronce Dobrzynskiego wynagrodzia hojnie,
Dawa3 mu folwark pieciu dymw w do.ywocie
I wyznaczy3 mu rocznie tysi1c z3otych w z3ocie.
Lecz Dobrzynski odpisa3: Niech Pociej Macieja,
A nie Maciej Pocieja ma za dobrodzieja.
Odmwi3 wiec folwarku i nie przyj13 p3acy;
Sam wrciwszy do domu, .y3 z w3asnej r1k pracy,
Sprawuj1c ule dla pszcz3, lekarstwa dla byd3a,
Szl1c na targ kuropatwy, ktre 3owi3 w sid3a,
I poluj1c na zwierza.



By3o dooea w Dobrzynie
Starych ludzi roztropnych, ktrzy po 3acinie
Umieli i w palestrze awiczyli sie z m3odu;
By3o dooea majetniejszych; a z ca3ego rodu
Maciek, prostak ubogi, by3 najwiecej czczony,
Nie tylko jako rebacz Rzeczk1 ws3awiony,
Lecz jako cz3ek m1drego i pewnego zdania,
Znaj1cy dzieje kraju, rodziny podania,
Zarwno oewiadom prawa, jak i gospodarstwa.
Wiedzia3 tak.e sekreta strzelcw i lekarstwa,
Przyznawano mu nawet (czemu pleban przeczy)
Wiadomooea nadzwyczajnych i nadludzkich rzeczy.
To pewna, .e powietrza zmiany zna dok3adnie
I czeoeciej ni. kalendarz gospodarski zgadnie.
Nie dziw tedy, .e czy to siejbe rozpoczynaa,
Czy wiciny wyprawiaa, czy zbo.e za.ynaa,
Czy procesowaa, czyli zawieraa uk3ady,
Nie dzia3o sie w Dobrzynie nic bez Maaka rady.


Wp3ywu takiego starzec bynajmniej nie szuka3,
Owszem, chcia3 sie go pozbya, klijentw swych fuka3
I najczeoeciej wypycha3 milczkiem za drzwi domu,
Rady rzadko udziela3 i nie lada komu,
Ledwie w niezmiernie wa.nych sporach lub umowach
Pytany wyrzek3 zdanie, i w niewielu s3owach.
Myoelano, .e dzisiejszej podejmie sie sprawy
I stanie sw1 osob1 na czele wyprawy;
Bo bijatyke lubi3 niezmiernie za m3odu
I by3 nieprzyjacielem moskiewskiego rodu.



W3aoenie staruszek chodzi3 po samotnym dworze,
Nuc1c piosenke: Kiedy ranne wstaj1 zorze,
Rad, .e sie wypogadza; mg3a nie sz3a do gry,
Jak sie dziaa zwyk3o, kiedy zbieraj1 sie chmury,
Ale coraz spada3a; wiatr rozwin13 d3onie
I mg3e muska3, wyg3adza3, rozoecie3a3 na b3onie;
Tymczasem s3onko z gry tysi1cem promieni
T3o przetyka, posrebrza, wyz3aca, rumieni.
Jak para mistrzw w S3ucku lity pas wyrabia:
Dziewica, siedz1c w dole, krooeny ujedwabia
I t3o rek1 wyg3adza, tymczasem tkacz z gry
Zrzuca jej nitki srebra, z3ota i purpury,
Tworz1c barwy i kwiaty - tak dzioe ziemie ca31
Wiatr tumanami osnu3, a s3once dzier.ga3o.


Maciej ogrza3 sie s3oncem, zakonczy3 pacierze
I ju. sie do swojego gospodarstwa bierze.
Wynis3 traw, lioecia; usiad3 przed domem i oewisn13:
Na ten oewist rj krlikw spod ziemi wytrysn13.
Jako narcyzy nagle wykwit3e nad trawe,
Biel1 sie d3ugie s3uchy; pod nimi jaskrawe
Przeoewiecaj1 sie oczki jak krwawe rubiny
Gesto wszyte w aksamit zielonej darniny.
Ju. krliki na 3apkach stoj1, ka.dy s3ucha,
Patrzy, na koniec ca3a trzdka bia3opucha
Bie.y do starca, lioeami kapusty znecona,
Do ng mu, na kolana skacze, na ramiona;
On, sam bia3y jak krlik, lubi ich gromadzia
Wko3o siebie i rek1 ciep3y ich puch g3adzia,



A drug1 rek1 z czapki proso w trawe miota
Dla wrblw; spada z dachw krzykliwa ho3ota.


Gdy sie staruszek bawi3 widokiem biesiady,
Nagle krliki znik3y w ziemi, a gromady
Wrblw na dach uciek3y przed gooeami nowymi,
Ktrzy szli do folwarku krokami predkimi.
Byli to z plebaniji przez szlachty gromade
Pos3owie wyprawieni do Maaka po rade.
Z dala witaj1c starca niskiemi uk3ony,
Rzekli: Niech bedzie Jezus Chrystus pochwalony.
Na wieki wiekw, amen - starzec odpowiedzia3,
A gdy sie o wa.nooeci poselstwa dowiedzia3,
Prosi do chaty; weszli, zasiadaj1 3awe,
Pierwszy z pos3w sta3 w oerodku i j13 zdawaa sprawe.


Tymczasem szlachty coraz geoeciej przybywa3o.
Dobrzynscy prawie wszyscy; s1siadw niema3o
Z okolicznych zaoeciankw, zbrojni i bezbronni,
W ka3amaszkach i bryczkach, i piesi, i konni,
Stawi1 wozy, podjezdki do brzezinek wi1.1,
Ciekawi skutku narad ko3o domu kr1.1:
Ju. izbe nape3nili, kupi1 sie do sieni;
Inni s3uchaj1, w okna g3owami wcioenieni.



KSIEGA SIDMA
RADA


Treoea:
Zbawienne rady Bartka, zwanego Prusak - G3os .o3nierski Maaka
Chrzciciela - G3os polityczny pana Buchmana - Jankiel radzi ku zgodzie,
ktr1 Scyzoryk rozcina - Rzecz Gerwazego, z ktrej okazuj1 sie wielkie
skutki wymowy sejmowej - Protestacja starego Maaka - Nag3e przybycie
posi3kw wojennych zrywa narade - Hej.e na Soplice!



Z kolei Bartek pose3 rzecz sw1 wyprowadza3;
Ten, .e czesto na strugach do Krlewca chadza3,
Nazwany by3 Prusakiem od swych sp3rodakw
Przez .art, bo nienawidzi3 okropnie Prusakw,
Choa lubi3 o nich gadaa; cz3ek podesz3y w lata,
W podr.ach swych dalekich wiele zwiedzi3 oewiata;
Gazet pilny czytelnik, polityki oewiadom,
Mg3 wiec niema3o oewiat3a udzielia obradom.
Ten tak rzecz konczy3:


Nie jest to, Panie Macieju,
Bracie mj, a nas wszystkich Ojcze Dobrodzieju,
Nie jest to marna pomoc. Ja bym na Francuzw
Spuoeci3 sie w czasie wojny jak na czterech tuzw:
Lud bitny, a od czasw pana Tadeusza
Kooeciuszki oewiat takiego nie mia3 genijusza
Wojennego jak wielki Cesarz Bonaparte.


Pamietam, kiedy przeszli Francuzi przez Warte,
Bawi3em za granic1 wtenczas, w roku Panskim
Tysi1cznym osimsetnym szstym; w3aoenie z Gdanskiem
Handlowa3em, a krewnych mam wielu w Poznanskiem.
JeYdzi3em ich odwiedzia; wiec z panem Jzefem
Grabowskim, ktry teraz jest rejmentu szefem,
A podwczas .y3 na wsi blisko Obiezierza,
Polowalioemy sobie na ma3ego Ywierza.
By3 pokj w Wielko - Polszcze, jak teraz na Litwie;
Wtem nagle rozesz3a sie wieoea o strasznej bitwie;
Przybieg3 do nas pos3aniec od pana Todwena,



Grabowski list przeczyta3, krzykn13: <<Jena! Jena!
Zbito Prusakw na 3eb, na szyje, wygrana!>>
Ja, z konia zsiad3szy, zaraz pad3em na kolana,
Dziekuj1c Panu Bogu.


Do miasta jedziemy
Niby dla interesu, niby nic nie wiemy,
A. tu widzimy: wszystkie landraty, hofraty,
Komisarze i wszystkie podobne psubraty
K3aniaj1 sie nam nisko; ka.dy dr.y, blednieje,
Jako owad prusaczy, gdy wrz1tkiem kto zleje.
My oemiej1c sie, tr1c rece, prosim uni.enie
O nowinki? pytamy, co s3ychaa o Jenie?
Tu ich strach zdj13, dziwi1 sie, .e o klesce owej
Ju. wiemy; krzycz1 Niemcy: <<Achary Got! o wej!>>
Spuoeciwszy nos, do domw, z domw dalej w nogi -
O, to by3 rwetes! Wszystkie wielkopolskie drogi
Pe3ne uciekaj1cych; niemczyska jak mrowie
Pe3zn1, ci1gn1 pojazdy, ktre lud tam zowie
Wageny i fornalki; me.czyYni, kobiety,
Z fajkami, z imbryczkami, wlek1 pud3a, bety;
Drapi1, jak mog1; a my milczkiem wchodzim w rade:
Hej.e na kon, pomieszaa Niemcom rejterade!
Nu. landratom t3uc w karki, z hofratw drzea schaby,
A herw oficerw 3owia za harcaby -
A jenera3 D1browski wpada do Poznania
I cesarski przynosi rozkaz: do powstania!
W tydzien jeden - tak lud nasz Prusakw wych3osta3
I wygna3, na lekarstwo Niemca byoe nie dosta3!



Gdyby sie tak obrcia i gracko, i raYnie,
I u nas w Litwie sprawia Moskwie tak1 3aYnie?
He? co myoelisz, Macieju? Jeoeli z Bonapartem
Moskwa drze koty, to on wojuje nie .artem:
Bohater pierwszy w oewiecie, a wojsk ma bez liku!
He, c. myoelisz, Macieju, nasz ojcze Krliku?


Skonczy3. Czekaj1 wszyscy Macieja wyroku.
Maciej g3owy nie ruszy3 ani podnis3 wzroku,
Tylko rek1 kilkakroa uderzy3 po boku,
Jak gdyby szabli szuka3 (od zaboru kraju
Szabli nie nosi3; przecie. z dawnego zwyczaju
Na wspomnienie Moskala zawsze reke zwraca3
Na lewy bok, zapewne Rzeczki swej maca3;
I st1d by3 nazywany powszechnie Zabokiem).
Ju. wznis3 g3owe, s3uchaj1 w milczeniu g3ebokiem.
Maciej oczekiwanie powszechne omyli3,
Nachmurzy3 brwi i znowu g3owe na pieroe schyli3.
Na koniec odezwa3 sie, z wolna ka.de s3owo
Wymawiaj1c z przyciskiem, a w takt kiwa3 g3ow1:


Cicho! sk1d.e ta ca3a nowina pochodzi?
Jak daleko Francuzi? Kto nimi dowodzi?
Czy ju. wojne zaczeli z Moskw1? gdzie i o co?
Ktredy maj1 ci1gn1a? z jak1 id1 moc1?
Wiele piechoty, jazdy? Kto wie, niechaj gada!


Milcza3a, patrz1c na sie kolejno, gromada.
Radzi3bym - rzecze Prusak - czekaa bernardyna



Robaka, bo od niego pochodzi nowina;
Tymczasem pos3aa pewnych szpiegw nad granice
I po cichu uzbrajaa ca31 okolice,
A tymczasem ostro.nie ca31 rzecz prowadzia,
Aby Moskalom naszych zamiarw nie zdradzia.


He! czekaa? szczekaa? zwlekaa? -
przerwa3 Maciej drugi,
Ochrzczony Kropicielem od wielkiej maczugi,
Ktr1 zwa3 Kropide3kiem; mia3 j1 dzioe przy sobie.
Stan13 za ni1, na ga3ce zwiesi3 rece obie,
Na reku opar3 brode krzycz1c: Czekaa! zwlekaa!
Sejmikowaa! Hem, trem, brem, a potem uciekaa.
Ja w Prusach nie bywa3em; rozum krlewiecki
Dobry dla Prus, a u mnie jest rozum szlachecki.
To wiem, .e kto chce bia sie, niech Kropid3o chwyta,
Kto umieraa, ten ksiedza niech wo3a, i kwita!
Ja chce .ya, bia! Bernardyn po co? czy my .aki?
Co mi tam Robak! ot. my bedziem robaki,
I dalej Moskwe toczya! trem, bdrem, szpiegi, wzwiady;
Wiecie wy, co to znaczy? - Oto, .e wy dziady,
Niedo3egi! He, Bracia! to wy.la rzecz tropia,
Bernardynska kwestowaa, a moja rzecz: kropia,
Kropia, kropia i kwita! - Tu maczuge g3asn13,
Za nim ca3y t3um szlachty: Kropia, kropia! - wrzasn13.


Popar3 strone Chrzciciela Bartek, zwan Brzytewka,
Od szabli cienkiej, tudzie. Maciej, zwan Konewka,
Od sztuaca, ktry nasza3, z gard3em tak szerokiem,



e zen, jak z konwi tuzin kulek la3 potokiem;
Oba krzyczeli: Wiwat Chrzciciel z Kropide3kiem!
Prusak chcia3 mwia, ale zg3uszono go zgie3kiem
I oemiechem: Precz - wo3ano - precz Prusaki, tchrze!
Kto tchrz, niech w bernardynskim chowa sie kapturze.


Wtem znowu g3owe z wolna podnis3 Maciej stary
I zacze3y cokolwiek uciszaa sie gwary.
Nie drwijcie - rzek3 - z Robaka;
znam go, to awik klecha,
Ten robaczek wiekszego od was zgryz3 orzecha;
Raz go tylko widzia3em, ledwiem okiem rzuci3,
Pozna3em, co za ptaszek; ksi1dz oczy odwrci3,
Lekaj1c sie, .ebym go nie zacz13 spowiadaa;
Ale to rzecz nie moja, wiele o tym gadaa!
On tu nie przyjdzie, pr.no wzywaa Bernardyna.
Jeoeli od niego wysz3a ta ca3a nowina,
To kto wie, w jakim celu: bo to bies ksie.yna!
Jeoeli prcz tej nowiny nic wiecej nie wiecie,
Wiec po cooecie tu przyszli? i czego wy chcecie?


Wojny! - krzykneli. - Jakiej? - spyta3. - Zawo3ali:
Wojny z Moskalem! bia sie! Haj.e na Moskali!


Prusak wci1. wo3a3, a g3os coraz wy.ej wznosi3,
A. pos3uchanie czeoeci1 uk3onem wyprosi3,
Czeoeci1 zdoby3 sw1 mow1 krzykliw1 i cienk1.
I ja chce bia sie - wo3a3, t3uk1c sie w pieroe rek1 -
Choa kropid3a nie nosze, dr1giem od wiciny



Sprawi3em raz Prusakom czterem dobre chrzciny,
Ktrzy mie po pjanemu chcieli w Preglu topia.
Tooe zuch, Bartku - rzek3 Chrzciciel -
dobrze! kropia kropia!
Ale., najs3odszy Jezu! trzeba pierwej wiedziea,
Z kim wojna? o co? Trzeba to oewiatu powiedziea -
Wo3a3 Prusak - bo jak.e lud ruszy za nami?
Gdzie pjdzie, kiedy, gdzie ioea, my nie wiemy sami!
Bracia Szlachta! Panowie! potrzeba rozs1dku!
Dobrodzieje! potrzeba 3adu i porz1dku!
Chcecie wojny, wiec zrbmy konfederacyj1,
Obmyoelmy, gdzie zawi1zaa i pod lask1 czyj1?
Tak by3o w Wielko - Polszcze: widzim rejterade
Niemieck1, c. my robim! Wchodzim tajnie w rade,
Uzbrajamy i szlachte, i w3ooecian gromade,
Gotowi, D1browskiego czekamy rozkazu,
Na koniec, haj.e na kon! powstajem od razu!


Prosze o g3os! - zawo3a3 pan komisarz z Klecka,
Cz3owiek m3ody, przystojny, ubrany z niemiecka;
Zwa3 sie Buchman, lecz Polak by3, w Polszcze sie rodzi3;
Nie wiedziea pewnie, czyli ze szlachty pochodzi3,
Lecz o to nie pytano; i wszyscy Buchmana
Szacowali, i. s3u.y3 u wielkiego pana.
By3 dobry patryjota i pe3en nauki,
Z ksi1g obcych wyuczy3 sie gospodarstwa sztuki
I dbr administracj1 prowadzi3 porz1dnie;
O polityce tak.e wnioskowa3 rozs1dnie,
Pieknie pisaa i g3adko umia3 sie wys3awiaa,



Zatem umilkli wszyscy, kiedy j13 rozprawiaa.
Prosze o g3os! - powtrzy3, po dwakroa odchrz1kn13,
Uk3oni3 sie i usty dYwiecznemi tak brz1kn13:


Preopinanci moi w swych g3osach wymownych
Dotkneli wszystkich punktw stanowczych i g3ownych,
Dyskusyj1 na wy.sze wznieoeli stanowisko;
Mnie tylko pozostaje w jedno zj1a ognisko
Rzucone trafne myoeli i rozumowania;
Mam nadzieje w ten sposb sprzeczne zgodzia zdania.
Dwie czeoeci dyskusyi ca3ej uwa.a3em,
Podzia3 ju. jest zrobiony, ide tym podzia3em.
Naprzd: dlaczego mamy przedsiebraa powstanie?
W jakim duchu? to pierwsze .ywotne pytanie;
Drugie rewolucyjnej w3adzy sie dotycze;
Podzia3 jest trafny, tylko przewrcia go .ycze.
Naprzd zacz1a od w3adzy; skoro pojmiem w3adze,
Z niej powstania istote, duch, cel wyprowadze.
Co do w3adzy wiec - kiedy oczyma przebiegam
Dzieje ca3ej ludzkooeci, i c. w nich spostrzegam?
Oto rd ludzki dziki, w lasach rozpierzchniony,
Skupia sie, zbiera, 31czy dla wsplnej obrony,
Obmyoela j1; i to jest najpierwsza obrada.
Potem ka.dy wolnooeci w3asnej cz1stke sk3ada
Dla dobra powszechnego: to pierwsza ustawa,
Z ktrej jako ze Yrd3a p3yn1 wszystkie prawa.
Widzimy tedy, .e rz1d umow1 sie tworzy,
Nie pochodz1c, jak mylnie s1dz1, z woli Bo.j.
Owo., rz1d na kontrakcie opar3szy spo3ecznym,
Podzia3 w3adzy ju. tylko jest skutkiem koniecznym...



Ot. s1 i kontrakty! kijowskie czy minskie? -
Rzek3 stary Maciej - owo. i rz1dy babinskie!
Panie Buchman, czy Bg nam chcia3 cara narzucia,
Czy diabe3, ja z Waszeci1 nie bede sie k3cia;
Panie Buchman, gadaj Waoea, jakby cara zrucia.


Tu sek! - krzykn13 Kropiciel - gdybym mg3 podskoczya
Do tronu i Kropid3em, plusk, raz cara zmoczya,
To ju. by on nie wrci3 ni kijowskim traktem,
Ni minskim, ni za .adnym Buchmana kontraktem,
Aniby go wskrzesili z mocy Bo.ej popi,
Ni z mocy Belzebuba - ten mi zuch, kto kropi.
Panie Buchman, Waoecina rzecz bardzo wymowna,
Ale wymowa - szum, drum; kropia - to rzecz g3owna.


To, to, to! - pisn13, rece tr1c, Bartek Brzytewka,
Od Chrzciciela do Maaka biegaj1c jak cewka,
Od jednej strony krosien przerzucana w drug1 -
Tylko ty, Maaku z Rzg1, ty, Maaku z maczug1,
Tylko zgodYcie sie, dalbg, pobijem na druzgi
Moskala; Brzytew idzie pod komende Rzgi.


Komenda - przerwa3 Chrzciciel - dobra ku paradzie;
U nas by3a komenda w kowienskiej brygadzie
Krtka a wez3owata: Strasz, sam sie nie strachaj -
Bij, nie daj sie - postepuj czesto, gesto machaj:
Szach, mach!
To - pisn13 Brzytwa - to mi regulament!
Po co tu pisaa akta, po co psua atrament?



Konfederacji trzeba? O to ca3a sprzeczka?
Jest marsza3ek nasz Maciej, a laska Rzeczka.
Niech .yje - krzykn13 Chrzciciel - Kurek na kooeciele!
Szlachta odpowiedzia3a: Wiwant Kropiciele!


Ale w k1tach szmer powsta3, choa w oerodku t3umiony;
Widaa, .e sie rozdziela rada na dwie strony.
Buchman krzykn13: Ja zgody nigdy nie pochwalam!
To mj system! Ktooe drugi wrzasn13: Nie pozwalam!
Inni z k1tw wtruj1. Nareszcie g3os gruby
Ozwa3 sie przyby3ego szlachcica Sko3uby:


C. to, Panstwo Dobrzynscy! a to co sie oewieci?
A my czy to bedziemy spod prawa wyjeci?
Kiedy nas zapraszano z naszego zaoecianku,
A zaprasza3 nas klucznik Rebaj3o Mopanku,
Mwiono nam, .e wielkie rzeczy dziaa sie mia3y,
e tu nie o Dobrzynskich, lecz o powiat ca3y,
O ca31 szlachte idzie; to. i Robak b1ka3,
Choa nigdy nie dokonczy3 i zawsze sie j1ka3,
I ciemno sie t3umaczy3; wreszcie, koniec koncw,
My zjechali, s1siadw wezwali przez goncw.
Nie sami tu, Panowie Dobrzynscy, jesteoecie;
Z r.nych innych zaoeciankw jest tu nas ze dwieoecie;
Wszyscy wiec radYmy. Jeoeli potrzeba marsza3ka,
G3osujmy wszyscy; rwna u ka.dego ga3ka.
Niech .yje rwnooea!



Zatem dwaj Terajewicze
I czterej Stupu3kowscy, i trzej Mickiewicze
Krzykneli: Wiwat rwnooea! - stoj1c za Sko3ub1.
Tymczasem Buchman wo3a3: Zgoda bedzie zgub1!
Kropiciel krzycza3: Bez was obejdziem sie sami;
Niech .yje nasz marsza3ek, Maciek nad Maakami!
Hej, do laski! Dobrzynscy krzycz1: Zapraszamy!
A obca szlachta wo3a w g3os: Nie pozwalamy!
Rozstrycha sie t3um na dwie kupy rozdzielony
I kiwaj1c g3owami w dwie przeciwne strony,
Tamci: Nie pozwalamy! - ci krzycz1: Prosiemy!


Maciek stary w pooerodku jeden siedzia3 niemy
I jedna g3owa jego by3a nieruchoma.
Przeciw niemu sta3 Chrzciciel, zwieszony rekoma
Na maczudze, a g3ow1 na koncu maczugi
Wspart1 kreci3 jak tykw1 wbit1 na kij d3ugi
I na przemiany to w ty3, to sie naprzd kiwa3,
I ustawicznie: Kropia, kropia! wykrzykiwa3.
Wzd3u. izby zaoe przebiega3 Brzytewka ruchawy
Ci1gle od Kropiciela do Macieja 3awy.
Konewka zaoe powoli wszerz izbe przechodzi3
Od Dobrzynskich do szlachty, niby to ich godzi3;
Jeden wci1. wo3a3: Golia! - a drugi: Zalewaa!
Maciek milcza3, lecz widno, .e sie zacz13 gniewaa.


Awiera godziny wrza3 ha3as, gdy nad t3um wrzeszcz1cy,
Ze oerodka g3w, wyskoczy3 w gre s3up b3yszcz1cy:
By3 to rapier s1.nistej d3ugooeci, szeroki



Na ca31 piedY, a sieczny na obadwa boki.
Widocznie miecz teutonski, z norymberskiej stali
Ukuty; wszyscy milcz1c na bron pogl1dali.
Kto j1 podnis3? nie widaa, lecz zaraz zgadniono:
To Scyzoryk! Niech .yje Scyzoryk! - krzykniono -
Wiwat Scyzoryk, klejnot Rebaj3w zaoecianku!
Wiwat Rebaj3o, Szczerbiec, P3kozic, Mopanku!


Wnet Gerwazy (to on by3) przez t3um sie przecisn13
Na oerodek izby, wko3o Scyzorykiem b3ysn13,
Potem, w d3 chyl1c ostrze na znak powitania
Przed Maakiem, rzek3: Rzeczce Scyzoryk sie k3ania.
Bracia szlachta Dobrzynscy! Ja nie bede radzi3
Nic a nic, powiem tylko, po com Was zgromadzi3,
A co robia, jak robia, decydujcie sami.
Wiecie, s3uch dawno chodzi miedzy zaoeciankami,
e sie na wielkie rzeczy zanosi na oewiecie;
Ksi1dz Robak o tem gada3, wszak.e wszyscy wiecie?
Wiemy! - krzykneli. - Dobrze. Owo. m1drej g3owie -
Ci1gn13 mowca spojrzawszy bystro - dooea dwie s3owie,
Nieprawda.? Prawda! - rzekli. - Gdy cesarz francuski -
Rzek3 Klucznik - st1d przyci1ga, a stamt1d car ruski:
Wiec wojna, car z cesarzem, krlowie z krlami
Pjd1 za 3by, jak zwykle miedzy monarchami;
A nam czy siedziea cicho? Gdy wielki wielkiego
Bedzie dusia, my duoemy mniejszych, ka.dy swego.
Z gry i z do3u, wielcy wielkich, ma3ych mali,
Jak zaczniem ci1a, tak ca3e szelmostwo sie zwali
I tak zakwitnie szczeoecie i Rzeczpospolita.



Nieprawda.?
Prawda! - rzekli - jakby z ksi1.ki czyta.
Prawda! - powtrzy3 Chrzciciel - krop a krop, i kwita.
Ja zawsze gotw golia - ozwa3 sie Brzytewka.
Tylko zgodYcie sie - prosi3 uprzejmie Konewka -
Chrzcicielu i Macieju, pod czyj1 ioea wodz1.
Ale mu przerwa3 Buchman: Niech sie g3upi godz1!
Dyskusyje publicznej sprawie nie zaszkodz1.
Prosze milczea! S3uchamy! Sprawa na tem zyska,
Pan Klucznik j1 z nowego zwa.a stanowiska.


Owszem - zawo3a3 Klucznik - u mnie po staremu:
O wielkich rzeczach myoelea nale.y wielkiemu;
Jest na to cesarz, bedzie krl, senat, pos3owie.
Takie rzeczy, Mopanku, robi1 sie w Krakowie
Lub w Warszawie, nie u nas, w zaoecianku, w Dobrzynie;
Aktw konfederackich nie pisz1 w kominie
Kred1, nie na wicinie, lecz na pergaminie:
Nie nam to pisaa akta, ma Polska pisarzy
Koronnych i litewskich, tak robili starzy;
Moja rzecz Scyzorykiem wyrzynaa. - Kropid3em
Pluskaa - doda3 Kropiciel. - I wykalaa Szyd3em -
Krzykn13 Bartek Szyde3ko, dobywszy swej szpadki.


Wszystkich was - konczy3 Klucznik - biore tu na oewiadki,
Czy Robak nie powiada3, .e wprzd nim przyjmiecie
W dom wasz Napoleona, trzeba wymieoea oemiecie?
S3yszelioecie to wszyscy, a czy rozumiecie?
Kt. jest oemieciem powiatu? Kto zdradziecko zabi3



Najlepszego z Polakw, kto go okrad3, zgrabi3?
I jeszcze chce ostatki wydrzea z r1k dziedzica?
Kt. to? Mam.e wam gadaa?


A ju.ci Soplica -
Przerwa3 Konewka - to 3otr! - Oj, to ciemie.yciel! -
Pisn13 Brzytewka. - Wiec go kropia! - doda3 Chrzciciel.
Jeoeli zdrajca - rzek3 Buchman - wiec na szubienice!
Hej.e! - krzykneli wszyscy - haj.e na Soplice!


Lecz Prusak oemia3 podj1a sie Sedziego obrony
I wo3a3 z wzniesionemi ku szlachcie ramiony:
Panowie Bracia! aj! aj! a na boskie rany!
Co znowu? Panie Klucznik, czy Waoea opetany?
Czy o tem by3a mowa? .e ktooe mia3 wariata,
Banita bratem, to co? karaa go za brata!
To mi po chrzeoecijansku! S1 tu w tym konszachty
Hrabiego. - eby Sedzia by3 cie.ki dla szlachty,
Nieprawda! dalibg.e! to wy tylko sami
Pozywacie go, a on zgody szuka z wami,
Ustepuje ze swego, jeszcze grzywny p3aci,
Ma proces z Hrabi1, c. st1d? obadwa bogaci;
Niechaj pan drze sie z panem, c. to do nas braci?
Pan Sedzia ciemie.yciel! On pierwszy zabrania3,
A.eby sie ch3op przed nim do ziemi nie k3ania3,
Mwi1c, .e to grzech. Nieraz u niego gromada
Ch3opska, ja sam widzia3em, do sto3u z nim siada;
P3aci3 za w3ooea podatki, a nie tak jest w Klecku,
Choa tam Waoea, Panie Buchman, rz1dzisz po niemiecku.



Sedzia zdrajca! - My sie z nim od infimy znamy:
Poczciwe by3o dziecko i dzioe taki samy;
Polske kocha nad wszystko, polskie obyczaje
Chowa, modom moskiewskim przystepu nie daje.
Ilekroa z Prus powracam, chc1c zmya sie z niemczyzny,
Wpadam do Soplicowa jak w centrum polszczyzny:
Tam sie cz3owiek napije, nadysze Ojczyzny!
Dalbg, Dobrzynscy! ja wasz brat, ale Sedziego
Nie pozwole pokrzywdzia, nie bedzie nic z tego.
Nie tak, Panowie Bracia, w Wielko - Polszcze by3o:
Co za duch! co za zgoda! a. przypomniea mi3o!
Nikt tam podobn1 fraszk1 nie oemia3 rady mieszaa!


To nie fraszka - zawo3a3 Klucznik - 3otrw wieszaa!


Szmer wzmaga3 sie; wtem Jankiel pos3uchania prosi3,
Na 3awe wskoczy3, stan13 i nad g3owy wznosi3
Brode jak wieche, co mu a. do pasa wisi;
Praw1 rek1 zdj13 z wolna z g3owy ko3pak lisi,
Lew1 rek1 jarmu3ke zruszon1 poprawi3,
Potem lewice za pas zatkn13 i tak prawi3,
Ko3pakiem lisim w kolej k3aniaj1c sie nisko


Nu, Panowie Dobrzynscy, ja sobie .ydzisko;
Mnie Sedzia ni brat, ni swat; szanuje Soplicw,
Jak panw bardzo dobrych i moich dziedzicw;
Szanuje te. Dobrzynskich Bartkw i Maciejw,
Jako dobrych s1siadw, panw dobrodziejw;
A mwie tak: je.eli Panstwo chc1 gwa3t zrobia



Sedziemu, to bardzo Yle; mo.ecie sie pobia,
Zabia... - A asesory? a sprawnik? a turma?
Bo w wiosce u Soplicy jest .o3nierzy hurma,
Wszystko jegry! Asesor w domu; tylko oewioenie,
Tak wraz przymaszeruj1, stoj1 jak umyoelnie.
A co bedzie? A jeoeli czekacie Francuza,
To Francuz jest daleko jeszcze, droga du.a.
Ja yd, o wojnach nie wiem, a by3em w Bielicy
I widzia3em tam .ydkw od samej granicy;
S3ychaa, .e Francuz stoi nad rzek1 Lososn1,
A wojna jeoeli bedzie, to chyba a. wiosn1.


Nu, mwie tak: czekajcie; wszak dwr Soplicowa
Nie budka kramna, co sie rozbierze, w wz schowa
I pojedzie - dwr jak sta3, do wiosny staa bedzie;
A pan Sedzia to nie jest .ydek na arendzie,
Nie uciecze, to jego mo.na znaleYa wiosn1;
A teraz rozejdYcie sie, a nie gadaa g3ooeno
O tem, co by3o, bo to gadaa, to daremno!
A czyja 3aska Panw Szlachty, prosze ze mn1.
Moja Siora powi3a ma3ego Jankielka,
Ja dzioe traktuje wszystkich, a muzyka wielka!
Ka.e przynieoea kozice, basetle, dwie skrzypiec,
A pan Maciej Dobrodziej lubi stary lipiec
I nowego mazurka; mam nowe mazurki,
A wyuczy3em oepiewaa fein moje bachurki.


Wymowa lubionego powszechnie Jankiela
Trafia3a do serc; powsta3 krzyk, oklask wesela,



Szmer przyzwolenia nawet za domem sie szerzy3,
Gdy Gerwazy w Jankiela Scyzorykiem zmierzy3.
yd skoczy3, wpad3 w t3um;
Klucznik wo3a3: Precz st1d, ydzie!
Nie tkaj palcw miedzy drzwi, nie o ciebie idzie!
Panie Prusak! .e Waszea sedziowsk1 handlujesz
Par1 wicin mizernych, to ju. zan gard3ujesz?
Zapomnia3eoe, Mopanku, .e ojciec Waszcin
Sp3awia3 do Prus dwadzieoecie Horeszkowskich wicin?
St1d sie zbogaci3 i on, i jego rodzina;
Ba, nawet wszyscy, ilu was tu jest z Dobrzyna.
Bo pamietacie, starzy, s3yszelioecie m3odzi,
e Stolnik by3 was wszystkich ojciec i dobrodzij:
Kogo. on komisarzem s3a3 do swych dbr pinskich?
Dobrzynskiego! Rachmistrzw kogo mia3? Dobrzynskich!
Marsza3kostwa, kredensu nie zwierza3 nikomu,
Tylko Dobrzynskim: pe3no Dobrzynskich mia3 w domu!
On forytowa3 wasze w trybuna3ach sprawy,
On wyrabia3 u krla dla was chleb 3askawy,
Dzieci wasze kopami pomieszcza3 w konwikcie
Pijarskim, na swym koszcie, odzie.y i wikcie;
Doros3ych promowowa3 tak.e swym nak3adem.
A dlaczego to robi3? e wam by3 s1siadem!
Dzioe Soplica kopcami tyka waszych granic;
C. kiedy wam dobrego zrobi3 on?
Nic a nic! -
Przerwa3 Konewka - bo to wyros3o z szlachciury,
A jak dmie sie, phu phu phu, jak nos drze do gry!
Pamietacie, prosi3em na crki wesele;



Poje, nie chce pia, mwi: <<Nie pije tak wiele
Jak wy szlachta; wy szlachta ci1gniecie jak b1ki!>>
Ot, magnat! delikacik z marymonckiej m1ki!
Nie pi3, lelioemy w gard3o; krzycza3: <<Gwa3t sie dzieje!>>
Czekaj no, niech no ja mu z Konewki naleje.


Filut - zawo3a3 Chrzciciel - oj, i ja go kropne
Za swoje. Mj syn - by3o to dziecko roztropne,
Teraz tak zg3upia3, .e go nazywaj1 Sakiem.
A z przyczyny Sedziego zosta3 g3upcem takim.
Mwi3em: <<Po co tobie leYa do Soplicowa?
Je.eli cie tam z3owie, niech cie Bg uchowa!>>
On znowu smyk do Zosi, dybie przez konopie;
Z3owi3em go, a zatem za uszy i kropie;
A on beczy i beczy jak malenkie ch3opie:
<<Ojcze, choa zabij, musze tam ioea>> - a wci1. szlocha .
Co tobie? A on mwi, .e te Zosie kocha!
Chcia3by popatrzya na ni1! al mi nieboraka;
Mwie Sedziemu: <<Sedzio, daj Zosie dla Saka!>>
On mwi: <<Jeszcze ma3a, czekaj ze trzy lata,
Jak sama zechce>>. Lotr! 3.e, ju. j1 komuoe swata.
S3ysza3em; ju. ja sie tam na wesele wkrece,
Ja im 3o.e ma3.enskie Kropid3em pooewiece.


I taki 3otr - zawo3a3 Klucznik - ma panowaa?
I dawnych panw, lepszych od siebie, rujnowaa?
A Horeszkw i pamiea, i imie zaginie!
Gdzie. jest wdziecznooea na oewiecie?


-nie ma jej w Dobrzynie. 

Bracia! chcecie bj z ruskim wieoea imperatorem,
A boicie sie wojny z Soplicowskim dworem?
Strach wam turmy! czy. to ja wzywam na rozboje?
Bron Bo.e! Szlachta Bracia! ja przy prawie stoje.
Wszak Hrabia wygra3, zyska3 dekretw niema3o;
Tylko je egzekwowaa! Tak dawniej bywa3o:
Trybuna3 pisa3 dekret, szlachta wype3nia3a,
A szczeglniej Dobrzynscy, i st1d wasza chwa3a
Uros3a w Litwie!
Wszak.e to Dobrzynscy sami
Bili sie na zajeYdzie myskim z Moskalami,
Ktrych przywid3 jenera3 ruski Wojni3owicz
I 3otr, przyjaciel jego, pan Wo3k z Lugomowicz;
Pamietacie, jak Wo3ka wzielioemy w niewole,
Jak chcielioemy go wieszaa na belce w stodole,
I. by3 tyran dla ch3opstwa, a s3uga Moskali;
Ale sie ch3opi g3upi nad nim zlitowali!
(Upiec go musze kiedyoe na tym Scyzoryku).
Nie wspomne innych wielkich zajazdw bez liku,
Z ktrych wyszlioemy zawsze, jak szlachcie przysta3o,
I z zyskiem, i aplauzem powszechnym, i z chwa31!


Po c. o tem wspominaa! Dzioe darmo pan Hrabia,
S1siad wasz, sprawe toczy, dekrety wyrabia,
Ju. nikt z was pomc nie chce biednemu sierocie!
Dziedzic Stolnika, tego, ktry .ywi3 krocie,
Dzioe nie ma przyjaciela oprocz mnie - Klucznika,
I ot, tego wiernego mego Scyzoryka!



I Kropid3a! - rzek3 Chrzciciel - gdzie ty, Gerwazenku,
Tam i ja, pki reka, pki plusk plask w reku.
Co dwaj, to dwaj! Dalibg, mj Gerwazy! ty miecz,
Ja mam Kropid3o; dalbg! ja kropie, a ty siecz,
I tak szach mach, plusk i plask; oni niech gawedz1!


Toa i Bartka - rzek3 Brzytwa - Bracia nie odpedz1;
Ju. co wy namydlicie, to ja wszystko zgole.
I ja - przyda3 Konewka - z wami ruszya wole,
Gdy ich nie mo.na zgodzia na obior marsza3ka;
Co mi tam g3osy, ga3ki, u mnie insza ga3ka
(Tu wydoby3 z kieszeni garoea kul, dzwoni3 niemi):
Ot, ga3ki! - krzykn13 - w Sedzie ga3kami wszystkiemi!
Do was - wo3a3 Sko3uba - do was sie 31czymy!
Gdzie wy - krzykne3a szlachta - gdzie wy, to tam i my!
Niech .yj1 Horeszkowie! wiwant P3kozice!
Wiwat Klucznik Rebaj3o! Haj.e na Soplice!


I tak wszystkich poci1gn13 wymowny Gerwazy:
Bo wszyscy ku Sedziemu mieli swe urazy,
Jak zwyczajnie w s1siedztwie, to o szkode skargi,
To o wyreby, to o granice zatargi:
Jednych gniew, drugich tylko podburza3a zawioea
Bogactw Sedziego - wszystkich zgodzi3a nienawioea.
Cisn1 sie do Klucznika, podnosz1 do gry
Szable, pa3ki...
A. Maciek, dotychczas ponury,
Nieruchomy, wsta3 z 3awy i wolnemi kroki
Wyszed3 na oerodek izby, i podpar3 sie w boki;



I spojrzawszy przed siebie, i kiwaj1c g3ow1,
Zabra3 g3os, wymawiaj1c z wolna ka.de s3owo,
Z przestankiem i przyciskiem: A g3upi! a g3upi!
A g3upi wy! Na kim sie mle3o, na was skrupi.
To pki o wskrzeszeniu Polski by3a rada,
O dobru pospolitem, g3upi, u was zwada?
Nie mo.na by3o, g3upi, ani sie rozmwia,
G3upi, ani porz1dku, ani postanowia
Wodza nad wami, g3upi! A niech no kto podda
Osobiste urazy, g3upi, u was zgoda!
Precz st1d! bo jakem Maciek, was, do milijonw
Kroaset kroci tysiecy fur beczek furgonw
Diab3w!!!...
Ucichli wszyscy jak ra.eni gromem!
Ale razem straszliwy powsta3 krzyk za domem:
Wiwat Hrabia! On wje.d.a3 na folwark Maciejw,
Sam zbrojny, za nim zbrojnych dziesieciu d.okejw.
Hrabia siedzia3 na dzielnym koniu, w czarnym stroju;
Na sukni orzechowy p3aszcz w3oskiego kroju,
Szeroki, bez rekaww, jak wielka opona,
Spiety klamr1 u szyi, spada3 przez ramiona;
Kapelusz mia3 okr1g3y z pirem, w reku szpade,
Okreci3 sie i szpad1 powita3 gromade.


Wiwat Hrabia! - krzykneli - z nim .ya i umieraa!
Szlachta zacze3a z chaty przez okna wyzieraa
I za Klucznikiem coraz ku drzwiom sie napieraa;
Klucznik wyszed3, a za nim t3um przeze drzwi run13,
Maciek reszte wypedzi3, drzwi zamkn13, zasun13
I przez okno wyjrzawszy, raz jeszcze rzek3: G3upi!



A tymczasem sie szlachta do Hrabiego kupi;
Id1 w karczme, Gerwazy wspomnia3 dawne czasy,
Kaza3 sobie trzy podaa od kontuszw pasy,
Na nich ze sklepu karczmy beczki wydobywa
Trzy: jedn1 miodu, drug1 wdki, trzeci1 piwa.
Wyj13 goYdzie, wnet z szumem trysne3y trzy strugi:
Jeden bia3y jak srebro, krwawnikowy drugi,
Trzeci .3ty; troist1 graj1 w grze tecz1,
A spadaj1c w sto kubkw, we sto szklanek brzecz1.
Wre szlachta, tamci pij1, ci Hrabiemu .ycz1
Lat setnych, wszyscy: Haj.e na Soplice! krzycz1.


Jankiel wymkn13 sie milczkiem, oklep; Prusak rwnie,
Nie s3uchany, choa jeszcze rozprawia3 wymownie,
Chcia3 zmykaa, szlachta w pogon, wo3aj1c, .e zdradzi3.
Mickiewicz sta3 z daleka, ni krzycza3, ni radzi3,
Ale z miny poznano, .e cooe z3ego knuje,
Wiec do kordw, i haj.e! On sie rejteruje,
Odcina sie, ju. ranny, przyparty do p3otw,
Gdy mu skoczy3 na odsiecz Zan i trzech Czeczotw.
Zaczem rozjeto szlachte, ale w tym rozruchu
Dwch by3o cietych w rece, ktooe dosta3 po uchu.
Reszta wsiada3a na kon.


Hrabia i Gerwazy
Porz1dkuj1, rozdaj1 ore.e, rozkazy.
W koncu wszyscy przez d3ug1 zaoecianku ulice
Puoecili sie w cwa3, krzycz1c: Haj.e na Soplice!



KSIEGA SMA
ZAJAZD


Treoea:
Astronomia Wojskiego - Uwaga Podkomorzego nad kometami - Tajemnicza
scena w pokoju Sedziego - Tadeusz, chc1c zrecznie wypl1taa sie, wpada
w wielkie k3opoty - Nowa Dydo- Zajazd - Ostatnia woYnienska protestacja -
Hrabia zdobywa Soplicowo - Szturm i rzeY - Gerwazy piwnicznym - Uczta
zajazdowa.



Przed burz1 bywa chwila cicha i ponura,
Kiedy nad g3owy ludzi przyleciawszy chmura
Stanie i gro.1c twarz1, dech wiatrw zatrzyma,
Milczy, obiega ziemie b3yskawic oczyma,
Znacz1c te miejsca, gdzie wnet cioenie grom po gromie:
Tej ciszy chwila by3a w Soplicowskim domie.
Myoeli3byoe, .e przeczucie nadzwyczajnych zdarzen
OEcie3o usta i wznios3o duchy w kraje marzen.


Po wieczerzy i Sedzia, i gooecie ze dworu
Wychodz1 na dziedziniec u.ywaa wieczoru;
Zasiadaj1 na przyzbach wys3anych muraw1;
Ca3e grono z posepn1 i cich1 postaw1
Pogl1da w niebo, ktre zdawa3o sie zni.aa,
OEcieoeniaa i coraz bardziej ku ziemi przybli.aa,
A. oboje, skrywszy sie pod zas3one ciemn1
Jak kochankowie, wszczeli rozmowe tajemn1,
T3umacz1c swe uczucia w westchnieniach t3umionych,
Szeptach, szmerach i s3owach na wp3 wymwionych,
Z ktrych sk3ada sie dziwna muzyka wieczoru.


Zacz13 j1 puszczyk, jecz1c na poddaszu dworu;
Szepne3y wiotkiem skrzyd3em niedoperze, lec1
Pod dom, gdzie szyby okien, twarze ludzi oewiec1;
Ni.ej zaoe - niedoperzw siostrzyczki, amy, rojem
Wij1 sie, przywabione bia3ym kobiet strojem.
Mianowicie przykrz1 sie Zosi, bij1c w lice
I w jasne oczki, ktre bior1 za dwie oewice.
Na powietrzu owadw wielki kr1g sie zbiera,



Kreci sie, graj1c jako harmoniki sfera;
Ucho Zosi rozr.nia woerd tysi1ca gwarw
Akord muszek i p3ton fa3szywy komarw.


W polu koncert wieczorny ledwie jest zaczety;
W3aoenie muzycy koncz1 stroia instrumenty.
Ju. trzykroa wrzasn13 derkacz, pierwszy skrzypak 31ki,
Ju. mu z dala wtruj1 z bagien basem b1ki,
Ju. bekasy do gry porwawszy sie wij1
I bekaj1c raz po raz jak w bebenki bij1.


Na fina3 szmerw muszych i ptaszecej wrzawy
Odezwa3y sie chrem podwjnym dwa stawy,
Jako zaklete w grach kaukaskich jeziora,
Milcz1ce przez dzien ca3y, graj1ce z wieczora.
Jeden staw, co ton jasn1 i brzeg mia3 piaszczysty,
Modr1 piersi1 jek wyda3 cichy, uroczysty;
Drugi staw, z dnem b3otnistem i gardzielem metnym,
Odpowiedzia3 mu krzykiem .a3ooenie namietnym;
W obu stawach pia3y .ab niezliczone hordy,
Oba chory zgodzone w dwa wielkie akordy.
Ten fortissimo zabrzmia3, tamten nuci z cicha,
Ten zdaje sie wyrzekaa, tamten tylko wzdycha;
Tak dwa stawy gada3y do siebie przez pola,
Jak graj1ce na przemian dwie arfy Eola.


Mrok gestnia3; tylko w gaju i oko3o rzeczki,
W 3ozach, b3yska3y wilcze oczy jako oewieczki,
A dalej, u oecieoenionych widnokregu brzegw,



Tu i wdzie ogniska pastuszych noclegw.
Nareszcie ksie.yc srebrn1 pochodnie zanieci3,
Wyszed3 z boru i niebo i ziemie ooewieci3.
One teraz, z pomroku odkryte w po3owie,
Drzema3y obok siebie jako ma3.onkowie
Szczeoeliwi: niebo w czyste obje3o ramiona
Ziemi pieroe, co ksie.ycem oewieci posrebrzona.


Ju. naprzeciw ksie.yca gwiazda jedna, druga
B3ysne3a; ju. ich tysi1c, ju. milijon mruga.
Kastor z bratem Polluksem jaoenieli na czele,
Zwani niegdyoe u S3awian: Lele i Polele;
Teraz ich w zodyjaku gminnym znw przechrzczono,
Jeden zowie sie L i t w 1, a drugi K o r o n 1.


Dalej niebieskiej W a g i dwie szale b3yskaj1;
Na nich Bg w dniu stworzenia (starzy powiadaj1)
Wa.y3 z kolei wszystkie planety i ziemie,
Nim w przepaoeciach powietrza osadzi3 ich brzemie;
Potem wagi z3ociste zawiesi3 na niebie:
Z nich to ludzie wag i szal wzr wzieli dla siebie.


Na p3noc oewieci okr1g gwiaYdzistego S i t a,
Przez ktre Bg (jak mwi1) przesia3 ziarnka .yta,
Kiedy je z nieba zruca3 dla Adama ojca,
Wygnanego za grzechy z rozkoszy ogrojca.


Nieco wy.ej D a w i d a w  z, gotw do jazdy,
D3ugi dyszel kieruje do Polarnej Gwiazdy.



Starzy Litwini wiedz1 o rydwanie owym,
e nies3usznie posplstwo zwie go Dawidowym,
Gdy. to jest wz Anielski. Na nim to przed czasy
Jecha3 Lucyper, Boga gdy wyzwa3 w zapasy,
Mlecznym gooecincem pedz1c w cwa3 w niebieskie progi,
A. go Micha3 zbi3 z wozu, a wz zruci3 z drogi.
Teraz, popsuty, miedzy gwiazdami sie wala,
Naprawiaa go archanio3 Micha3 nie pozwala.


I to wiadomo tak.e u starych Litwinw
(A wiadomooea te pono wzieli od rabinw),
e w zodyjakowy S m o k, d3ugi i gruby,
Ktry gwiaYdziste wije po niebie przeguby,
Ktrego mylnie W e . e m chrzcz1 astronomowie,
Jest nie we.em, lecz ryb1. Lewiatan sie zowie.
Przed czasy mieszka3 w morzach, ale po potopie
Zdech3 z niedostatku wody; wiec na niebios stropie,
Tak dla osobliwooeci, jako dla pami1tki,
Anieli zawiesili jego martwe szcz1tki.
Podobnie pleban mirski zawiesi3 w kooeciele
Wykopane olbrzymw .ebra i piszczele.


Takie gwiazd historyje, ktre z ksi1.ek zbada3
Albo s3ysza3 z podania, Wojski opowiada3;
Chocia. wieczorem s3aby mia3 wzrok Wojski stary
I nie mg3 w niebie dojrzea nic przez okulary,
Lecz na pamiea zna3 imie i kszta3t ka.dej gwiazdy;
Wskazywa3 palcem miejsca i droge ich jazdy.



Dzioe ma3o go s3uchano, nie zwa.ano wcale
Na Sito ni na Smoka, ani te. na Szale;
Dzioe oczy i myoel wszystkich poci1ga do siebie
Nowy gooea, dostrze.ony niedawno na niebie:
By3 to k o m e t a pierwszej wielkooeci i mocy,
Zjawi3 sie na zachodzie, lecia3 ku p3nocy;
Krwawym okiem z ukosa na rydwan spoziera,
Jakby chcia3 zaj1a puste miejsce Lucypera,
Warkocz d3ugi w ty3 rzuci3 i czeoea nieba trzeci1
Obwin13 nim, gwiazd krocie zagarn13 jak sieci1
I ci1gnie je za sob1, a sam wy.ej g3ow1
Mierzy, na p3noc, prosto w gwiazde biegunow1.


Z niewymownym przeczuciem ca3y lud litewski
Pogl1da3 ka.dej nocy na ten cud niebieski,
Bior1c z31 wr.be z niego tudzie. z innych znakw;
Bo zbyt czesto s3yszano krzyk z3owieszczych ptakw,
Ktre na pustych polach gromadz1c sie w kupy,
Ostrzy3y dzioby, jakby czekaj1c na trupy.
Zbyt czesto postrzegano, .e psy ziemie ry3y
I jak gdyby oemiera wietrz1c, przeraYliwie wy3y:
Co wr.y g3d lub wojne; a stra.nicy boru
Widzieli, jak przez smetarz sz3a dziewica moru,
Ktra wznosi sie czo3em nad najwy.sze drzewa,
A w lewym reku chustk1 skrwawion1 powiewa.


R.ne st1d wnioski tworzy3 stoj1cy przy p3ocie
Cywun, co przyszed3 zdawaa sprawe o robocie,
I pisarz prowentowy w szeptach z ekonomem.



Lecz Podkomorzy siedzia3 na przyYbie przed domem.
Przerwa3 rozmowe gooeci, znaa, .e g3os zabiera;
B3ysne3a przy ksie.ycu wielka tabakiera
(Ca3a z szczerego z3ota, z brylantw oprawa,
We oerodku za szk3em portret krla Stanis3awa);
Zadzwoni3 w ni1 palcami, za.y3 i rzek3: Panie
Tadeuszu, Waoecine o gwiazdach gadanie
Jest tylko echem tego, co s3ysza3eoe w szkole.
Ja o cudzie - prostakw poradzia sie wole.
I ja astronomiji s3ucha3em dwa lata
W Wilnie, gdzie Puzynina, m1dra i bogata
Pani, odda3a dochd z wioski dwiestu ch3opw
Na zakupienie r.nych szkie3 i teleskopw;
Ksi1dz Poczobut, cz3ek s3awny, by3 obserwatorem
I ca3ej Akademiji naonczas rektorem,
Przecie. w koncu katedre i teleskop rzuci3,
Do klasztoru, do cichej celi swej powrci3
I tam umar3 przyk3adnie. Znam sie te. z OEniadeckim,
Ktry jest m1drym bardzo cz3ekiem, chocia. oewieckim.


Owo. astronomowie planete, komete,
Uwa.aj1 tak jako mieszczanie karete;
Wiedz1, czyli zaje.d.a przed krla stolice,
Czyli z rogatek miejskich rusza za granice;
Lecz kto w niej jecha3? po co? co z krlem rozmawia3?
Czy krl pos3a z pokojem, czy z wojn1 wyprawia3?
O to ani pytaj1.



Pomne, za mych czasw,
Gdy Branecki karet1 sw1 ruszy3 do Jassw
I za t1 niepoczciw1 poci1gn13 karet1
Ogon targowiczanw, jak za t1 komet1 -
Lud prosty, choa w publiczne nie miesza3 sie rady,
Zgadn13 zaraz, .e ogon w jest wr.b1 zdrady.
S3ychaa, .e lud da3 imie m i o t 3 y tej komecie,
I powiada, .e ona milijon wymiecie.


A na to rzek3 z uk3onem Wojski: Prawda, Jaoenie
Wielmo.ny Podkomorzy; przypominam w3aoenie,
Co mnie mwiono niegdyoe, ma3emu dziecieciu,
Pamietam, choa nie mia3em wwczas lat dziesieciu,
Kiedy widzia3em w domu naszym nieboszczyka
Sapiehe, pancernego znaku porucznika,
Co potem by3 nadwornym marsza3kiem krlewskim,
Na koniec umar3 wielkim kanclerzem litewskim,
Miawszy lat sto i dziesiea. Ten, za krla Jana
Trzeciego by3 pod Wiedniem w chor1gwi hetmana
Jab3onowskiego; owo. w kanclerz powiada3,
e w3aoenie kiedy na kon krl Jan Trzeci siada3,
Gdy nuncjusz papieski .egna3 go na droge,
A pose3 austryjacki ca3owa3 mu noge,
Podaj1c strzemie (pose3 zwa3 sie Wilczek hrabia),
Krl krzykn13: <<Patrzcie, co sie na niebie wyrabia>>
Spjrz1, alia nad g3owy suwa3 sie kometa
Drog1, jak1 ci1gne3y wojska Mahometa:
Z wschodu na zachd; potem i ksi1dz Bartochowski,
Sk3adaj1c panegiryk na tryumf krakowski,



Pod god3em Orientis Fulmen, prawi3 wiele
O tym komecie; tak.e czytam o nim w dziele
Pod tytu3em Janina, gdzie jest opisana
Ca3a wyprawa krla nieboszczyka Jana
I wyryta chor1giew wielka Mahometa,
I w taki, jak dzioe go widzimy, kometa.


Amen - rzek3 na to Sedzia - ja wr.be Waszeci
Przyjmuje; oby z gwiazd1 zjawi3 sie Jan Trzeci!
Jest na zachodzie wielki dzioe bohater; mo.e
Kometa go przywiedzie do nas; co daj Bo.e!


Na to rzek3 Wojski, g3owe pochyliwszy smutnie:
Kometa czasem wojny, czasem wr.y k3tnie!
Niedobrze, i. sie zjawi3 tu. nad Soplicowem:
Mo.e nam grozi jakiem nieszczeoeciem domowem.
Mielioemy wczora dosya rozterku i zwady,
Tak w czasie polowania, jako i biesiady,
Rejent k3ci3 sie z rana z panem Asesorem,
A pan Tadeusz wyzwa3 Hrabiego wieczorem.
Pono spr ten ze skry niedYwiedziej pochodzi3;
I gdyby mnie Dobrodziej Sedzia nie przeszkodzi3,
Ja bym u sto3u obu przeciwnikw zgodzi3.
Bo chcia3em opowiedziea wypadek ciekawy,
Podobny do zdarzenia wczorajszej wyprawy,
Co trafi3 sie najpierwszym strzelcom za mych czasw,
Pos3owi Rejtanowi i ksieciu Denassw.
Przypadek by3 takowy:



Jenera3 Podolskich
Ziem przeje.d.a3 z Wo3ynia do swoich dbr polskich,
Czy te., gdy dobrze pomne, na sejm do Warszawy.
Po drodze zwiedza3 szlachte, ju. to dla zabawy,
Ju. dla popularnooeci; wst1pi3 wiec do pana
Tadeusza, dzioe oewietej pamieci, Rejtana,
Ktry by3 potem naszym nowogrodzkim pos3em
I w ktrego ja domu od dziecinstwa wzros3em.
Owo. Rejtan na przyjazd ksiecia Jenera3a
Zaprosi3 gooeci - liczna szlachta sie zebra3a,
By3o teatrum (Ksi1.e kocha3 sie w teatrze);
Fajerwerk dawa3 Kaszyc, ktry mieszka w Jatrze,
Pan Tyzenhauz tancerzy przys3a3, a kapele
Oginski i pan So3tan, co mieszka w Zdzieciele.
S3owem, dawano huczne nad spodziw zabawy
W domu, a w lasach wielkie robiono ob3awy.
Wiadomo zaoe Waszmooeciom jest, .e prawie wszyscy,
Ile ich zapamietaa mo.na, Czartoryscy,
Choa id1 z Jagiellonw krwi, lecz do myoelistwa
Nie s1 bardzo pochopni, pewno nie z lenistwa,
Lecz z gustw cudzoziemskich; i ksi1.e Jenera3
Czeoeciej do ksi1.ek niYli do psiarni zaziera3,
I do alkwek damskich czeoeciej ni. do lasw.


W oewicie Ksiecia by3 ksi1.e niemiecki Denassw,
O ktrym powiadano, .e w libijskiej ziemi
Goszcz1c, polowa3 niegdyoe z krlmi murzynskiemi
I tam tygrysa oepis1 w recznym boju zwali3,
Z czego sie bardzo ksi1.e w Denassw chwali3.



U nas zaoe polowano na dziki w te pore;
Rejtan zabi3 ze sztucca ogromn1 maciore,
Z wielkim niebezpieczenstwem, bo z bliska wypali3.
Ka.dy z nas trafnooea strza3u wydziwia3 i chwali3,
Tylko Niemiec Denassw obojetnie s3ucha3
Pochwa3 takich i, chodz1c, pod nos sobie dmucha3:
e trafny strza3 dowodzi tylko oemia3e oko,
Bia3a bron oemia31 reke; i zacz13 szeroko
Znowu gadaa o swojej Libiji i oepisie,
O swych krlach murzynskich i o swym tygrysie.
Markotno to sie sta3o panu Rejtanowi,
By3 cz3ek .ywy, uderzy3 po szabli i mwi:
<<Mooeci Ksi1.e! kto patrzy oemiele, walczy oemiele;
Warte dziki tygrysw, a spis karabele>> -
I zaczynali z Niemcem dyskurs nazbyt .wawy.
Szczeoeciem, ksi1.e Jenera3 przerwa3 te rozprawy,
Godz1c ich po francusku. Co tam gada3, nie wiem,
Ale ta zgoda by3 to popio3 nad .arzewiem,
Bo Rejtan wzi13 do serca, okazyi czeka3
I dobr1 sztuke sp3ataa Niemcowi przyrzeka3;
Tej sztuki ledwie w3asnym nie przyp3aci3 zdrowiem,
A sp3ata3 j1 nazajutrz, jak to wnet opowiem.


Tu Wojski umilkn1wszy praw1 reke wznosi3
I u Podkomorzego tabakiery prosi3;
D3ugo za.ywa, konczya powieoeci nie raczy,
Jak gdyby chcia3 zaostrzya ciekawooea s3uchaczy.
Zaczyna3 wreszcie, kiedy znowu mu przerwano
Powieoea tak1 ciekaw1, tak pilnie s3uchan1!



Bo do Sedziego nagle ktoe przys3a3 cz3owieka,
Donosz1c, .e z niezw3ocznym interesem czeka.


Sedzia, daj1c dobranoc, .egna3 ca3e grono;
Natychmiast sie po r.nych stronach rozpierzchniono:
Ci spaa do domu, tamci w stodole na sianie;
Sedzia szed3 podr.nemu dawaa pos3uchanie.


Inni ju. oepi1. Tadeusz po sieniach sie zwija,
Chodz1c jako wartownik oko3o drzwi stryja,
Bo musi w wa.nych rzeczach rady jego szukaa
Dzioe jeszcze, nim spaa pjdzie; nie oemie do drzwi stukaa.
Sedzia drzwi na klucz zamkn13, z kimoe tajnie rozmawia;
Tadeusz konca czeka, a ucha nadstawia.


S3yszy wewn1trz szlochanie; nie tr1caj1c klamek,
Ostr.nie dziurk1 klucza zagl1da przez zamek.
Widzi rzecz dziwn1! Sedzia i Robak na ziemi
Kleczeli obj1wszy sie i 3zami rzewnemi
P3akali, Robak rece Sedziego ca3owa3,
Sedzia Ksiedza za szyje p3acz1c obejmowa3;
Wreszcie po awieragodzinnem przerwaniu rozmowy
Robak po cichu tymi odezwa3 sie s3owy:


Bracie; Bg wie, .em dot1d tajemnic dochowa3,
Ktrem z .alu za grzechy w spowiedzi oelubowa3;
e Bogu i OjczyYnie pooewiecony ca3y,
Nie s3u.1c pysze, ziemskiej nie szukaj1c chwa3y,
y3em dot1d i chcia3em umrzea bernardynem,



Nie wydaj1c nazwiska nie tylko przed gminem,
Ale nawet przed tob1 i przed w3asnym synem!
Wszak.e ksi1dz prowincyja3 da3 mi pozwolenie
In articulo mortis zrobia objawienie.
Kto wie, czy wrce .ywy! Kto wie, co sie stanie
W Dobrzynie! Bracie! wielkie, wielkie zamieszanie!
Francuz jeszcze daleko; nim przeminie zima,
Trzeba czekaa, a szlachta pono nie dotrzyma.
Mo.em zanadto czynnie z powstaniem sie krz1ta3!
Pono Yle zrozumieli! Klucznik wszystko spl1ta3!
Ten wariat Hrabia! s3ysze, pobieg3 do Dobrzyna!
Nie mog3em go uprzedzia, wa.na w tym przyczyna:
Stary Maciek mnie pozna3, a jeoeli odkryje,
Potrzeba bedzie oddaa pod Scyzoryk szyje.
Nic Klucznika nie wstrzyma! mniejsza o m1 g3owe,
Lecz tym odkryciem spisku zerwa3bym osnowe.


Przecie. dzioe tam bya musze! widziea, co sie dzieje,
Choabym zgin13; beze mnie szlachta oszaleje!
B1dY zdrw, najmilszy bracie, b1dY zdrw, oepieszya musze.
Jeoeli zgine, ty jeden westchniesz za m1 dusze;
W przypadku wojny tobie ca3a tajemnica
Wiadoma; koncz, com zacz13, pomnij, .eoe Soplica!


Tu Ksi1dz 3zy otar3, habit zapi13, kaptur w3o.y3
I okienice tyln1 po cichu otworzy3,
Widaa by3o, .e oknem do ogrodu skaka3;
Sedzia, zostawszy jeden, siad3 w krzeoele i p3aka3.



Chwile czeka3 Tadeusz, nim w klamke zadzwoni3;
Otworzono mu; cicho wszed3, nisko sie sk3oni3:
Stryjaszku Dobrodzieju - rzek3 - ledwie dni kilka
Przebawi3em tu, dni te mine3y jak chwilka;
Nie mia3em czasu z twoim domem sie nacieszya
I z tob1, a odje.d.aa musze, musze oepieszya
Zaraz, dzisiaj, Stryjaszku, a jutro najdalj:
Wszak pamietacie, .eoemy Hrabiego wyzwali.
Bia sie z nim to rzecz moja, pos3a3em wyzwanie,
W Litwie jest zakazane pojedynkowanie,
Jade wiec na granice Warszawskiego Ksiestwa;
Hrabia, prawda, fanfaron, lecz mu nie brak mestwa,
Na miejsce naznaczone zapewne sie stawi,
Rozprawim sie; a jeoeli Bg pob3ogos3awi,
Ukarze go, a potem za Lososny brzegi
Przep3yne, gdzie mnie bratnie czekaj1 szeregi.
S3ysza3em, .e mi ojciec testamentem kaza3
S3u.ya w wojsku, a nie wiem, kto testament zmaza3.


Mj Tadeuszku - rzek3 stryj - czy Waszea k1pany
W gor1cej wodzie, czy te. krecisz jak lis szczwany,
Co indziej kit1 wije, a sam indziej bie.y?
Wyzwalioemy, zapewne, i bia sie nale.y.
Ale jechaa dzioe, sk1d.eoe Waszea tak sie zaci13?
Przed pojedynkiem zwyczaj jest pos3aa przyjacio3,
Uk3adaa sie, wszak Hrabia mo.e nas przeprosia,
Deprekowaa; czekaj Waoea, czasu jeszcze dosya.
Chyba inny giez jaki Waoeci st1d wygania,
To gadaj szczerze, po co takie omawiania?



Jestem twj stryj; choa stary, znam, co serce m3ode;
By3em ci ojcem (mwi1c g3adzi3 go pod brode).
Ju. w ucho szepn13 o tem mnie mj palec ma3y,
e Waszea masz tu jakieoe z damami kaba3y.
Za katy, predko teraz m3odY do dam sie bierze!
No, Tadeuszku, przyznaj mi sie Waoea, a szczerze.


Ju.ci - b1kn13 Tadeusz - prawda, s1 przyczyny
Inne, kochany Stryju! mo.e z mojej winy!
Omy3ka! c.? nieszczeoecie! ju. trudno naprawia!
Nie, drogi Stryju, d3u.ej nie moge tu bawia!
B31d m3odooeci! Stryjaszku, nie pytaj o wiecej,
Ja musze z Soplicowa wyje.d.aa co predzej.


Ho - rzek3 stryj - pewnie jakieoe mi3ooene zatargi!
Uwa.a3em, .e Waszea wczora gryz3eoe wargi
Pogl1daj1c spode 3ba na pewn1 dziewczynke,
Widzia3em, .e i ona mia3a kwaoen1 minke.
Znam ja te wszystkie g3upstwa; kiedy dzieci para
Kocha sie; to tam u nich nieszczeoea co niemiara;
To ciesz1 sie, to znowu trapi1 sie i smuc1;
To znowu Bg wie o co do zebw sie sk3c1;
To stoj1c w k1tkach jakby mruki, nie gadaj1
Do siebie, czasem nawet w pole uciekaj1.
Je.eli na was raptus podobny napada,
B1dYcie tylko cierpliwi, ju. jest na to rada;
Biore na siebie wkrtce przywieoea was do zgody.
Znam ja te wszystkie g3upstwa, wszak.e by3em m3ody.
Powiedz mi Wasze wszystko; ja mo.e nawzajem
Cooe odkryje i tak sie oba poprzyznajem.



Stryjaszku - rzek3 Tadeusz (ca3uj1c mu reke
I rumieni1c sie) - powiem prawde; te panienke,
Zosie, wychowanice Stryja, podoba3em
Bardzo, choa tylko pare razy j1 widzia3em;
A mwi1, .e Stryj dla mnie za .one przeznacza
Podkomorzanke, piekn1 i crke bogacza.
Teraz nie mg3bym z pann1 R.1 sie o.enia,
Kiedy kocham te Zosie; trudno serce zmienia!
Nieuczciwie, .eni1c sie z jedn1, kochaa drug1,
Czas mo.e mnie uleczy; wyjade - na d3ugo.


Tadeuszku! - stryj przerwa3 - to mi dziwny sposb
Kochania sie: uciekaa od kochanych osb!
Dobrze, .eoe szczery; widzisz, g3upstwo byoe wyp3ata3
Odje.d.aj1c: a co Waoea powiesz, gdybym swata3
Sam Waci Zosie! He! c., nie skoczysz z radooeci?


Tadeusz rzek3 po chwili: Dobroa Jegomooeci
Dziwi mnie! Lecz c.? 3aska Stryja Dobrodzieja
Nie przyda sie ju. na nic! Ach! pr.na nadzieja!
Bo pani Telimena nie odda mi Zosi!
Bedziem prosia - rzek3 Sedzia.
Nikt jej nie uprosi -
Przerwa3 predko Tadeusz - nie, czekaa nie moge,
Stryjaszku, musze predko, jutro jechaa w droge.
Daj mi, 5tryjaszku, tylko twe b3ogos3awienstwo,
Wszystko przygotowa3em, jade zaraz w Ksiestwo.



Sedzia w1s krec1c, z gniewem na ch3opca spoziera3:
To Waoea tak szczery? takeoe mi serce otwiera3?
Naprzd w pojedynek! Potem znowu mi3ooea
I ten wyjazd, oj! jest tu w tem jakaoe zawi3ooea.
Ju. mnie gadano, ju.em kroki Waoeci bada3!
Asan ba3amut i trzpiot, Asan k3amstwa gada3.
A gdzie. to Asan chodzi3 onegdaj wieczorem?
Czego Asan jak wy.e3 tropi3 pode dworem?
O Tadeuszku! jeoeli mo.e Asan Zosie
Zba3amuci3 i teraz uciekasz? m3okosie,
To sie Waci nie uda; lubisz czy nie lubisz,
Zapowiadam Asanu, .e Zosie pooelubisz,
A nie, to bizun - jutro staniesz na kobiercu!
I gada mnie o czuciach! o niezmiennym sercu!
Lgarz jesteoe! pfe! ja z Waoeci, Panie Tadeuszu,
Zrobie oeledztwo, ja Waoeci jeszcze natre uszu!
Dzioe dooea mia3em k3opotw! A. mi g3owa boli!
Ten mi jeszcze spokojnie zasn1a nie dozwoli!
IdY mi Waoea spaa!
To mwi1c, drzwi na woeci1. otwiera3
I zawo3a3 WoYnego, .eby go rozbiera3.


Tadeusz cicho wyszed3, opuoeciwszy g3owe;
Rozbiera3 w myoeli przykr1 ze stryjem rozmowe,
Pierwszy raz po3ajany tak ostro!... oceni3
S3usznooea wyrzutw, sam sie przed sob1 rumieni3.
Co pocz1a? jeoeli Zosia o wszystkiem sie dowie?
Prosia o reke? a c. Telimena powie?
Nie - czu3, .e nie mg3 d3u.ej zostaa w Soplicowie.



Tak zadumany, ledwie zrobi3 krokw pare,
Gdy mu cooe droge zasz3o; spjrza3, widzi mare,
Ca31 w bieliYnie, d3ug1, wysmuk31 i cienk1.
Suwa3a sie ku niemu z wyci1gniet1 rek1,
Od ktrej odbija3 sie dr.1cy blask miesieczny,
I przyst1piwszy, cicho jekne3a: Niewdzieczny!
Szuka3eoe wzroku mego, teraz go unikasz,
Szuka3eoe rozmw ze mn1, dzioe uszy zamykasz,
Jakby w s3owach, we wzroku mym by3a trucizna!
Dobrze mi tak, wiedzia3am, kto jesteoe! - me.czyzna!
Nie znaj1c kokieterii, nie chcia3am cie dreczya,
Uszczeoeliwi3am; tak.eoe umia3 mnie zawdzieczya!
Tryumf nad miekkim sercem serce twe zatwardzi3;
eoe je zdoby3 zbyt 3acno, zbyt predkooe niem wzgardzi3!
Dobrze mi tak! lecz straszn1 nauczona prob1,
Wierz mi, i. wiecej ni. ty - gardze sama sob1!


Telimeno - Tadeusz rzek3 - dalbg, nietwarde
Mam serce ani ciebie unikam przez wzgarde,
Ale uwa. no sama, wszak nas widz1, oeledz1,
Czy. mo.na tak otwarcie? c. ludzie powiedz1?
Wszak to nieprzyzwoicie, to, dalbg, jest grzechem.
Grzechem! - odpowiedzia3a mu z gorzkim uoemiechem -
Niewini1tko! baranek! Ja, bed1c kobit1,
Jeoeli z mi3ooeci nie dbam, choaby mnie odkryto,
Choaby mnie os3awiono; a ty, ty me.czyzna?
C. szkodzi z was ktremu, chocia. sie i przyzna,
e ma romans z dziesieciu razem kochankami?
Mw prawde: chcesz mnie rzucia? - Zala3a sie 3zami.



Telimeno, c. by oewiat mwi3 o cz3owieku -
Rzek3 Tadeusz - ktry by teraz, w moim wieku,
Zdrw, .y3 na wsi, kocha3 sie - kiedy tyle m3odzi,
Tylu .onatych od .on, od dzieci uchodzi
Za granice, pod znaki narodowe bie.y?
Choabym chcia3 zostaa, czy to ode mnie zale.y?
Ojciec mnie testamentem kaza3, abym s3u.y3
W wojsku polskiem, teraz stryj ten rozkaz powtrzy3.
Jutro jade, zrobi3em ju. postanowienie,
I dalbg, Telimeno, ju. go nie odmienie.
Ja - rzek3a Telimena - nie chce ci zagradzaa
Drogi do s3awy, szczeoeciu twojemu przeszkadzaa!
Jesteoe me.czyzn1, znajdziesz kochanke godniejsz1
Serca twojego, znajdziesz bogatsz1, piekniejsz1!
Tylko dla mej pociechy niech wiem przed rozstaniem,
e twoja sk3onnooea by3a prawdziwem kochaniem,
e to nie by3 .art tylko, nie rozpusta p3ocha,
Lecz mi3ooea; niech wiem, .e mnie mj Tadeusz kocha!
Niech s3owo <<kocham>> jeszcze raz z ust twych us3ysze,
Niech je w sercu wyryje i w myoeli zapisze;
Przebacze 3acniej, chocia. przestaniesz mnie kochaa,
Pomn1c, jakeoe mnie kocha3... - I zacze3a szlochaa.


Tadeusz, widz1c, .e tak p3acze i tak b3aga
Czule, i tylko takiej drobnostki wymaga,
Wzruszy3 sie, przeje3y go szczery .al i litooea,
I je.eliby bada3 serca swego skrytooea,
Mo.e by sie w tej chwili i sam nie dowiedzia3,
Czyli j1 kocha3, czy nie. - Wiec .ywo powiedzia3:



Telimeno, bogdaj mnie jasny piorun ubi3,
Jeoeli nieprawda, .em cie, dalbg, bardzo lubi3
Czy kocha3; krtkie z sob1 spedzilioemy chwile,
Ale one mnie przesz3y tak s3odko, tak mile,
e bed1 d3ugo, zawsze myoeli mej przytomne,
I dalibg.e, nigdy ciebie nie zapomne.


Telimena skoczywszy pad3a mu na szyje:
Tegom sie spodziewa3a, kochasz mnie, wiec .yje!
Bo dzisiaj mia3am dni me w3asn1 rek1 skrcia!
Gdy mnie kochasz, mj drogi, czy. mo.esz mnie rzucia?
Tobie odda3am serce, oddam ci maj1tek,
Pjde za tob1 wszedzie; ka.dy oewiata k1tek
Bedzie mnie z tob1 mi3y! Z najdzikszej pustyni
Mi3ooea, wierzaj mi, ogrd rozkoszy uczyni.


Tadeusz, wydar3szy sie z objecia przemoc1:
Jak to? - rzek3 - czyoe z rozumu obrana? gdzie? po co?
Jechaa ze mn1? Ja, bed1c sam prostym .o3nierzem,
W3czya, czy markietanke? To my sie pobierzem -
Rzek3a mu Telimena. Nie, nigdy! - zawo3a
Tadeusz. Ja .enia sie nie mam teraz zgo3a
Zamiaru ni kochaa sie - fraszki! dajmy pokj!
Prosze cie, moja droga, rozmyoel sie! uspokj!
Ja jestem tobie wdzieczen, ale niepodobna
enia sie, kochajmy sie, ale tak - z osobna.
Zostaa d3u.ej nie moge; nie, nie, jechaa musze,
B1dY zdrowa, Telimeno moja, jutro rusze.



Rzek3, nasuwa3 kapelusz, odwraca3 sie bokiem,
Chc1c ioea; lecz go wstrzyma3a Telimena okiem
I twarz1, jak Meduzy g3ow1; musia3 zostaa
Mimowolnie; pogl1da3 z trwog1 na jej postaa,
Sta3a blada, bez ruchu, bez tchu i bez .ycia!
A. wyci1gaj1c reke jak miecz do przebicia,
Z palcem zmierzonym prosto w Tadeusza oczy:
Tego chcia3am - krzykne3a - ha, jezyku smoczy!
Serce jaszczurcze! To nic, .em tob1 zajeta
Wzgardzi3a Asesora, Hrabie i Rejenta,
eoe mnie uwid3 i teraz porzucasz sierote,
To nic! Jesteoe me.czyzn1, znam wasz1 niecnote,
Wiem, .e jak inni, tak ty mg3byoe wiare z3amaa,
Lecz nie wiedzia3am, .e tak podle umiesz k3amaa!
S3ucha3am pode drzwiami stryja! wiec to dziecko?
Zosia? wpad3a ci w oko? i na ni1 zdradziecko
Dybiesz! Zaledwieoe jedn1 nieszczesn1 oszuka3,
A ju.eoe pod jej bokiem nowych ofiar szuka3!
Uciekaj, lecz cie moje dooecign1 przeklectwa -
Lub zostan, wydam oewiatu twoje bezecenstwa;
Twe sztuki ju. nie zwiod1 innych, jak mnie zwiod3y!
Precz! gardze tob1! jesteoe k3amca, cz3owiek pod3y!


Na obelge oemierteln1 dla uszu szlachcica,
I ktrej .aden nigdy nie s3ysza3 Soplica,
Zadr.a3 Tadeusz, twarz mu poblad3a jak trupia,
Tupn1wszy nog1, usta przyci1wszy, rzek3: G3upia!



Odszed3; lecz wyraz pod3ooea echem sie powtrzy3
W sercu, wzdrygn13 sie m3odzian, czu3, .e nan zas3u.y3;
Czu3, .e wyrz1dzi3 wielk1 krzywde Telimenie,
e go s3usznie skar.y3a, mwi3o sumnienie;
Lecz czu3, .e po tych skargach tem mocniej j1 zbrzydzi3;
O Zosi, ach! pomyoelia nie wa.y3 sie, wstydzi3.
Przecie. ta Zosia, taka piekna, taka mi3a!
Stryj swata3 j1! mo.e by jego .on1 by3a,
Gdyby nie szatan, co go pl1cz1c w grzech za grzechem,
W k3amstwo za k3amstwem, wreszcie odst1pi3 z uoemiechem.
Z3ajany, pogardzony od wszystkich! w dni pare
Zmarnowa3 przysz3ooea! Uczu3 s3uszn1 zbrodni kare.


W tej burzy uczua, jakby kotwica spoczynku,
Zab3ysne3a mu nagle myoel o pojedynku:
Zamordowaa Hrabiego! 3otra! - krzykn13 w gniewie. -
Zgin1a albo zemoecia sie! A za co? Sam nie wie!
I ten gniew wielki, jak sie zaj13 w mgnieniu oka,
Tak wywietrza3; znow zdje3a go .a3ooea g3eboka.
Myoeli3: Jeoeli prawdziwe by3o postrze.enie,
e Hrabia z Zosi1 jakieoe ma porozumienie,
I c. st1d? Mo.e Hrabia kocha Zosie szczerze,
Mo.e go ona kocha? za me.a wybierze!
Jakim.e prawem chcia3bym zerwaa to zameoecie
I, sam nieszczeoenik, wszystkich mam zaburzaa szczeoecie?


Wpad3 w rozpacz i nie widzia3 innego sposobu,
Chyba ucieczke predk1; gdzie? chyba do grobu!



Wiec ku3ak przycisn1wszy na schylonem czole,
Bieg3 ku 31kom, gdzie stawy b3yszcza3y sie w dole,
I stan13 nad b3otnistym; w zielonawe tonie
Lakomy wzrok utopi3 i b3otniste wonie
Z rozkosz1 ci1gn13 piersi1, i otworzy3 usta
Ku nim: bo samobjstwo jak ka.da rozpusta
Jest wymyoeln1; on w g3owy szalonym zawrocie
Czu3 niewymowny poci1g utopia sie w b3ocie.


Lecz Telimena, z dzikiej m3odzienca postawy
Zgaduj1c rozpacz, widz1c, .e pobieg3 nad stawy,
Chocia. ku niemu takim s3usznym gniewem pa3a,
Przelek3a sie; w istocie dobre serce mia3a.
al jej by3o, .e inn1 oemia3 Tadeusz lubia,
Chcia3a go skaraa, ale nie myoeli3a zgubia;
Wiec puoeci3a sie za nim, wznosz1c rece obie,
Krzycz1c: Stj! g3upstwo! kochaj czy nie! .en sie sobie
Czy jedY! tylko stj! - Ale on ju. szybkim biegiem
Wyprzedzi3 j1 daleko; ju. - stan13 nad brzegiem.


Dziwnym zrz1dzeniem losw, po tym samym brzegu
Jecha3 Hrabia na czele d.okejw szeregu,
A zachwycony wdziekiem nocy tak pogodnej
I harmonij1 cudn1 orkiestry podwodnej,
Owych chorw, co brzmia3y jak arfy eolskie
(adne .aby nie graj1 tak pieknie jak polskie),
Wstrzyma3 konia i o swej zapomnia3 wyprawie,
Zwrci3 ucho do stawu i s3ucha3 ciekawie.
Oczy wodzi3 po polach, po niebios obszarze:
Pewnie uk3ada3 w myoeli nocne peiza.e.



Zaiste, okolica by3a malownicza!
Dwa stawy pochyli3y ku sobie oblicza
Jako para kochankw: prawy staw mia3 wody
G3adkie i czyste jako dziewicze jagody;
Lewy, ciemniejszy nieco, jako twarz m3odziana
Smag3awa i ju. meskim puchem osypana.
Prawy z3ocistym piaskiem po3yska3 sie wko3o
Jak gdyby w3osem jasnym; a lewego czo3o
Naje.one 3ozami, wierzbami czubate;
Oba stawy ubrane w zielonooeci szate.


Z nich dwa strugi, jak rece zwi1zane pospo3u,
OEciskaj1 sie; strug dalej upada do do3u;
Upada, lecz nie ginie, bo w rowu ciemnote
Unosi na swych falach ksie.yca poz3ote;
Woda warstami spada, a na ka.dej waroecie
Po3yskaj1 sie blasku miesiecznego garoecie,
OEwiat3o w rowie na drobne drzazgi sie roztr1ca,
Chwyta je i w g31b niesie ton uciekaj1ca,
A z gry znw garoeciami spada blask miesi1ca.
Myoela3byoe, .e u stawu siedzi OEwitezianka,
Jedn1 rek1 zdrj leje z bezdennego dzbanka,
A drug1 rek1 w wode dla zabawki miota
Brane z fartuszka garoecie zakletego z3ota.


Dalej, z rowu wybieg3szy, strumien na rwninie
Rozkreca sie, ucisza, lecz widaa, .e p3ynie,
Bo na jego ruchomej, drgaj1cej pow3oce
Wzd3u. miesieczne oewiate3ko drgaj1ce migoce.



Jako piekny w1. .mudzki, zwany g i w o j t o s e m,
Chocia. zdaje sie drzemaa, le.1c miedzy wrzosem,
Pe3Ynie, bo na przemiany srebrzy sie i z3oci,
A. nagle zniknie z oczu we mchu lub paproci:
Tak strumien krec1cy sie chowa3 sie w olszynach,
Ktre na widnokregu czernia3y konczynach,
Wznosz1c swe kszta3ty lekkie, niewyraYne oku,
Jak duchy na wp3 widne, na po3y w ob3oku.


Miedzy stawami w rowie m3yn ukryty siedzi;
Jako stary opiekun, co kochankw oeledzi,
Pods3ucha3 ich rozmowe, gniewa sie, szamoce,
Trzesie g3ow1, rekami, i groYby be3koce:
Tak w m3yn nagle zatrz1s3 mchem obros3e czo3o
I palczast1 sw1 pieoeci1 wykrecaj1c wko3o,
Ledwo klekn13 i szczeki zebowate ruszy3,
Zaraz mi3ooen1 staww rozmowe zag3uszy3
I zbudzi3 Hrabie.


Hrabia, widz1c, .e tak blisko
Tadeusz naszed3 jego zbrojne stanowisko,
Krzyczy: Do broni! 3apaj! Skoczyli d.okeje;
Nim Tadeusz rozeznaa mg3, co sie z nim dzieje,
Ju. go chwycili; bieg1 do dworu, w podwrze
Wpadaj1; dwr budzi sie, psy w ha3as, w krzyk str.e.
Wyskoczy3 wp3 ubrany Sedzia; widzi zgraje
Zbrojn1, myoeli, .e zbjcy, a. Hrabie poznaje.
Co to jest? - pyta. Hrabia szpad1 nad nim mign13,
Lecz widz1c bezbronnego w zapale ostygn13.



Soplico! - rzek3 - odwieczny wrogu mej rodziny.
Dzioe skarze cie za dawne i za oewie.e winy,
Dzioe zdasz mi sprawe z mojej fortuny zaboru,
Nim pomszcze sie obelgi mojego honoru!


Lecz Sedzia .egnaj1c sie krzykn13: W imie Ojca
I Syna! tfu! Mospanie Hrabia, czy waoea zbojca?
Przebg! czy to sie zgadza z Pana urodzeniem,
Wychowaniem i z Pana na oewiecie znaczeniem?
Nie pozwole skrzywdzia sie! - Wtem Sedziego s3udzy
Biegli, jedni z kijami, ze strzelbami drudzy;
Wojski, stoj1c z daleka, pogl1da3 ciekawie
W oczy panu Hrabiemu, a n. mia3 w rekawie.


Ju. mieli zacz1a bitwe, lecz Sedzia przeszkodzi3;
Pr.no by3o bronia sie, nowy wrg nadchodzi3:
Postrze.ono w olszynie blask, wystrza3 rusznicy!
Most na rzece zahucza3 tetentem konnicy
I Haj.e na Soplice! tysi1c g3osw wrzas3o.
Wzdrygn13 sie Sedzia, pozna3 Gerwazego has3o.
Nic to - zawo3a3 Hrabia - bedzie tu nas wiecj,
Poddaj sie, Sedzio, to s1 moi sprzymierzency.


Wtem Asesor nadbiega3 krzycz1c: Areszt k3ade
W imie Imperatorskiej Mooeci; oddaj szpade,
Panie Hrabio, bo wezwe wojskowej pomocy!
A wiesz Pan, .e kto zbrojnie oemie napadaa w nocy,
Zastrze.ono tysi1cznym dwchsetnym ukazem,
e jak z3o... Wtem go Hrabia w twarz uderzy3 p3azem.



Pad3 zg3uszony Asesor i skry3 sie w pokrzywy;
Wszyscy myoeleli, .e by3 ranny lub nie.ywy.


Widze - rzek3 Sedzia - .e sie na rozbj zanosi.
Jekneli wszyscy; wszystkich zag3uszy3 wrzask Zosi,
Ktra krzycza3a, Sedzie obj1wszy rekami,
Jako dziecko od ydw k3ute igie3kami.


Tymczasem Telimena wpad3a miedzy konie,
Wyci1gne3a ku Hrabi za3amane d3onie:
Na twj honor! - krzykne3a przeraYliwym g3osem,
Z g3ow1 w ty3 wychylon1, z rozpuszczonym w3osem -
Przez wszystko, co jest oewietem, na kleczkach b3agamy!
Hrabio, oemiesz.e odmwia? prosz1 ciebie damy;
Okrutniku, nas pierwej musisz zamordowaa!
Pad3a zemdlona - Hrabia skoczy3 j1 ratowaa,
Zadziwiony i nieco zmieszany t1 scen1.
Panno Zofijo - rzecze - Pani Telimeno!
Nigdy sie krwi1 bezbronnych ta szpada nie splami;
Soplicowie, jesteoecie mojemi wieYniami.
Tak zrobi3em we W3oszech, kiedy pod opok1,
Ktr1 Sycylijanie zw1 Birbante-rokk1,
Zdoby3em tabor zbjcw; zbrojnych mordowa3em,
Rozbrojonych zabra3em i zwi1zaa kaza3em:
Szli za konmi i tryumf mj zdobili oewietny,
Potem ich powieszono u podno.a Etny.


By3o to osobliwe szczeoecie dla Soplicw,
e Hrabia, maj1c lepsze konie od szlachcicw



I chc1c spotkaa sie pierwszy, zostawi3 ich w tyle
I bieg3 przed reszt1 jazdy, przynajmniej o mile
Ze swym d.okejstwem, ktre, pos3uszne i karne,
Stanowi3o niejako wojsko regularne,
Gdy inna szlachta by3a, zwyczajem powstania,
Burzliwa i nieYmiernie skora do wieszania.


Hrabia mia3 czas ostygn1a z zapa3u i gniewu,
Przemyoela3, jak by skonczya bj bez krwi rozlewu;
Wiec rodzine Soplicw w domu zamkn1a ka.e
Jako wieYniw wojennych; u drzwi stawi stra.e.


Wtem Haj.e na Soplicw! wpada szlachta hurmem,
Obstepuje dwr wko3o i bierze go szturmem,
Tym 3acniej, .e wdz wziety i pierzch3a za3oga;
Lecz zdobywcy chc1 bia sie, wyszukuj1 wroga.
Do domu nie wpuszczeni, bieg1 do folwarku,
Do kuchni.


Gdy do kuchni weszli, widok garkw,
Ogien ledwie zagas3y, potraw zapach oewie.y,
Chrupanie psw, gryz1cych ostatki wieczerzy,
Chwyta wszystkich za serca, myoel wszystkich odmienia,
Studzi gniewy, zapala potrzebe jedzenia.
Marszem i ca3odziennym znu.eni sejmikiem,
Jeoea! jeoea! - po trzykroa zgodnym wezwali okrzykiem,
Odpowiedziano: Pia! pia! Miedzy szlachty zgraj1
Staj1 dwa chory: ci pia, a ci jeoea wo3aj1;
Odg3os leci echami; gdzie tylko dochodzi,



Wzbudza oskome w ustach, g3d w .o31dkach rodzi.
I tak na dane z kuchni has3o, niespodzianie
Rozesz3a sie armija na fura.owanie.


Gerwazy, od pokojw Sedziego odparty,
Ust1pia musia3 przez wzgl1d dla hrabiowskiej warty.
Wiec nie mog1c zemoecia sie na nieprzyjacielu,
Myoeli3 o drugim wielkim tej wyprawy celu.
Jako cz3ek dooewiadczony i bieg3y w prawnictwie,
Chce Hrabiego osadzia na nowym dziedzictwie
Legalnie i formalnie; wiec za WoYnym biega,
A. go po d3ugich oeledztwach za piecem dostrzega.
Wnet porywa za ko3nierz, na dziedziniec wlecze
I zmierzywszy mu w piersi Scyzoryk, tak rzecze:
Panie WoYny, pan Hrabia oemie Waapana prosia,
Abyoe raczy3 przed szlacht1 braci1 wnet og3osia
Intromisyj1 Hrabi do zamku, do dworu
Soplicw, do wsi, gruntw zasianych, ugoru,
S3owem, cum gais, boris et graniciebus,
Kmetonibus, scultetis et omnibus rebus
Et quibusdam alijis. Jak tam wiesz, tak szczekaj,
Nic nie opuszczaj!


Panie Kluczniku, zaczekaj! -
Rzek3 oemia3o, rece za pas w3o.ywszy Protazy -
Gotw jestem wype3niaa wszelkie stron rozkazy,
Ale ostrzegam, .e akt nie bedzie mia3 mocy,
Wymuszony przez gwa3ty, og3oszony w nocy.
Co za gwa3ty? - rzek3 Klucznik - tu nie ma napaoeci,



Wszak prosze Pana grzecznie; jeoeli ciemno Waoeci,
To Scyzorykiem skrzesam ognia, .e Waszeci
Zaraz w oelepiach jak w siedmiu kooecio3ach zaoewieci.


Gerwazenku - rzek3 WoYny - po co sie tak d1saa?
Jestem woYny, nie moja rzecz sprawe roztrz1saa;
Wszak wiadomo, .e strona woYnego zaprasza
I dyktuje mu, co chce, a woYny og3asza.
WoYny jest pos3em prawa, a pos3w nie karz1,
Nie wiem tedy, za co mnie trzymacie pod stra.1;
Wnet akt spisze, niech mi kto latarke przyniesie,
A tymczasem og3aszam: Bracia, uciszcie sie!


I by donooeniej mwia, wst1pi3 na stos wielki
Belek (pod p3otem sadu suszy3y sie belki),
Wlaz3 na nie i zarazem, jakby go wiatr zdmuchn13,
Znikn13 z oczu; s3yszano, jak w kapuste buchn13;
Widziano, po konopiach ciemnych jego bia3a
Konfederatka niby go31b przelecia3a.
Konewka strzeli3 w czapke, ale chybi3 celu;
Wtem zatrzeszcza3y tyki, ju. Protazy w chmielu -
Protestuje! - zawo3a3; pewny by3 ucieczki,
Bo za sob1 mia3 3oze i bagniska rzeczki.


Po tej protestacyi, ktra sie ozwa3a
Jak na zdobytych wa3ach ostatni strza3 dzia3a,
Usta3 ju. wszelki opor w Soplicowskim dworze;
Szlachta g3odna pl1druje, zabiera, co mo.e.
Kropiciel, stanowisko zaj1wszy w oborze,



Jednego wo3u i dwa cielce w 3by zakropi3,
A Brzytewka im szable w gardzielach utopi3.
Szyde3ko rwnie czynnie u.ywa3 swej szpadki,
Kabany i prosieta kol1c pod 3opatki.
Ju. rzeY zagra.a ptastwu. Czujne gesi stado,
Co niegdyoe ocali3o Rzym przed Gallw zdrad1,
Darmo gega o pomoc; zamiast Manlijusza
Wpada w kotuch Konewka, jedne ptaki zdusza,
A drugie .ywcem wi1.e do pasa kontusza.
Pr.no gesi, szyjami wywijaj1c, chrypi1,
Pr.no gesiory sycz1c napastnika szczypi1.
On bie.y; osypany iskrz1cym sie puchem,
Unoszony jak k3mi gesich skrzyde3 ruchem,
Zdaje sie bya chochlikiem, skrzydlatym z3ym duchem.


Ale rzeY najstraszniejsza, chocia. najmniej krzyku,
Miedzy kurami. M3ody Sak wpad3 do kurniku
I z drabinek, stryczkami 3owi1c, ci1gnie z gry
Kogutki i szurpate i czubate kury;
Jedne po drugich dusi i sk3ada do kupy,
Ptastwo piekne, karmione per3owemi krupy.
Niebaczny Saku, jaki. zapa3 cie unosi!
Nigdy ju. odt1d gniewnej nie przeb3agasz Zosi.


Gerwazy przypomina starodawne czasy.
Ka.e sobie podawaa od kontuszw pasy
I nimi z Soplicowskiej piwnicy dobywa
Beczki starej siwuchy, debniaku i piwa.
Jedne wnet odgwo.d.ono, a drugie ochoczo



Szlachta, gesta jak mrwie, porywaj1, tocz1
Do zamku; tam na nocleg ca3y t3um sie zbiera,
Tam za3o.ona g3wna Hrabiego kwatera.


Nak3adaj1 sto ognisk, warz1, skwarz1, piek1,
Gn1 sie sto3y pod miesem, trunek p3ynie rzek1;
Chce szlachta noc te przepia, przejeoea i przeoepiewaa.
Lecz powoli zaczeli drzemaa i poziewaa;
Oko gaoenie za okiem, i ca3a gromada
Kiwa g3owami, ka.dy, gdzie siedzia3, tam pada:
Ten z mis1, ten nad kuflem, ten przy wo3u awierci.
Tak zwycie.cw zwycie.y3 w koncu sen, brat oemierci.



KSIEGA DZIEWIYTA
BITWA


Treoea:
O niebezpieczenstwach wynikaj1cych z nieporz1dnego obozowania -
Odsiecz niespodziana - Smutne po3o.enie szlachty - Odwiedziny
kwestarskie s1 wr.b1 ratunku - Major P3ut zbytni1 zalotnooeci1 oeci1ga
na siebie burze - Wystrza3 z krcicy, has3o boju - Czyny Kropiciela, czyny
i niebezpieczenstwa Maaka - Konewka zasadzk1 ocala Soplicowo - Posi3ki
jezdne, atak na piechote - Czyny Tadeusza - Pojedynek dowdcw
przerwany zdrad1 - Wojski stanowczym manewrem przechyla szale boju -
Czyny krwawe Gerwazego - Podkomorzy zwycie.ca wspania3omyoelny.



A chrapali tak twardym snem, .e ich nie budzi
Blask latarek i wnioecie kilkudziesi1t ludzi,
Ktrzy wpadli na szlachte, jak paj1ki oecienne
Nazwane k o s a r z a m i na muchy wp3senne:
Zaledwie ktra bzyknie, ju. d3ugimi nogi
Obejmuje j1 wko3o i dusi mistrz srogi.
Sen szlachecki by3 jeszcze twardszy ni. sen muszy:
aden nie bzyka, le.1 wszyscy jak bez duszy,
Chocia. byli chwytani silnymi rekoma
I przewracani jako na przewi1s3ach s3oma.


Tylko jeden Konewka, ktremu w powiecie
Nie znajdziesz rwnie mocnej g3owy przy bankiecie,
Konewka, co mg3 wypia lipcu dwa anta3y,
Nim mu spl1ta3 sie jezyk i nogi zachwia3y,
Ten, choa d3ugo ucztowa3 i usn13 g3eboko,
Dawa3 przecie znak .ycia; przemkn13 jedno oko
I widzi! istne zmory! dwie okropne twarze
Tu. nad sob1, a ka.da ma w1sw po parze;
Dysz1 nad nim, ust jego tykaj1 w1sami
I czworgiem r1k woko3o wij1 jak skrzyd3ami;
Zl1k3 sie, chcia3 prze.egnaa sie: darmo reke chwyta,
Reka prawa jak gdyby do boku przybita;
Ruszy3 lew1, niestety! czuje, .e go duchy
Spowi3y ciasno, jako niemowle w pieluchy;
Zl1k3 sie jeszcze okropniej, wnet oko zawiera,
Le.y nie dysz1c, stygnie, ledwie nie umiera!



Lecz Kropiciel zerwa3 sie bronia sie - po czasie!
Bo ju. by3 skrepowany we swym w3asnym pasie;
Przecie. zwin13 sie i tak spre.yoecie podskoczy3,
e pad3 na piersi sennych, po g3owach sie toczy3,
Miota3 sie jako szczupak, gdy sie w piasku rzuca.
A rycza3 jako niedYwiedY, bo mia3 silne p3uca.
Rycza3: Zdrada! Wnet ca3a zbudzona gromada
Chorem odpowiedzia3a: Zdrada! gwa3tu! zdrada!


Krzyk dochodzi echami zwierciadlanej sali,
Kedy Hrabia, Gerwazy i d.okeje spali;
Przebudza sie Gerwazy, darmo sie wydziera,
Zwi1zany w kij do swego w3asnego rapiera;
Patrzy, widzi przy oknie ludzi uzbrojonych,
W czarnych, krtkich kaszkietach, w mundurach zielonych;
Jeden z nich, opasany szarf1, trzyma3 szpade
I ostrzem jej kierowa3 swych drabw gromade,
Szepc1c: Wi1.! wi1.!
Doko3a le.1 jak barany
D.okeje w petach, Hrabia siedzi nie zwi1zany,
Lecz bezbronny; przy nim dwaj z go3emi bagnety
Stoj1 drabi. - Pozna3 ich Gerwazy, niestety!
Moskale!!!


Nieraz Klucznik by3 w podobnych trwogach,
Nieraz miewa3 powrozy na reku i nogach,
A przecie. sie uwalnia3; wiedzia3 o sposobie
Rwania wiezw, by3 silny bardzo, ufa3 sobie.
Przemyoela3 ratowaa sie milczkiem; oczy zmru.y3,



Niby oepi, z wolna rece i nogi przed3u.y3,
Dech wci1gn13, brzuch i piersi oecisn13 co najwe.ej;
A. jednym razem kurczy, wydyma sie, pre.y,
Jak w1., g3owe i ogon gdy chowa w przeguby,
Tak Gerwazy z d3ugiego sta3 sie krtki, gruby;
Rozci1gne3y sie, nawet skrzypne3y powrozy,
Ale nie pek3y! Klucznik ze wstydu i zgrozy
Przewrci3 sie i w ziemie schowawszy twarz gniewn1,
Zamkn1wszy oczy, le.a3 nieczu3y jak drewno.


Wtem ozwa3y sie bebny, naprzd z rzadka, potem
Coraz gestszym i coraz g3ooeniejszym 3oskotem;
Na ten apel rozkaza3 oficer Moskali
D.okejw z Hrabi1 zamkn1a pod stra.1 na sali,
Szlachte wieoea na dwr, kedy sta3a druga rota.
Nadaremnie Kropiciel d1sa sie i miota.


Sztab sta3 we dworze, a z nim zbrojnej szlachty wiele:
Podhajscy, Birbaszowie, Hreczechy, Biergele,
Wszyscy Sedziego krewni albo przyjaciele.
Na odsiecz mu przybiegli s3ysz1c o napadzie,
Zw3aszcza .e z Dobrzynskimi byli z dawna w zwadzie.


Kto z wiosek batalijon Moskalw sprowadzi3?
Kto tak predko s1siedztwo z zaoeciankw zgromadzi3?
Asesor-li, czy Jankiel? R.nie s3ychaa o tem,
Lecz nikt pewnie nie wiedzia3 ni wtenczas, ni potem.
Ju. te. i s3once wschodzi, krwawo sie czerwieni,
Brzegiem tepym, jak gdyby odartym z promieni,



Na wp3 widne, na po3y w czerni chmur sie chowa
Jak roz.arzona w weglach kowalskich podkowa.
Wiatr wzmaga3 sie i pedzi3 ob3oki ze wschodu,
Geste i poszarpane jako bry3y lodu;
Ka.dy ob3ok w przelocie deszczem zimnym prszy,
Z ty3u za nim wiatr leci i deszcz znowu suszy,
Za wiatrem znowu ob3ok nadbiega wilgotny:
I tak dzien na przemiany by3 ch3odny i s3otny.


Tymczasem Major belki schn1ce pode dworem
Ka.e wlec, w ka.dej belce wysiekaa toporem
P3okr1g3e otwory, w te otwory wtyka
Nogi wieYniw i drug1 belk1 je zamyka.
Oba drewna goYdziami przebite po rogach
OEcisne3y sie, jako psie paszczeki, na nogach.
Zaoe powrozami mocniej sznurowano rece
Na plecach szlachty; Major, ku wiekszej ich mece,
Kaza3 pierwej pozdzieraa z g3w konfederatki,
Z plecw p3aszcze, kontusze, nawet taratatki.
Nawet .upany. I tak szlachta, skuta w k3odzie,
Siedzia3a rzedem, dzwoni1c zebami na ch3odzie
I na deszczu, bo coraz wzmaga3a sie s3ota,
Nadaremnie Kropiciel d1sa sie i miota.


Darmo Sedzia za szlacht1 instancyje wnosi
I Telimena 31czy prooeby do 3ez Zosi,
A.eby miano wiekszy wzgl1d na niewolnikw.
Wprawdzie oficer rotny, pan Nikita Rykw,
Moskal, lecz dobry cz3owiek, da3 sie udobruchaa,
C., kiedy sam majora P3uta musia3 s3uchaa!



Ten major, Polak rodem, z miasteczka Dzierowicz,
Nazywa3 sie (jak s3ychaa) po polsku P3utowicz,
Lecz przechrzci3 sie; 3otr wielki, jak sie zwykle dzieje
Z Polakiem, ktry w carskiej s3u.bie zmoskwicieje.
P3ut sta3 z fajk1 przed frontem, w boki sie podpiera3
I gdy mu k3aniano sie, nos w gre zadziera3,
A za odpowiedY, na znak gniewnego humoru,
Wypuoeci3 z ust k31b dymu i poszed3 do dworu.


A tymczasem Rykowa Sedzia u3agadza
I Asesora tak.e na bok odprowadza;
Przemyoelaj1, jak by rzecz zakonczya bez s1du,
A co jeszcze wa.niejsza, bez mieszan sie rz1du.


Wiec do majora P3uta rzek3 kapitan Rykw:
Panie Major! co nam z tych wszystkich niewolnikw?
Oddamy pod s1d? bedzie szlachcie wielka bieda,
A Panu Majorowi nikt za to nic nie da.
Wiesz co, Major? ot, lepiej te sprawe zagodzia,
Pan Sedzia Majorowi musi trud nagrodzia,
My powiemy, .e my tu przyszli dla wizyty,
A tak i kozy ca3e, i wilk bedzie syty.
Przys3owie ruskie: Wszystko mo.na, lecz ostro.nie:
I to przys3owie: Sobie piecz na carskim ro.nie;
I to przys3owie: Lepsza zgoda od niezgody;
Zapl1taj dobrze weze3, konce wsadY do wody.
Raportu nie podamy, tak sie nikt nie dowie.
Bg da3 rece, .eby braa, to ruskie przys3owie.



S3ysz1c to Major wstaje i od gniewu parska:
Czy ty oszala3, Rykw? to s3u.ba cesarska,
A s3u.ba nie jest dru.ba, stary, g3upi Rykw!
Czy ty oszala3? ja mam puszczaa buntownikw!
W takim wojennym czasie! Ha, pany Polaki,
Ja was naucze buntu! Ha, szlachta 3ajdaki,
Dobrzynscy, oj, ja znam was! Niech 3ajdaki mokn1!
(I zaoemia3 sie na ca3e gard3o, patrz1c w okno).
Wszak.e ten sam Dobrzynski, co siedzi w surducie -
Hej, zdj1a mu surdut! - w roku przesz3ym na reducie
Zacz13 ze mn1 te k3tnie. Kto zacz13? on, nie ja.
On, gdy tanczy3em, krzykn13: <<Precz, za drzwi z3odzieja>>
e wtenczas za pu3kowej okradzenie kasy
By3em pod oeledztwem, mia3em wielkie ambarasy,
A jemu co do tego? Ja tancze mazura,
On krzyczy z ty3u: <<Z3odziej!>> - Szlachta za nim: <<Ura!>>
Skrzywdzili mnie - a co? wpad3 w me szpony szlachciura.
Mwi3em: Ej, Dobrzynski! ej, przyjdzie do woza
Koza - a co? Dobrzynski, widzisz! bedzie 3oza.


Potem Sedziemu szepn13, schyliwszy sie, w ucho:
Jeoeli chcesz, Sedzio, .eby to usz3o na sucho,
Za ka.d1 g3owe tysi1c rubelkw gotwk1.
Tysi1c rubelkw, Sedzio, to ostatnie s3wko.


Sedzia chcia3 targowaa sie, lecz Major nie s3ucha3,
Znowu biega3 po izbie, dymem gesto bucha3,
Podobny do szmermelu albo do rakiety.
Chodzi3y za nim prosz1c i p3acz1c kobiety.



Majorze - mwi3 Sedzia - choa pozwiesz do prawa,
C. wygrasz? Tu nie zasz3a .adna bitwa krwawa,
Nie by3o ran; .e zjedli kury i p3g1ski,
Za to wedle Statutu zap3ac1 nawi1zki.
Ja na pana Hrabiego nie zanosze skargi,
To tylko by3y zwyk3e s1siedzkie zatargi.


A czy Sedzia - rzek3 Major -
.  3 t 1 k s i e g e czyta3?
Co to za .3ta ksiega? pan Sedzia zapyta3.


Ksiega - rzek3 Major - lepsza ni. wasze statuty,
A w niej pisze co s3owo: stryczek, Sybir, knuty;
Ksiega ustaw wojennych, teraz w Litwie ca3j
Og3oszonych; ju. pod st3 wasze trybuna3y.
Pod3ug ustaw wojennych za takow1 psote
Pjdziecie ju. to najmniej w sybirn1 robote.


Apeluje - rzek3 Sedzia - do gubernatora.
Apeluj - rzek3 P3ut - choaby do Imperatora.
Wiesz, .e gdy Imperator zatwierdza ukazy,
Z 3aski swej czesto kare powieksza dwa razy.
Apelujcie, ja mo.e wynajde w potrzebie,
Mospanie Sedzio, dobry kruczek i na ciebie.
Wszak Jankiel, szpieg, ktrego ju. rz1d dawno oeledzi,
Jest twoim domownikiem, w karczmie twojej siedzi.
Moge teraz was wszystkich wzi1a w areszt od razu.
Mnie - rzek3 Sedzia - braa w areszt? jak oemiesz bez rozkazu?
I przychodzi3o coraz do .ywszego sporu,
Gdy nowy gooea zajecha3 na dziedziniec dworu.



Wjazd t3umny, dziwny. Przodem, niby laufer, bie.y
Ogromny, czarny baran, a 3eb mu sie je.y
Czterema rogami, z ktrych dwa jako kab31ki
Krec1 sie ko3o uszu, ubrane we dzwonki,
A dwa, od czo3a na bok wysuwaj1c konce,
Wstrz1saj1 kulki kr1g3e, mosie.ne, brzecz1ce.
Za baranem sz3y wo3y, trzoda owiec, kozy,
Za byd3em cztery cie.ko pakowane wozy.


Wszyscy odgadli, .e to wjazd ksiedza Kwestarza.
Wiec pan Sedzia, powinnooea znaj1c gospodarza,
Sta3 w progu witaa gooecia. Ksi1dz na pierwszej bryce
Jecha3, kapturem na wp3 zas3oniwszy lice,
Ale go wnet poznano, bo gdy wieYniw min13,
Zwrci3 sie ku nim twarz1, palcem na znak skin13.
I drugiej bryki furman rwnie by3 poznany:
Stary Maciek Rzeczka, za ch3opa przebrany;
Szlachta zacze3a krzyczea, skoro sie pokaza3,
On rzek3: G3upi! - i rek1 milczenie nakaza3.
Na trzecim wozie Prusak w kubraku wytartym,
A pan Zan z Mickiewiczem jechali na czwartym.


A tymczasem Podhajscy i Isajewicze,
Birbasze, Wilbikowie, Biergele, Kotwicze,
Widz1c szlachte Dobrzynskich w tak cie.kiej niewoli,
Zaczeli z dawnych gnieww ostygaa powoli.
Bo szlachta polska, chocia. niezmiernie k3otliwa
I porywcza do bitew, przecie. nie jest moeciwa.
Bieg1 wiec do Macieja starego po rade.



On ko3o wozw ca31 ustawia gromade,
Ka.e czekaa.
Bernardyn wst1pi3 do pokoju.
Zaledwie go poznano, choa nie zmieni3 stroju,
Tak przybra3 inn1 postaa. Zwyczajnie ponury,
Zamyoelony, a teraz g3owe wznis3 do gry
I z min1 rozjaoenion1, jak kwestarz rubacha,
Nim zacz13 gadaa, d3ugo oemia3 sie:
Cha, cha, cha, cha,
K3aniam, k3aniam! cha, cha, cha, wyoemienicie, przednie!
Panowie oficery, kto poluje we dnie,
Wy w nocy! dobry po3w, widzia3em zwierzyne;
Oj, skubaa, skubaa szlachte, oj, drzea z nich 3upine!
Oj, weYcie. ich na munsztuk, bo te. szlachta bryka!
Winszuje ci, Majorze, .eoe z3owi3 Hrabika!
To t3uoecioszek, to bogacz, panicz z antenatw,
Nie wypuszczaj go z klatki bez trzystu dukatw;
A jak weYmiesz, na klasztor daj jakie trzy grosze
I dla mnie, bo ja zaw.dy za tw1 dusze prosze.
Jakem bernardyn, bardzo myoele o twej duszy!
OEmiera i sztabsoficerw porywa za uszy!
Dobrze napisa3 Baka, .e oemiera d.ga za katy
W szkar3aty i po suknie nieraz dobrze stuknie,
I po p3tnie tak utnie, jak i po kapturze,
I po fryzurze rwnie, jak i po mundurze.
OEmiera matula, powiada Baka, jak cebula
Lzy wyciska, gdy oeciska, a rwnie przytula
I dziecko, co sie lula, i zucha, co hula!
Ach! ach! Majorze, dzisiaj .yjem, jutro gnijem,



To tylko nasze, co dzioe zjemy i wypijem!
Panie Sedzio, wszak.e to czas podobno oeniadaa?
Siadam za st3 i prosze wszystkich ze mn1 siadaa;
Majorze, gdyby zrazw? Panie Poruczniku,
Co myoelisz? gdyby waze dobrego ponczyku?


To prawda, Ojcze - rzekli dwaj oficerowie -
Czas by ju. zjeoea i wypia Pana Sedzi zdrowie!


Zdziwili sie domowi, patrz1c na Robaka,
Sk1d mu sie wzie3a mina i weso3ooea taka.
Sedzia wnet kucharzowi powtrzy3 rozkazy;
Wniesiono waze, cukier, butelki i zrazy.
P3ut i Rykw tak czynnie zaczeli sie zwijaa,
Tak 3akomie po3ykaa i gesto zapijaa,
e w p3 godziny zjedli dwadzieoecia trzy zrazy
I wychylili ponczu ogromne p3 wazy.


Wiec Major syt i wes3 w krzeoele sie rozwali3,
Doby3 fajke, biletem bankowym zapali3
I otar3szy oeniadanie z ust koncem serwety,
Obrci3 oemiej1ce sie oczy na kobiety
I rzek3: Ja, piekne Panie, lubie was jak wety!
Na me szlify majorskie, gdy cz3ek zjad3 oeniadanie,
Najlepsz1 jest po zrazach zak1sk1 gadanie
Z paniami tak pieknemi jak wy, piekne Panie!


Wiecie co? grajmy w karty! w welba-cwelba? w wista?
Albo pjdYmy mazurka? he! do diab3w trzysta!



Wszak ja w jegierskim pu3ku pierwszy mazurzysta!
Za czym ku damom bli.ej schyli3 sie wygiety
I puszcza3 na przemiany dym i komplementy.


Tanczya! - zawo3a3 Robak - gdy wychyle flasze,
To i ja, choa ksi1dz, habit czasami podkasze
I potancze mazurka! Ale wiesz, Majorze,
My tu pijem, a jegry tam zmarzn1 na dworze?
Hulaa, to hulaa! Sedzio, daj beczke siwuchy!
Major pozwoli, niechaj pij1 jegry zuchy!
Prosi3bym - rzecze Major - lecz w tem nie ma musu.
Daj, Sedzio - szepn13 Robak - beczke spirytusu.
I tak, kiedy we dworze sztab weso3y 3yka,
Za domem zacze3a sie w wojsku pijatyka.


Rykw kapitan milczkiem kielichy wychyla3,
Lecz Major pi3 i razem damom sie przymila3,
A wzmaga3 sie w nim coraz tancowania zapa3;
Rzuci3 fajke i reke Telimeny z3apa3,
Chcia3 tanczya, lecz uciek3a; wiec podszed3 do Zosi,
K3aniaj1c sie, s3aniaj1c, do mazurka prosi:
Hej! ty Rykw, przestan.e tam tr1bia na fajce,
Precz fajka, wszak ty dobrze grasz na ba3abajce;
Widzisz no tam gitare, pdY no, weY gitare,
I mazurka! ja, Major, ide w pierwsz1 pare.
Kapitan wzi13 gitare i struny przykreca3,
P3ut znowu Telimene do tanca zacheca3.



S3owo majorskie, Panno, nie Rosyjaninem
Jestem, je.eli k3amie! chce bya sukinsynem,
Je.eli k3amie; spytaj, a oficerowie
Wszyscy pooewiadcz1, ca3a armija to powie,
e w tej drugiej armiji, w korpusie dziewi1tym,
W drugiej pieszej dywizji, w pu3ku pieadziesi1tym
Jegierskim major P3ut jest pierwszy mazurzysta.
PdY.e, Panienko! nie b1dY taka narowista!
Bo ja po oficersku ukarze Panienke...


To mwi1c skoczy3, chwyci3 Telimeny reke
I szerokim ca3usem w bia3e ramie klasn13,
Gdy Tadeusz, przypad3szy z boku, w twarz mu trzasn13.
I ca3us, i policzek ozwa3y sie razem,
Jeden za drugim, jako wyraz za wyrazem.


Major os3upia3, oczy przetar3, z gniewu blady
Zawo3a3: Bunt! buntownik! - i dobywszy szpady,
Bieg3 przebia; wtem Ksi1dz dosta3 z rekawa krcice:
Pal, Tadeuszku! - krzykn13 - pal jak w jasn1 oewice!
Tadeusz wnet pochwyci3, wymierzy3, wypali3,
Chybi3, ale Majora zg3uszy3 i osmali3.
Porywa sie z gitar1 Rykw: Bunt! bunt! - wo3a,
Wpada na Tadeusza; lecz Wojski zza sto3a
Machn13 rek1 na odlew; n. w powietrzu oewisn13
Miedzy g3owy i pierwej uderzy3, ni. b3ysn13.
Uderza w dno gitary, na wylot j1 wierci,
Schyli3 sie na bok Rykw i tak uszed3 oemierci.
Lecz strwo.y3 sie; krzykn1wszy:



Jegry! bunt! Jej Bogu! -
Doby3 szpady, broni1c sie zbli.a3 sie do progu.


Wtem z drugiej strony izby wpada szlachty wiele
Przez okna, z rapierami, Rzeczka na czele.
P3ut w sieni, Rykw za nim, wo3aj1 .o3nierzy,
Ju. trzech najbli.szych domu na pomoc im bie.y;
Ju. przeze drzwi w3a.1 trzy b3yszcz1ce bagnety,
A za nimi trzy czarne schylone kaszkiety.


Maciek sta3 u drzwi z Rzg1 wzniesion1 do gry,
Lgn1c do oeciany, czatowa3 jako kot na szczury,
A. ci13 okropnie; mo.e g3owy by trzy zwali3,
Lecz stary, czy nie dojrza3, czy zbyt sie zapali3,
Bo nim szyje wytkneli, r1bn13 po kaszkietach,
Zdar3 je; Rzga spadaj1c brz1k3a po bagnetach.
Moskale cofaj1 sie, Maciek ich wygania
Na dziedziniec.


Tam jeszcze wiecej zamieszania.
Tam stronnicy Soplicw pracuj1 w zawody
Nad rozkuciem Dobrzynskich, rozrywaj1 k3ody;
Widz1c to jegry za bron porywaj1, bieg1;
Sier.ant, wpad3szy, bagnetem przebi3 Podhajskiego,
Dwch drugich szlachty zrani3, do trzeciego strzela,
Uciekaj1; by3o to przy k3odzie Chrzciciela.


Ten ju. mia3 rece wolne, gotowe ku walce:
Wsta3, podnis3 d3on i zwin13 w k3ebek d3ugie palce,



I z gry tak uderzy3 w grzbiet Rosyjanina,
e twarz jego i skron wbi3 w zamek karabina.
Trzas3 zamek, lecz zalany krwi1 proch ju. nie spali3;
Sier.ant u ng Chrzciciela na sw1 bron sie zwali3.
Chrzciciel schyla sie, chwyta karabin za rure
I wij1c jak kropid3em, podnosi go w gre,
Robi m3ynka, dwch zaraz szeregowych zwala
Po ramionach i w g3owe ugadza kaprala;
Reszta zlek3a od k3ody cofa sie z przestrachem:
Tak Kropiciel ruchomym nakry3 szlachte dachem.


Zaczem rozbito k3ode, rozcieto powrozy,
Szlachta ju. wolna wpada na kwestarskie wozy,
Z nich dobywa rapiery, pa3asze, tasaki,
Kosy, strzelby; Konewka znalaz3 dwa szturmaki
I worek kul; wsypa3 je do swego szturmaka,
Drugi, rwnie nabiwszy, ust1pi3 dla Saka.


Jegrw wiecej przybywa, mieszaj1 sie, t3uk1;
Szlachta w zgie3ku nie mo.e ci1a krzy.ow1 sztuk1,
Jegry nie mog1 strzelaa, ju. walcz1 wrecz, z bliska -
Ju. stal, z1b za z1b o stal porwawszy sie, pryska,
Bagnet o szable, kosa o gifes sie 3amie,
Pieoea spotyka sie z pieoeci1 i z ramieniem ramie.


Lecz Rykw z czeoeci1 jegrw pobieg3, gdzie stodo3a
Tyka p3otw; tam staje, na .o3nierzy wo3a,
A.eby zaprzestali bitwe tak bez3adn1,
Gdzie nie u.ywszy broni, pod pieoeciami padn1.



Gniewny, .e sam nie mo.e daa ognia, bo w t3umie
Moskalw od Polakw rozr.nia nie umie,
Wo3a: Stroj sie! (co znaczy: formuj sie do szyku),
Ale komendy jego nie s3ychaa oerd krzyku.


Stary Maciek, do recznych zapasw niezdolny,
Rejterowa3 sie, czyni1c przed sob1 plac wolny
Na prawo i na lewo; tu koncem szablicy
Uciera bagnet z rury jako knot ze oewicy;
Tam machn1wszy na odlew, oecina albo kole.
I tak ostro.ny Maciek ustepuje w pole.


Lecz z najwiekszym na niego naciera uporem
Stary Gifrejter, co by3 pu3ku instruktorem,
Wielki mistrz na bagnety; zebra3 sie sam w sobie,
Skurczy3 sie, a karabin porwa3 w rece obie,
Praw1 u zamka, lew1, w p3 rury porywa,
Kreci sie, podskakuje, czasem przysiadywa,
Lew1 reke opuszcza, a bron z prawej reki
Suwa naprzd, jak .1d3o z we.owej paszczeki,
I znowu j1 w ty3 cofa, na kolanie wspiera,
I tak krec1c sie, skacz1c, na Maaka naciera.


Oceni3 przeciwnika zrecznooea Maciek stary
I lew1 rek1 w3o.y3 na nos okulary,
Praw1 rekojeoea Rzgi tu. przy piersiach trzyma,
Cofa sie, Gifrejtera ruch oeledz1c oczyma,
Sam s3ania sie na nogach, jakby by3 pijany;
Gifrejter bie.y predzej i, pewny wygranej,



eby uchodz1cego tem 3acniej dosiegn13,
Powsta3 i ca31 praw1 reke wzd3u. wyci1gn13
Popychaj1c karabin, a tak sie wysili3
Pchnieciem i wag1 broni, .e sie a. pochyli3;
Maciek tam, kedy bagnet wk3ada sie na rure,
Podstawia sw1 rekojeoea, podbija bron w gre,
I wnet spuszczaj1c Rzge, tnie Moskala w reke
Raz, i znowu na odlew przecina mu szczeke. -
Tak pad3 Gifrejter, fechmistrz najpierwszy z Moskalw,
Kawaler trzech krzy.ykw i czterech medalw.


Tymczasem ko3o k3odek lewe szlachty skrzyd3o
Ju. jest bliskie zwyciestwa; tam walczy3 Kropid3o,
Widny z dala, tam Brzytwa wi3 sie oerd Moskali,
Ten ich w p3 cia3a rzeza, tamten w g3owy wali;
Jako machina, ktr1 niemieccy majstrowie
Wymyoelili i ktra m3ockarni1 sie zowie,
A jest razem sieczkarni1, ma cepy i no.e,
Razem i s3ome kraje, i wybija zbo.e:
Tak pracuj1 Kropiciel i Brzytwa pospo3u,
Morduj1c nieprzyjaci3, ten z gry, ten z do3u.


Lecz Kropiciel ju. pewne porzuca zwyciestwo,
Bie.y na prawe skrzyd3o, gdzie niebezpieczenstwo
Nowe grozi Maakowi; oemierci Gifrejtera
Mszcz1c sie, Proporszczyk z d3ugim szpontonem naciera
(Szponton jest to zarazem dzida i siekiera,
Teraz ju. zaniedbany, i tylko na flocie
U.ywaj1 go; wwczas s3u.y3 i piechocie).



Proporszczyk, cz3owiek m3ody, zrecznie sie uwija3;
Ilekroa mu przeciwnik bron na bok odbija3,
On cofa3 sie; m3odego nie mg3 Maciek zgonia,
I tak, nie rani1c, musia3 tylko siebie bronia.
Ju. mu Proporszczyk dzid1 lekk1 rane zada3,
Ju. wznosz1c w gre berdysz, do ciecia sie sk3ada3:
Chrzciciel nie zdo3a dobiec, lecz staje w p3 drogi,
Okreca bron i ciska wrogowi pod nogi.
Skruszy3 kooea; ju. Proporszczyk szponton z r1k upuszcza,
S3ania sie; wpada Chrzciciel, za nim szlachty t3uszcza,
A za szlacht1 Moskale od lewego skrzyd3a
Bieg1 zmieszani; wszcz13 sie bj ko3o Kropid3a.


Chrzciciel, ktry w obronie Maaka ore. straci3,
Ledwie .e tej przys3ugi .yciem nie przyp3aci3,
Bo przypad3o nan z ty3u dwch silnych Moskali
I czworo r1k zarazem we w3os mu wpl1tali;
Upi1wszy sie nogami, ci1gn1 jako liny
Spre.yste, uwi1zane do masztu wiciny;
Daremnie w ty3 Kropiciel ciska oelepe razy,
Chwieje sie - a wtem postrzeg3, .e blisko Gerwazy
Walczy; zawo3a3: Jezus Maria! Scyzoryku!


Klucznik, trwoge Chrzciciela poznawszy po krzyku,
Odwrci3 sie i spuoeci3 ostrze p3ytkiej stali
Miedzy g3owe Chrzciciela i rece Moskali.
Cofneli sie, wydawszy przeraYliwe g3osy,
Lecz jedna reka, mocniej wpl1tana we w3osy,
Zosta3a sie, wisz1ca i krwi1 buchaj1ca.



Tak orlik, jedn1 szpone gdy wbije w zaj1ca,
Drug1, by wstrzymaa zwierza, o drzewo uczepi,
A zaj1c, targn1wszy sie, or3a wp3 rozszczepi,
Prawa szpona u drzewa zostaje sie w lesie,
A lew1, zakrwawion1, Ywierz na pola niesie.


Kropiciel, wolny, oczy obraca doko3a,
Rece wyci1ga, broni szuka, broni wo3a,
Tymczasem grzmi pieoeciami, stoj1c mocno w kroku
I pilnuj1c sie z bliska Gerwazego boku,
A. Saka, syna swego, postrzega w nat3oku.
Sak praw1 rek1 szturmak wymierza, a lew1
Ci1gnie za sob1 d3ugie, s1.niowate drzewo,
Uzbrojone w krzemienie i w guzy, i seki
(Nikt by go nie podYwign13 prcz Chrzciciela reki).
Chrzciciel, gdy mi31 bron sw1, swe Kropid3o zoczy3,
Chwyci3 je, uca3owa3, z radooeci podskoczy3,
Zakreci3 je nad g3ow1 i zaraz ubroczy3.


Co potem dokazywa3, jakie kleski szerzy3,
Daremnie oepiewaa, nikt by muzie nie uwierzy3,
Jak nie wierzono w Wilnie ubogiej kobicie,
Ktra, stoj1c na oewietej Ostrej Bramy szczycie,
Widzia3a, jako Dejw, moskiewski jenera3,
Wchodz1c z pu3kiem Kozakw, ju. brame otwiera3
I jak jeden mieszczanin, zwany Czarnobacki,
Zabi3 Dejowa i znis3 ca3y pu3k kozacki.



Dosya, .e sie tak sta3o, jak przewidzia3 Rykw:
Jegry w t3umie ulegli mocy przeciwnikw.
Dwudziestu trzech na ziemi wala sie zabitych,
Trzydziestu kilku jeczy ranami okrytych,
Wielu pierzch3o, skry3o sie w sad, w chmiele, nad rzeke,
Kilku wpad3o do domu pod kobiet opieke.


Zwycieska szlachta biega z okrzykiem wesela,
Ci do beczek, ci 3upy rw1 z nieprzyjaciela;
Jeden Robak tryumfw szlachty nie podziela.


On dot1d sam nie walczy3 (bo broni1 kanony
Ksiedzu bia sie), lecz jako cz3owiek dooewiadczony
Dawa3 rady, plac boju z r.nych stron obchodzi3,
Wzrokiem, rek1, walcz1cych zacheca3, przywodzi3.
I teraz wo3a, aby do niego sie 31czya,
Uderzya na Rykowa, zwyciestwo dokonczya.
Tymczasem przez pos3anca wskaza3 do Rykowa,
e je.eli bron z3o.y, .ycie swe zachowa;
Je.eli zaoe oddanie broni bedzie zwlekaa,
Robak ka.e otoczya reszte i wysiekaa.


Kapitan Rykw wcale nie prosi3 pardonu;
Zebrawszy ko3o siebie z p3 batalijonu,
Krzykn13: Za bron! - wnet szereg karabiny chwyta,
Chrz1sne3a bron, a by3a ju. dawno nabita;
Krzykn13: Cel! - rury rzedem zab3ysne3y d3ugim,
Krzykn13: Ognia kolej1! - grzmi1 jeden po drugim;
Ten strzela, ten nabija, ten chwyta do reki,



S3ychaa oewisty kul, zamkw chrzesty, sztenflw dYwieki.
Ca3y szereg zdaje sie bya ruchawym p3azem,
Ktry tysi1c b3yszcz1cych ng wywija razem.


Prawda, .e jegry byli mocnym trunkiem pjani,


le mierz1 i chybiaj1, rzadko ktry rani,
Ledwie ktry zabije; przecie. dwch Maciejw
Ju. zraniono i poleg3 jeden z Bart3omiejw.
Szlachta z niewiela rusznic z rzadka sie odstrzela,
Chce szablami uderzya na nieprzyjaciela,
Ale starsi wstrzymuj1; kule gesto oewiszcz1,
Ra.1, spedzaj1, wkrtce dziedziniec oczyszcz1.
Ju. a. po szybach dworu zaczynaj1 dzwonia.
Tadeusz, ktry zosta3 w domu kobiet bronia
Z rozkazu stryja, s3ysz1c, .e coraz to gorzj
Wre bitwa, wybieg3; za nim wybieg3 Podkomorzy,
Ktremu Tomasz wreszcie przynis3 karabele;
OEpieszy, 31czy sie z szlacht1 i staje na czele.
Bie.y, bron wznios3szy, szlachta rusza jego oeladem,
Jegry, przypuoeciwszy ich, sypneli kul gradem.
Leg3 Isajewicz, Wilbik, Brzytewka raniony;
Zaczem wstrzymuj1 szlachte, Robak z jednej strony,
A z drugiej Maciej; szlachta ostyga w zapale,
Ogl1da sie, cofa; widz1 to Moskale;
Kapitan Rykw myoeli ostatni cios zadaa,
Spedzia szlachte z dziedzinca i dworem ow3adaa.



Formuj sie do ataku! - zawo3a3 - na sztyki!
Naprzd! Wnet szereg, rury wytkn1wszy jak tyki,
Schyla g3owy, zrusza sie i przyoepiesza kroku;
Darmo szlachta wstrzymuje z przodu, strzela z boku,
Szereg ju. p3 dziedzinca przeszed3 bez oporu;
Kapitan, pokazuj1c szpad1 na drzwi dworu,
Krzyczy: Sedzio! poddaj sie, bo dwr spalia ka.e!
Pal - wo3a Sedzia - ja cie w tym ogniu usma.e.


O dworze Soplicowski! jeoeli dot1d ca3e
OEwiec1 sie pod lipami twoje oeciany bia3e
Jeoeli tam dot1d szlachty s1siedzkiej gromada
Za gooecinnemi sto3y Sedziego zasiada,
Pewnie tam pij1 czesto za Konewki zdrowie;
Bez niego ju. by by3o dzioe po Soplicowie!


Konewka dot1d ma3e da3 mestwa dowody;
Choa najpierwszy ze szlachty uwolniony z k3ody,
Choa zaraz znalaz3 w wozie sw1 mi31 Konewke,
Swj szturmak faworytny i z nim kul sakiewke,
Nie chcia3 bia sie; powiada3, .e sobie nie ufa
Na czczo; szed3 wiec, gdzie sta3a spirytusu kufa,
Rek1 jak 3y.k1 strumien do ust sobie chyli3;
Dopiero gdy sie dobrze rozgrza3 i posili3,
Poprawi3 czapke, z kolan wzi13 do r1k Konewke,
Zmaca3 sztenflem naboju, podsypa3 panewke
I spojrza3 na plac boju; widzi, .e b3yszcz1ca
Fala bagnetw szlachte bije i roztr1ca;
Przeciw tej fali p3ynie, schyla sie do ziemi



I nurkuje pomiedzy trawami gestemi
OErodkiem dziedzinca, a. tam, gdzie ros3a pokrzywa,
Zasadza sie, a Saka gestami przyzywa.


Sak, broni1c dworu, stan13 z szturmakiem u proga,
Bo w tym dworze mieszka3a jego Zosia droga,
Od ktrej choa w zalotach zosta3 pogardzony,
Kocha3 j1 zawsze, zgin1a rad dla jej obrony.


Ju. szereg jegrw w marszu na pokrzywe wkracza,
Gdy Konew ruszy3 cyngla i z paszczy gar3acza
Tuzin kul rozsiekanych puszcza oerd Moskali;
Sak puszcza drugi tuzin, jegry sie zmieszali.
Przera.ony zasadzk1 szereg w k31b sie zwija,
Cofa sie, rzuca rannych; Chrzciciel ich dobija.


Stodo3a ju. daleko; boj1c sie odwodu
D3ugiego, Rykw skoczy3 pod parkan ogrodu,
Tam pierzchaj1c1 rote zatrzymuje w biegu,
Szykuje, lecz szyk zmienia: z jednego szeregu
Robi trjk1t, klin ostry wystawuj1c z przodu,
A dwa boki opiera o parkan ogrodu.
Dobrze zrobi3, bo jazda nan od zamku wali.


Hrabia, ktry by3 w zamku pod stra.1 Moskali,
Gdy pierzch3a stra. zlekniona, dworzan na kon wsadzi3
I s3ysz1c strza3y, w ogien jazde sw1 prowadzi3,
Sam na czele, z .elazem nad g3owe wzniesionem.
Wtem Rykw krzykn13: Ognia p3 batalijonem!



Przelecia3a po zamkach wzd3u. nitka ognista
I z czarnych rur wytknietych oewisne3o kul trzysta.
Trzech jezdnych pad3o rannych, jeden trupem le.y.
Pad3 kon Hrabi, spad3 Hrabia; Klucznik krzycz1c bie.y
Na ratunek, bo widzi: jegry na cel wzieli
Ostatniego z Horeszkw, chocia. po k1dzieli.
Robak by3 bli.szy, Hrabie cia3em swym zakrywa,
Dosta3 za niego postrza3, spod konia dobywa,
Uprowadza; a szlachcie ka.e sie rozst1pia,
Lepiej mierzya, postrza3w nadaremnych sk1pia,
Krya sie za p3oty, studnie, za oeciany obory;
Hrabia z jazd1 ma czekaa sposobniejszej pory.


Plany Robaka poj13 i wykona3 cudnie
Tadeusz; sta3 ukryty za drewnian1 studnie;
A .e trzeYwy i dobrze strzela3 z dubeltwki
(Mg3 trafia do rzuconej w powietrze z3otwki),
Okropnie razi Moskwe, starszyzne wybiera:
Za pierwszym zaraz strza3em ubi3 feldfebera.
Potem z dwch rur raz po raz dwch sier.antw sprz1ta,
Mierzy to po galonach, to w oerodek trjk1ta,
Gdzie sta3 sztab; zaczem Rykw gniewa sie i d1sa.
Tupa nogami, szpady swej rekojeoea k1sa:
Majorze P3ucie - wo3a - co to z tego bedzie?
Wkrtce tu nie zostanie nikt z nas przy komendzie!


Wiec P3ut na Tadeusza krzykn13 z wielkim gniewem:
Panie Polak, wstydY sie Pan chowaa sie za drzewem,
Nie b1dY tchrz, wyjdY na oerodek, bij sie honorowie,



Po .o3niersku. - A na to Tadeusz odpowie:
Majorze! Jeoeli jesteoe tak oemia3ym rycerzem,
A czego. ty sie chowasz za jegrw ko3nierzem?
Nie tchrze ja przed tob1, wynidY no zza p3otw,
Dosta3eoe w twarz, jam przecie bia sie z tob1 gotw!
Po co krwi rozlew! Miedzy nami by3a zwada,
Niechaj.e j1 rozstrzygnie pistolet lub szpada.
Daje ci bron na wybor, od dzia3a do szpilki;
A nie, to was wystrzelam jako w jamie wilki.
I to mwi1c wystrzeli3, a tak dobrze mierzy3,
e porucznika obok Rykowa uderzy3.


Majorze - szepn13 Rykw - wyjdY na pojedynek
I pomoecij sie za jego raniejszy uczynek.
Jeoeli tego szlachcica kto inny zabije,
To, Major widzi, Major hanby swej nie zmyje.
Trzeba tego szlachcica na pole wywabia,
Nie mo.na z karabina, to choa szpad1 zabia.
Co puka, to nie sztuka; to wole, co kole -
Mwi3 stary Suworow; wyjdY, Majorze, w pole,
Bo on nas powystrzela; patrz, bierze do celu.
Na to rzek3 Major: Rykw! mi3y przyjacielu!
Ty jesteoe zuch na szpady, wyjdY ty, bracie Rykw,
Lub wiesz co? wyszlem kogo z naszych porucznikw.
Ja major, ja nie moge odst1pia .o3nierzy,
Do mnie batalijonu komenda nale.y.
S3ysz1c to Rykw szpade podnis3, wyszed3 oemia3o,
Kaza3 ognia zaprzestaa, machn13 chustk1 bia31.
Pyta sie Tadeusza, jak1 bron podoba;



Po uk3adach - na szpady zgodzili sie oba.
Tadeusz broni nie mia3; gdy szukano szpady,
Wyskoczy3 Hrabia zbrojny i zerwa3 uk3ady.


Panie Soplico! - wo3a3 - z przeproszeniem Pana,
Pan wyzwa3eoe Majora! ja do Kapitana
Mam dawniejsz1 uraze: on do zamku mego
(Mw Pan - przerwa3 Protazy - do zamku naszego)
On wpad3 - rzek3 koncz1c Hrabia - na czele z3odziejw,
On, pozna3em Rykowa, wi1zal mych d.okejw.
Skarze go, jakom zbjcw skara3 pod opok1,
Ktr1 Sycylijanie zw1 Birbante-rokko.


Uciszyli sie wszyscy, usta3o strzelanie,
Wojska ciekawe patrz1 na wodzw spotkanie:
Hrabia i Rykw id1, obrceni bokiem,
Praw1 rek1 i prawym gro.1c sobie okiem;
Wtem lewymi rekami odkrywaj1 g3owy
I k3aniaj1 sie grzecznie (zwyczaj honorowy:
Nim przyjdzie do zabjstwa, naprzd sie przywitaa).
Ju. spotka3y sie szpady i zacze3y zgrzytaa;
Rycerze, wznosz1c nogi, prawemi kolany
Przyklekaj1, w przd i w ty3 skacz1c na przemiany.


Ale P3ut, Tadeusza widz1c przed swym frontem,
Naradza3 sie po cichu z gifrejterem Gontem,
Ktry w rocie uchodzi3 za pierwszego strzelca.
Gonto - rzek3 Major - widzisz ty tego wisielca?
Jeoeli mu wsadzisz kule, tam pod pi1tym .ebrem,



To dostaniesz ode mnie cztery ruble srebrem.
Gont odwodzi karabin, do zamka sie chyli,
Wierni go towarzysze p3aszczami okryli;
Mierzy nie w .ebro, ale w g3owe Tadeusza,
Strzeli3 i trafi3 - blisko, w oerodek kapelusza.
Okreci3 sie Tadeusz, a. Kropiciel wpada
Na Rykowa, a za nim szlachta, krzycz1c: Zdrada!
Tadeusz go zas3ania, ledwie zdo3a3 Rykw
Zrejterowaa sie i wpaoea we oerodek swych szykw.


Znowu Dobrzynscy z Litw1 natarli w zawody
I pomimo dawniejsze dwch stronnictw niezgody
Walcz1 jak bracia, jeden drugiego zacheca.
Dobrzynscy, widz1c jak sie Podhajski wykreca
Tu. przed szeregiem jegrw i kos1 ich kraje,
Zawo3ali z radooeci1: Niech .yj1 Podhaje!
Naprzd, bracia Litwini! Gr1, gr1 Litwa!
Sko3ubowie zaoe, widz1c, jak waleczny Brzytwa,
Choa ranny, leci z szabl1 wzniesion1 do gry,
Krzykneli: Gr1 Maaki, niech .yj1 Mazury!
Dodawszy wzajem serca, bieg1 na Moskali;
Nadaremnie ich Robak z Maakiem wstrzymywali.


Gdy tak na rote jegrw uderzano z przodu,
Wojski rzuca plac boju, idzie do ogrodu;
Przy boku jego st1pa3 ostro.ny Protazy,
A Wojski mu po cichu wydawa3 rozkazy.



Sta3a w ogrodzie, prawie pod samym parkanem,
O ktry sie opiera3 Rykw swym trjgranem,
Wielka, stara sernica, budowana w kratki
Z belek na krzy. wi1zanych, podobna do klatki.
W niej oewieci3y sie bia3ych serw mnogie kopy;
Wko3o zaoe waha3y sie susz1ce sie snopy
Sza3wiji, benedykty kardy, macierzanki:
Ca3a zielna domowa apteka Wojszczanki.
Sernica w grze mia3a wszerz s1.ni p3czwarta.
A u do3u na jednym wielkim s3upie wsparta,
Niby gniazdo bocianie. Stary s3up debowy
Pochyli3 sie, bo ju. by3 wygni3 do po3owy,
Grozi3 upadkiem. Nieraz Sedziemu radzono,
Aby zruci3 budowe wiekiem nadw1tlon1;
Ale Sedzia powiada3, .e woli poprawiaa
Ani.eli rozrucaa, albo te. przestawiaa.
Odk3ada3 budowanie do sposobnej pory,
Tymczasem pod s3up kaza3 wetkn1a dwie podpory.
Tak pokrzepiona, ale nietrwa3a budowa
Wygl1da3a za parkan nad trjk1t Rykowa.


Ku tej sernicy Wojski z WoYnym milczkiem id1,
Ka.dy zbrojny ogromnym dr1giem jakby dzid1;
Za nimi ochmistrzyni d1.y przez konopie
I kuchcik, ma3e, ale bardzo silne ch3opie.
Przyszed3szy, dr1gi wparli w wierzch s3upa nadgni3y,
Sami, u koncw wisz1c, pchaj1 z ca3ej si3y,
Jako flisy uwiez31 na rapach wicine
D3ugimi dr1gi z brzegu pedz1 na g3ebine.



Trzasn13 s3up: ju. sernica chwieje sie i wali
Z brzemieniem drzew i serw na trjk1t Moskali,
Gniecie, rani, zabija; gdzie sta3y szeregi,
Le.1 drwa, trupy, sery bia3e jako oeniegi,
Krwi1 i mozgiem splamione. Trjk1t w sztuki pryska,
A ju. w oerodku Kropid3o grzmi, ju. Brzytwa b3yska,
Siecze Rzga, od dworu wpada szlachty t3uszcza,
A Hrabia od bram jazde na rozpierzch3ych puszcza.


Ju. tylko ooemiu jegrw z sier.antem na czele
Broni1 sie; bie.y Klucznik; oni stoj1 oemiele,
Dziewiea rur wymierzyli prosto w 3eb Klucznika;
On leci na strza3, krec1c ostrze Scyzoryka.
Widzi to Ksi1dz, zabiega Klucznikowi droge.
Sam pada i podbija Gerwazemu noge.
Upadli, w3aoenie kiedy pluton ognia dawa3;
Ledwie o3w przeoewisn13, ju. Gerwazy wstawa3,
Ju. wskoczy3 w dym; dwom jegrom zaraz g3owy zmiata.
Uciekaj1 strwo.eni, Klucznik goni, p3ata;
Oni biegn1 dziedzincem, Gerwazy ich torem;
Wpadaj1 we drzwi gumna stoj1ce otworem,
I Gerwazy do gumna na ich karkach wjecha3,
Znikn13 w ciemnooeci, ale bitwy nie zaniecha3,
Bo przeze drzwi jek s3ychaa, wrzask i geste razy.
Wkrtce ucich3o wszystko; wyszed3 sam Gerwazy
Z mieczem krwawym.


Ju. szlachta odzier.y3a pole,
Porozpedzanych jegrw oeciga, r1bie, kole;



Rykw sam zosta3, krzyczy, .e broni nie z3o.y,
Bije sie, gdy ku niemu podszed3 Podkomorzy
I wznosz1c karabele, rzek3 powa.nym tonem:
Kapitanie! nie splamisz czci twojej pardonem,
Da3eoe proby, rycerzu nieszczesny, lecz me.ny,
Twojej odwagi; porzua opr niedo3e.ny,
Z3. bron, nim cie naszymi szablami rozbroim;
Zachowasz .ycie i czeoea, jesteoe wieYniem moim!


Rykw, Podkomorzego zwalczony powag1,
Sk3oni3 sie i odda3 mu swoje szpade nag1,
Skrwawion1 po rekojeoea, i rzek3: Lachy braty!
Oj, biada mnie, .em nie mia3 choa jednej armaty!
Dobrze mwi3 Suworow: <<Pomnij, Rykw kamrat,
ebyoe nigdy na Lachw nie chodzi3 bez armat!>>
C.! jegry byli pjani, Major pia pozwoli3!
Och, major P3ut, on dzisiaj bardzo poswawoli3!
On odpowie przed carem, bo on mia3 komende,
Ja, Panie Podkomorzy, wasz przyjaciel bede.
Ruskie przys3owie mwi: Kto sie mocno lubi,
Ten, Panie Podkomorzy, i mocno sie czubi.
Wy dobrzy do wypitki, dobrzy do wybitki,
Ale przestancie robia nad jegrami zbytki.


Podkomorzy, s3ysz1c to, karabele wznasza
I przez WoYnego pardon powszechny og3asza,
Ka.e rannych opatrzya, z trupw czyoecia pole,
A jegrw rozbrojonych prowadzia w niewole.
D3ugo szukano P3uta; on, w krzaku pokrzywy



Zarywszy sie g3eboko, le.a3 jak nie.ywy; 
Wyszed3 wreszcie, ujrzawszy, .e by3o po bitwie. 

Taki mia3 koniec zajazd ostatni na Litwie. 


KSIEGA DZIESIYTA
EMIGRACJA. JACEK


Treoea:
Narada tycz1ca sie zabezpieczenia losu zwyciezcw
- Uk3ady z Rykowem - Po.egnanie - Wa.ne odkrycie - Nadzieja.



Owe ob3oki ranne, zrazu rozpierzchnione
Jak czarne ptaki, lec1c w wy.sz1 nieba strone,
Coraz sie zgromadza3y; ledwie s3once zbieg3o
Z po3udnia, ju. ich stado p3 niebios obleg3o
Ogromn1 chmur1; wiatr j1 pedzi3 coraz chy.ej,
Chmura coraz gestnia3a, zwiesza3a sie ni.ej,
A. jedn1 stron1 na wp3 od niebios oddarta,
Ku ziemi wychylona i wszerz rozpostarta,
Jak wielki .agiel, bior1c wszystkie wiatry w siebie,
Od po3udnia na zachd lecia3a po niebie.


I by3a chwila ciszy; i powietrze sta3o
G3uche, milcz1ce, jakby z trwogi oniemia3o.
I 3any zb., co wprzdy, k3ad1c sie na ziemi
I znowu w gre trzes1c k3osami z3otemi,
Wrza3y jak fale, teraz stoj1 nieruchome
I pogl1daj1 w niebo naje.ywszy s3ome.
I zielone przy drogach wierzby i topole,
Co pierwej, jako p3aczki przy grobowym dole,
Bi3y czo3em, d3ugiemi kreci3y ramiony,
Rozpuszczaj1c na wiatry warkocz posrebrzony -
Teraz jak martwe, z niemej wyrazem .a3oby,
Stoj1 na kszta3t pos1gw sypilskiej Nioby.
Jedna osina dr.1ca wstrz1sa lioecie siwe.


Byd3o, zwykle do domu powracaa leniwe,
Teraz zbiega sie t3umnie, pasterzy nie czeka
I opuszczaj1c strawe, do domu ucieka.
Buhaj racic1 ziemie kopie, orze rogiem



I ca31 trzode straszy ryczeniem z3owrogiem;
Krowa coraz ku niebu wznosi wielkie oko,
Usta z dziwu otwiera i wzdycha g3eboko;
A wieprz marudzi w tyle, d1sa sie i zgrzyta,
I snopy zbo.a kradnie, i na zapas chwyta.


Ptastwo skry3o sie w lasy, pod strzechy, w g31b trawy;
Tylko wrony, stadami obst1piwszy stawy,
Przechadzaj1 sie sobie powa.nemi kroki,
Czarne oczy kieruj1 na czarne ob3oki;
Wytkn1wszy jezyk z suchej, szerokiej gardzieli
I skrzyd3a roztaczaj1c, czekaj1 k1pieli;
Lecz i te, przewiduj1c nazbyt mocn1 burze,
Ju. w las ci1gn1, podobne wznosz1cej sie chmurze.
Ostatnia z ptakw, lotem nieoecig3ym zuchwa3a
Jask3ka, czarny ob3ok przeszywa jak strza3a,
Wreszcie spada jak kula.


W3aoenie w owej chwili
Szlachta z Moskw1 okropn1 walke zakonczyli
I chroni1 sie gromadnie w domy i stodo3y,
Opuszczaj1 plac boju, gdzie wkrtce .ywio3y
Stocz1 walke.


Na zachd jeszcze oz3ocona
Ziemia oewieci ponuro, .3tawo-czerwona;
Ju. chmura, roztaczaj1c cienie na kszta3t sieci,
Wy3awia resztki oewiat3a, a za s3oncem leci,



Jak gdyby je pochwycia chcia3a przed zachodem.
Kilka wichrw raz po raz przeoewisne3o spodem,
Jeden za drugim lec1, miec1c krople d.d.yste,
Wielkie, jasne, okr1g3e, jak grady ziarniste.


Nagle wichry zwar3y sie, porwa3y sie wpo3y,
Borykaj1 sie, krec1, oewiszcz1cemi ko3y
Kr1.1 po stawach, m1c1 do dna wody w stawach;
Wpadli na 31ki, oewiszcz1 po 3ozach i trawach,
Pryskaj1 3z ga3ezie, lec1 traw przekosy
Na wiatr, jako garoeciami wyrywane w3osy,
Zmieszane z kedziorami snopw; wiatry wyj1,
Upadaj1 na role, tarzaj1 sie, ryj1,
Rw1 skiby, robi1 otwor wichrowi trzeciemu,
Ktry wydar3 sie z roli jak s3up czarnoziemu,
Wznosi sie, jak ruchoma piramida toczy,
Lbem grunt wierci, z ng piasek sypie gwiazdom w oczy,
Co krok wszerz wydyma sie, roztwiera ku grze
I ogromn1 sw1 tr1b1 otrebuje burze.
A. z ca3ym tym chaosem wody i kurzawy,
S3omy, lioecia, ga3ezi, wydartej murawy,
Wichry w las uderzy3y i po g3ebiach puszczy
Rykne3y jak niedYwiedzie.


A ju. deszcz wci1. pluszczy,
Jak z sita, w gestych kroplach; wtem ryk3y pioruny,
Krople zla3y sie razem; to jak proste strny
D3ugim warkoczem wi1.1 niebiosa do ziemi,
To jak z wiader buchaj1 warstami ca3emi.



Ju. zakry3y sie ca3kiem niebiosa i ziemia,
Noc je z burz1 od nocy czarniejsz1 zaciemia.
Czasem widnokr1g peka od konca do konca,
I anio3 burzy na kszta3t niezmiernego s3onca
Rozoewieci twarz, i znowu, okryty ca3unem,
Uciek3 w niebo i drzwi chmur zatrzasn13 piorunem.
Znowu wzmaga sie burza, ulewa nawalna
I ciemnooea gruba, gesta, prawie dotykalna.
Znowu deszcz ciszej szumi, grom na chwile uoenie;
Znowu wzbudzi sie, ryknie i znw wod1 chluoenie.
A. sie uspokoi3o wszystko; tylko drzewa
Szumi1 oko3o domu i szemrze ulewa.


W takim dniu po.1dany by3 czas najburzliwszy;
Bo nawalnica, boju plac mrokiem okrywszy,
Zala3a drogi, mosty zerwa3a na rzece,
Z folwarku niedostepn1 zrobi3a fortece.
O tem wiec, co sie dzia3o w obozie Soplicy,
Dzioe nie mog3a rozejoea sie wieoea po okolicy,
A w3aoenie zawis3 szlachty los od tajemnicy.


W izbie Sedziego wa.ne tocz1 sie narady;
Bernardyn le.a3 w 3.ku, zmordowany, blady
I skrwawiony, lecz ca3kiem zdrowy na umyoele,
Daje rozkazy, Sedzia wype3nia je oecioele.
Prosi Podkomorzego, przyzywa Klucznika,
Ka.e przywieoea Rykowa, potem drzwi zamyka.
Godzine ca31 trwa3y tajemne rozmowy,
A. je przerwa3 kapitan Rykw temi s3owy,



Rzucaj1c na st3 kiese cie.k1 dukatami:
Panstwo Lachy, ju. jest ta gadka miedzy wami,
e ka.dy Moskal z3odziej; powiedzcie., kto spyta,
e znalioecie Moskala, ktry zwan Nikita
Nikitycz Rykw, rotny kapitan, mia3 osim
Medalw i trzy krzy.e - to pamietaa prosim:
Ten medal za Oczakw, ten za Izmai3w,
Ten za bitwe pod Nowi, ten za Prejsi.-I3w,
Tamten za Korsakowa s3awn1 rejterade
Spod Zurich; a mia3 tak.e i za mestwo szpade,
Tak.e od Feldmarsza3ka trzy zadowolnienia,
Dwie pochwa3y cesarskie i cztery wspomnienia,
Wszystko na pioemie.


Ale, ale, Kapitanie -
Przerwa3 Robak - i c. sie tedy z nami stanie,
Jeoeli nie chcesz zgodzia sie? Wszak.e da3eoe s3owo
Za3atwia te rzecz.


Prawda, s3owo dam na nowo -
Rzecze Rykw - ot, s3owo! Co po waszej zgubie?
Ja cz3ek poczciwy, ja was, Panstwo Lachy, lubie,
e wy ludzie weseli, dobrzy do wypitki,
I tak.e ludzie oemiali, dobrzy do wybitki.
U nas ruskie przys3owie: Kto na wozie jedzie,
Bywa czesto pod wozem; kto dzisiaj na przedzie,
Jutro w tyle; dzioe bijesz, jutro ciebie bij1;
Czy o to gniew? Tak u nas po .o3niersku .yj1.
Sk1d by sie cz3owiekowi tyle z3ooeci wzie3o



Gniewaa sie o przegrane! Oczakowskie dzie3o
By3o krwawe, pod Zurich zbili nam piechote,
Pod Austerlicem ca31 utraci3em rote;
A pierwej wasz Kooeciuszko pod Rac3awicami -
By3em sier.antem - wysiek3 mj pluton kosami.
I c. st1d? To ja znowu u Maciejowicw
Zabi3em w3asnym sztykiem dwch dzielnych szlachcicw:
Jeden by3 Mokronowski, szed3 z kos1 przed frontem
I kanonijerowi uci13 reke z lontem.
Oj! wy Lachy! Ojczyzna! ja to wszystko czuje,
Ja Rykw; car tak ka.e, a ja was .a3uje;
Co nam do Lachw? Niechaj Moskwa dla Moskala,
Polska dla Lacha; ale c.? Car nie pozwala!


Sedzia mu na to rzecze: Panie Kapitanie,
eoe cz3ek poczciwy, wiedz1 to wszyscy ziemianie,
U ktrych na kwaterach sta3eoe od lat wielu;
Za ten dar nie gniewaj sie, dobry przyjacielu,
Nie chcielioemy cie skrzywdzia; te oto dukaty
OEmielioemy z3o.ya, wiedz1c, .eoe cz3ek niebogaty.


Ach, jegry! - wo3a3 Rykw - ca3a rota sk3uta!
Moja rota! A wszystko z winy tego P3uta!
On komendant, on za to przed carem odpowie.
A wy te grosze sobie zabierzcie, Panowie.
U mnie jest kapitanski mj .o3d lada jaki,
A dosya mnie na ponczyk i lulke tabaki.
A was lubie, .e z wami sobie zjem, popije,
Pohulam, pogawedze, i tak sobie .yje;



Ot. ja was obronie i, jak bedzie oeledztwo,
S3owo uczciwe, .e dam za wami oewiadectwo.
Powiemy, .e my przyszli tu z wizyt1, pili
Sobie, tanczyli, troche sobie podchmielili,
A P3ut przypadkiem ognia zakomenderowa3,
Bitwa! i batalijon tak jakooe zmarnowa3.
Wy, Pany, tylko oeledztwo pomazujcie z3otem,
Bedzie krecia sie. Ale teraz powiem o tem,
Co ju. mwi3em temu szlachcicu, co d3ugi
Ma rapier, .e P3ut pierwszy komendant, ja drugi:
P3ut zosta3 .ywy, mo.e on wam zagi1a kruczka
Takiego, .e zginiecie, bo to chytra sztuczka;
Trzeba mu gebe zatkaa bankowym papierem.
No i c., Panie szlachcic, ty z d3ugim rapierem,
Czy ju. by3eoe u P3uta, czyoe sie z nim naradzi3?


Gerwazy obejrza3 sie, 3ysine pog3adzi3,
Kiwn13 niedbale rek1, jak gdyby znaa dawa3,
e ju. wszystko za3atwi3. - Lecz Rykw nastawa3:
C., czy P3ut bedzie milczea, czy s3owem zareczy3?


Klucznik z3y, .e go Rykw pytaniami dreczy3,
Powa.nie palec wielki ku ziemi nagina3,
A potem machn13 rek1, jak gdyby przecina3
Dalsz1 rozmowe, i rzek3: Klne sie Scyzorykiem,
e P3ut nie wyda! gadaa ju. nie bedzie z nikim!
Potem d3onie opuoeci3 i palcami chrz1sn13,
Jak gdyby tajemnice ca31 z r1k wytrz1sn13.



Ten ciemny gest pojeli s3uchacze i stali,
Patrz1c z dziwem na siebie, wzajem sie badali.
I posepne milczenie trwa3o minut kilka,
A. Rykw rzek3: Nosi3 wilk, ponieoeli i wilka!
Requiescat in pace - doda3 Podkomorzy.
Ju.ci - zakonczy3 Sedzia - by3 w tem palec Bo.y!
Lecz ja tej krwi nie winien, jam o tym nie wiedzia3.


Ksi1dz porwa3 sie z poduszek i posepny siedzia3.
Na koniec rzek3, spjrzawszy bystro na Klucznika:
Wielki grzech bezbronnego zabia niewolnika!
Chrystus zabrania moecia sie nawet i nad wrogiem!
Oj, Kluczniku! odpowiesz ty cie.ko przed Bogiem.
Jedna jest restrykcyja: jeoeli pope3niono
Nie z zemsty g3upiej, ale pro publico bono.
Klucznik g3ow1 i rek1 kiwa3 wyci1gnion1
I mrugaj1c powtarza3: Pro publico bono!


Wiecej nie by3o mowy o P3ucie majorze;
Nazajutrz daremnie go szukano we dworze,
Daremnie wyznaczono za trupa nagrode,
Major zgin13 bez oeladu, jak gdyby wpad3 w wode.
Co sie z nim sta3o, r.nie powiadano o tem,
Lecz nikt pewnie nie wiedzia3 ni wtenczas, ni potem.
Daremnie pytaniami Klucznika dreczono;
Nic nie wyrzek3 prcz tych s3w: Pro publico bono.
Wojski by3 w tajemnicy, lecz s3owem ujety
Honorowym, staruszek milcza3 jak zaklety.



Po zawarciu uk3adw wyszed3 z izby Rykw,
A Robak kaza3 wezwaa szlachte wojownikw,
Do ktrych Podkomorzy z powag1 tak mwi:
Bracia! Bg dzioe naszemu szczeoeci3 ore.owi,
Ale musze Waapanstwu wyznaa bez ogrdki,
e z tych niewczesnych bojw z3e wynikn1 skutki;
Zb31dzilioemy i nikt tu z nas nie jest bez winy:
Ksi1dz Robak, .e zbyt czynnie rozszerza3 nowiny,
Klucznik i szlachta, .e je poje3a opacznie.
Wojna z Rosyj1 jeszcze niepredko sie zacznie,
Tymczasem, kto mia3 udzia3 najczynniejszy w bitwie,
Ten nie mo.e bezpieczny zostaa sie na Litwie;
Musicie wiec do Ksiestwa uciekaa, Panowie,
A mianowicie Maciej, co sie Chrzciciel zowie,
Tadeusz, Konew, Brzytew - niech unosz1 g3owy
Za Niemen, gdzie ich czeka zastep narodowy;
My na was nieobecnych ca31 wine zwalim
I na P3uta; tak reszte rodzenstwa ocalim.
egnam was nie na d3ugo; s1 pewne nadzieje,
e nam z wiosn1 swobody zorza zajaoenieje
I Litwa, co was teraz .egna jak tu3aczy,
Wkrtce jako zwycieskich swych zbawcw zobaczy.
Sedzia wszystko, co trzeba, zgotuje na droge
I ja pieniedzmi, ile zdo3am, dopomoge.


Czu3a szlachta, .e m1drze Podkomorzy radzi3;
Wiadomo, .e kto z ruskim carem raz sie zwadzi3,
Ten ju. z nim na tej ziemi nie zgodzi sie szczrze
I musi albo bia sie, albo gnia w Sybirze.



Wiec nic nie mwi1c, smutnie po sobie spjrzeli,
Westchneli; na znak zgody g3owami skineli.


Polak, chocia. st1d miedzy narodami s3ynny,
e bardziej niYli .ycie kocha kraj rodzinny,
Gotw zaw.dy rzucia go, puoecia sie w kraj oewiata,
W nedzy i poniewierce prze.ya d3ugie lata,
Walcz1c z ludYmi i z losem, pki mu oerd burzy
Przyoewieca ta nadzieja, .e OjczyYnie s3u.y.


Ooewiadczyli, .e zaraz wyje.d.aa gotowi.
Tylko sie to nie zda3o panu Buchmanowi:
Buchman, cz3owiek rozs1dny, w bitwe sie nie wmiesza3,
Ale s3ysz1c, .e radz1, g3osowaa pooepiesza3.
Znajdowa3 projekt dobrym, lecz chcia3 przeinaczya,
Dok3adniej go rozwin1a, jaoeniej wyt3umaczya,
A naprzd komisyj1 legalnie wyznaczya,
Ktra by rozwa.y3a emigracji cele,
OErodki, sposoby tudzie. innych wzgledw wiele;
Nieszczeoeciem, krtkooea czasu by3a na zawadzie,
e sie nie sta3o zadooea Buchmanowej radzie.
Szlachta .egna sie oepiesznie i ju. w droge rusza.


Ale Sedzia zatrzyma3 w izbie Tadeusza
I rzek3 do Ksiedza: Czas ju., .ebym ci powiedzia3
To, o czem-em z pewnooeci1 wczoraj sie dowiedzia3,
e nasz Tadeusz szczerze zakochany w Zosi;
Niechaj.e przed odjazdem o reke jej prosi;
Mwi3em z Telimen1; ju. nam nie przeszkadza.



Zosia tak.e sie z wol1 opiekunw zgadza.
Jeoeli dzioe oelubem pary nie mo.em uwienczya,
Toaby ich, Panie Bracie, przynajmniej zareczya
Przed odjazdem; bo serce m3ode i podr.ne,
Wiesz dobrze, jako miewa tentacyje r.ne;
A wszak.e kiedy okiem rzuci na pieroecionek
I przypomni m3odzieniec, .e ju. jest ma3.onek,
Zaraz w nim obcych pokus ostyga gor1czka.
Wierzaj mi, wielk1 si3e ma oelubna obr1czka.


Ja sam przed lat trzydziestu wielki afekt mia3em
Ku pannie Marcie, ktrej serce pozyska3em;
Bylioemy zareczeni; Bg nie b3ogos3awi3
Zwi1zkowi temu i mnie sierot1 zostawi3,
Wzi1wszy do chwa3y swojej nadobn1 Wojszczanke,
Przyjaciela mojego cre, Hreczeszanke.
Pozosta3a mi tylko pami1tka jej cnoty,
Jej wdziekw i ten oto oelubny pieroecien z3oty.
Ilekroa nan spjrza3em, zawsze ma nieboga
Stawa3a przed oczyma; i tak z 3aski Boga
Dot1d mej narzeczonej dochowa3em wiary,
I nie bywszy ma3.onkiem, jestem wdowiec stary,
Chocia. Wojski ma drug1 cre, dooea nadobn1
I do mojej kochanej Marty dooea podobn1!


To mwi1c, na pieroecionek z czu3ooeci1 spoziera3
I odwrcon1 rek1 3zy z oczu ociera3.
Bracie - konczy3 - co myoelisz? Zrobim zareczyny?
On kocha, a mam s3owo ciotki i dziewczyny.



Lecz Tadeusz podbiega i z .ywooeci1 mwi:
Czym.e zdo3am odwdzieczya dobremu Stryjowi,
Ktry tak o me szczeoecie ustawnie sie trudzi!
Ach, dobry Stryju! By3bym najszczeoeliwszy z ludzi,
Gdyby mi Zosia by3a dzisiaj zareczona,
Gdybym wiedzia3, .e to jest moja przysz3a .ona.
Przecie. powiem otwarcie: dzioe te zareczyny
Do skutku przyjoea nie mog1; s1 r.ne przyczyny...
Nie pytaj wiecej. Jeoeli Zosia czekaa raczy,
Mo.e mnie wkrtce lepszym, godniejszym obaczy,
Mo.e sta3ooeci1 na jej wzajemnooea zarobie,
Mo.e troszeczk1 s3awy me imie ozdobie,
Mo.e wkrtce w ojczyste wrcim okolice;
Wtenczas, Stryju, wspomne ci twoje obietnice,
Wtenczas na kleczkach drog1 powitam Zosienke
I jeoeli bedzie wolna, poprosze o reke;
Teraz porzucam Litwe mo.e na czas d3ugi,
Mo.e Zosi tymczasem podobaa sie drugi;
Wiezia jej woli nie chce; prosia o wzajemnooea,
Na ktr1m nie zas3u.y3, by3aby nikczemnooea.


Gdy te s3owa z uczuciem mwi3 ch3opiec m3ody,
Zaoewieci3y mu, jako dwie wielkie jagody
Pere3, dwie 3zy na wielkich b3ekitnych Yrenicach
I stoczy3y sie szybko po rumianych licach.


Ale Zosia ciekawa z g3ebiny alkowy
OEledzi3a przez szczeline tajemne rozmowy;
S3ysza3a, jak Tadeusz po prostu i oemia3o



Opowiedzia3 sw1 mi3ooea, serce w niej zadr.a3o,
I widzia3a tych wielkich dwoje 3ez w Yrenicach.
Choa dojoea nie mog3a w1tku w jego tajemnicach:
Dlaczego j1 pokocha3? dlaczego porzuca?
Gdzie odje.d.a? przecie. j1 ten odjazd zasmuca.
Pierwszy raz pos3ysza3a w .yciu z ust m3odziana
Dziwn1 i wielk1 nowooea, .e by3a kochana.
Bieg3a wiec, gdzie sta3 ma3y domowy o3tarzyk,
Wyje3a zen obrazek i relikwijarzyk:
Na obrazku tym by3a oewieta Genowefa,
A w relikwiji suknia oewietego Jzefa
Oblubienca, patrona zareczonej m3odzi;
I z temi oewietooeciami do pokoju wchodzi.


Pan odje.d.asz tak predko? Ja Panu na droge
Dam podarunek ma3y i tak.e przestroge:
Niechaj Pan zawsze z sob1 relikwije nosi
I ten obrazek, a niech pamieta o Zosi.
Niech Pana Pan Bg w zdrowiu i szczeoeciu prowadzi
I niech predko szczeoeliwie do nas odprowadzi.


Umilk3a i spuoeci3a g3owe; oczki modre
Ledwie stuli3a, z rzesw pobieg3y 3zy szczodre,
A Zosia z zamknietymi stoj1c powiekami,
Milcza3a, sypi1c 3zami jako brylantami.


Tadeusz, bior1c dary i ca3uj1c reke,
Rzek3: Pani! Ju. ja musze po.egnaa Panienke;
B1dY zdrowa, wspomnij o mnie i racz czasem zmwia
Pacierz za mnie! Zofijo!... Wiecej nie mg3 mwia.



Lecz Hrabia, z Telimen1 wszed3szy niespodzianie,
Uwa.a3 m3odej pary czu3e po.egnanie,
Wzruszy3 sie i rzuciwszy wzrok ku Telimenie:
Ile. - rzek3 - jest pieknooeci choa w tak prostej scenie!
Kiedy dusza pasterki z wojownika dusz1,
Jak 3dY z okretem w burzy, roz31czya sie musz1!
Zaiste! nic tak uczua w sercu nie rozpala,
Jako kiedy sie serce od serca oddala.
Czas jest to wiatr: on tylko ma31 oewiece zdmuchnie,
Wielki po.ar od wiatru tem mocniej wybuchnie.
I moje serce zdolne mocniej kochaa z dala.
Panie Soplico! Mia3em ciebie za rywala;
Ten b31d by3 jedn1 z przyczyn naszej smutnej zwady,
Ktra mie przymusi3a dostaa na was szpady.
Postrzegam b31d mj, booe ty wzdycha3 ku pasterce,
Ja zaoe tej pieknej Nimfie odda3em me serce.
Niech we krwi wrogw nasze uton1 urazy,
Nie bedziem sie zbjczemi rozpieraa .elazy.
Niech sie inaczej spr nasz zalotny rozstrzygnie:
Walczmy, kto kogo czuciem mi3ooeci wyoecignie!
Zostawim oba drogie serc naszych przedmioty,
Pooepieszymy obadwa na miecze, na groty;
Walczmy z sob1 sta3ooeci1, .alem i cierpieniem,
A wrogw naszych me.nym oecigajmy ramieniem.
Rzek3 i na Telimene spjrza3, ale ona
Nic nie odpowiada3a, strasznie zadziwiona.


Mj Hrabio - przerwa3 Sedzia -
po co chcesz koniecznie



Wyje.d.aa? Wierz mi, w twoich dobrach siedY bezpiecznie.
Szlachte biedn1 rz1d mg3by odrzea i przech3ostaa,
Ale ty, Hrabio, pewien jesteoe ca3y zostaa;
Wiesz, w jakim rz1dzie .yjesz, jesteoe dooea bogaty,
Wykupisz sie od wiezien po3ow1 intraty.


To niezgodna - rzek3 Hrabia - z moim charakterem;
Nie moge bya kochankiem, bede bohaterem;
W mi3ooeci troskach - s3awy zwe pocieszycielki;
Gdy jestem nedzarz sercem, bede rek1 wielki.


Telimena pyta3a: Kt. Panu przeszkadza
Kochaa i bya szczeoeliwym! -
Mych przeznaczen w3adza -
Rzek3 Hrabia - ciemnooea przeczua, ktre ruchem tajnym
Rw1 sie ku stronom obcym, dzie3om nadzwyczajnym.
Wyznaje, .e dzioe chcia3em na czeoea Telimenie
U o3tarzw Hymena zapalia p3omienie,
Ale mi da3 zbyt piekny przyk3ad ten m3odzieniec,
Sam dobrowolnie oelubny swj zrywaj1c wieniec
I bieg1c serca swego dooewiadczaa w przeszkodach
Zmiennych losw i w krwawych wojennych przygodach.
Dzioe otwiera sie nowa i dla mnie epoka!
Brzmia3a odg3osem broni mej Birbante-rokka,
Oby ten odg3os rwnie w Polszcze sie rozszerzy3!
Skonczy3 i dumnie szpady rekojeoea uderzy3.


Ju.ci - rzek3 Robak - trudno gania te ochote;
JedY, weY pieni1dze, mo.esz usztyftowaa rote,



Jak W3odzimierz Potocki, co Francuzw zdziwi3
Daj1c na skarb milijon; jak ksi1.e Radziwi33
Dominik, co zastawi3 dobra swe i sprzety
I dwa uzbroi3 nowe konne regimenty.
JedY, jedY, a weY pieni1dze; r1k tam dosya mamy,
Ale grosza brak w Ksiestwie; jedY Wasze, .egnamy.


Telimena, smutnemi rzuciwszy oczyma:
Niestety - rzek3a - widze, .e cie nic nie wstrzyma!
Rycerzu mj, w wojenne kiedy wst1pisz szranki,
Obra czu3e spjrzenie na kolor kochanki!
(Tu wst1.ke oderwawszy od sukni, zrobi3a
Kokarde i na piersiach Hrabi przyszpili3a).
Niech cie ten kolor wiedzie na dzia3a ogniste,
Na kopije b3yszcz1ce i deszcze siarczyste,
A kiedy sie rozs3awisz walecznemi czyny
I gdy nieoemiertelnemi przes3onisz wawrzyny
Skrwawiony szyszak i he3m twj zwyciestwem hardy,
I wtenczas jeszcze oko zwra do tej kokardy.
Wspomnij, czyja ten kolor przyszpili3a reka!
Tu mu poda3a reke.
Pan Hrabia przykleka,
Ca3uje; Telimena zbli.y3a do oka
Chustke, a drugiem okiem pogl1da z wysoka
Na Hrabie, ktry .egna3 j1 mocno wzruszony.
Ona wzdycha3a, ale ruszy3a ramiony.


Lecz Sedzia rzek3:
Mj Hrabio, oepiesz sie, bo ju. pYno.



A ksi1dz Robak: Dooea tego! - wo3a3 z min1 groYn1. -
Spiesz sie, Wasze! - Tak rozkaz Sedziego i Ksiedza
Rozdziela czu31 pare i z izby wypedza.


Tymczasem pan Tadeusz stryja obejmowa3
Ze 3zami i Robaka w reke poca3owa3;
Robak, ku piersiom ch3opca przycisn1wszy skronie
I na g3owie mu na krzy. po3o.ywszy d3onie,
Spjrza3 ku niebu i rzek3: Synu! z Panem Bogiem!
I zap3aka3... A ju. by3 Tadeusz za progiem.


Jak to? - zapyta3 Sedzia - nic mu brat nie powie
I teraz? Biedny ch3opiec, jeszcze sie nie dowie
O niczem! przed odjazdem? -
Nie - rzek3 Ksi1dz - o niczem
(P3acz1c d3ugo z zakrytem rekami obliczem).
I po c. by mia3 wiedziea biedny, .e ma ojca,
Ktry sie skry3 przed oewiatem jak 3otr, jak zabojca?
Bg widzi, jak pragn13bym, ale z tej pociechy
Zrobie Bogu ofiare za me dawne grzechy.


Wiec - rzecze Sedzia - teraz czas myoelea o sobie;
Uwa., .e cz3owiek w twoim wieku i chorobie
Nie zdo3a3by z innymi razem emigrowaa;
Mwi3eoe, .e wiesz domek, gdzie sie masz przechowaa;
Powiedz, gdzie? Spieszmy, czeka zaprze.ona bryka.
Czy nie najlepiej w puszcze, do chaty leoenika?



Robak, kiwaj1c g3ow1, rzek3: Do jutra rana
Mam czas; teraz, mj bracie, pooelij do plebana,
Aby tu jak najrychlej przyby3 z wijatykiem.
Oddal st1d wszystkich, zostan tyko sam z Klucznikiem.
Zamknij drzwi.
Sedzia spe3ni3 Robaka rozkazy
I usiada na 3.ku przy nim; a Gerwazy
Stoi, 3okiea przytwierdza na g3wni rapiera,
A czo3o pochylone na d3oniach opiera.


Robak, nim zacz13 mwia, w Klucznika oblicze
Wzrok utkwi3 i milczenie chowa3 tajemnicze.
A jako chirurg naprzd miekk1 reke sk3ada
Na ciele choruj1cem, nim ostrzem raz zada,
Tak Robak wyraz bystrych oczu swych z3agodzi3,
D3ugo niemi po oczach Gerwazego wodzi3,
Na koniec, jakby oelepym chcia3 uderzya ciosem,
Zas3oni3 oczy rek1 i rzek3 mocnym g3osem:


Jam jest Jacek Soplica...


Klucznik na to s3owo
Pobladn13, pochyli3 sie, i cia3a po3ow1
Wygiety naprzd, stan13, zwis3 na jednej nodze,
Jak g3az lec1cy z gry, zatrzymany w drodze.
Oczy roztwiera3, usta szeroko rozszerza3,
Gro.1c bia3emi zeby, a w1sy naje.a3;
Rapier z r1k upuszczony przy ziemi zatrzyma3
Kolanami i g3ownie praw1 rek1 ima3,



Cisn1c j1; rapier, z ty3u za nim wyci1gniony,
D3ugim, czarnym swym koncem chwia3 sie w r.ne strony.
I Klucznik by3 podobny rysiowi rannemu,
Ktry z drzewa ma skoczya w oczy myoeliwemu,
Wydyma sie k3ebuszkiem, mruczy, krwawe oelepie
Wyiskrza, w1sy rusza i ogonem trzepie.


Panie Rebaj3o - rzek3 Ksi1dz - ju. mie nie zatrwo.1
Gniewy ludzkie, bo jestem ju. pod rek1 Bo.1;
Zaklinam cie na imie Tego, co oewiat zbawi3
I na krzy.u zabjcom swoim b3ogos3awi3,
I przyj13 prooebe 3otra, byoe sie udobrucha3
I to, co mam powiedziea, cierpliwie wys3ucha3;
Sam przyzna3em sie; musze dla ulgi sumnienia
Pozyskaa, a przynajmniej prosia przebaczenia.
Pos3uchaj mej spowiedzi; potem zrobisz sobie
Ze mn1, co zechcesz. I tu z3o.y3 rece obie
Jak do pacierza; Klucznik cofn13 sie zdumiony,
Uderza3 rek1 w czo3o i rusza3 ramiony.


A Ksi1dz zacz13 sw1 dawn1 z Horeszk1 za.y3ooea
Opowiadaa i swoj1 z jego crk1 mi3ooea,
I swe z tego powodu z Stolnikiem zatargi.
Lecz mwi3 nieporz1dnie, czesto miesza3 skargi
I .ale we sw1 spowiedY, czesto rzecz przecina3,
Jak gdyby ju. j1 konczy3, i znowu zaczyna3.


Klucznik, dzieje Horeszkw znaj1cy dok3adnie,
Ca31 te powieoea, chocia. spl1tan1 bez3adnie,



Porz1dkowa3 w pamieci i dope3niaa umia3;
Lecz Sedzia wielu rzeczy zgo3a nie rozumia3.
Oba pilnie s3uchali, pochyliwszy g3owy,
A Jacek mwi3 coraz wolniejszemi s3owy
I czesto zarywa3 sie.


*


Wszak sam wiesz, Gerwazenku, jak Stolnik zaprasza3
Czesto mnie na biesiady; zdrowie moje wnasza3,
Krzycza3 nieraz, do gry podnis3szy szklenice,
e nie mia3 przyjaciela nad Jacka Soplice;
Jak on mnie oeciska3! Wszyscy, ktrzy to widzieli,
Myoelili, .e on ze mn1 dusz1 sie podzieli.
On przyjaciel? on wiedzia3, co sie wtenczas dzia3o
W duszy mojej!


*


Tymczasem ju. szepta3a o tem okolica,
Jaki taki gada3 mi: <<Ej, panie Soplica!
Daremnie konkurujesz; dygnitarskie progi
Za wysokie na Jacka podczaszyca nogi>>.
Ja oemia3em sie, udaj1c, .e drwi3em z magnatw
I z crek ich, i nie dbam o arystokratw;
e jeoeli bywam u nich, z przyjaYni to robie,
A za .one nie pojme, tylko rwn1 sobie.
Przecie bod3y mi dusze do .ywca te .arty;
By3em m3ody, odwa.ny, oewiat by3 mnie otwarty



W kraju, gdzie, jako wiecie, szlachcic urodzony
Jest zarwno z panami kandydat korony!
Wszak.e Teczynski niegdyoe z krlewskiego domu
1da3 cry, a krl mu odda3 j1 bez sromu.
Soplicw czy. nie rwne Teczynskim zaszczyty
Krwi1, herbem, wiern1 s3u.b1 Rzeczypospolitj!


*


Jak 3atwo mo.e cz3owiek popsua szczeoecie drugim
W jednej chwili, a .yciem nie naprawi d3ugim!
Jedno s3owo Stolnika, jak.ebyoemy byli
Szczeoeliwi! Kto wie, mo.e dot1d byoemy .yli,
Mo.e i on przy swojem kochanem dziecieciu,
Przy swojej pieknej Ewie, przy swym wdziecznym zieciu
Zestarza3by spokojny! mo.e wnuki swoje
Ko3ysa3by! Teraz co? nas zgubi3 oboje,
I sam... i to zabjstwo... i wszystkie nastepstwa
Tej zbrodni, wszystkie moje biedy i przestepstwa!...
Ja skar.ya nie mam prawa, ja jego morderca,
Ja skar.ya nie mam prawa, przebaczam mu z serca,
Ale i on...


eby ju. raz otwarcie by3 mnie zrekuzowa3,
Bo zna3 nasze uczucia; gdyby nie przyjmowa3
Mych odwiedzin; to kto wie? mo.e bym odjecha3,
Pogniewa3 sie, po3aja3, w koncu go zaniecha3.
Ale on, chytrze dumny, wpad3 na koncept nowy:
Udawa3, .e mu nawet nie przysz3o do g3owy,



eby ja mg3 sie staraa o zwi1zek takowy.
A by3em mu potrzebnym, mia3em zachowanie
U szlachty i lubili mnie wszyscy ziemianie.
Wiec on niby mi3ooeci mojej nie dostrzega3,
Przyjmowa3 mnie jak dawniej, a nawet nalega3,
Abym czeoeciej przyje.d.a3; a ilekroa sami
Bylioemy, widz1c oczy me przyamione 3zami
I pieroe zbyt pe3n1 i ju. wybuchn1a gotow1,
Chytry starzec, wnet wrzuci3 obojetne s3owo
O procesach, sejmikach, 3owach...


*


Ach, nieraz przy kieliszkach, gdy sie tak rozrzewnia3,
Gdy mie tak oeciska3 i o przyjaYni zapewnia3,
Potrzebuj1c mej szabli lub kreski na sejmie,
Gdy musia3em nawzajem oeciskaa go uprzejmie,
To tak we mnie z3ooea wrza3a, .e ja obraca3em
OEline w gebie, a d3oni1 rekojeoea oeciska3em,
Chc1c plun1a na te przyjaYn i wnet szabli dostaa;
Ale Ewa, zwa.aj1c mj wzrok i m1 postaa,
Zgadywa3a, nie wiem jak, co sie we mnie dzia3o,
Patrzy3a b3agaj1ca, lice jej blednia3o;
A by3 to taki piekny go31bek, 3agodny,
I wzrok mia3a uprzejmy taki! tak pogodny!
Taki anielski, .e ju. nie wiem, ju. nie mia3em
Odwagi zagniewaa j1, zatrwo.ya - milcza3em.
I ja, zawadyjaka s3awny w Litwie ca3j,
Co przede mn1 najwieksze pany nieraz dr.a3y,



Com nie .y3 dnia bez bitki, co nie Stolnikowi,
Alebym sie pokrzywdzia nie da3 i krlowi,
Co we woeciek3ooea najmniejsza wprawia3a mie sprzeczka,
Ja wtenczas, z3y i pjany, milcza3 jak owieczka!
Jak gdybym Sanctissimum ujrza3!


*


Ile. to razy chcia3em serce me otworzya
I ju. sie nawet przed nim do prooeb upokorzya,
Lecz spjrzawszy mu w oczy, spotkawszy wejrzenia
Zimne jak ld, wstyd mi by3o mojego wzruszenia;
Spieszy3em znowu jak najzimniej dyskurowaa
O sprawach, o sejmikach, a nawet .artowaa.
Wszystko to, prawda, z pychy, .eby nie ubli.ya
Imieniowi Soplicw, .eby sie nie zni.ya
Przed panem prooeb1 pr.n1, nie dostaa odmowy,
Bo jakie. by to by3y miedzy szlacht1 mowy,
Gdyby wiedziano, .e ja, Jacek...


Soplicy Horeszkowie odmwili dziewke!
e mnie, Jackowi, czarn1 podano polewke!


*


W koncu, sam ju. nie wiedz1c, jak sobie poradzia,
Umyoeli3em ze szlachty ma3y pu3k zgromadzia
I opuoecia na zawsze powiat i Ojczyzne,
Wynieoea sie gdzie na Moskwe lub na Tatarszczyzne



I zacz1a wojne. Jade po.egnaa Stolnika,
W nadziei, .e gdy ujrzy wiernego stronnika,
Dawnego przyjaciela, prawie domownika,
Z ktrym pi3 i wojowa3 przez tak d3ugie lata,
Teraz .egnaj1cego i kedyoe w kraj oewiata
Jad1cego - .e mo.e starzec sie poruszy
I poka.e mi przecie. troche ludzkiej duszy,
Jak oelimak rogw!


Ach! kto choa na dnie serca ma dla przyjaciela
Choaby iskierke czucia, gdy sie z nim rozdziela,
Dobedzie sie iskierka ta przy po.egnaniu,
Jako ostatni p3omyk .ycia przy skonaniu!
Raz ostatni dotkn1wszy przyjaciela skroni,
Czestokroa najzimniejsze oko 3ze uroni!


*


Biedna, s3ysz1c o moim odjeYdzie, poblad3a,
Bez przytomnooeci, ledwie .e trupem nie pad3a,
Nie mog3a nic przemwia, a. sie jej rzuci3y
Strumieniem 3zy - pozna3em, jak jej by3em mi3y!


*


Pomne, pierwszy raz w .yciu jam sie 3zami zala3
Z radooeci i z rozpaczy, zapomnia3 sie, szala3.
Ju. chcia3em znowu upaoea ojcu jej pod nogi,
Wia sie jak w1. u kolan, wo3aa: <<Ojcze drogi,



WeY za syna lub zabij!>> Wtem Stolnik posepny,
Zimny jako s3up soli, grzeczny, obojetny,
Wszcz13 dyskurs, o czem? o czem? O crki weselu!
W tej chwili! O Gerwazy! uwa., przyjacielu,
Masz ludzkie serce! ...


Stolnik rzek3: <<Panie Soplica,
W3aoenie przyjecha3 do mnie swat Kasztelanica;
Ty jesteoe mj przyjaciel, c. ty mwisz na to?
Wiesz Wasze, .e mam crke piekn1 i bogat1,
A kasztelan witebski! wszak.e to w senacie
Niskie, dr1.kowe krzes3o. C. mi radzisz, bracie?>>
Nie pamietam ju. zgo3a, co mu na to rzek3em,
Podobno nic - na konia wsiad3em i uciek3em!


*


Jacku! - zawo3a3 Klucznik. - M1dre ty przyczyny
Wynajdujesz; c.? one nie zmniejsz1 twej winy!
Bo wszak.e zdarza3o sie ju. nieraz na oewiecie,
e kto pokocha3 panskie lub krlewskie dziecie,
Stara3 sie gwa3tem zdobya, przemyoela3 wykradaa,
Moeci3 sie otwarcie - ale tak chytrze oemiera zadaa!
Panu polskiemu! w Polszcze, i w zmowie z Moskalem!


Nie by3em w zmowie! -
Jacek odpowiedzia3 z .alem. -
Gwa3tem porwaa? wszak mg3bym, zza krat i zza klamek
Wydar3bym j1, rozbi3bym w puch ten jego zamek!



Mia3em za sob1 Dobrzyn i cztery zaoecianki.
Ach, gdyby ona by3a jak nasze szlachcianki,
Silna i zdrowa! gdyby ucieczki, pogoni
Nie zlek3a sie i mog3a s3uchaa szczeku broni!
Lecz ona biedna! tak j1 rodzice pieoecili,
S3aba, lekliwa! by3 to robaczek motyli,
Wiosenna g1sieniczka! I tak j1 zagrabia,
Dotkn1a j1 zbrojn1 rek1 - by3oby j1 zabia.
Nie mog3em! Nie.


Moecia sie otwarcie, szturmem zamek zwalia w gruzy,
Wstyd, boby powiedziano, .em moeci3 sie rekuzy!
Kluczniku, twoje serce poczciwe nie umie
Uczua, ile jest piek3a w obra.onej dumie.


Szatan dumy zacz13 mi lepsze plany raia:
Zemoecia sie krwawo, ale powd zemsty taia,
Nie bywaa w zamku, mi3ooea z serca wykorzenia,
Puoecia w niepamiea Ewe, z inn1 sie o.enia,
A potem, potem jak1 wynaleYa zaczepke,
Pomoecia sie.


I zda3o mi sie zrazu, .em ju. serce zmieni3,
I rad by3em z wymys3u, i - jam sie o.eni3
Z pierwsz1, ktr1m napotka3 dziewczyn1 ubog1!


lem zrobi3 - jak.e by3em ukarany srogo! 
Nie kocha3em jej. Biedna matka Tadeusza, 
Najprzywi1zansza do mnie, najpoczciwsza dusza -
Ale ja dawn1 mi3ooea i z3ooea w sercu dusi3, 

By3em jakby szalony, darmom siebie musi3
Zaj1a sie gospodarstwem albo interesem;
Wszystko na pr.no! Zemsty opetany biesem,
Z3y, opryskliwy, znaleYa nie mog3em pociechy
W niczem na oewiecie -
i tak z grzechw w nowe grzechy...


Zacz13em pia.


I tak nied3ugo .ona ma z .alu umar3a
Zostawiwszy to dziecie, a mnie rozpacz .ar3a!


*


Jak.e mocno musia3em kochaa te nieboge,
Tyle lat! gdziem ja nie by3! a dot1d nie moge
Jej zapomniea i zaw.dy jej postaa kochana
Stoi mi przed oczyma jakby malowana!
Pi3em, nie mog3em zapia pamieci na chwile
Ani pozbya sie, chocia. przebieg3em ziem tyle!
Teraz oto w habicie jestem Bo.ym s3ug1,
Na 3o.u, we krwi... O niej mwi3em tak d3ugo! -
W tej chwili, o tych rzeczach mwia? Bg wybaczy!
Musicie wiedziea, w jakim .alu i rozpaczy
Pope3ni3em...


By3o to w3aoenie wkrtce po jej zareczynach;
Wszedzie gadano tylko o jej zareczynach:



Powiadano, .e Ewa, gdy bra3a obr1czke
Z r1k Wojewody, mdla3a, .e wpad3a w gor1czke,
e ma pocz1tki suchot, .e ustawnie szlocha;
Zgadywano, .e kogooe potajemnie kocha...
Ale Stolnik, jak zawsze, spokojny, weso3y,
Dawa3 na zamku bale, zbiera3 przyjacio3y,
Mnie ju. nie prosi3 - na c. by3em mu potrzebny?
Mj bez3ad w domu, bieda, mj na3g haniebny
Poda3y mnie na wzgarde i na oemiech przed oewiatem!
Mnie, com niegdyoe, rzec moge, trz1s3 ca3ym powiatem!
Mnie, ktrego Radziwi33 nazywa3: kochanku!
Mnie, com kiedy wyje.d.a3 z mojego zaoecianku,
To liczniejszy dwr mia3em ni.eli ksi1.ecy!
Kiedym szable dostawa3, to kilka tysiecy
Szabel b3yszcza3o wko3o, strasz1c zamki panskie!
A potem ze mnie dzieci oemia3y sie w3ooecianskie!
Tak zrobi3em sie nagle w oczach ludzkich lichy!
Jacek Soplica! - Kto zna, co jest czucie pychy...


Tu Bernardyn os3abia3 i upad3 na 3o.e,
A Klucznik rzek3 wzruszony: Wielkie s1dy Bo.e!
Prawda! prawda! wiec to ty? i ty.eoe to, Jacku
Soplico? pod kapturem? .y3eoe po .ebracku!
Ty, ktrego pamietam, gdy zdrowy, rumiany,
Piekny szlachcic, gdy tobie pochlebia3y pany,
Gdy za tob1 kobiety szala3y! W1salu!
Nie tak to dawno. takeoe zestarza3 sie z .alu!
Jak.em ciebie nie pozna3 po owym wystrzale,
Kiedyoe tak do niedYwiedzia trafi3 doskonale?



Bo nad ciebie nie mia3a strzelca Litwa nasza,
By3eoe tak.e po Maaku pierwszy do pa3asza!
Prawda! o tobie niegdyoe oepiewa3y szlachcianki:
<<Oto Jacek w1s kreci, trzes1 sie zaoecianki,
A komu na swym w1sie weze3ek zawi1.e,
Ten zadr.y, choaby to by3 sam Radziwi33 ksi1.e>>.
Zawi1za3eoe ty weze3 i mojemu panu!
Nieszczeoeniku! i ty.eoe? do takiego stanu?
Jacek W1sal kwestarzem! wielkie s1dy bo.e!
I teraz! ha! bezkarnie ujoea tobie nie mo.e,
Przysi1g3em: kto Horeszkw krwi krople wys1czy3...


Tymczasem Ksi1dz na 3o.u usiad3 i tak konczy3:
JeYdzi3em ko3o zamku; ile biesw w g3owie
I w sercu mia3em, kto ich imiona wypowie!
Stolnik! zabija dziecie w3asne, mnie ju. zabi3,
Zniszczy3 - Jade pod brame, szatan mie tam wabi3.
Patrz, jak on hula! co dzien w zamku pijatyka,
Ile oewiec w oknach, jaka brzmi w salach muzyka!
I ten zamek na 3ys1 g3owe mu nie runie...
Pomyoel o zemoecie, to wnet szatan bron podsunie.
Ledwiem pomyoeli3, szatan nasy3a Moskali.
Sta3em patrz1c; wiesz, jak wasz zamek szturmowali.


*


Bo fa3sz, .ebym by3 w jakiej z Moskalami zmowie.



*
Patrzy3em; r.ne myoeli snu3y sie po g3owie,
Zrazu z uoemiechem g3upim, jak na po.ar dziecko,
Patrzy3em, potem radooea uczu3em zbojeck1,
Czekaj1c, rych3o zacznie palia sie i walia;
Czasem myoel przychodzi3a: skoczya, j1 ocalia,
Nawet Stolnika...


*


Bronilioecie sie, ty wiesz, dzielnie i przytomnie.
Zdziwi3em sie; Moskale padali wko3o mnie,
Bydleta, Yle strzelaj1! - Na widok ich kleski
Z3ooea mie znowu porwa3a. - Ten Stolnik zwycieski!
I tak-.e mu na oewiecie wszystko sie powodzi?
I z tej strasznej napaoeci z tryumfem wychodzi?
Odje.d.a3em ze wstydem - w3aoenie by3 poranek,
Wtem ujrza3em, pozna3em: wyst1pi3 na ganek
I brylantow1 szpink1 ku s3oncu migota3,
I w1s pokreca3 dumnie i wzrok dumny miota3,
I zda3o mi sie, .e mnie szczeglniej ur1ga3,
e mnie pozna3 i ku mnie reke t a k wyci1ga3,
Szydz1c i gro.1c. - Chwytam karabin Moskala;
Ledwiem przy3o.y3, prawie nie mierzy3 - wypala!
Wiesz!...


*



Przekleta bron ognista! Kto mieczem zabija,
Musi sk3adaa sie, natrzea, odbija, wywija,
Mo.e rozbroia wroga, miecz w p3 drogi wstrzymaa;
Ale ta bron ognista, dosya zamek imaa,
Chwila, jedna iskierka...


*


Czy. ucieka3em, kiedyoe mierzy3 do mnie z gry?
Utkwi3em oczy we dwie twojej broni rury,
Rozpacz jakaoe! .al dziwny do ziemi mnie przybi3!
Czemu., ach, mj Gerwazy, czemuoe wtenczas chybi3?
Laske byoe zrobi3! Widaa, za pokute grzechu
Trzeba by3o...


Tu znowu brak3o mu oddechu.


Bg widzi - rzecze Klucznik -
szczerze trafia chcia3em!
Ile. ty krwi wyla3eoe twoim jednym strza3em,
Ile. klesk spad3o na nas i na tw1 rodzine,
A wszystko to przez Wasz1, Panie Jacku, wine!
A wszak.e gdy dzioe jegry Hrabie na cel wzieli,
Ostatniego z Horeszkw, chocia. po k1dzieli,
Tyoe go zas3oni3, i gdy Moskal do mnie pali3,
Tyoe mie rzuci3 o ziemie, tak nas dwch ocali3.
Jeoeli prawda, .e jesteoe ksiedzem zakonnikiem,
Ju.ci sukienka broni cie przed Scyzorykiem.
B1dY zdrw, wiecej na Waszym nie postane progu,



Z nami kwita - zostawmy reszte Panu Bogu.


Jacek reke wyci1gn13 - cofn13 sie Gerwazy:
Nie moge - rzek3 - bez mego szlachectwa obrazy
Dotykaa reke, takiem morderstwem skrwawion1
Z prywatnej zemsty, nie zaoe pro publico bono.


Ale Jacek, z poduszek na 3o.e upad3szy,
Zwrci3 sie ku Sedziemu, a by3 coraz bladszy
I niespokojnie pyta3 o ksiedza plebana,
I wo3a3 na Klucznika: Zaklinam Waapana,
Abyoe zosta3; wnet skoncze, ledwie mam dooea mocy
Zakonczya... Panie Klucznik!... ja umre tej nocy!


Co, bracie? - krzykn13 Sedzia - widzia3em, wszak rana
Niewielka, co ty mwisz? po ksiedza plebana?
Mo.e Yle opatrzono - zaraz po doktora,
W apteczce jest...
Ksi1dz przerwa3: Bracie, ju. nie pora.
Mia3em tam strza3 dawniejszy, dosta3em pod Jena,


le zgojony, a teraz draoeniono - gangrena 
Ju. tu - znam sie na ranach, patrz, jaka krew czarna 
Jak sadza; co tu doktor? Ale to rzecz marna; 
Raz umieramy, jutro czy dzioe oddaa dusze... -
Panie Klucznik, przebaczysz mnie, ja skonczya musze! 
* 


Jest w tem zas3uga: nie chciea zostaa winowajc1
Narodowym, choa nard okrzyczy cie zdrajc1!
Zw3aszcza w kim taka, jaka by3a we mnie duma!


*


Imie zdrajcy przylgne3o do mnie jako d.uma.
Odwracali ode mnie twarz obywatele,
Uciekali ode mnie dawni przyjaciele;
Kto by3 lekliwy, z dala wita3 sie i stroni3;
Nawet lada ch3op, lada yd, choa sie pok3oni3,
To mie z boku szyderskim przebija3 uoemiechem;
Wyraz <<zdrajca>> brzmia3 w uszach, odbija3 sie echem
W domie, w polu; ten wyraz od rana do zmroku
Wi3 sie przede mn1, jako plama w chorym oku.
Przecie. nie by3em zdrajc1 kraju!...


Moskwa mnie uwa.a3a gwa3tem za stronnika,
Dano Soplicom znaczn1 czeoea dbr nieboszczyka,
Targowiczanie potem chcieli mnie zaszczycia
Urzedem. Gdybym wtenczas chcia3 sie przemoskwicia!
Szatan radzi3 - ju. by3em mo.ny i bogaty;
Gdybym zosta3 Moskalem? Najpierwsze magnaty
Szuka3yby mych wzgledw; nawet szlachta braty,
Nawet gmin, ktry swoim tak 3acnie uw3acza,
Tym, ktrzy Moskwie s3u.1, szczeoeliwszym - przebacza!
Wiedzia3em to, a przecie. - nie mog3em.


*



Uciek3em z kraju!
Gdziem nie by3! com nie cierpia3!


A. Bg raczy3 lekarstwo jedyne objawia.
Poprawia sie potrzeba by3o i naprawia,
Ile mo.nooeci to...


*


Crka Stolnika, ze swym me.em Wojewod1
Gdzieoe w Sybir wywieziona, tam umar3a m3odo;
Zostawi3a te w kraju crke, ma31 Zosie,
Kaza3em j1 hodowaa.


*


Bardziej niYli z mi3ooeci, mo.e z g3upiej pychy
Zabi3em; wiec pokora... wszed3em miedzy mnichy,


Ja, niegdyoe dumny z rodu, ja, com by3 junakiem,
Spuoeci3em g3owe, kwestarz, zwa3em sie Robakiem,
e jako robak w prochu...


Z3y przyk3ad dla Ojczyzny, zachete do zdrady,
Trzeba by3o okupia dobremi przyk3ady,
Krwi1, pooewieceniem sie...


Bi3em sie za kraj; gdzie? jak? zmilcze; nie dla chwa3y
Ziemskiej bieg3em tylekroa na miecze, na strza3y.



Milej sobie wspominam nie dzie3a waleczne
I g3ooene, ale czyny ciche, u.yteczne,
I cierpienia, ktrych nikt...


Uda3o mi sie nieraz do kraju przedzieraa,
Rozkazy wodzw nosia, wiadomooeci Ybieraa,
Uk3adaa zmowy... Znaj1 i Galicyjanie
Ten kaptur mnisi - znaj1 i Wielkopolanie!
Pracowa3em przy taczkach rok w pruskiej fortecy,
Trzy razy Moskwa kijmi zrani3a me plecy,
Raz ju. wiedli na Sybir; potem Austryjacy
W Szpilbergu zakopali mnie w lochach do pracy,
W carcer durum - a Pan Bg wybawi3 mie cudem
I pozwoli3 umieraa miedzy swoim ludem,
Z Sakramentami.


Mo.e i teraz, kto wie? mo.em znowu zgrzeszy3!
Mo.em nad rozkaz wodzw powstanie przyoepieszy3!
Ta myoel, .e dm Soplicw pierwszy sie uzbroi,
e pierwsz1 Pogon w Litwie zatkn1 krewni moi!...
Ta myoel... zdaje sie czysta...


Chcia3eoe zemsty? masz! booe ty by3 narzedziem kary
Bo.ej! twoim Bg mieczem rozci13 me zamiary.
Tyoe w1tek spisku, tyle lat snowany, spl1ta3!
Cel wielki, ktry ca3e .ycie me zaprz1ta3,
Ostatnie moje ziemskie uczucie na oewiecie,
Ktrem tuli3, hodowa3, jak najmilsze dziecie,
Tyoe zabi3 w oczach ojca, a jam ci przebaczy3!
Ty!...



Oby tylko rwnie Bg przebaczya raczy3! -
Przerwa3 Klucznik. - Je.eli masz przyj1a wijatyk,
Ksie.e Jacku, toa ja nie luter, nie syzmatyk!
Kto umieraj1cego smuci, wiem, .e grzeszy.
Powiem tobie cooe, pewnie to ciebie pocieszy:
Kiedy nieboszczyk pan mj upada3 zraniony,
A ja, klecz1c nad jego piersi1 pochylony
I miecz maczaj1c w rane, zemste zaprzysi1gn13,
Pan g3owe wstrz1sn13, reke ku bramie wyci1gn13
W strone, gdzie sta3eoe, i krzy. w powietrzu naznaczy3;
Mwia nie mg3, lecz da3 znak, .e zbjcy przebaczy3.
Ja te. poj13em, ale tak sie z gniewu woeciek3em,
e o tym krzy.u nigdy i s3owa nie rzek3em.


Tu rozmowe przerwa3y chorego cierpienia
I nast1pi3a d3uga godzina milczenia.
Oczekuj1 plebana.


Podkowy zagrzmia3y,
Zastuka3 do komnaty arendarz zdysza3y:
List ma wa.ny, samemu Jackowi poka.e.
Jacek bratu oddaje, g3ooeno czytaa ka.e.
List od Fiszera, ktry by3 natenczas szefem
Sztabu armiji polskiej pod ksieciem Jzefem.
Donosi, .e w cesarskim tajnym gabinecie
Stane3a wojna; Cesarz ju. po ca3ym oewiecie
Og3asza j1; sejm walny w Warszawie zwo3any,
I skonfederowane Mazowieckie Stany
Wyrzek1 uroczyoecie przy31czenie Litwy.



Jacek, s3uchaj1c, cicho odmwi3 modlitwy,
Przycisn1wszy do piersi oewiecon1 gromnice,
Podnios3 w niebo zatlone nadziej1 Yrenice
I zala3 sie ostatnich 3ez rozkosznych zdrojem:
Teraz - rzek3 - Panie, s3uge Twego puoea z pokojem!


Wszyscy uklekli; a wtem ozwa3 sie pod progiem
Dzwonek: znak, .e przyjecha3 pleban z Panem Bogiem.


W3aoenie ju. noc schodzi3a i przez niebo mleczne,
R.owe, bieg1 pierwsze promyki s3oneczne;
Wpad3y przez szyby jako strza3y brylantowe,
Odbi3y sie na 3o.u o chorego g3owe
I ubra3y mu z3otem oblicze i skronie,
e b3yszcza3 jako oewiety w ognistej koronie.



KSIEGA JEDENASTA
ROK 1812


Treoea:
Wr.by wiosenne - Wkroczenie wojsk - Nabo.enstwo - Rehabilitacja
urzedowa oep. Jacka Soplicy - Z rozmw Gerwazego i Protazego wnosia
mo.na bliski koniec procesu - Umizgi u3ana z dziewczyn1 - Rozstrzyga sie
spr o Kusego i Soko3a - Zaczem gooecie zgromadzaj1 sie na biesiade -
Przedstawienie wodzom par narzeczonych.



O roku w! kto ciebie widzia3 w naszym kraju!
Ciebie lud zowie dot1d rokiem urodzaju,
A .o3nierz rokiem wojny; dot1d lubi1 starzy
O tobie bajaa, dot1d pieoen o tobie marzy.
Z dawna by3eoe niebieskim oznajmiony cudem
I poprzedzony g3uch1 wieoeci1 miedzy ludem;
Ogarne3o Litwinw serca z wiosny s3oncem
Jakieoe dziwne przeczucie, jak przed oewiata koncem,
Jakieoe oczekiwanie teskne i radooene.


Kiedy pierwszy raz byd3o wygnano na wiosne,
Uwa.ano, .e chocia. zg3odnia3e i chude,
Nie bieg3o na run, co ju. umai3a grude,
Lecz k3ad3o sie na role i schyliwszy g3owy,
Rycza3o albo .u3o swj pokarm zimowy.


I wieoeniacy ci1gn1cy na jarzyne p3ugi
Nie ciesz1 sie, jak zwykle, z konca zimy d3ugij,
Nie oepiewaj1 piosenek, pracuj1 leniwo,
Jakby nie pamietali na zasiew i .niwo.
Co krok wstrzymuj1 wo3y i podjezdki w bronie
I pogl1daj1 z trwog1 ku zachodniej stronie,
Jakby z tej strony mia3 sie objawia cud jaki,
I uwa.aj1 z trwog1 wracaj1ce ptaki.
Bo ju. bocian przylecia3 do rodzinnej sosny
I rozpi13 skrzyd3a bia3e, wczesny sztandar wiosny;
A za nim, krzykliwemi nadci1gn1wszy pu3ki,
Gromadzi3y sie ponad wodami jasku3ki
I z ziemi zmarz3ej bra3y b3oto na swe domki.



W wieczr s3ychaa w zarooelach szept ci1gn1cej s3omki,
I stada dzikich gesi szumi1 ponad lasem,
I znu.one na popas spadaj1 z ha3asem,
A w g3ebi ciemnej nieba wci1. jecz1 .urawie.
S3ysz1c to nocni str.e pytaj1 w obawie,
Sk1d w krlestwie skrzydlatem tyle zamieszania,
Jaka burza te ptaki tak wczeoenie wygania.


A. oto nowe stada, jakby gilw, siewek
I szpakw, stada jasnych kit i chor1giewek
Zajaoenia3y na wzgrkach, spadaj1 na b3onie:
Konnica! dziwne stroje, niewidziane bronie,
P3k za p3kiem, a oerodkiem, jak stopione oeniegi,
P3yn1 drogami kute .elazem szeregi;
Z lasw czerni1 sie czapki, rzed bagnetw b3yska,
Roj1 sie niezliczone piechoty mrowiska.


Wszyscy na p3noc! Rzek3byoe, .e wonczas z wyraju
Za ptastwem i lud ruszy3 do naszego kraju,
Pedzony niepojet1, instynktow1 moc1.


Konie, ludzie, armaty, or3y dniem i noc1
P3yn1; na niebie gr1 tu i wdzie 3uny,
Ziemia dr.y, s3ychaa, bij1 stronami pioruny. -


Wojna! wojna! Nie by3o w Litwie k1ta ziemi,
Gdzie by jej huk nie doszed3; pomiedzy ciemnemi
Puszczami ch3op, ktrego dziady i rodzice
Pomarli nie wyjrzawszy za lasu granice,



Ktry innych na niebie nie rozumia3 krzykw
Prcz wichrw, a na ziemi prcz bestyi rykw,
Gooeci innych nie widzia3 oprcz sp3leoenikw -
Teraz widzi: na niebie dziwna 3una pa3a,
W puszczy 3oskot, to kula od jakiegooe dzia3a,
Zb31dziwszy z pola bitwy, drg w lesie szuka3a,
Rw1c pnie, siek1c ga3ezie. ubr, brodacz sedziwy,
Zadr.a3 we mchu, naje.y3 d3ugie w3osy grzywy,
Wstaje na wp3, na przednich nogach sie opiera
I potrz1saj1c brod1, zdziwiony spoziera
Na b3yskaj1ce nagle miedzy 3omem zgliszcze:
By3 to zb31kany granat, kreci sie, wre, oewiszcze,
Pek3 z hukiem jakby piorun; .ubr pierwszy raz w .yciu
Zl1k3 sie i uciek3 w g3ebszem schowaa sie ukryciu.


Bitwa! gdzie? w ktrej stronie? - pytaj1 m3odzience,
Chwytaj1 bron; kobiety wznosz1 w niebo rece;
Wszyscy, pewni zwyciestwa, wo3aj1 ze 3zami:
Bg jest z Napoleonem, Napoleon z nami!


O wiosno! kto cie widzia3 wtenczas w naszym kraju,
Pamietna wiosno wojny, wiosno urodzaju!
O wiosno! kto cie widzia3, jak by3aoe kwitn1ca
Zbo.ami i trawami, a ludYmi b3yszcz1ca,
Obfita we zdarzenia, nadziej1 brzemienna!
Ja ciebie dot1d widze, piekna maro senna!
Urodzony w niewoli, okuty w powiciu,
Ja tylko jedn1 tak1 wiosne mia3em w .yciu.



Soplicowo le.a3o tu. przy wielkiej drodze,
Ktr1 od strony Niemna ci1gneli dwaj wodze:
Nasz Ksi1.e Jzef i krl westfalski Hieronim.
Ju. zajeli czeoea Litwy od Grodna po S3onim,
Gdy krl rozkaza3 wojsku daa trzy dni wytchnienia.
Ale polscy .o3nierze mimo utrudzenia
Skar.yli sie, .e krl im marszu nie dozwala;
Tak radzi by co predzej dooecign1a Moskala.


W mieoecie pobliskim stan13 g3wny sztab ksi1.ecy,
A w Soplicowie oboz czterdziestu tysiecy
I ze sztabami swemi jenera3 D1browski,
Kniaziewicz, Ma3achowski, Giedroja i Grabowski.


PYno by3o, gdy weszli; wiec ka.dy, gdzie mo.e,
Zabieraj1 kwatery w zamczysku, we dworze;
Skoro dano rozkazy, rozstawiono czaty,
Ka.dy strudzony poszed3 spaa do swej komnaty.
Z noc1 wszystko ucich3o: oboz, dwr i pole;
Widaa tylko, jak cienie, b31dz1ce patrole
I gdzieniegdzie b3yskania ognisk obozowych,
S3ychaa kolejne has3a stanowisk wojskowych.


Spali: gospodarz domu, wodze i .o3nierze;
Oczu tylko Wojskiego sen s3odki nie bierze ;
Bo Wojski ma na jutro biesiade wyprawia,
Ktr1 chce dom Soplicw na wiek wiekw ws3awia:
Biesiade godn1 mi3ych sercom polskim gooeci
I odpowiedni1 wielkiej dnia uroczystooeci,



Co jest oewietem kooecielnem i oewietem rodziny;
Jutro odbya sie maj1 trzech par zareczyny,
Zaoe jenera3 D1browski ooewiadczy3 z wieczora,
e chce miea obiad polski.


Choa spYniona pora,
Wojski zebra3 co predzej z s1siedztwa kucharzy;
Pieciu ich by3o; s3u.1, on sam gospodarzy.
Jako kuchmistrz bia3ym sie fartuchem opasa3,
Wdzia3 szlafmyce, a rece do 3okciw zakasa3;
W reku ma placke musz1, owad lada jaki
Odpedza wpadaj1cy chciwie na przysmaki;
Drug1 rek1 przetarte okulary w3o.y3,
Doby3 z zanadrza ksiege, odwin13, otworzy3.


Ksiega ta mia3a tytu3: Kucharz doskona3y.
W niej spisane dok3adnie wszystkie specyja3y
Sto3w polskich; pod3ug niej Hrabia na Teczynie
Dawa3 owe biesiady we w3oskiej krainie,
Ktrym sie Ojciec OEwiety Urban smy dziwi3;
Pod3ug niej pYniej Karol Kochanku-Radziwi33,
Gdy przyjmowa3 w Nieoewi.u krla Stanis3awa,
Sprawi3 pamietn1 ow1 uczte, ktrej s3awa
Dot1d .yje na Litwie we gminnej powieoeci.


Co Wojski wyczytawszy pojmie i obwieoeci,
To natychmiast kucharze robi1 umiejetni.
Wre robota, pieadziesi1t no.w w sto3y tetni,
Zwijaj1 sie kuchciki czarne jak szatany:



Ci nios1 drwa, ci z mlekiem i z winem sagany,
Lej1 w kot3y, skowrody, w r1dle, dym wybucha;
Dwch kuchcikw przy piecu siedzi, w mieszki dmucha.
Wojski, a.eby ogien tem 3acniej rozpalaa,
Rozkaza3 stopionego mas3a na drwa nalaa
(Zbytek ten dozwolony jest w dostatnim domu).
Kuchciki sypi1 w ogien suche peki 3omu.
Inni na ro.ny sadz1 ogromne pieczenie
Wo3owe, sarnie, c1bry dzicze i jelenie;
Ci skubi1 stosy ptastwa; lec1 puchw chmury,
Obna.aj1 sie g3uszce, cietrzewie i kury.
Lecz kur niewiele by3o; od owej wyprawy,
Ktr1 w czasie zajazdu Dobrzynski Sak krwawy
Zrobi3 na kurnik, kedy Zosi gospodarstwo
Zniszczy3, nie zostawiwszy sztuki na lekarstwo -
Jeszcze nie mog3o ptastwem zakwitn1a na nowo
S3awne niegdyoe ze drobiu swego Soplicowo.
Zreszt1 zaoe mies wszelkich by3 wielki dostatek,
Co sie zgromadzia da3o i z domu, i z jatek,
I z lasw, i z s1siedztwa, z bliska i z daleka:
Rzek3byoe, ptasiego tylko niedostaje mleka.
Dwie rzeczy, ktrych hojny pan uczty szuka,
L1cz1 sie w Soplicowie: dostatek i sztuka.


Ju. wschodzi3 uroczysty
dzien N a j oe w i e t s z e j P a n n y
K w i e t n e j. Pogoda by3a przeoeliczna, czas ranny,
Niebo czyste, woko3o ziemi obci1gniete,
Jako morze wisz1ce, ciche, wkles3o-wgiete;



Kilka gwiazd oewieci z g3ebi, jako per3y ze dna
Przez fale; z boku chmurka bia3a, sama jedna,
Podlatuje i skrzyd3a w b3ekicie zanurza,
Podobne do nikn1cych pir Anio3a Str.a,
Ktry nocn1 modlitw1 ludzi przytrzymany
SpYni3 sie, oepieszy wracaa miedzy sp3niebiany.


Ju. ostatnie per3y gwiazd zamierzch3y i na dnie
Niebios zgas3y, i niebo oerodkiem czo3a bladnie,
Praw1 skroni1 z3o.one na wezg3owiu cieni,
Jeszcze smag3awe, lew1 coraz sie rumieni;
A dalej okr1g, jakby powieka szeroka,
Rozsuwa sie i w oerodku widaa bia3ek oka,
Widaa tecze, Yrenice - ju. promien wytrysn13,
Po okr1g3ych niebiosach wygiety przeb3ysn13
I w bia3ej chmurce jako z3oty grot zawisn13.
Na ten strza3, na dnia has3o, pek ogniw wylata,
Tysi1c rac krzy.uje sie po okregu oewiata,
A oko s3onca wesz3o. Jeszcze nieco senne
Przymru.a sie, dr.1c wstrz1sa swe rzesy promienne,
Siedmi1 barw b3yszczy razem: szafirowe razem,
Razem krwawi sie w rubin i .3knie topazem,
A. rozloeni3o sie jako kryszta3 przezroczyste,
Potem jak brylant oewiat3e, na koniec ogniste,
Jak ksie.yc wielkie, jako gwiazda migaj1ce:
Tak po nieYmiernem niebie sz3o samotne s3once.


Dzioe posplstwo litewskie z ca3ej okolicy
Zebra3o sie przed wschodem woko3o kaplicy,



Jak gdyby na nowego og3oszenie cudu.
Zbir ten pochodzi3 w czeoeci z pobo.nooeci ludu,
A w czeoeci z ciekawooeci: bo dzioe w Soplicowie
Na nabo.enstwie maj1 bya jenera3owie,
S3awni dowdcy owi naszych legijonw,
Ktrych lud zna3 imiona i czci3 jak patronw,
Ktrych wszystkie tu3actwa, wyprawy i bitwy
By3y ewangelij1 narodow1 Litwy.


Ju. przysz3o oficerw kilku, t3um .o3nierzy;
Lud ich otacza, patrzy, ledwie oczom wierzy,
Ogl1daj1c rodakw mundury nosz1cych,
Zbrojnych, wolnych i polskim jezykiem mwi1cych.


Wysz3a msza. Nie obejmie oewi1tynia malenka
Ca3ego zgromadzenia; lud na trawie kleka,
Patrz1c we drzwi kaplicy, odkrywaj1 g3owy:
W3os litewskiego ludu, bia3y albo p3owy,
Poz3aca3 sie jako 3an dojrza3ego .yta;
Gdzieniegdzie kraoena g3wka dziewicza wykwita,
Ubrana w oewie.e kwiaty albo w pawie oczy
I wstegi rozplecione, ozdoby warkoczy,
OErd g3w meskich, jak w zbo.u b3awat i k1kole.
Klecz1cy r.nobarwny t3um okrywa pole,
A na g3os dzwonka, niby na wiatru powianie,
Chyl1 sie wszystkie g3owy jak k3osy na 3anie.


Wieoeniaczki dzioe na o3tarz Matki Zbawiciela
Nios1 pierwszy dar wiosny, oewie.e snopki ziela;



Wszystko wko3o ubrane w bukiety i w wianki:
O3tarz, obraz, a nawet dzwonnica i ganki.
Czasem poranny wietrzyk, gdy ze wschodu wionie,
Zrywa wianki i rzuca na klecz1cych skronie,
I rozlewa jak z mszalnej kadzielnicy wonie.


A gdy w kooeciele by3o po mszy i kazaniu,
Wyszed3 przewodnicz1cy ca3emu zebraniu
Podkomorzy, niedawno przez powiatu stany
Zgodnie konfederackim marsza3kiem obrany.
Mia3 mundur wojewdztwa: .upan z3otem szyty,
Kontusz gredyturowy z fredzl1 i pas lity,
Przy ktrym karabela z g3owni1 jaszczurow1;
Na szyi oewieci3 wielk1 szpink1 brylantow1;
Konfederatka bia3a, a na niej pek gruby
Drogich pirek; by3y to bia3ych czapel czuby
(Na fest k3adnie sie tylko kitka tak bogata,
Ktrej ka.de pireczko kosztuje dukata).
Tak ubrany, na wzgrek wst1pi3 przed kooecio3em,
Wieoeniacy i .o3nierstwo oecisne3o sie ko3em.
On rzek3 :


Bracia! Og3osi3 wam ksi1dz na ambonie
Wolnooea, ktr1 Cesarz-Krl przywrci3 Koronie,
A teraz Litewskiemu Ksiestwu, Polszcze ca3j
Przywraca; s3yszelioecie rz1dowe uchwa3y
I zwo3uj1ce walny sejm uniwersa3y.
Ja tylko mam s3w pare przemwia do gminy
W rzeczy, ktra sie tycze Soplicw rodziny,
Tutejszych panw.



Ca3a pomni okolica,
Co tu zbroi3 nieboszczyk - pan Jacek Soplica;
Ale kiedy o grzechach jego wszyscy wiecie,
Czas i zas3ugi jego og3osia na oewiecie:
Obecni tu s1 naszych wojsk jenera3owie,
Od ktrych us3ysza3em wszystko, co wam mowie.
Ten Jacek nie by3 umar3 (jak g3oszono) w Rzymie,
Tylko odmieni3 .ycie dawne, stan i imie;
A wszystkie przeciw Bogu i OjczyYnie winy
Zg3adzi3 przez .ywot oewiety i przez wielkie czyny.


On to pod Hohenlinden, gdy Ryszpans jenera3
Na p3 pobity ju. sie do odwrotu zbiera3,
Nie wiedz1c, .e Kniaziewicz ci1gnie ku odsieczy,
On to Jacek, zwan Robak, oerd grotw i mieczy
Przenios3 od Kniaziewicza listy Ryszpansowi,
Donosz1ce, .e nasi bior1 ty3 wrogowi.
On potem w Hiszpaniji, gdy nasze u3any
Zdoby3y Samosiery grzbiet oszancowany,
Obok Kozietulskiego by3 ranny dwa razy!
Nastepnie, jak wys3aniec, z tajnemi rozkazy
Biega3 po r.nych stronach ducha ludzi badaa,
Towarzystwa tajemne wi1zaa i zak3adaa;
Na koniec w Soplicowie, w swem ojczystym gnieYdzie,
Gdy gotowa3 powstanie, zgin13 na zajeYdzie.
W3aoenie o jego oemierci nadesz3a wiadomooea
Do Warszawy w te chwile, gdy Cesarz Jegomooea
Raczy3 mu daa za dawne czyny bohaterskie
Legiji Honorowej znaki kawalerskie.



Owo. te wszystkie rzeczy maj1c na uwadze,
Ja, reprezentuj1cy wojewdztwa w3adze,
Moj1 konfederack1 og3aszam wam lask1:
e Jacek wiern1 s3u.b1 i cesarsk1 3ask1
Znis3 infamiji plame, powraca do czeoeci
I znowu sie w rzed prawych patryjotw mieoeci;
Wiec kto bedzie oemia3 Jacka zmar3ego rodzinie
Wspomniea kiedy o dawnej, zag3adzonej winie,
Ten podpadnie za kare takiego wyrzutu
Gravis notae maculae, wedle s3w Statutu
Karz1cych tak militem, jak i skartabela,
Co by sia3 infamij1 na obywatela;
A .e teraz jest rwnooea, wiec artyku3 trzeci
Obowi1zuje rwnie i mieszczan, i kmieci.
Ten wyrok marsza3kowski pan pisarz umieoeci
W aktach jeneralnooeci, a woYny obwieoeci.


Co sie tycze Legiji Honorowej krzy.a,
e pYno przyszed3, nic to s3awie nie ubli.a;
Jeoeli Jackowi nie mg3 s3u.ya ku ozdobie,
Niech s3u.y ku pami1tce, wieszam go na grobie.
Trzy dni tu bedzie wisia3, potem do kaplicy
Z3o.y sie jako wotum dla Boga Rodzicy.


To powiedziawszy, order wydoby3 z pokrowca
I zawiesi3 na skromnym krzy.yku grobowca
Uwi1zan1 w kokarde wst1.eczke czerwon1
I krzy. bia3y gwiaYdzisty ze z3ot1 koron1;
Przeciw s3oncu promienie gwiazdy zajaoenia3y



Jako ostatni odb3ysk ziemskiej Jacka chwa3y.
Tymczasem lud na kleczkach Anio3 Panski mowi,
Upraszaj1c o wieczny pokj grzesznikowi;
Sedzia obchodzi gooeci i wiejsk1 gromade,
Wszystkich do Soplicowa wzywa na biesiade.


Ale na przyYbie domu usiedli dwaj starce,
Maj1c u kolan pe3ne miodu dwa p3garce;
Patrz1 w sad, gdzie woerd p1czkw barwistego maku
Sta3 u3an jak s3onecznik w b3yszcz1cym ko3paku
Strojnym blach1 z3ocist1 i pirem koguta;
Przy nim dziewcze, w zielonej sukience jak ruta
Pozioma, wznosi oczki b3ekitne jak bratki
Ku oczom ch3opca; dalej panny rwa3y kwiatki
Po ogrodzie, umyoelnie odwracaj1c g3owy
Od kochankw, .eby im nie mieszaa rozmowy.


Ale starce mid pij1, tabakierk1 z kory
Czestuj1c sie nawzajem, tocz1 rozhowory.


Tak, tak, mj Protazenku - rzek3 klucznik Gerwazy.
Tak, tak, mj Gerwazenku - rzek3 woYny Protazy.
Tak to, tak! - powtrzyli zgodnie kilka razy,
Kiwaj1c w takt g3owami; wreszcie WoYny rzecze:
I. proces nasz skonczy sie dziwnie, ja nie przecze;
Wszak.e by3y przyk3ady; pamietam procesy,
W ktrych sie dzia3y gorsze ni. u nas ekscesy,
A intercyza ca3y zakonczy3a k3opot:
Tak z Borzdobohatymi pogodzi3 sie Lopot,



Krepsztulowie z Kupoeciami, Putrament z Pikturn1,
Z Odyncami Mackiewicz, z Kwileckimi Turno.
Co mwie! wszak Polacy miewali zamieszki
Z Litw1 gorsze ni.eli z Soplic1 Horeszki,
A gdy na rozum wzie3a krlowa Jadwiga,
To sie bez s1dw owa skonczy3a intryga.


Dobrze, gdy strony maj1 panny albo wdowy
Na wydaniu: to zawsze kompromis gotowy.
Najd3u.szy proces zwykle bywa z duchowienstwem
Katolickiem albo te. z bliskiem pokrewienstwem,
Bo wtenczas sprawy skonczya nie mo.na ma3.enstwem.
St1d to Lachy z Rusami w sporach nieskonczonych,
Id1c z Lecha i Rusa, dwu braci rodzonych;
St1d sie tyle procesw litewskich ci1gne3o
D3ugo z ksie.mi Krzy.aki, a. wygra3 Jagie33o.
St1d na koniec pendebat d3ugo przed aktami
S3awny w proces Rymszw z dominikanami,
A. wygra3 wreszcie syndyk klasztorny ksi1dz Dymsza,
Sk1d jest przys3owie: Wiekszy Pan Bg ni. pan Rymsza;
Ja zaoe do3o.e: lepszy mid od Scyzoryka.
To mwi1c, p3garcwk1 przepi3 do Klucznika.


Prawda! prawda! - rzek3 na to Gerwazy wzruszony. -
Dziwnea to by3y losy tej naszej Korony
I naszej Litwy! wszak to jak ma3.onkw dwoje!
Bg z31czy3, a czart dzieli, Bg swoje, czart swoje!
Ach, bracie Protazenku! .e to oczy nasze
Widz1! .e znowu do nas ci Koronijasze



Zawitali! S3u.y3em ja z nimi przed laty,
Pamietam, dzielne by3y z nich konfederaty!
Gdyby nieboszczyk pan mj Stolnik do.y3 chwili!
O Jacku! Jacku! - lecz c. bedziemy kwilili?
Skoro dzioe znowu Litwa 31czy sie z Koron1,
Toa tem samym ju. wszystko zgodzono, zg3adzono.


I to dziw - rzek3 Protazy - .e o tej to Zosi,
O ktrej reke teraz nasz Tadeusz prosi,
By3o przed rokiem omen, jakoby znak z nieba!
Pann1 Zofij1 - przerwa3 Klucznik - zwaa j1 trzeba,
Bo ju. doros3a, nie jest dziewczyn1 maluczk1,
Przy tym z krwi dygnitarskiej, jest Stolnika wnuczk1.
Owo. - konczy3 Protazy - by3 to znak proroczy
O jej losie, widzia3em znak na w3asne oczy.


Przed rokiem tu siedzia3a w oewieto czeladY nasza
Pij1c mid, alia patrzym: pec, pada z poddasza
Dwch wroblw bij1cych sie, oba samcy stare,
Jeden, m3odszy cokolwiek, mia3 podgarle szare,
Drugi czarne; dalej.e t3uc sie po podwrzu,
Przewracaa kulki, .e a. zaryli sie w kurzu;
My patrzym, a tymczasem szepc1 sobie s3ugi,
e ten czarny niech bedzie Horeszko, a drugi
Soplica; wiec ilekroa szary by3 na grze,
Krzycz1: <<Wiwat Soplica! pfe, Horeszki tchrze!>>
A gdy spada3, wo3ali: <<Popraw sie, Soplica!
Nie daj sie magnatowi, to wstyd na szlachcica!>>
Tak oemiej1c sie czekamy, kto kogo pokona;



Wtem Zosienka, nad ptastwem litooeci1 wzruszona,
Podbieg3a i nakry3a r1czk1 te rycerze;
Jeszcze sie w reku bili, a. lecia3o pierze,
Taka by3a zawzietooea w tem malenkiem lichu.
Baby, patrz1c na Zosie, gada3y po cichu,
e pewnie przeznaczeniem bedzie tej dziewczyny
Pogodzia dwie od dawna zwaoenione rodziny.
A widze, .e sie dzisiaj zioeci3 omen babi.
Prawdaa to, .e naonczas myoelano o Hrabi,
Nie zaoe o Tadeuszu.


Na to Klucznik rzecze:
Dziwne s1 sprawy w oewiecie; kto wszystko dociecze!
Ja te. powiem Waszeci rzecz, choa nie tak cudn1
Jak w omen, a przecie. do pojecia trudn1.
Wiesz, i. dawniej rad bym by3 Soplicw rodzine
W 3y.ce wody utopia; a tego ch3opczyne,
Tadeusza, od dziecka nieYmierniem polubi3.
Uwa.a3em, .e gdy sie z ch3opietami czubi3,
Zawsze ich zbi3; wiec ilekroa do zamku biega3,
Jam go zawsze do trudnych imprezw pod.ega3.
Wszystko mu sie uda3o; czy wydrzea go3ebie
Na wie.y, czy jemio3e oberwaa na debie,
Czyli z najwy.szej sosny z3upia wronie gniazdo,
Wszystko umia3; myoeli3em: pod szczeoeliw1 gwiazd1
Urodzi3 sie ten ch3opiec; szkoda, .e Soplica!
Kt. by zgad3, .e w nim zamku powitam dziedzica,
Me.a panny Zofiji, mej Wielmo.nej Pani!



Tu skonczyli rozmowe, pij1 zadumani,
S3ychaa tylko niekiedy te krtkie wyrazy:
Tak, tak, Panie Gerwazy. - Tak, Panie Protazy.


Przyzba tyka3a kuchni, ktrej okna sta3y
Otworem i dym jako z po.aru bucha3y,
A. z k3ebw dymu, niby bia3a go3ebica,
Migne3a oewiec1ca sie kuchmistrza szlafmyca.
Wojski przez okno kuchni, ponad starcw g3owy
Wytkn1wszy g3owe, milczkiem s3ucha3 ich rozmowy
I poda3 im nareszcie fili.anki spodek
Pe3en biszkoktw, mwi1c: Zak1oecie wasz miodek.
A ja wam te. opowiem histori1 ciekaw1
Sporu, ktry mia3 bitw1 zakonczya sie krwaw1,
Gdy poluj1cy w g3ebi nalibockich lasw
Rejtan wyp3ata3 sztuke ksi1.eciu Denassw.
Tej sztuki omal w3asnem nie przyp3aci3 zdrowiem;
Jam k3tnie panw zgodzi3, jak to wam opowiem.


Ale Wojskiego powieoea przerwali kucharze
Pytaj1c, komu serwis ustawiaa rozka.e.


Wojski odszed3, a starcy, zaczerpn1wszy miodu,
Zadumani zwrcili oczy w g31b ogrodu,
Gdzie w dorodny u3an rozmawia3 z panienk1.
W3aoenie u3an uj1wszy jej d3on lew1 rek1
(Praw1 mia3 na temlaku, widaa, .e by3 ranny),
Z takiemi odezwa3 sie s3owami do panny:



Zofijo, musisz to mnie koniecznie powiedziea,
Nim zamienim pieroecionki, musze o tem wiedziea.
I c., .e przesz3ej zimy by3aoe ju. gotowa
Daa s3owo mnie? Ja wtenczas nie przyj13em s3owa:
Bo i c. mi po takiem wymuszonem s3owie?
Wtenczas bawi3em bardzo krtko w Soplicowie;
Nie by3em taki pr.ny, a.ebym sie 3udzi3,
em jednem mem spjrzeniem mi3ooea w tobie wzbudzi3.
Ja nie fanfaron; chcia3em m1 w3asn1 zas3ug1
Zyskaa twe wzgledy, choaby przysz3o czekaa d3ugo.
Teraz jesteoe 3askawa twe s3owo powtrzya;
Czym.e na tyle 3aski umia3em zas3u.ya?
Mo.e mnie bierzesz, Zosiu, nie tak z przywi1zania,
Tylko .e stryj i ciotka do tego cie sk3ania;
Ale ma3.enstwo, Zosiu, jest rzecz wielkiej wagi;
RadY sie serca w3asnego, niczyjej powagi
Tu nie s3uchaj, ni stryja groYb, ni namw cioci;
Jeoeli nie czujesz dla mnie nic oprcz dobroci,
Mo.em te zareczyny czas jakioe odwlekaa;
Wiezia twej woli nie chce, bedziem, Zosiu, czekaa.
Nic nas nie nagli, zw3aszcza .e wczora wieczorem
Dano mi rozkaz zostaa w Litwie instruktorem
W pu3ku tutejszym, nim sie z mych ran nie wylecze.
I c., kochana Zosiu?


Na to Zosia rzecze,
Wznosz1c g3owe i patrz1c w oczy mu nieoemia3o:
Nie pamietam ju. dobrze, co sie dawniej dzia3o;
Wiem, .e wszyscy mwili, i. za m1. ioea trzeba



Za Pana; ja sie zawsze zgadzam z wol1 Nieba
I z wol1 starszych. Potem, spuoeciwszy oczeta,
Doda3a: Przed odjazdem, jeoeli Pan pamieta,
Kiedy umar3 ksi1dz Robak, w ow1 burze nocn1,
Widzia3am, .e Pan jad1c .a3owa3 nas mocno:
Pan 3zy mia3 w oczach; te 3zy, powiem Panu szczerze,
Wpad3y mnie a. do serca; odt1d Panu wierze,
e mnie lubisz; ilekroa mwi3am pacierze
Za Pana powodzenie, zawsze przed oczami
Sta3 Pan z temi du.emi, b3yszcz1cemi 3zami.
Potem Podkomorzyna do Wilna jeYdzi3a,
Wzie3a mie tam na zime, alem ja teskni3a
Do Soplicowa i do tego pokoiku,
Gdzie mnie Pan naprzd w wieczr spotka3 przy stoliku,
Potem po.egna3; nie wiem, sk1d pami1tka Pana,
Cooe niby jak rozsada w jesieni zasiana,
Przez ca31 zime w mojem sercu sie krzewi3a,
e jako mwie Panu - ustawniem teskni3a
Do tego pokoiku i coe mi szepta3o,
e tam znw Pana znajde, i tak sie te. sta3o.
Maj1c to w g3owie, czesto te. mia3am na ustach
Imie Pana - by3o to w Wilnie za zapustach;
Panny mwi3y, .e ja jestem zakochana:
Ju.ci, je.eli kocham, to ju. chyba Pana.


Tadeusz, rad z takiego mi3ooeci dowodu,
Wzi13 j1 pod reke, oecisn13 i wyszli z ogrodu
Do pokoju damskiego, do owej komnaty,
Kedy Tadeusz mieszka3 przed dziesieci1 laty.



Teraz bawi3 tam Rejent, cudnie wystrojony
I us3ugiwa3 damie, swojej narzeczonj,
Biegaj1c i podaj1c sygnety, 3ancuszki,
S3oiki i flaszeczki, i proszki, i muszki;
Weso3, na panne m3od1 patrzy3 tryumfalnie.
Panna m3oda konczy3a robia gotowalnie;
Siedzia3a przed Ywierciad3em, radz1c sie bstw wdzieku;
Pokojowe zaoe - jedne z .elazkami w reku
Odoewie.aj1 nadstyg3e warkoczw pieroecionki,
Drugie klecz1c pracuj1 oko3o falbonki.


Gdy sie tak Rejent bawi ze sw1 narzeczon1,
Kuchcik stukn13 don w okno: kota postrze.ono!
Kot, wykrad3szy sie z 3ozy, przeoemign13 po 31ce
I wskoczy3 w sad pomiedzy jarzyny wschodz1ce;
Tam siedzi, wystraszya go 3acno z rozsadniku
I uszczua, postawiwszy charty na przesmyku.
Bie.y Asesor, ci1gn1c za obr. Soko3a,
Pooepiesza za nim Rejent i Kusego wo3a.
Wojski obu z chartami przy p3ocie ustawi3,
A sam sie z plack1 musz1 do sadu wyprawi3.
Depc1c, oewiszcz1c i klaszcz1c, bardzo Ywierza trwo.y:
Szczwacze, trzymaj1c ka.dy charta na obro.y,
Ukazuj1 palcami, sk1d zaj1c wyruszy,
Cmokaj1 z cicha; charty nadstawi3y uszy,
Wytkne3y pyski na wiatr i dr.1 niecierpliwie,
Jak dwie strza3y z3o.one na jednej cieciwie.
Wtem Wojski krzykn13: Wycz-ha!
Zaj1c smyk zza p3otu



Na 31ke, charty za nim, i wnet bez obrotu
Sok3 i Kusy razem spadli na szaraka
Ze dwch stron w jednej chwili, jak dwa skrzyd3a ptaka.
I zeby mu jak szpony zatopili w grzbiecie.
Kot jekn13 raz, jak nowo narodzone dziecie.
a3ooenie! Bieg1 szczwacze: ju. le.y bez ducha,
A charty mu siera bia31 targaj1 spod brzucha.


Szczwacze pog3askali psy, a Wojski tymczasem
Doby3 no.yk strzelecki wisz1cy za pasem,
Oderzn13 skoki i rzek3: Dzioe rwn1 odprawe
Wezm1 pieski, bo rwn1 pozyskali s3awe;
Rwna ich by3a r1czooea, rwna by3a praca;
Godzien jest pa3ac Paca, godzien Pac pa3aca,
Godni s1 szczwacze chartw, godne szczwaczw charty;
Oto. skonczony spr wasz d3ugi i za.arty;
Ja, ktregooecie sedzi1 zak3adu obrali,
Wydaje wreszcie wyrok: obaoecie wygrali.
Wracam fanty, niech ka.dy przy swoim zostanie,
A wy podpiszcie zgode.
Na starca wezwanie
Szczwacze zwrcili na sie rozjaoenione lice
I d3ugo rozdzielone z31czyli prawice.


Wtem rzek3 Rejent:
Stawi3em niegdyoe konia z rzedem,
Opisa3em sie tak.e przed ziemskim urzedem,
I. pieroecien mj sedziemu w salaryjum z3o.e;
Fant postawiony w zak3ad wracaa sie nie mo.e.



Pieroecien niechaj Pan Wojski na pami1tke przymie
I ka.e na nim wyrya albo swoje imie,
Lub, gdy zechce, herbowne Hreczechw ozdoby;
Krwawnik jest g3adki, z3oto jedenastej proby.
Konia teraz u3ani pod jazde zabrali,
Rzed zosta3 przy mnie; ka.dy znawca ten rzed chwali,
I. jest wygodny, trwa3y, a piekny jak cacko:
Kulbaczka w1ska, mod1 z turecka kozack1,
Kula na przodzie, w kuli s1 drogie kamienie,
Poduszeczka z rubrontu wyoecie3a siedzenie,
A kiedy na 3ek wskoczysz, na tym miekkim puszku
Miedzy kulami siedzisz wygodnie jak w 3.ku;
A gdy w galop puoecisz sie (tu rejent Bolesta,
Ktry, jako wiadomo, bardzo lubi3 gesta,
Rozstawi3 nogi, jakby na konia wskakiwa3,
Potem galop udaj1c powoli sie kiwa3),
A gdy w galop puoecisz sie, natenczas z czapraka
Blask bije, jakby z3oto kapa3o z rumaka,
Bo tabenki s1 gesto z3otem nakrapiane
I szerokie strzemiona srebrne poz3acane;
Na rzemieniach munsztuka i na uYdzienicy
Po3yskaj1 guziki per3owej macicy,
U napieroenika wisi ksie.yc w kszta3t Leliwy,
To jest w kszta3t nowiu. Ca3y ten sprzet osobliwy,
Zdobyty (jak wieoea niesie) w boju podhajeckim
Na jakimoe bardzo znacznym szlachcicu tureckim,
Przyjm, Asesorze, w dowd mojego szacunku.



A na to rzek3 Asesor, weso3 z podarunku:
Ja niegdyoe darowane od ksiecia Sanguszki
Stawi3em w zak3ad moje przeoeliczne obr.ki,
Jaszczurem wyk3adane, z kolcami ze z3ota,
I utkan1 z jedwabiu smycz, ktrej robota
Rwnie droga jak kamien, co sie na niej oewieci.
Chcia3em sprzet ten zostawia w dziedzictwie dla dzieci;
Dzieci pewnie miea bede, wiesz, .e sie dzioe .enie;
Ale ten sprzet, Rejencie, prosze uni.enie,
B1dY 3askaw przyj1a w zamian za twj rzed bogaty
I na pami1tke sporu, co d3ugiemi laty
Toczy3 sie i nareszcie zakonczy3 zaszczytnie
Dla nas obu. - Niech zgoda miedzy nami kwitnie!


Wiec wracali do domu oznajmia za sto3em,
e sie skonczy3 spr miedzy Kusym i Soko3em.


By3a wieoea, .e zaj1ca tego Wojski w domu
Wyhodowa3 i w ogrd puoeci3 po kryjomu,
A.eby szczwaczw zgodzia zbyt 3atw1 zdobycz1.
Staruszek tak sw1 sztuke zrobi3 tajemniczo,
e oszuka3 zupe3nie ca3e Soplicowo.
Kuchcik w lat kilka pYniej szepn13 o tem s3owo,
Chc1c Asesora sk3cia z Rejentem na nowo;
Ale pr.no krzywdz1ce chartw wieoeci szerzy3:
Wojski zaprzeczy3 i nikt kuchcie nie uwierzy3.


Ju. gooecie, zgromadzeni w wielkiej zamku sali,
Czekaj1c uczty, wko3o sto3u rozmawiali,



Gdy pan Sedzia w mundurze wojewdzkim wchodzi
I pana Tadeusza z Zofij1 przywodzi.
Tadeusz, lew1 d3oni1 dotykaj1c g3owy,
Pozdrowi3 swych dowdcw przez uk3on wojskowy.
Zofija z opuszczonem ku ziemi wejrzeniem,
Zap3oniwszy sie, gooeci wita3a dygnieniem
(Od Telimeny pieknie dygaa wyuczona).
Mia3a wianek na g3owie jako narzeczona,
Zreszt1 ubior ten samy, w jakim dzioe w kaplicy
Sk3ada3a snop wiosenny dla Boga Rodzicy.
U.e3a znw dla gooeci nowy snopek ziela;
Jedn1 rek1 zen kwiaty i trawy rozdziela,
Drug1 swj sierp b3yszcz1cy poprawia na g3owie.
Brali zi3ka, ca3uj1c jej rece, wodzowie.
Zosia znowu dyga3a w kolej, zap3oniona.


Wtem jenera3 Kniaziewicz wzi13 j1 za ramiona
I z3o.ywszy ojcowski ca3us na jej czole,
Podnios3 w gre dziewczyne, postawi3 na stole,
A wszyscy, klaszcz1c w d3onie zawo3ali: Brawo! -
Zachwyceni dziewczyny urod1, postaw1,
A szczeglniej jej strojem litewskim prostaczym;
Bo dla tych wodzw, ktrzy w swem .yciu tu3aczm
Tak d3ugo b31kali sie w obcych stronach oewiata,
Dziwne mia3a powaby narodowa szata,
Ktra im wspomina3a i m3ode ich lata,
I dawne ich mi3ostki; wiec ze 3zami prawie
Skupili sie do sto3u, patrzyli ciekawie.
Ci prosz1, aby Zosia wznios3a nieco czo3o



I oczy pokaza3a; ci, a.eby wko3o
Raczy3a sie obrcia; dziewczyna wstydliwa
Obraca sie, lecz oczy rekami zakrywa.
Tadeusz patrzy3 weso3 i zaciera3 rece.


Czy ktooe Zosi poradzi3 wyjoea w takiej sukience,
Czy instynktem wiedzia3a (bo dziewczyna zgadnie
Zawsze instynktem, co jej do twarzy przypadnie),
Dosya, .e Zosia pierwszy raz w .yciu dzioe z rana
By3a od Telimeny za upor 3ajana,
Nie chc1c modnego stroju, a. wymog3a p3aczem,
e j1 tak zostawiono, w ubraniu prostaczem.


Spodniczke mia3a d3ug1, bia31; suknie krtk1
Z zielonego kamlotu, z r.ow1 obwdk1;
Gorset tak.e zielony, r.owemi wstegi
Od 3ona a. do szyi sznurowany w pregi;
Pod nim pieroe jako p1czek pod listkiem sie tuli.
Od ramion oewiec1 bia3e rekawy koszuli,
Jako skrzyd3a motyle do lotu wydete,
U d3oni skarbowane i wst1.k1 opiete;
Szyja tak.e koszulk1 obcioeniona w1sk1,
Ko3nierzyk zadzierzgniony r.ow1 zawi1zk1;
Zauszniczki wyrzniete sztucznie z pestek wiszni,
Ktrych sie wyrobieniem Sak Dobrzynski pyszni
(By3y tam dwa serduszka z grotem i p3omykiem,
Dane dla Zosi, gdy Sak by3 jej zalotnikiem);
Na ko3nierzyku wisz1 dwa sznurki bursztynu,
Na skroniach zielonego wianek rozmarynu.



Wst1.ki warkoczw Zosia rzuci3a na barki,
A na czo3o w3o.y3a zwyczajem .niwiarki
Sierp krzywy, oewie.em .eciem traw oszlifowany,
Jasny jak nw miesieczny nad czo3em Dyjany.


Wszyscy chwal1, klaskaj1. Jeden z oficerw
Doby3 z kieszeni portefeuille z plikami papierw,
Roz3o.y3 je, o3wek przyci13, w ustach zmoczy3,
Patrzy w Zosie, rysuje. Ledwie Sedzia zoczy3
Papiery i o3wki, pozna3 rysownika,
Choa go bardzo odmieni3 mundur pu3kownika,
Bogate szlify, mina prawdziwie u3anska
I w1sik poczerniony, i brdka hiszpanska.
Sedzia pozna3: Jak sie masz, mj Jaoenie Wielmo.ny
Hrabio? I w 3adownicy masz twj sprzet podr.ny
Do malarstwa! - W istocie by3 to Hrabia m3ody,
Niedawny .o3nierz, lecz .e wielkie mia3 dochody
I swoim kosztem ca3y pu3k jazdy wystawi3,
I w pierwszej zaraz bitwie wybornie sie sprawi3,
Cesarz go p3kownikiem dzioe w3aoenie mianowa3:
Wiec Sedzia wita3 Hrabie i rangi winszowa3,
Ale Hrabia nie s3ucha3, a pilnie rysowa3.


Tymczasem wesz3a druga para narzeczona:
Asesor, niegdyoe cara, dzioe Napoleona
Wierny s3uga; .andarmw oddzia3 mia3 w komendzie,
A choa ledwie dwadzieoecia godzin by3 w urzedzie,
Ju. w3o.y3 mundur siny z polskiemi wy3ogi
I ci1gn13 krzyw1 szable, i dzwoni3 w ostrogi.



Obok powa.nym krokiem sz3a jego kochanka,
Ubrana bardzo strojnie, Tekla Hreczeszanka;
Bo Asesor ju. dawno Telimene rzuci3
I aby te kokietke tym mocniej zasmuci3,
Ku Wojszczance afekty serdeczne obrci3.
Panna nie nadto m3oda, ju. pono p3wieczna,
Lecz gospodyni dobra, osoba stateczna
I posa.na, bo oprcz swej dziedzicznej wioski
Sumk1 z daru Sedziego powieksza3a wnioski.


Trzeciej pary daremnie czekaj1 czas d3ugi.
Sedzia niecierpliwi sie i wysy3a s3ugi;
Wracaj1: powiadaj1, .e trzeci ma3.onek,
Pan Rejent, szczuj1c kota, zgubi3 swj pieroecionek
OElubny, szuka na 31ce; a Rejenta dama
Jeszcze u gotowalni, choa oepieszy sie sama
I choa jej pomagaj1 s3u.ebne kobiety,
Nie mog3a w .aden sposb skonczya toalety;
Ledwie bedzie gotowa na godzine czwart1.



KSIEGA DWUNASTA
KOCHAJMY SIE


Treoea:
Ostatnia uczta staropolska - Arcyserwis - Objaoenienie jego figur - Jego
ruchy - D1browski udarowany - Jeszcze o Scyzoryku. - Kniaziewicz
udarowany. - Pierwszy akt urzedowy Tadeusza przy objeciu dziedzictwa -
Uwagi Gerwazego - Koncert nad koncertami - Polonez - Kochajmy sie!



Na koniec z trzaskiem sali drzwi na woeci1. otwarto.
Wchodzi pan Wojski w czapce i z g3ow1 zadart1,
Nie wita sie i miejsca za sto3em nie bierze,
Bo Wojski wystepuje w nowym charakterze,
Marsza3ka dworu; laske ma na znak urzedu
I t1 lask1 z kolei, jako mistrz obrzedu,
Wskazuje wszystkim miejsca i gooeci usadza.
Naprzd, jako najpierwsza wojewdztwa w3adza,
Podkomorzy-Marsza3ek wzi13 miejsce zaszczytne:
Ze s3oniowym poreczem krzes3o aksamitne;
Obok na prawej stronie jenera3 D1browski,
Na lewej siad3 Kniaziewicz, Pac i Ma3achowski.
OErd nich Podkomorzyna, dalej inne panie,
Oficerowie, pany, szlachta i ziemianie,
Me.czyYni i kobiety, na przemian po parze
Usiadaj1 porz1dkiem, gdzie Wojski uka.e.


Pan Sedzia sk3oniwszy sie opuoeci3 biesiade;
On na dziedzincu w3ooecian traktowa3 gromade;
Zebrawszy ich za sto3em na dwa staje d3ugim,
Sam siad3 na jednym koncu, a pleban na drugim.
Tadeusz i Zofija do sto3u nie siedli;
Zajeci czestowaniem w3ooecian, chodz1c jedli.
Staro.ytny by3 zwyczaj, i. dziedzice nowi
Na pierwszej uczcie sami s3u.yli ludowi.


Tymczasem gooecie, potraw czekaj1cy w sali,
Z zadziwieniem na wielki serwis pogl1dali,
Ktrego rwnie drogi kruszec jak robota.



Jest podanie, .e ksi1.e Radziwi33-Sierota
Kaza3 ten sprzet na urz1d w Wenecyi zrobia
I wedle w3asnych planw po polsku ozdobia.
Serwis, potem zabrany czasu wojny szwedzkij,
Przeszed3, nie wiedziea jak1 drog1, w dom szlachecki.
Dzioe ze skarbca dobyty zaj13 oerodek sto3a
Ogromnym kregiem na kszta3t karetnego ko3a.


Serwis ten by3 nalany ode dna po brzegi
Piankami i cukrami bia3emi jak oeniegi:
Udawa3 przewybornie krajobraz zimowy;
W oerodku czernia3 ogromny br konfiturowy:
Stronami domy, niby wioski i zaoecianki,
Okryte zamiast oeronu cukrowwemi pianki;
Na krawedziach naczynia, stoj1 dla ozdoby
Niewielkie, z porcelany wydete osoby
W polskich strojach; jakoby aktory na scenie,
Zdawa3y sie przedstawiaa jakoweoe zdarzenie;
Gest ich sztucznie wydany, farby osobliwe,
Tylko g3osu im braknie, zreszt1 gdyby .ywe.


C. przedstawiaj1? - gooecie pytali ciekawi,
Zaczem Wojski podnosi laske i tak prawi
(Tymczasem podawano wdke przed jedzeniem):
Za mych Wielce Mooeciwych Panw pozwoleniem:
Te persony, ktrych tu widzicie bez liku,
Przedstawiaj1 polskiego histori1 sejmiku,
Narady, wotowanie, tryumfy i waoenie;
Sam te scene odgad3em i Panstwu objaoenie.



Oto na prawo widaa liczne szlachty grono:
Pewnie ich przed sejmikiem na uczte sproszono.
Czeka nakryty stolik; nikt gooeci nie sadza,
Stoj1 kupkami, ka.da kupka sie naradza.
Patrzcie, i. w ka.dej kupce stoi w oerodku cz3owiek,
Z ktrego ust otwartych, z podniesionych powiek,
R1k niespokojnych, widaa - mwca; coe t3omaczy,
I palcem eksplikuje, i na d3oni znaczy.
Ci mowcy zalecaj1 swoich kandydatw
Z r.nym skutkiem, jak widaa z miny szlachty bratw.


Wprawdzie tam w drugiej kupie szlachta pilnie s3ucha,
Ten rece za pas zatkn13 i przy3o.y3 ucha,
w d3on przy uchu trzyma i milczkiem w1s kreci,
Zapewne s3owa zbiera i ni.e w pamieci;
Cieszy sie mowca, widz1c, .e s1 nawrceni,
G3adzi kieszen, bo kreski ich ju. ma w kieszeni.


Lecz za to w trzeciem gronie dzieje sie inaczj;
Tu mwca musi 3owia za pasy s3uchaczy.
Patrzcie! wyrywaj1 sie i cofaj1 uszy;
Patrzcie, jako ten s3uchacz od gniewu sie puszy,
Wznios3 rece, grozi mwcy, usta mu zatyka,
Pewnie s3ysza3 pochwa3y swego przeciwnika;
Ten drugi, pochyliwszy czo3o na kszta3t byka,
Powiedzia3byoe, .e mwce pochwyci na rogi;
Ci bior1 sie do szabel, tamci poszli w nogi.



Jeden miedzy kupkami szlachcic cichy stoi,
Widaa, .e cz3ek bezstronny, waha sie i boi;
Za kim daa kreske? nie wie i sam z sob1 w walce,
Pyta losu, wznios3 rece, wytkn13 wielkie palce,
Zmru.y3 oczy, paznokciem do paznokcia mierzy,
Widaa, .e kreske swoje kabale powierzy:
Jeoeli palce trafi1 sie, da afirmatywe,
A je.eli sie chybi1, rzuci negatywe.


Na lewej druga scena: refektarz klasztoru,
Obrcony na sale szlacheckiego zboru.
Starsi rzedem na 3awach siedz1, m3odsi staj1
I ciekawi przez g3owy w oerodek zagl1daj1;
W oerodku marsza3ek stoi, wazon w reku trzyma,
Liczy ga3ki, szlachta je po.era oczyma.
W3aoenie wytrz1s3 ostatni1; woYni rece wznosz1
I imie obranego urzednika g3osz1.


Jeden szlachcic na zgode powszechn1 nie zwa.a.
Patrz, wytkn13 g3owe oknem z kuchni refektarza,
Patrz, jak oczy wytrzeszczy3, jak pogl1da oemia3o,
Usta otworzy3, jakby chcia3 zjeoea izbe ca31:
Latwo zgadn1a, .e szlachcic ten zawo3a3: <<Veto!>>
Patrzcie, jak za t1 nag31 do k3tni podniet1
T3oczy sie do drzwi ci.ba, pewnie id1 w kuchnie;
Dostali szable, pewnie krwawy bj wybuchnie.


Lecz tam, na korytarzu, Panstwo uwa.acie
Tego starego ksiedza, co idzie w ornacie -



To przeor; Sanctissimum z o3tarza wynosi,
A ch3opiec w kom.y dzwoni i na ust1p prosi;
Szlachta wnet szable chowa, .egna sie i kleka,
A ksi1dz tam sie obraca, gdzie jeszcze bron szczeka;
Skoro przyjdzie, wnet wszystkich uciszy i zgodzi.


Ach! wy nie pamietacie tego, Panstwo m3odzi,
Jak woerd naszej burzliwej szlachty samow3adnej,
Zbrojnej, nie trzeba by3o policyi .adnej;
Dopki wiara kwit3a, szanowano prawa,
By3a wolnooea z porz1dkiem i z dostatkiem s3awa!
W innych krajach, jak s3ysze, trzyma urz1d drabw,
Policyjantw r.nych, .andarmw, konstabw;
Ale jeoeli miecz tylko bezpieczenstwa strze.e,
eby w tych krajach by3a wolnooea - nie uwierze.


Wtem dzwoni1c w tabakiere rzek3 pan Podkomorzy:
Panie Wojski, niech Wasze na potem od3o.y
Te historyje; prawda, .e sejmik ciekawy,
Ale my g3odni, ka. Waa przynosia potrawy.


Na to Wojski, sk3aniaj1c a. do ziemi laske:
Jaoenie Wielmo.ny Panie, zrb.e mi te 3aske,
Zaraz dokoncze scene ostatni1 sejmikw:
Oto nowy marsza3ek na reku stronnikw
Wyniesion z refektarza; patrz, jak szlachta braty
Rzucaj1 czapki, usta otwarli - wiwaty!
A tam po drugiej stronie pan przekreskowany,
Sam jeden, czapke wcisn13 na 3eb zadumany,



ona przed domem czeka, zgad3a, co sie dzieje,
Biedna! oto na reku pokojowej mdleje.
Biedna! Jaoenie Wielmo.nej tytu3 przybraa mia3a,
A znw tylko Wielmo.n1 na lat trzy zosta3a!


Tu Wojski skonczy3 opis i lask1 znak daje,
I wnet zaczeli wchodzia parami lokaje
Roznosz1cy potrawy: barszcz krlewskim zwany
I roso3 staropolski sztucznie gotowany,
Do ktrego pan Wojski z dziwnemi sekrety
Wrzuci3 kilka pere3ek i sztuke monety
(Taki roso3 krew czyoeci i pokrzepia zdrowie).
Dalej inne potrawy, a kt. je wypowie!
Kto zrozumie nie znane ju. za naszych czasw
Te p3miski kontuzw, arkasw, blemasw,
Z ingredyjencyjami pomuchl, figatelw,
Cybetw, pi.m, dragantw, pinelw, brunelw;
Owe ryby! 3ososie suche, dunajeckie,
Wyzyny, kawijary weneckie, tureckie,
Szczuki g3wne i szczuki podg3wne, 3okietne,
Fl1dry i karpie awiki, i karpie szlachetne!
W koncu sekret kucharski: ryba nie krojona,
U g3owy przysma.ona, we oerodku pieczona,
A maj1ca potrawke z sosem u ogona.


Gooecie ani pytali nazwiska potrawy,
Ani ich zastanowi3 w sekret ciekawy;
Wszystko predko z .o3nierskim jedli apetytem,
Kieliszki nape3niaj1c wegrzynem obfitym.



Ale tymczasem wielki serwis barwe zmieni3
I odarty ze oeniegu ju. sie zazieleni3,
Bo lekka, ciep3em letnim powoli rozgrzana,
Roztopi3a sie lodu cukrowego piana
I dno odkry3a, dot1d zatajone oku;
Wiec krajobraz przedstawi3 now1 pore roku,
Zab3ysn1wszy zielon1, r.nofarbn1 wiosn1.
Wychodz1 r.ne zbo.a, jak na dro.d.ach rosn1,
Pszenicy szafranowej buja k3os z3ocisty,
yto ubrane w srebra malarskiego listy
I gryka wyrabiana sztucznie z czokolady,
I kwitn1ce gruszkami i jab3kami sady.


Ledwie maj1 czas gooecie darw lata u.ya.
Darmo prosz1 Wojskiego, .eby je przed3u.ya:
Ju. serwis, jak planeta koniecznym obrotem,
Zmienia pore, ju. zbo.a malowane z3otem,
Nabrawszy ciep3a w izbie powoli topniej1,
Ju. trawy po.3knia3y, lioecia czerwieniej1,
Sypi1 sie, rzek3byoe, i. wiatr jesienny powiewa;
Na koniec owe chwile przedtem strojne drzewa -
Teraz, jakby odarte od wichrw i oeronu,
Stoj1 nagie; by3y to laski cynamonu
Lub udaj1ce sosne ga31zki wawrzynu,
Odziane zamiast kolcw ziarenkami kminu.


Gooecie pij1cy wino zaczeli ga31zki,
Pnie i korzenie zrywaa i gryYa dla zak1ski.
Wojski obchodzi3 serwis i, pe3en radooeci,
Tryumfuj1ce oczy obraca3 na gooeci.



Henryk D1browski uda3 wielkie zadziwienie
I rzek3: Mj Panie Wojski, czy to chinskie cienie?
Czy to Pinety Panu da3 w s3u.be swe bisy?
Czy dot1d u was w Litwie s1 takie serwisy
I wszyscy takim starym ucztuj1 zwyczajem?
Powiedz mi, bo ja .ycie strawi3em za krajem.


Wojski rzek3, k3aniaj1c sie: Nie, Jaoenie Wielmo.ny
Jenerale, nie jest to .aden kunszt bezbo.ny!
Jest to pami1tka tylko owych biesiad s3awnych,
Ktre dawano w domach panw starodawnych,
Gdy Polska u.ywa3a szczeoecia i potegi!
Com zrobi3, tom wyczyta3 z tej tu oto ksiegi.


Pytasz, czy wszedzie w Litwie ten sie zwyczaj chowa?
Niestety! Ju. i do nas w3azi moda nowa.
Niejeden panicz krzyczy, .e nie cierpi zbytkw,
Je jak yd, sk1pi gooeciom potraw i napitkw,
Wegrzyna po.a3uje, a pije szatanskie
Fa3szywe wino modne, moskiewskie, szampanskie;
Potem w wieczor na karty tyle z3ota straci,
e za nie da3byoe uczte na stu szlachty braci.
Nawet (bo co na sercu mam, dzioe powiem szczerze,
Niech tego Podkomorzy za z3e mi nie bierze)
Kiedym ten serwis cudny ze skarbca dobywa3,
To nawet Podkomorzy, i on mnie przedrwiwa3,
Mwi1c, .e to machina zmudna, starooewiecka,
e to ma pozor niby zabawki dla dziecka,
Nieprzyzwoitej dla tak znakomitych ludzi!



Sedzio! i Sedzia mwi3, .e to gooeci znudzi!
A przecie., ile wnosze z Panw zadziwienia,
Widze, i. ten kunszt piekny godzien by3 widzenia!


Nie wiem, czy sie podobna okazyja zdarzy
Czestowaa w Soplicowie takich dygnitarzy.
Widze, .e Pan Jenera3 na biesiadach zna sie.
Niechaj przyjmie te ksi1.ke, ona Panu zda sie,
Gdy bedziesz dla monarchw zagranicznych grona
Dawa3 uczte, ba, nawet dla Napoleona.
Ale pozwl, nim ksiege te Panu pooewiece,
Niech powiem, jakim trafem wpad3a w moje rece.


Wtem szmer powsta3 za drzwiami; razem g3osw wiele
Zawo3a3o: Niech .yje Kurek na kooeciele!
Ci.ba t3oczy sie w sale, a Maciej na czele.
Sedzia gooecia za reke do sto3u prowadzi3
I wysoko pomiedzy wodzami posadzi3,
Mwi1c: Panie Macieju, niedobry s1siedzie,
Przyje.d.asz bardzo pYno, prawie po obiedzie.


Jem wczeoenie - rzek3 Dobrzynski - ja tu nie dla jad3a
Przyby3em, tylko .e mnie ciekawooea napad3a
Obejrzea z bliska nasz1 armie narodow1.
Wiele by gadaa - jest to ani to, ni owo!
Szlachta mnie obaczy3a i gwa3tem tu wiedzie,
A Waszea za st3 sadzasz - dziekuje, s1siedzie.
To wyrzek3szy, przewrci3 talerz dnem do gry
Na znak, .e jeoea nie bedzie, i milcza3 ponury.



Panie Dobrzynski - rzek3 mu jenera3 D1browski -
Ty. to jesteoe w s3awny rebacz Kooeciuszkowski,
w Maciej, zwany Rzga! Znam ciebie ze s3awy.
I prosze, takioe dot1d czerstwy, taki .wawy!
Ile. to lat mine3o! Patrz, jam sie podstarza3,
Patrz, i Kniaziewiczowi ju. sie w3os poszarza3,
A ty jeszcze z m3odszymi mg3byoe pjoea w zapasy,
I Rzga twoja kwitnie pono jak przed czasy;
S3ysza3em, .eoe niedawno Moskalw oawiczy3.
Lecz gdzie s1 bracia twoi? Niezmiernie bym .yczy3
Widziea te Scyzoryki i te wasze Brzytwy,
Ostatnie egzemplarze starodawnej Litwy.


Jenerale - rzek3 Sedzia - po owem zwyciestwie
Prawie wszyscy Dobrzynscy schronili sie w Ksiestwie;
Zapewne do ktrego weszli legijonu!
W istocie - odpowiedzia3 m3ody szef szwadronu -
Mam w drugiej kompaniji w1sate straszyd3o,
Wachmistrza Dobrzynskiego, co sie zwie Kropid3o,
A Mazury zowi1 go litewskim niedYwiedziem.
Jeoeli Jenera3 ka.e, to go tu przywiedziem.
Jest - rzek3 porucznik - kilku innych rodem z Litwy,
Jeden .o3nierz znajomy pod imieniem Brzytwy
I drugi, co z tromblonem jeYdzi na flankiery;
S1 tak.e w pu3ku strzelcw dwa grenadyjery
Dobrzynscy.


Ale, ale, o ich naczelniku -
Rzek3 Jenera3 - chce wiedziea, o tym Scyzoryku,



O ktrym mnie Pan Wojski tyle prawi3 cudw,
Jakby o jednym z owych dawnych wielkoludw.


Scyzoryk - rzecze Wojski - choa nie egzulowa3,
Ale boj1c sie oeledztwa, przed Moskw1 sie schowa3;
Ca31 zime nieborak tu3a3 sie po lasach,
Teraz dopiero wyszed3; w tych wojennych czasach
Mg3by sie na co przydaa, jest rycerskim cz3ekiem,
Szkoda tylko, .e troche przycioeniony wiekiem.
Lecz ow. on!...


Tu Wojski palcem wskaza3 w sieni,
Gdzie czeladY i wieoeniacy stali nat3oczeni,
A nad wszystkich g3owami 3ysina b3yszcz1ca
Ukaza3a sie nagle jak pe3nia miesi1ca,
Trzykroa wesz3a i trzykroa znik3a w g3w ob3oku;
Klucznik id1c k3ania3 sie, a. doby3 sie z t3oku
I rzek3 :


Jaoenie Wielmo.ny Koronny Hetmanie
Czy Jenerale, mniejsza o tytu3owanie,
Jam jest Rebaj3o, staje na twe zawo3anie
Z tym moim Scyzorykiem, ktry nie z oprawy
Ani z napisw, ale z hartu naby3 s3awy,
e nawet o nim Jaoenie Wielmo.ny Pan wiedzia3.
Gdyby on gadaa umia3, mo.e by powiedzia3
Cokolwiek na pochwa3e i tej starej reki,
Ktra s3u.y3a d3ugo, wiernie, Bogu dzieki,
OjczyYnie tudzie. panw Horeszkw rodzinie,



Czego pamiea dotychczas miedzy ludYmi s3ynie.
Mopanku! rzadko ktry pisarz prowentowy
Tak zrecznie temperuje pira, jak on g3owy.
D3ugo liczya! A nosw i uszu bez liku!
A nie ma .adnej szczerby na tym Scyzoryku
I .aden go nie splami3 zbojecki uczynek,
Tylko otwarta wojna albo pojedynek.
Raz tylko! Panie, daj mu wieczny odpoczynek,
Bezbronnego cz3owieka, niestety, sprz1tniono!
A i to, Bg mi oewiadkiem, pro publico bono.


Poka. no - rzek3 oemiej1c sie jenera3 D1browski -
A to piekny scyzoryk, istny miecz katowski!
I z zadziwieniem wielki rapier opatrywa3,
I innym oficerom w kolej pokazywa3;
Probowali go wszyscy, ale ledwie ktry
Z oficerw mg3 podnieoea ten rapier do gry.
Mwiono, .e Dembinski, s3awny reki si31,
PodYwign13by szablice, lecz go tam nie by3o.
Z obecnych zaoe tylko szef szwadronu, Dwernicki,
I dowdca plutonu, porucznik R.ycki,
Potrafili obracaa tym .elaznym dr1giem;
I tak rapier na probe szed3 z r1k do r1k ci1giem.


Lecz jenera3 Kniaziewicz, wzrostem najs3uszniejszy,
Pokaza3o sie, i. by3 w reku najsilniejszy.
Uj1wszy rapier, lekko jakby szpade dYwign13
I nad g3owami gooeci b3yskawic1 mign13,
Przypominaj1c polskie fechtarskie wykrety:



K r z y . o w 1 s z t u k e, m 3 y n c a,
c i o s k r z y w y, r a z c i e t y,
C i o s k r a d z i o n y i t e m p y
k o n t r p u n k t  w, t e r c e t  w,
Ktre te. umia3, bo by3 ze Szko3y Kadetw.


Gdy oemiej1c sie fechtowa3, Rebaj3o ju. klecza3,
Obj13 go za kolana i ze 3zami jecza3
Za ka.dym zwrotem miecza: Pieknie! Jenerale,
Czyoe by3 konfederatem? Pieknie, doskonale!
To sztych Pu3awskich! Tak sie Dzier.anowski sk3ada3!
To sztych Sawy! Kt. Panu tak reke uk3ada3?
Chyba Maciej Dobrzynski! A to, Jenerale,
Mj wynalazek, dalbg mj, ja sie nie chwale,
To ciecie znane tylko w Rebaj3w zaoecianku,
Od mojego imienia zwane c i o s m o p a n k u.
Kt. to Pana nauczy3? To jest moje ciecie,
Moje!
Wsta3, Jenera3a porwawszy w objecie.
Teraz umre spokojnie! Jest przecie na oewiecie
Cz3owiek, ktry przytuli moje drogie dziecie;
Bo wszak nad tem od dawna dzien i noc boleje,
Czy po oemierci ten rapier mj nie zerdzewieje!
Ot. nie zerdzewieje! Mj Jaoenie Wielmo.ny
Jenerale, wybacz mi, porzuacie te ro.ny,
Niemieckie szpadki, to wstyd szlacheckiemu dziecku
Nosia ten kijek; weYmij szable po szlachecku!
Oto ten mj Scyzoryk u ng Twoich sk3adam,
To jest, co najdro.szego na oewiecie posiadam.



Nie mia3em nigdy .ony, nie mia3em dzieciecia,
On by3 .on1 i dzieckiem; z mojego objecia
Nigdy on nie wychodzi3; od rana do mroku
Pieoeci3em go, on w nocy sypia3 przy mym boku!
A kiedym sie zestarza3, nad 3.kiem na oecianie
Wisia3, jako nad ydem Bo.e przykazanie!
Myoeli3em zakopaa go razem z rek1 w grobie,
Lecz znalaz3em dziedzica! - Niechaj s3u.y Tobie!


Jenera3 wp3 oemiej1c sie, a na wp3 wzruszony:
Kolego - rzek3 - je.eli ust1pisz mnie .ony
I dziecka, to zostaniesz przez reszte .ywota
Bardzo samotny, stary, wdowiec i sierota!
Powiedz, czem ci ten drogi dar mam wynagrodzia
I czem twoje sieroctwo i wdowstwo os3odzia?


Czy ja Cybulski? - rzecze na to Klucznik z .alem -
Co .one przegra3, graj1c w mariasza z Moskalem,
Jak o tem pieoen powiada? - Ja mam dosya na tem,
e mj Scyzoryk jeszcze zab3yoenie przed oewiatem
W takim reku! - Niech tylko Jenera3 pamieta,
Aby tasiemka by3a d3uga, rozci1gnieta,
Bo to d3ugie; a zawsze od lewego ucha
Ci1a obur1cz, to przetniesz od g3owy do brzucha.


Jenera3 wzi13 Scyzoryk, lecz .e bardzo d3ugi,
Nie mg3 nosia, w furgonie schowa3y go s3ugi.
Co sie z nim sta3o, r.nie powiadaj1 o tem,
Lecz nikt pewnie nie wiedzia3 ni wtenczas, ni potem.



D1browski rzek3 do Maaka: A ty co, Kolego?
Zdaje sie, .eoe ty nierad z przybycia naszego?
Milczysz kwaoeny? I jak.e, serce ci nie skacze,
Gdy widzisz or3y z3ote, srebrne? gdy trebacze
Pobudke Kooeciuszkowsk1 tr1bi1 ci nad uchem?
Maaku, myoeli3em, .e ty wiekszym jesteoe zuchem;
Jeoeli szabli nie weYmiesz i na kon nie siedziesz,
Przynajmniej z kolegami weso3o pia bedziesz
Zdrowie Napoleona i Polski nadzieje!


Ha! - rzek3 Maciej - s3ysza3em, widze, co sie dzieje!
Ale, Panie, dwch or3w razem sie nie gnieYdzi!
Laska panska, Hetmanie, na pstrym koniu jeYdzi3
Cesarz wielki bohater! gadaa o tem wiele!
Pamietam, .e Pu3awscy, moi przyjaciele,
Mawiali, pogl1daj1c na Dymuryjera,
e dla Polski polskiego trzeba bohatera,
Nie Francuza, ani te. W3ocha, ale Piasta,
Jana albo Jzefa, lub Maaka - i basta.


Wojsko! Mwi1, .e polskie! Lecz te fizyliery,
Sapery, grenadiery i kanonijery!
Wiecej s3ychaa niemieckich tytu3w w tym t3umie
Ni.eli narodowych! Kto to ju. zrozumie!
A musz1 te. bya z wami Turki czy Tartary,
Czy syzmatyki, co ni Boga, ani wiary!
Sam widzia3em: kobiety w wioskach napastuj1,
Przechodniw odzieraj1, kooecio3y rabuj1!
Cesarz idzie do Moskwy! daleka to droga,



Jeoeli Cesarz Jegomooea wybra3 sie bez Boga!
S3ysza3em, .e ju. podpad3 pod kl1twy biskupie;
Wszystko to jest... Tu Maciej chleb umoczy3 w supie
I jedz1c nie dokonczy3 ostatniego s3owa.


Nie w smak Podkomorzemu posz3a Maaka mowa.
M3odzie. zacze3a szemraa; Sedzia przerwa3 swary,
G3osz1c przybycie trzeciej narzeczonej pary.


By3 to Rejent; sam siebie Rejentem og3osi3;
Nikt go nie pozna3; dot1d polskie suknie nosi3,
Lecz teraz Telimena, przysz3a .ona, zmusza
Warunkiem intercyzy wyrzec sie kontusza;
Wiec sie Rejent rad nierad po francusku przebra3.
Widno, .e mu frak duszy po3owe odebra3.
St1pa, jakby kij po3kn13, prosto, nieruchawo,
Jak .raw; nie oemie spjrzea ni w lewo, ni w prawo;
Mina gesta, lecz z miny widaa, .e jest w mece,
Nie wie, jak sie pok3onia, gdzie ma podziaa rece,
On, co tak gesty lubi3! rece za pas sadzi3 -
Nie masz pasa - tylko sie po .o31dku g3adzi3;
Postrzeg3 omy3ke; bardzo zmiesza3 sie, spiek3 raka
I rece obie schowa3 w jedn1 kieszen fraka.
Idzie jakby przez rzgi oerd szeptw i drwinek,
Wstydz1c sie za frak, jakby za niecny uczynek;
A. spotka3 oczy Maaka i zadr.a3 z bojaYni.


Maciej dot1d z Rejentem .y3 w wielkiej przyjaYni.
Teraz wzrok nan obrci3 tak ostry i dziki,



e Rejent zbladn13, zacz13 zapinaa guziki,
Myoel1c, .e Maciej wzrokiem suknie z niego z3upi;
Dobrzynski tylko dwakroa wyrzek3 g3ooeno: G3upi! -
I tak strasznie zgorszy3 sie z Rejenta przebrania,
e zaraz wsta3 od sto3u i bez po.egnania
Wymkn1wszy sie, wsiad3 na kon, wrci3 do zaoecianka.


A tymczasem Rejenta nadobna kochanka,
Telimena, roztacza blaski swej urody
I ubior od stp do g3w co najoewie.szej mody.
Jak1 mia3a sukienke, jaki strj na g3owie,
Daremnie pisaa, piro tego nie wypowie,
Chyba pedzel by skreoeli3 te tiule, ptyfenie,
Blondyny, kaszemiry, per3y i kamienie,
I oblicze r.ane, i .ywe wejrzenie.


Pozna3 j1 zaraz Hrabia, z zadziwienia blady,
Wsta3 od sto3u i szuka3 ko3o siebie szpady:
I ty.eoe to! - zawo3a3 - czy mnie oczy 3udz1?
Ty? w obecnooeci mojej? oeciskasz reke cudz1?
O, niewierna istoto, o, duszo zmiennicza!
I nie skryjesz ze wstydu pod ziemie oblicza?
Takeoe twojej tak oewie.ej niepomna przysiegi?
O 3atwowierny! Po c. nosi3em te wstegi!
Lecz biada rywalowi, co mie tak zniewa.a!
Po moim chyba trupie pjdzie do o3tarza!


Gooecie powstali, Rejent okropnie sie zmiesza3,
Podkomorzy rywalw zagodzia pooepiesza3;



Lecz Telimena wzi1wszy Hrabiego na strone:
Jeszcze - szepne3a - Rejent nie wzi13 mie za .one;
Je.eli Pan przeszkadzasz, odpowiedz.e na to,
A odpowiedz mi zaraz, krtko, wez3owato:
Czy mnie kochasz, czyoe dot1d serca nie odmieni3,
Czyoe gotw, .ebyoe ze mn1 zaraz sie o.eni3?
Zaraz, dzioe? - Jeoeli zechcesz, odst1pie Rejenta.


Hrabia rzek3: O, kobieto, dla mnie niepojeta!
Dawniej w uczuciach twoich by3aoe poetyczn1,
A teraz mi sie zdajesz ca3kiem prozaiczn1;
C. s1 wasze ma3.enstwa, jeoeli nie 3ancuchy,
Ktre zwi1zuj1 tylko rece, a nie duchy?
Wierzaj, s1 ooewiadczenia, nawet bez wyznania,
S1 obowi1zki nawet bez obowi1zania!
Dwa serca, pa3aj1ce na dwch koncach ziemi,
Rozmawiaj1 jak gwiazdy promienmi dr.1cemi:
Kto wie! mo.e dlatego ziemia tak do s3onca
D1.y i tak jest zawsze mi31 dla miesi1ca,
e wiecznie patrz1 na sie i najkrtsz1 drog1
Bieg1 do siebie - ale zbli.ya sie nie mog1!
Dooea ju. tego - przerwa3a - nie jestem planet1
Z 3aski Bo.ej! Dooea, Hrabio, ja jestem kobiet1;
Ju. wiem reszte, przestan mi pleoea ni to, ni owo.
Teraz ostrzegam: jeoeli pioeniesz jedno s3owo,
A.eby oelub mj zerwaa, to jak Bg na niebie,
e z temi paznokciami przyskocze do ciebie
I...



Nie bede - rzek3 Hrabia - szczeoecia Pani k3ci3!
I oczy pe3ne smutku i wzgardy odwrci3,
I a.eby ukaraa niewiern1 kochanke,
Za przedmiot sta3ych ogniw wzi13 Podkomorzanke.


Wojski pragn13 m3odziencw por.nionych zgodzia
Przyk3adami m1dremi, wiec zacz13 wywodzia
Historyje o dziku nalibockich lasw
I o k3tni Rejtana z ksi1.eciem Denassw,
Ale gooecie tymczasem skonczyli jeoea lody
I z zamku na dziedziniec wyszli dla och3ody.


Tam w3ooea ju. konczy uczte, kr1.1 miodu dzbany,
Muzyka ju. sie stroi i wzywa na tany;
Szukaj1 Tadeusza, ktry sta3 na stronie
I cooe pilnego szepta3 swojej przysz3ej .onie.


Zofijo! musze ciebie w bardzo wa.nej rzeczy
Radzia sie; ju. pyta3em stryja, on nie przeczy.
Wiesz, i. znaczna czeoea wiosek, ktre mam posiadaa,
Wedle prawa na ciebie powinna by spadaa.
A ch3opi nie s1 moi, lecz twoi poddani,
Nie oemia3bym ich urz1dzia bez woli ich pani.
Teraz, kiedy ju. mamy Ojczyzne kochan1,
Czyli. wieoeniacy zyszcz1 z t1 szczeoeliw1 zmian1
Tyle tylko, .e pana innego dostan1?
Prawda, .e byli dot1d rz1dzeni 3askawie,
Lecz po mej oemierci Bg wie komu ich zostawie;
Jestem .o3nierz, jesteoemy oemiertelni oboje,



Jestem cz3owiek, sam w3asnych kaprysw sie boje;
Bezpieczniej zrobie, kiedy w3adzy sie wyrzeke
I oddam los w3ooecianw pod prawa opieke.
Sami wolni, uczynmy i w3ooecian wolnemi,
Oddajmy im w dziedzictwo posiadanie ziemi,
Na ktrej sie zrodzili, ktr1 krwaw1 prac1
Zdobyli, z ktrej wszystkich .ywi1 i bogac1.
Lecz musze ciebie ostrzec, .e tych ziem nadanie
Zmniejszy nasz dochod; w miernym musimy .ya stanie.
Ja przywyk3em do .ycia oszczednego z m3odu;
Lecz ty, Zofijo, jesteoe z wysokiego rodu,
W stolicy przepedzi3aoe twoje m3ode lata;
Czy. zgodzisz sie .ya na wsi? z daleka od oewiata!
Jak ziemianka!
A na to Zosia rzek3a skromnie:
Jestem kobiet1, rz1dy nie nale.1 do mnie.
Wszak.e Pan bedziesz me.em; ja do rady m3oda.
Co Pan urz1dzisz, na to ca3ym sercem zgoda!
Jeoeli w3ooea uwalniaj1c, zostaniesz ubo.szy,
To, Tadeuszu, bedziesz sercu memu dro.szy.
O moim rodzie ma3o wiem i nie dbam o to;
Tyle pomne, .e by3am ubog1, sierot1,
e od Soplicw by3am za crke przybrana,
W ich domu hodowana i za m1. wydana.
Wsi nie lekam sie; jeoeli w wielkim mieoecie .y3am,
To dawno; zapomnia3am, wieoe zawsze lubi3am;
I wierz mi, .e mnie moje kogutki i kurki
Wiecej bawi3y ni.li owe Peterburki;
Jeoeli czasem teskni3am do zabaw, do ludzi,



To z dziecinstwa; wiem teraz, .e mnie miasto nudzi;
Przekona3am sie zim1 po krtkim pobycie
W Wilnie, .e ja na wiejskie urodzona .ycie;
Pooerd zabaw teskni3am znw do Soplicowa.
Pracy te. nie lekam sie, bom m3oda i zdrowa,
Umiem chodzia oko3o domu, nosia klucze;
Gospodarstwa, obaczysz, jak ja sie wyucze!


Gdy Zosia domawia3a ostatnie wyrazy,
Podszed3 ku niej zdziwiony i kwaoeny Gerwazy:
Ju. wiem! - rzek3. - Sedzia mwi3 ju. o tej wolnooeci!
Lecz nie pojmuje, co to oeci1ga sie do w3ooeci!
Boje sie, .eby to cooe nie by3o z niemiecka!
Wszak wolnooea nie jest ch3opska rzecz, ale szlachecka!
Prawda, .e sie wywodzim wszyscy od Adama,
Alem s3ysza3, .e ch3opi pochodz1 od Chama,
ydowie od Jafeta, my szlachta od Sema,
A wiec panujem jako starsi nad obiema.
Ju.ci pleban inaczej uczy na ambonie...
Powiada, .e to by3o tak w Starym Zakonie,
Ale skoro Chrystus Pan, choa z krolw pochodzi3,
Miedzy ydami w ch3opskiej stajni sie urodzi3,
Odt1d wiec wszystkie stany porwna3 i zgodzi3.
Niech i tak bedzie, kiedy inaczej nie mo.na!
Zw3aszcza .e, jako s3ysze, i Jaoenie Wielmo.na
Pani moja, Zofija, na wszystko sie zgadza;
Jej rozkazaa, mnie s3uchaa; ju.ci przy niej w3adza.
Tylko ostrzegam, byoemy wolnooeci nie dali
Pustej i s3ownej tylko, jako za Moskali,



Kiedy pan Karp nieboszczyk w3ooecian wyswobodzi3,
A Moskal ich podatkiem potrjnym og3odzi3.
Radze wiec, aby ch3opw starym obyczajem
Uszlachcia i og3osia, .e im herb nasz dajem,
Pani udzieli jednym wioskom P3kozica,
Drugim niech sw1 Leliwe nada Pan Soplica.
Natenczas i Rebaj3o uzna ch3opa rownym,
Gdy go ujrzy szlachcicem wielmo.nym, herbownym,
Sejm potwierdzi.
A niech sie m1. Pani nie trwo.y,
I. oddanie ziem Panstwo tak bardzo zubo.y;
Nie da Bg, abym r1czki cry dygnitarskiej
Widzia3 umozolone w pracy gospodarskiej.
Jest na to sposb. - W zamku wiem ja pewn1 skrzynie,
W ktrej jest Horeszkowskie sto3owe naczynie,
Przytem r.ne sygnety, kanaki, manele,
Kity bogate, rzedy, cudne karabele,
Skarbczyk Stolnika, w ziemi skryty od grabie.y;
Pani Zofiji jako dziedziczce nale.y;
Pilnowa3em go w zamku jako oka w g3owie
Od Moskalw i od was, Panstwo Soplicowie.
Mam tak.e spory worek mych w3asnych talarw,
Uzbieranych z wys3ugi tudzie. z panskich darw.
Myoeli3em, gdy nam zamek wrconym zostanie,
Obrcia grosz na murw wyreperowanie;
Nowemu gospodarstwu dzioe zda sie w potrzebie;
A wiec, Panie Soplico, wnosze sie do ciebie,
Bede .y3 u mej Pani na 3askawym chlebie
I ko3ysz1c Horeszkw pokolenie trzecie,



Wprawiaa do Scyzoryka Pani mojej dziecie,
Jeoeli syn - a syn bedzie, bo wojny nadchodz1,
A w czasie wojny zaw.dy synowie sie rodz1.


Ledwie ostatnie s3owa domwi3 Gerwazy,
Gdy powa.nemi kroki przyst1pi3 Protazy,
Sk3oni3 sie i wydoby3 z zanadrza kontusza
Panegiryk ogromny w p3trzecia arkusza.
Skomponowa3 go rymem podoficer m3ody,
Ktry niegdyoe w stolicy s3awne pisa3 ody,
Potem wdzia3 mundur, lecz i w wojsku beletrysta,
Wiersze rabia3. - Ju. WoYny przeczyta3 ich trzysta,
A. gdy przyszed3 do miejsca: O ty, ktrej wdzieki
Budz1 bolesn1 radooea i rozkoszne meki!
Ktra na szyk Bellony gdy zwrcisz twarz piekn1,
Z3ami1 sie wnet oszczepy i tarcze rozpekn1,
Zwalcz dzioe Marsa Hymenem; srogiej niezgod hydrze
Niech d3on twoja sycz1ce z czo3a zmije wydrze! -


Tadeusz i Zofija ustawnie klaskali,
Niby chwal1c, w istocie nie chc1c s3uchaa dalj.


Ju. z rozkazu Sedziego pleban sta3 na stole
I og3asza3 w3ooecianom Tadeusza wole.


Zaledwie us3yszeli nowine poddani,
Skoczyli do panicza, padli do ng pani,
Zdrowie Panstwu naszemu! - ze 3zami krzykneli;
Tadeusz krzykn13: Zdrowie Sp3obywateli,
Wolnych, rwnych, Polakw!



Wnosze Ludu zdrowie! -
Rzek3 D1browski; lud krzykn13: Niech .yj1 Wodzowie,
Wiwat Wojsko! Wiwat Lud, wiwat wszystkie Stany!
Tysi1cem g3osw zdrowia grzmia3y na przemiany.


Tylko Buchman radooeci podzielaa nie raczy3,
Pochwala3 projekt, lecz go rad by przeinaczy3,
A naprzd komisyj1 legaln1 wyznaczy3,
Ktra by... Krtkooea czasu by3a na zawadzie,
e nie sta3o sie zadooea Buchmanowej radzie.


Bo na dziedzincu zamku ju. stali parami
Oficery z damami, wiara z wieoeniaczkami:
Poloneza! - krzykneli wszyscy w jedno s3owo.
Oficerowie wiod1 muzyke wojskow1;
Ale pan Sedzia w ucho rzek3 do Jenera3a:
Ka. Pan, .eby sie jeszcze kapela wstrzyma3a;
Wiesz, .e dzisiaj synowca mego zareczyny,
A dawnym obyczajem jest naszej rodziny
Zareczaa sie i .enia przy wiejskiej muzyce.
Patrz, stoi cymbalista, skrzypak i kozice;
Poczciwi muzykanci - ju. sie skrzypak z.yma,
A kobeYnik k3ania sie i .ebrze oczyma;
Je.eli ich odprawie, biedni bed1 p3akaa;
Lud przy innej muzyce nie potrafi skakaa;
Niechaj ci zaczn1, niech sie i lud podweseli,
Potem bedziem wybornej twej s3uchaa kapeli.
Da3 znak.



Skrzypak u sukni zakasa3 rekawek,
OEcisn13 gryf krzepko, opar3 brode o podstawek
I smyk jak konia w zawd puoeci3 po skrzypicy.
Na to has3o stoj1cy obok kobeYnicy,
Jak gdyby w skrzyd3a bij1c, czestym ramion ruchem
Dm1 w miechy i oblicza wype3niaj1 duchem;
Myoeli3byoe, .e ta para w powietrze uleci,
Podobna do pyzatych Boreasza dzieci.
Brak3o cymba3w.


By3o cymbalistw wielu,
Ale .aden z nich nie oemia3 zagraa przy Jankielu
(Jankiel przez ca31 zime nie wiedziea gdzie bawi3,
Teraz sie nagle z g3wnym sztabem wojska zjawi3).
Wiedz1 wszyscy, .e mu nikt na tym instrumencie
Nie wyrwna w bieg3ooeci, w guoecie i w talencie.
Prosz1, a.eby zagra3, podaj1 cymba3y;
yd wzbrania sie, powiada, .e rece zgrubia3y,
Odwyk3 od grania, nie oemie i panw sie wstydzi;
K3aniaj1c sie umyka; gdy to Zosia widzi,
Podbiega i na bia3ej podaje mu d3oni
Dr1.ki, ktremi zwykle mistrz we strny dzwoni;
Drug1 r1czk1 po siwej brodzie starca g3aska
I dygaj1c: Jankielu - mwi - jeoeli 3aska,
Wszak to me zareczyny, zagraj.e, Jankielu!
Wszak nieraz przyrzeka3eoe graa na mym weselu!


Jankiel nieYmiernie Zosie lubi3; kiwn13 brod1
Na znak, .e nie odmawia; wiec go w oerodek wiod1,



Podaj1 krzes3o, usiad3, cymba3y przynosz1,
K3ad1 mu na kolanach. On patrzy z rozkosz1
I z dum1; jak weteran w s3u.be powo3any,
Gdy wnuki cie.ki jego miecz ci1gn1 ze oeciany,
Dziad oemieje sie, choa miecza dawno nie mia3 w d3oni,
Lecz uczu3, .e d3on jeszcze nie zawiedzie broni.


Tymczasem dwaj uczniowie przy cymba3ach klecz1,
Stroj1 na nowo struny i probuj1c brzecz1;
Jankiel z przymru.onemi na po3y oczyma
Milczy i nieruchome dr1.ki w palcach trzyma.


Spuoeci3 je, zrazu bij1c taktem tryumfalnym,
Potem geoeciej siek3 strny jak deszczem nawalnym;
Dziwi1 sie wszyscy - lecz to by3a tylko proba,
Bo wnet przerwa3 i w gre podnios3 dr1.ki oba.


Znowu gra: ju. dr.1 dr1.ki tak lekkiemi ruchy,
Jak gdyby zadzwoni3o w strone skrzyd3o muchy,
Wydaj1c ciche, ledwie s3yszalne brzeczenia.
Mistrz zawsze patrzy3 w niebo, czekaj1c natchnienia.
Spjrza3 z gry, instrument dumnym okiem zmierzy3,
Wznios3 rece, spuoeci3 razem, w dwa dr1.ki uderzy3:
Zdumieli sie s3uchacze...
Razem ze strn wiela
Buchn13 dYwiek, jakby ca3a janczarska kapela
Ozwa3a sie z dzwonkami, z zelami, z bebenki.
Brzmi Polonez Trzeciego Maja! - Skoczne dYwieki
Radooeci1 oddychaj1, radooeci1 s3uch poj1,



Dziewki chc1 tanczya, ch3opcy w miejscu nie dostoj1 -
Lecz starcw myoeli z dYwiekiem w przesz3ooea sie unios3y,
W owe lata szczeoeliwe, gdy senat i pos3y
Po dniu Trzeciego Maja w ratuszowej sali
Zgodzonego z narodem krla fetowali;
Gdy przy tancu oepiewano: Wiwat Krl kochany!
Wiwat Sejm, wiwat Nard, wiwat wszystkie Stany!


Mistrz coraz takty nagli i tony nate.a;
A wtem puoeci3 fa3szywy akord jak syk we.a,
Jak zgrzyt .elaza po szkle - przej13 wszystkich dreszczem
I weso3ooea pomiesza3 przeczuciem z3owieszczem.
Zasmuceni, strwo.eni, s3uchacze zw1tpili:
Czy instrument niestrojny? czy sie muzyk myli?
Nie zmyli3 sie mistrz taki! On umyoelnie tr1ca
Wci1. te zdradzieck1 strone, melodyje zm1ca,
Coraz g3ooeniej targaj1c akord rozd1sany,
Przeciwko zgodzie tonw skonfederowany;
A. Klucznik poj13 mistrza, zakry3 rek1 lica
I krzykn13: Znam! znam g3os ten!
to jest T a r g o w i c a!
I wnet pek3a ze oewistem strona z3owr.1ca.


Muzyk bie.y do prymw, urywa takt, zm1ca,
Porzuca prymy, bie.y z dr1.kami do basw.
S3ychaa tysi1ce coraz g3ooeniejszych ha3asw,
Takt marszu, wojna, atak, szturm, s3ychaa wystrza3y,
Jek dzieci, p3acze matek. - Tak mistrz doskona3y
Wyda3 okropnooea szturmu, .e wieoeniaczki dr.a3y,



Przypominaj1c sobie ze 3zami boleoeci
R z e Y P r a g i, ktr1 zna3y z pieoeni i z powieoeci,
Rade, .e mistrz na koniec strnami wszystkiemi
Zagrzmia3 i g3osy zdusi3, jakby wbi3 do ziemi.


Ledwie s3uchacze mieli czas wyjoea z zadziwienia,
Znowu muzyka inna - znw zrazu brzeczenia
Lekkie i ciche, kilka cienkich strnek jeczy,
Jak kilka much, gdy z siatki wyrw1 sie pajeczj.
Lecz strn coraz przybywa, ju. rozpierzch3e tony
L1cz1 sie i akordw wi1.1 legijony,
I ju. w takt postepuj1 zgodzonemi dYwieki,
Tworz1c nute .a3osn1 tej s3awnej piosenki:
O .o3nierzu tu3aczu, ktry borem, lasem
Idzie, z biedy i z g3odu przymieraj1c czasem,
Na koniec pada u ng konika wiernego,
A konik nog1 grzebie mogi3e dla niego.


Piosenka stara, wojsku polskiemu tak mi3a!
Poznali j1 .o3nierze, wiara sie skupi3a
Wko3o mistrza; s3uchaj1, wspominaj1 sobie
w czas okropny, kiedy na Ojczyzny grobie
Zanucili te piosnke i poszli w kraj oewiata;
Przywodz1 na myoel d3ugie swej wedrwki lata
Po l1dach, morzach, piaskach gor1cych i mrozie,
Pooerodku obcych ludw, gdzie czesto w obozie
Cieszy3 ich i rozrzewnia3 ten oepiew narodowy.
Tak rozmyoelaj1c, smutnie pochylili g3owy.



Ale je wnet podnieoeli, bo mistrz tony wznosi,
Nate.a, takty zmienia, coe innego g3osi.
I znowu spjrza3 z gry, okiem struny zmierzy3,
Z31czy3 rece, obur1cz w dwa dr1.ki uderzy3:
Uderzenie tak sztuczne, tak by3o pote.ne,
e strny zadzwoni3y jak tr1by mosie.ne
I z tr1b znana piosenka ku niebu wione3a,
Marsz tryumfalny: Jeszcze Polska nie zgine3a!
Marsz, D1browski, do Polski! - I wszyscy klasneli,
I wszyscy Marsz D1browski chorem okrzykneli!


Muzyk, jakby sam swojej dziwi3 sie piosence,
Upuoeci3 dr1.ki z palcw, podnios3 w gre rece,
Czapka lisia spad3a mu z g3owy na ramiona,
Powiewa3a powa.nie broda podniesiona,
Na jagodach mia3 kregi dziwnego rumienca,
We wzroku, ducha pe3nym, b3yszcza3 .ar m3odzienca,
A. gdy na D1browskiego starzec oczy zwrci3,
Zakry3 rekami, spod r1k 3ez potok sie rzuci3:
Jenerale! - rzek3 - ciebie d3ugo Litwa nasza
Czeka3a... d3ugo, jak my ydzi Mesyjasza.
Ciebie prorokowali dawno miedzy ludem
OEpiewaki, ciebie niebo obwieoeci3o cudem.
yj i wojuj, o, ty nasz!...
Mwi1c, ci1gle szlocha3.
yd poczciwy Ojczyzne jako Polak kocha3!
D1browski mu podawa3 reke i dziekowa3,
On, czapke zdj1wszy, wodza reke uca3owa3.



Poloneza czas zacz1a. - Podkomorzy rusza
I z lekka zarzuciwszy wyloty kontusza,
I w1sa podkrecaj1c, poda3 reke Zosi,
I sk3oniwszy sie grzecznie, w pierwsz1 pare prosi.
Za Podkomorzym szereg w pary sie gromadzi;
Dano has3o, zaczeto taniec - on prowadzi.


Nad muraw1 czerwone po3yskaj1 buty,
Bije blask z karabeli, oewieci sie pas suty,
A on st1pa powoli, niby od niechcenia;
Ale z ka.dego kroku, z ka.dego ruszenia
Mo.na tancerza czucia i myoeli wyczytaa:
Oto stan13, jak gdyby chcia3 sw1 dame pytaa,
Pochyla ku niej g3owe, chce szepn1a do ucha;
Dama g3owe odwraca, wstydzi sie, nie s3ucha,
On zdj13 konfederatke, k3ania sie pokornie,
Dama raczy3a spjrzea, lecz milczy upornie;
On krok zwalnia, oczyma jej spjrzenie oeledzi
I zaoemia3 sie na koniec - rad z jej odpowiedzi,
St1pa predzej, pogl1da na rywalw z gry
I sw1 konfederatke z czaplinymi piry
To na czole zawiesza, to nad czo3em wstrz1sa,
A. w3o.y3 j1 na bakier i podkreci3 w1sa.
Idzie; wszyscy zazdroszcz1, bieg1 w jego oelady,
On by rad ze sw1 dam1 wymkn1a sie z gromady;
Czasem staje na miejscu, reke grzecznie wznosi
I .eby mimo przeszli, pokornie ich prosi;
Czasem zamyoela zrecznie na bok sie uchylia,
Odmienia droge, rad by towarzyszw zmylia,



Lecz go szybkimi kroki oecigaj1 natrety
I zewsz1d obwijaj1 tanecznemi skrety;
Wiec gniewa sie, prawice na rekojeoea sk3ada,
Jakby rzek3: Nie dbam o was, zazdrooenikom biada!
Zwraca sie z dum1 w czole i z wyzwaniem w oku
Prosto w t3um; t3um tancerzy nie oemie dostaa w kroku;
Ustepuj1 mu z drogi i - zmieniwszy szyki,
Puszczaj1 sie znw za nim.
Brzmi1 zewsz1d okrzyki:
Ach, to mo.e ostatni! patrzcie, patrzcie, m3odzi,
Mo.e ostatni, co tak poloneza wodzi!


I sz3y pary po parach hucznie i weso3o,
Rozkreca3o sie, znowu skreca3o sie ko3o,
Jak w1. olbrzymi, w tysi1c 3ami1cy sie zwojw;
Mieni sie cetkowata, r.na barwa strojw
Damskich, panskich, .o3nierskich, jak 3uska b3yszcz1ca,
Wyz3ocona promienmi zachodniego s3onca
I odbita o ciemne murawy wezg3owia.
Wre taniec, brzmi muzyka, oklaski i zdrowia!


Tylko kapral Dobrzynski Sak ani kapeli
Nie s3ucha, ani tanczy, ani sie weseli.
Rece w ty3 za3o.ywszy stoi z3y, ponury,
Wspomina swe dawniejsze do Zosi konkury:
Jak lubi3 dla niej nosia kwiaty, pleoea koszyczki,
Wybieraa gniazda ptasie, robia zauszniczki.
Niewdzieczna! chocia. tyle pieknych darw strwoni3,
Choa przed nim ucieka3a, choa mu ojciec broni3,



On jeszcze!... Ile razy na parkanie siada3,
By j1 djrzea przez okna! w konopie sie wkrada3,
eby patrzea, jak ona ple3a swe ogrdki,
Rwa3a ogrki albo karmi3a kogutki.
Niewdzieczna! Spuoeci3 g3owe, i na koniec oewisn13
Mazurka, potem kaszkiet na uszy nacisn13
I szed3 w obz, gdzie sta3a przy armatach warta;
Tam dla rozerwania sie zacz13 graa w dru.barta
Z wiarusami, kielichem os3adzaj1c .a3ooea.
Taka by3a dla Zosi Dobrzynskiego sta3ooea.


Zosia tanczy weso3o; lecz choa w pierwszej parze,
Ledwie widna z daleka; na wielkim obszarze
Zaros3ego dziedzinca, w zielonej sukience,
Ustrojona w rwnianki i w kwieciste wience,
OErd traw i kwiatw kr1.y niewidzialnym lotem,
Rz1dz1c tancem, jak anio3 nocnych gwiazd obrotem:
Zgadniesz, gdzie jest, bo ku niej obrcone oczy,
Wyci1gniete ramiona, ku niej zgie3k sie t3oczy.
Darmo sie Podkomorzy zostaa przy niej sili;
Zazdrooenicy ju. z pierwszej pary go odbili;
I szczeoeliwy D1browski nied3ugo sie cieszy3,
Ust1pi3 j1 drugiemu, a ju. trzeci oepieszy3;
I ten, zaraz odbity, odszed3 bez nadziei.
A. Zosia, ju. strudzona, spotka3a z kolei
Tadeusza, i dalszej lekaj1c sie zmiany,
I chc1c przy nim pozostaa, zakonczy3a tany.
Idzie do sto3u gooeciom nalewaa kielichy.



S3once ju. gas3o, wieczr by3 ciep3y i cichy;
Okr1g niebios gdzieniegdzie chmurkami zas3any,
U gry b3ekitnawy, na zachd r.any;
Chmurki wr.1 pogode, lekkie i oewiec1ce,
Tam jako trzody owiec na murawie oepi1ce,
wdzie nieco drobniejsze, jak stada cyranek.
Na zachd ob3ok na kszta3t r1bkowych firanek,
Przejrzysty, sfa3dowany, po wierzchu per3owy,
Po brzegach poz3acany, w g3ebi purpurowy,
Jeszcze blaskiem zachodu tli3 sie i roz.arza3,
A. powoli po.3knia3, zbladn13 i poszarza3;
S3once spuoeci3o g3owe, ob3ok zasune3o
I raz ciep3ym powiewem westchn1wszy - usne3o.


A szlachta ci1gle pije i wiwaty wznosi:
Napoleona, Wodzw, Tadeusza, Zosi,
Wreszcie z kolei wszystkich trzech par zareczonych,
Wszystkich gooeci obecnych, wszystkich zaproszonych,
Wszystkich przyjaci3, ktrych kto .ywych spamieta
I ktrych zmar3ych pamiea pozosta3a oewieta!
I ja tam z gooeami by3em, mid i wino pi3em,
A com widzia3 i s3ysza3, w ksiegi umieoeci3em.


KONIEC 


OBJAOENIENIA 

[W tytule:] 

OSTATNI ZAJAZD NA LITWIE 
Za czasw Rzeczypospolitej Polskiej egzekwowanie wyrokw s1dowych by3o bardzo trudne 
w kraju, gdzie w3adza wykonawcza nie mia3a prawie .adnej policji pod swemi rozkazami, a 
obywatele mo.ni trzymali nadworne p3ki, niektrzy nawet, jak ksi1.eta Radziwi33owie, kilkunastotysieczne 
wojska. a3uj1cy wiec, uzyskawszy dekret, musia3 po egzekucj1 udawaa sie 
do stanu rycerskiego, to jest do szlachty, przy ktrej by3a tak.e w3adza wykonawcza. Zbrojni 
krewni, przyjaciele i powietnicy ci1gneli z dekretem w reku i w towarzystwie woYnego zdobywali, 
czesto nie bez rozlewu krwi, dobra przys1dzone .a3uj1cemu, ktre woYny legalnie 
tradowa3 lub w posesje oddawa3. Taka egzekucja zbrojna dekretu nazywa3a sie zajazdem. 
W dawnych czasach, pki szanowano prawa, najmo.niejsi panowie nie oemieli sie opieraa 
wyrokom, rzadko zdarza3y sie zbrojne napaoeci, a gwa3t prawie nigdy nie uszed3 bezkarnie. 
Wiadomy z dziejw smutny koniec ksiecia Wasila Sanguszki i Stadnickiego, zwanego Diab
3em. 
Zepsucie publicznych obyczajw Rzeczypospolitej namno.y3o zajazdw, ktre ci1gle miesza
3y spokojnooea Litwy. 

Ks. I w. 5-6: 

Panno OEwieta, co jasnej bronisz Czestochowy 

I w Ostrej oewiecisz Bramie!... 
Wszyscy w Polszcze wiedz1 o obrazie cudownym N.P. na Jasnej Grze w Czestochowie. W 
Litwie s3yn1 cudami obrazy N.P. Ostrobramskiej w Wilnie, Zamkowej w Nowogrdku, tudzie
. yrowickiej i Borunskiej. 

Ks. I w.148-9: 

... ale nie myoel wcale, 

Aby w domu Sedziego s3u.ono niedbale. 
Rz1d rosyjski nigdy w krajach zdobytych nie obala od razu praw i instytucji cywilnych, ale je 
powoli ukazami podkopuje i roztacza. W Ma3orosji na przyk3ad utrzymano a. do ostatnich 
czasw Statut Litewski, ukazami odmieniony. Litwie zostawiono ca3e dawne urz1dzenie s1dw 
cywilnych i kryminalnych. Obierani wiec s1 po dawnemu sedziowie ziemscy i grodzcy 
w powiatach i sedziowie g3wni w guberniach. Ale .e apelacja idzie do Petersburga, do mnogich 
r.nego stopnia instancji, przy s1dach wiec miejscowych ledwie pozosta3 cien dawnej 
powagi tradycyjnej. 


Ks. I w. 150
...nim sie Pan Wojski ubierze.


Wojski (tribunus) bywa3 niegdyoe z urzedu opiekunem .on i dzieci szlachty w czasie pospolitego 
ruszenia. Od dawnego czasu urz1d ten, bez obowi1zkw, sta3 sie tytularnym. 
W Litwie jest zwyczajem, i. osobom powa.nym nadaje sie przez grzecznooea jakikolwiek tytu3 
dawny, ktry u.ywaniem uprawnia sie. Mianuj1, na przyk3ad, s1siedzi przyjaciela swego 
OboYnym, Stolnikiem lub Podczaszym, zrazu w rozmowie tylko i w korespondencji, a nastepnie 
nawet w aktach urzedowych. Rz1d rosyjski zabrania3 podobnych tytu3w i pragn13by 
je oemiesznooeci1 okrya, a wprowadzia na ich miejsce tytu3owanie pod3ug rang swojej hierarchii, 
do ktrej Litwini dot1d wielki wstret maj1. 

Ks. I w.178: 

Podkomorzy ju. zjecha3 z .on1 i crkami. 
Podkomorzy, niegdyoe urzednik znakomity i powa.ny, Princeps Nobilitatis, za rz1du rosyjskiego 
sta3 sie tylko tytularnym. S1dzi3 jeszcze niekiedy sprawy graniczne, ale na koniec i te czeoea 
jurysdykcji utraci3. Teraz zastepuje czasem marsza3ka i mianuje komornikw, czyli mierniczych 
powiatowych. 

Ks. I w. 248: 

Wojski z woYnym Protazym ze oewiecami w sieni... 
WoYny albo jenera3, wybrany uchwa31 trybunalsk1 lub s1dow1 ze szlachty osiad3ej, roznosi3 
pozwy, og3asza3 intromisje, robi3 wizje, przywo3ywa3 aktoraty etc. Pospolicie drobna szlachta 
urz1d ten sprawowa3a. 

Ks. I w. 439: 

Biegali wszyscy za nim jakby za rarogiem... 
Rarg, ptak z gatunku jastrzebia. Wiadomo, .e za jastrzebiami drobne ptastwo, szczeglnie 
jasku3ki, t3umnie upedzaj1 sie. St1d przys3owie: Lataa jak za rarogiem. 

Ks. I w. 525: 

e Bonapart czarowa3... 
Mnstwo kr1.y powieoeci miedzy prostym ludem rosyjskim o czarach Bonapartego i Suwarowa. 


Ks. I w. 576: 

Asesora z Rejentem wzmog3a sie uparta 
Asesorowie sk3adaj1 policj1 ziemsk1 powiatu. Wedle ukazw czasem bywaj1 obierani przez 
obywateli, czasem naznaczeni od rz1du; ci ostatni zowi1 sie koronni. Sedziowie apelacyjni 
zowi1 sie tak.e asesorami, ale tu nie o nich mowa. 


Rejenci aktowi zarz1dzaj1 kancelari1, dekretowi pisz1 wyroki, wszyscy zaoe mianowani z reki 
pisarzw s1dowych. 

Ks. I w. 790: 

Co by rzek3 wojewoda Niesio3owski stary, 
Jzef hrabia Niesio3owski, ostatni wojewoda nowogrodzki by3 prezesem rz1du rewolucyjnego 
w czasie powstania Jasinskiego. 

Ks. I w. 796: 

Bia3opiotrowiczowi samemu odmwi3!... 
Jerzy Bia3opiotrowicz, ostatni Pisarz W. Ks. Litewskiego, czynnie nale.a3 do powstania Litwy 
pod Jasinskim. S1dzi3 wieYniw stanu w Wilnie. M1. dla cnot i patriotyzmu bardzo szanowany 
w Litwie. 

Ks. I w. 850: 

WoYny pas mu odwi1za3, pas s3ucki, pas lity. 
W S3ucku s3awna by3a fabryka z3otog3owu i pasw litych na ca31 Polske; udoskonalona staraniem 
Tyzenhauza. 

Ks. I w. 872: 

By3a to trybunalska wokanda... 
Wokanda - w1ska, pod3ugowata ksi1.eczka, na ktrej spisywano nazwiska stron procesuj1cych 
wedle porz1dku aktoratw. Ka.dy adwokat i woYny musia3 miea takow1 wokande. 

Ks. I w. 923:
Rzuci3 w oczy Francuzw sto krwawych sztandarw...
Jenera3 Kniaziewicz, wys3any przez armie w3osk1, z3o.y3 Dyrektoriatowi zdobyte chor1gwie.


Ks. I w. 924:


Jak Jab3onowski zabieg3, a. kedy pieprz rooenie. 
Ksi1.e Jab3onowski, dowodz1cy Legi1 Naddunajsk1, umar3 w Saint Domingo i ca3a prawie 
Legia tam zgine3a. W emigracji jest kilku weteranw pozosta3ych z owej nieszczesnej wyprawy, 
miedzy innymi jenera3 Ma3achowski. 

Ks. II w. 228: 
I w organ i w rozliczne instrumenty gra3a. 
W dawnych zamkach stawiano na chorach organ. 


Ks. II w. 282:
I czarn1 mu polewke do sto3u podano.


Czarna polewka, podana u sto3u paniczowi staraj1cemu sie o reke panny, oznacza3a rekuze. 

Ks. II w. 501: 

Lub z wicin bierze ziarna w najlepszym gatunku. 
Wiciny s1 to wielkie statki na Niemnie, ktremi Litwini prowadz1 handel z Prusami, sp3awiaj
1c zbo.a i bior1c w zamian za nie towary kolonialne. 

Ks. II w. 822: 

Ksi1.e Dominik, kiedym z nim razem polowa3. 
Ks. Dominik Radziwi33, wielki mi3ooenik polowania, emigrowa3 do Ksiestwa Warszawskiego 
i wystawi3 w3asnym kosztem pu3k jazdy, ktrym dowodzi3. Umar3 we Francji. Na nim zgas3a 
linia meska ksi1.1t na O3yce i Nieoewie.u, najwiekszych panw w Polszcze i zapewne w Europie. 


Ks. II w. 823 -824: 

...z jenera3em Mejenem... 
Mejen odznaczy3 sie w wojnie narodowej za Kooeciuszki. Dot1d pokazuj1 pod Wilnem okopy 
Mejenowskie. 

Ks. III w. 264-265: 
Panienki za wysmuk3ym goni1 borowikiem, 

Ktrego pieoen nazywa grzybw p3kownikiem. 
Znajoma w Litwie pieoen gminna o grzybach wychodz1cych na wojne pod wodz1 borowika. 
W tej pieoeni opisane s1 w3asnooeci grzybw jadalnych. 

Ks. III w. 620: 

Nasz malarz Or3owski. 
Znany malarz rodzajowy; na kilka lat przed oemierci1 malowaa zacz13 pejza.e. Umar3 niedawno 
w Petersburgu. 

Ks. III w. 750-751:
Dwie pjawki...


Pies zowie sie Sprawnikiem, a suka Strapczyn1. 
Rodzaj psw angielskich, ma3ych i silnych, zwanych pijawkami, s3u.y do 3oww na wielkiego 
zwierza, szczeglniej niedYwiedzia. 


Sprawnik, czyli kapitan sprawnik, naczelnik policji ziemskiej. - Strapczy, rodzaj prokurora 
rz1dowego. Urzednicy ci, maj1c czesto sposobnooea nadu.ywania w3adzy, w wielkim s1 obrzydzeniu 
u obywateli. 

Ks. IV w. 9: 

Uko3ysany, marzy3 o wilku .elaznym. 
Pod3ug tradycji, wielki ksi1.e Gedymin mia3 sen na Grze Ponarskiej o wilku .elaznym i za 
rad1 wajdeloty Lizdejki za3o.y3 miasto Wilno. 

Ks. IV w. 20: 

Ostatni krl, co nosi3 ko3pak Witoldowy. 
Zygmunt August by3 podniesiony staro.ytnym obyczajem na stolice Wielkiego Ksiestwa Litewskiego, 
przypasa3 miecz i koronowa3 sie ko3pakiem. Lubi3 bardzo myoeliwstwo. 

Ks. IV w. 27: 

Czy .yje wielki Baublis... 
W powiecie rosienskim, w majetnooeci Paszkiewicza Pisarza ziemskiego, rs3 d1b znany pod 
imieniem Baublisa, niegdyoe w czasach poganskich czczony jak oewietooea. We wnetrzu tego 
wygni3ego olbrzyma Paszkiewicz za3o.y3 gabinet staro.ytnooeci litewskich. 

Ks. IV w. 30:
Czy kwitnie gaj Mendoga pod famym kooecio3em?
Niedaleko fary nowogrodzkiej ros3y staro.ytne lipy, ktrych wiele wycieto oko3o roku 1812.


Ks. IV w. 40-41:
Wszak w d1b gadu3a
Kozackiemu wieszczowi tyle cudw oepiewa!


Ob. poema Goszczynskiego Zamek Kaniowski.


Ks. IV w. 248:Ko3omyjek z Halicza...
Ko3omyjki - piosenki ruskie w rodzaju mazurw polskich.


Ks. IV w. 262-263:
...zna3 sie dobrze na handlu zbo.owym,
Na wicinnym...


Ob. przyp. do ks. II w. 501. 


Ks. IV w. 277 i 279: 
...miejsce... Zwane pokuciem... 

Zaszczytne miejsce, gdzie dawniej stawiano bogw domowych, gdzie dot1d Rosjanie zawieszaj
1 obrazy. Tam wieoeniak litewski sadza gooecia, ktrego chce uczcia. 

Ks. IV w. 536-537:
Orze3, gdy mu dzib stary tak sie w kab31k skrzywi,


e zamkniety na wieki ju. gard3a nie .ywi. 
Dzioby wielkich ptakw drapie.nych z wiekiem coraz bardziej zakrzywiaj1 sie i na koniec 
wierzchnie ostrze, zagi1wszy sie, dzib zamyka, i ptak z g3odu umieraa musi. To mniemanie 
gminne przyjeli niektrzy ornitologowie. 

Ks. IV w. 540-541:
St1d to w miejscach dostepnych, kedy cz3owiek gooeci,
Nie znajduj1 sie nigdy martwych zwierz1t kooeci.


Rzeczywioecie, nie ma przyk3adu, aby znaleziono kiedy szkielet zdech3ego zwierza. 

Ks. IV w. 724: 

A co? fuzyjka moja? Niewielka ptaszyna. 
Ptaszynki s1 to strzelby ma3ego kalibru, w ktre k3adzie sie drobna kula. Dobrzy strzelcy z 
takich fuzji ptaka w lot trafiaj1. 

Ks. IV w. 825: 
Zacze3o z3oto kapaa i b3yskaa na s3oncu. 
W butelkach wdki gdanskiej bywaj1 na dnie listki z3ota. 

Ks. IV w. 981-982: 
... taki ziemi kawa3, 

Ktry by sie wo3ow1 skr1 nakrya dawa3. 
Krlowa Dydo kaza3a porzn1a na pasy skre wo3ow1 i tym sposobem zamkne3a w obrebie 
skry obszerne pole, gdzie wystawi3a Kartagine. Wojski wyczyta3 opis tego zdarzenia nie w 
Eneidzie, ale zapewne w komentarzach scholiastw. 

Nb. Niektre miejsca w pieoeni czwartej s1 pira Stefana Witwickiego. 


Ks. V w. 330:
Wyrwawszy sie Bg wie sk1d, jak Filip z konopi.


Raz na sejmie pose3 Filip ze wsi dziedzicznej Konopie, zabrawszy g3os, tak dalece odst1pi3 
od materii, .e wzbudzi3 oemiech powszechny w Izbie. St1d uros3o przys3owie: Wyrwa3 sie jak 
Filip z konopi. 

Ks.VI w tytule: 

ZAOECIANEK 
Nazywaj1 w Litwie okolic1 lub zaoeciankiem osade szlacheck1, dla r.nicy od w3aoeciwych 
wsi, czyli sio3, osad wiejskich. 

Ks. VI w. 169: 

On Horeszkom dziesi1ta woda na kisielu! 
Kisiel, potrawa litewska, rodzaj galarety, ktra sie robi z rozczynu owsianego; p3cze sie 
wod1, a. pki nie oddziel1 sie wszystkie cz1stki m1czne. St1d przys3owie. 

Ks. VI w. 333: 
...Wo3odkowicz, pan dumny, zuchwa3y. 
Po licznych burdach pochwycony w Minsku i za dekretem trybuna3u rozstrzelany. 

Ks. VI w. 381: 

Obwo3a3 pospolite ruszenie przez wici. 
Kiedy krl mia3 zgromadzia pospolite ruszenie, rozkazywa3 zatykaa w ka.dej parafii dr1g 
wysoki z uwi1zan1 na wierzchu miet31, czyli wici1. I to sie nazywa3o: rozdaa wici. Ka.dy 
cz3owiek doros3y stanu rycerskiego obowi1zany by3 pod utrat1 szlachectwa stawia sie natychmiast 
pod chor1giew wojewdzk1. 

Ks. VI w. 416: 
Bra3a rwnie. przydomki, zwane imioniska. 
Imioniska s1 to w3aoeciwie sobrykety. 

Ks. VI w. 525: 

Bronia pana Pocieja... 
Aleksander hrabia Pociej, wrciwszy po wojnie do Litwy, wspiera3 rodakw udaj1cych sie za 
granice i znaczne sumy przes3a3 do kasy Legionw. 


Ks. VIII w. 77: 
Nieco wy.ej Dawida wz, gotw do jazdy. 
Wz Dawida, konstelacja zwana u astronomw: Ursa maior. 

Ks. VIII w. 97-98: 
Podobnie pleban mirski zawiesi3 w kooeciele 

Wykopane olbrzymw .ebra i piszczele. 
By3o zwyczajem zawieszaa przy kooecio3ach znajdywane zabytki kooeci kopalnych, ktre lud 
uwa.a za kooeci olbrzymw. 

Ks. VIII w.109: 
By3 to kometa pierwszej wielkooeci i mocy. 
Pamietny kometa roku 1811. 

Ks. VIII w. 145: 

Ksi1dz Poczobut, cz3ek s3awny, by3 obserwatorem. 
Ksi1dz Poczobut, eks-jezuita, s3awny astronom, wyda3 dzie3o o zodiaku w Denderah i obserwacjami 
swemi pomg3 Lalandowi do obrachowania biegw ksie.yca. Ob. ywot przez Jana 
OEniadeckiego. 

Ks. VIII w. 233: 

W oewicie Ksiecia by3 ksi1.e niemiecki Denassw. 
W3aoeciwie ksi1.e de Nassau-Siegen. S3awny podwczas wojownik i awanturnik. By3 admira
3em moskiewskim i pobi3 Turkw na Lemanie, potem sam na g3owe pobity od Szwedw. 
Bawi3 czas jakioe w Polszcze, gdzie otrzyma3 indygenat. Pojedynek ksiecia de Nassau z tygrysem 
brzmia3 wwczas po wszystkich gazetach europejskich. 

Ks. IX w.165: 

A czy Sedzia - rzeki Major - .3t1 ksiege czyta3? 
3ta Ksiega, od ok3adek tak nazwana, ksiega barbarzynska praw wojennych rosyjskich. 
Nieraz w czasie pokoju rz1d og3asza prowincje ca3e za bed1ce w stanie wojny i na mocy .3tej 
ksiegi oddaje dowdcy wojskowemu zupe3n1 w3adze nad maj1tkami i .yciem obywateli. 
Wiadomo, .e od roku 1821 a. do rewolucji Litwa ca3a podlega3a .3tej ksiedze, ktrej egzekutorem 
by3 wielki ksi1.e carewicz. 


Ks. IX w. 456-457: 

Ci1gnie za sob1 d3ugie, s1.niowate drzewo, 

Uzbrojone w krzemienie i w guzy, i seki. 
Maczuga litewska robi sie tym sposobem: wypatruje sie m3ody d1b i nacina sie od do3u do 
gry siekier1 tak, a.eby kore i miazge rozerzn1wszy, drzewo z lekka porania. W te karby 
wtykaj1 sie ostre krzemienie, ktre z czasem wrastaj1 w drzewo i tworz1 guzy twarde. Maczugi 
stanowi3y za czasw poganskich g3wn1 bron piechoty litewskiej; dot1d u.ywaj1 sie 
niekiedy i zowi1 sie nasiekami. 

Ks. IX w. 468-469: 

I jak jeden mieszczanin, zwany Czarnobacki, 

Zabi3 Dejowa i znios3 ca3y pu3k kozacki. 
Po powstaniu Jasinskiego, kiedy wojska litewskie ustepowa3y ku Warszawie, Moskale zbli
.yli sie do opuszczonego Wilna. Jenera3 Dejw na czele sztabu wje.d.a3 przez Ostr1 Brame. 
Ulice by3y puste, mieszkancy zamkneli sie w domach. Jeden mieszczanin, spostrzeg3szy armate 
porzucon1 w zau3ku, kartaczami nabit1, wymierzy3 j1 w Brame i zapali3. Ten jeden wystrza
3 ocali3 wwczas Wilno: jenera3 Dejw z kilku oficerami zgin13, reszta, lekaj1c sie zasadzki 
odst1pi3a od miasta. Nie wiem z pewnooeci1 nazwiska onego mieszczanina. 

Ks. IX w. 762: 

Taki mia3 koniec zajazd ostatni na Litwie. 
Bywa3y i pYniej jeszcze zajazdy, lubo nie tak s3awne, dosya jednak g3ooene i krwawe. Oko3o 
roku 1817 obywatel U... w wojewdztwie nowogrdzkim pobi3 na zajeYdzie ca3y garnizon 
nowogrodzki i dowdcw zabra3 w niewole. 

Ks. X w. 111: 
Ten za bitwe pod Nowi, ten za Prejsi.-I3w. 
Zapewne Preussisch-Eylau. 

Ks. X w. 810: 
Targowiczanie potem chcieli mnie zaszczycia. 
Zdaje sie, .e Stolnik zabity zosta3 oko3o roku 1791, za czasw pierwszej wojny. 

Ks. XI w treoeci: 

Wr.by wiosenne. 
Jeden historyk rosyjski w podobny sposb opisuje wr.by i przeczucia ludu moskiewskiego 
przed wojn1 1812. 


Ks. XI w. 12: 
Nie bieg3o na run... 
Run jest to zieleniej1ca sie ozimina. 

Ks. XI w. 43: 

Wszyscy na p3noc! Rzek3byoe, .e wonczas z wyraju. 
Wyraj w mowie gminnej znaczy w3aoeciwie czas jesienny, kiedy ptaki wedrowne odlatuj1; leciea 
na wyraj - jest to leciea w kraje ciep3e. St1d przenooenie nazywa lud wyrajem kraje ciep3e 
i w oglnooeci jakieoe kraje bajeczne, szczeoeliwe, za morzami le.1ce. 

Ks. XI w. 117: 

Ksiega ta mia3a tytu3: Kucharz doskona3y. 
Ksi1.ka teraz bardzo rzadka, przed stu kilkudziesi1t laty wydana przez Stanis3awa Czernieckiego. 


Ks. XI w. 121: 

Ktrym sie Ojciec OEwiety Urban smy dziwi3. 
Opisywano wielekroa i malowano ow1 legacj1 rzymsk1. Obacz: Kucharz doskona3y, przemowa: 
Ta legacya, wszystkiemu zachodniemu panstwu wielkiem bed1c podziwieniem, og3osi3a w 
rozum nieprzebranego Pana jako i splendor domu, i apparament sto3u... .e jeden z ksi1.1t 
rzymskich rzek3 : Dzioe Rzym szczeoeliwy, maj1c takiego pos3a. 
Nb. Czerniecki sam by3 kuchmistrzem Ossolinskiego. 

Ks. XI w. 218: 

Zgodnie konfederackim marsza3kiem obrany. 
W Litwie za wkroczeniem wojsk francuskich i polskich zawi1zano po wojewdztwach konfederacje 
i obrano pos3w na sejm. 

Ks. XI w. 246: 

On to pod Hohenlinden... 
Wiadomo, .e pod Hohenlinden korpus polski pod dowdztwem jenera3a Kniaziewicza zdecydowa
3 wygrane. 

Ks. XII w. 28:
Jest podanie, .e ksi1.e Radziwi33-Sierota.
Radziwi33-Sierota odby3 dalekie podr.e i wyda3 opis peregrynacji swojej do Ziemi OEwietej.



Ks. XII w. 159:
Ale tymczasem wielki serwis barwe zmieni3.


W szesnastym i na pocz1tku siedmnastego wieku w epoce kwitnienia sztuk, uczty nawet by3y 
przez artystw urz1dzane, pe3ne symbolw i scen teatralnych. Na s3awnej uczcie danej w 
Rzymie dla Leona X znajdowa3 sie serwis przedstawiaj1cy z kolei cztery pory roku, ktry 
s3u.y3 zapewne za wzr Radziwi33owskiemu. - Zwyczaje sto3owe zmieni3y sie w Europie 
oko3o po3owy wieku ooemnastego; w Polszcze najd3u.ej przetrwa3y. 

Ks. XII w. 189: 
Czy to Pinety Panu da3 w s3u.be swe bisy? 
Pinety, s3awny na ca31 Polske kuglarz. Kiedy u nas gooeci3, nie wiemy. 

Ks. XII w. 356-357:
Czy ja Cybulski? - rzecze na to Klucznik z .alem -
Co .one przegra3, graj1c w mariasza z Moskalem...
Znajoma na Litwie pieoen .a3ooena o pani Cybulskiej, ktr1 m1. w karty przegra3 Moskalom.


Ks. XII w. 405:


Warunkiem intercyzy wyrzec sie kontusza. 
Moda przebierania sie w suknie francuskie grasowa3a na prowincjach od roku 1800 do 1812. 
Najwiecej m3odzie.y przebra3o sie przed o.enieniem na .1danie narzeczonych. 

Ks. XII w. 480: 

I o k3tni Rejtana z ksi1.eciem Denassw. 
Historia sporu Rejtana z ksi1.eciem De Nassau, przez Wojskiego nie doprowadzona do konca, 
wiadoma jest z tradycji. Umieszczamy koniec jej kwoli ciekawemu czytelnikowi. 
Rejtan, obruszony przechwa3kami ksi1.ecia De Nassau, stan13 obok niego na przesmyku; 
w3aoenie ogromny odyniec, rozjuszony strza3ami i szczwalni1, lecia3 na przesmyk. Rejtan wyrywa 
ksi1.eciu z r1k strzelbe, swoj1 ciska o ziemie, a uj1wszy oszczep i podaj1c drugi Niemcowi: 
Teraz - rzek3 - obaczym, kto lepiej robi spis1. Ju. odyniec wpada3, kiedy Wojski Hreczecha, 
opodal stoj1cy, trafnym strza3em zwierza powali3. Panowie zrazu gniewali sie, potem 
pogodzili sie i hojnie wynagrodzili Hreczeche. 

Ks. XII w. 555: 

Kiedy pan Karp nieboszczyk w3ooecian wyswobodzi3. 
Rz1d rosyjski nie uznaje ludzi wolnych - prcz szlachty. W3ooecianie przez w3aoeciciela uwolnieni 
s1 zaraz zapisywani w skazki dbr sto3owych cesarskich i zamiast panszczyzny musz1 
op3acaa podatek zwiekszony. 


Wiadomo, .e w roku 1818 obywatele gubernii wilenskiej uchwalili na sejmiku projekt uwolnienia 
wszystkich w3ooecian i wyznaczyli w tym celu delegacj1 do cesarza; ale rz1d rozkaza3 
projekt umorzya i nigdy wiecej o nim nie wspominaa. Nie ma innego sposobu uwolnia cz3owieka 
pod rz1dem rosyjskim, tylko przybraa go do familii. Jako. wielu tym sposobem 
uszlachcono z 3aski lub za pieni1dze. 


[EPILOG] 

O tem .e dumaa na paryskim bruku,
Przynosz1c z miasta uszy pe3ne stuku,
Przeklestw i k3amstwa, niewczesnych zamiarw,
Za poznych .alw, potepienczych swarw!


Biada nam, zbiegi, .eoemy w czas morowy
Lekliwe nieoeli za granice g3owy!
Bo gdzie st1pili, sz3a przed nimi trwoga,
W ka.dym s1siedzi znajdowali wroga,
A. nas objeto w ciasny kr1g 3ancucha
I ka.1 oddaa co najpredzej ducha.


A gdy na .ale ten oewiat nie ma ucha,
Gdy ich co chwila nowina przera.a
Bij1ca z Polski jako dzwon smetarza,
Gdy im predkiego zgonu .ycz1 stra.e,
Wrogi ich wabi1 z dala jak grabarze,
Gdy w niebie nawet nadziei nie widz1 -
Nie dziw, .e ludzi, oewiat, sobie ohydz1,
e utraciwszy rozum w mekach d3ugich,
Plwaj1 na siebie i .r1 jedni drugich!


Chcia3em pomin1a, ptak ma3ego lotu,
Pomin1a strefy ulewy i grzmotu
I szukaa tylko cienia i pogody,
Wieki dziecinstwa, domowe zagrody...



Jedyne szczeoecie, kto w szarej godzinie
Z kilku przyjaci3 usiad3 przy kominie,
Drzwi od Europy zamyka3 ha3asw,
Wyrwa3 sie z myoel1 ku szczeoeliwym czasom
I duma3, myoeli3 o swojej krainie...


Ale o krwi tej, co sie oewie.o la3a,
O 3zach, ktremi p3ynie Polska ca3a,
O s3awie, ktra jeszcze nie przebrzmia3a -
O nich pomyoelia - nie mielioemy duszy!...
Bo nard bywa na takiej katuszy,
e kiedy zwrci wzrok ku jego mece,
Nawet Odwaga za3amuje rece.


Te pokolenia .a3obami czarne,
Powietrze tyl1 kl1twami cie.arne,
Tam myoel nie oemia3a zwrcia lotw,
W sfere okropn1 nawet ptakom grzmotw.


O Matko Polsko! Ty tak oewie.o w grobie
Z3o.ona - nie ma si3 mwia o tobie!


Ach! czyje. usta oemi1 pochlebiaa sobie,
e dzisiaj znajd1 to serdeczne s3owo,
Ktre rozczula rozpacz marmorow1,
Ktre z serc wieko podejmie kamienne,
Rozwi1.e oczy tyl1 3ez brzemienne
I sprawia, .e 3za przystyg3a wyp3ynie?
Nim sie te usta znajd1, wiek przeminie.



Kiedyoe - gdy zemsty lwie przehucz1 ryki,
Przebrzmi g3os tr1by, prze3ami1 sie szyki,
Gdy wrg ostatni wyda krzyk boleoeci,
Umilknie, oewiatu swobode obwieoeci,
Gdy or3y nasze lotem b3yskawicy
Spadn1 u dawnej Chrobrego granicy,
Gdy cia3 podjedz1 i krwi1 ca3e sp3yn1,
I skrzyd3a wreszcie na spoczynek zwin1 -
Wtenczas, debowem lioeciem uwienczeni,
Rzuciwszy miecze, si1d1 rozbrojeni
Rycerze nasi! Zechc1 s3uchaa pieni!
Gdy oewiat obecnej doli pozazdrooeci,
Bed1 czas mieli s3uchaa o przesz3ooeci!
Wtenczas zap3acz1 nad ojcw losami
I wtenczas 3za ta ich lica nie splami.


Dzioe dla nas, w oewiecie nieproszonych gooeci,
W ca3ej przesz3ooeci i w ca3ej przysz3ooeci
Jedna ju. tylko jest kraina taka,
W ktrej jest troche szczeoecia dla Polaka:
Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie
OEwiety i czysty jak pierwsze kochanie,
Nie zaburzony b3edw przypomnieniem,
Nie podkopany nadziei z3udzeniem
Ani zmieniony wypadkw strumieniem.
Gdziem rzadko p3aka3, a nigdy nie zgrzyta3,
Te kraje rad bym myoelami powita3:
Kraje dziecinstwa, gdzie cz3owiek po oewiecie
Bieg3 jak po 31ce, a zna3 tylko kwiecie



Mi3e i piekne, jadowite rzuci3,
Ku po.ytecznym oka nie odwrci3.


Ten kraj szczeoeliwy, ubogi i ciasny,
Jak oewiat jest bo.y, tak on by3 nasz w3asny!
Jak.e tam wszystko do nas nale.a3o!
Jak pomnim wszystko, co nas otacza3o:
Od lipy, ktra koron1 wspania31
Ca3ej wsi dzieciom u.ycza3a cienia,
A. do ka.dego strumienia, kamienia,
Jak ka.dy k1tek ziemi by3 znajomy
A. po granice, po s1siadw domy!


I tylko krajw tych obywatele
Jedni zostali wierni przyjaciele,
Jedni dotychczas sprzymierzency pewni!
Bo kt. tam mieszka3? - Matka, bracia, krewni,
S1siedzi dobrzy. Kogo z nich uby3o,
Jak.e tam o nim czesto sie mwi3o,
Ile pami1tek, jaka .a3ooea d3uga
Tam, gdzie do pana przywi1zanszy s3uga
Ni. w innych krajach ma3.onka do me.a;
Gdzie .o3nierz d3u.ej .a3uje ore.a
Ni. tu syn ojca; po psie p3acz1 szczerze
I d3u.ej ni. tu lud po bohaterze.


I przyjaciele wtenczas pomogli rozmowie,
I do piosnki rzucali mnie s3owo za s3owem -
Jak bajeczne .urawie nad dzikim ostrowem,



Nad zakletym pa3acem przelatuj1c wiosn1
I s3ysz1c zakletego ch3opca skarge g3ooen1,
Ka.dy ptak ch3opcu jedno piro zruci3,
On zrobi3 skrzyd3a i do swoich wrci3...


O, gdybym kiedy do.y3 tej pociechy,
eby te ksiegi zb31dzi3y pod strzechy,
eby wieoeniaczki, krec1c ko3owrotki,
Gdy odoepiewaj1 ulubione zwrotki
O tej dziewczynie, co tak graa lubi3a,
e przy skrzypeczkach g1ski pogubi3a,
O tej sierocie, co piekna jak zorze
Zaganiaa g1ski sz3a w wieczornej porze,
Gdyby te. wzie3y na koniec do reki
Te ksiegi, proste jako ich piosenki!


Tak za dni moich, przy wiejskiej zabawie,
Czytano nieraz pod lip1 na trawie
Pieoen o Justynie, powieoea o Wies3awie.
A przy stoliku drzemi1cy pan w3odarz
Albo ekonom, lub nawet gospodarz,
Nie broni3 czytaa i sam s3uchaa raczy3,
I m3odszym rzeczy trudniejsze t3umaczy3,
Chwali3 pieknooeci, a b3edom wybaczy3.


I zazdrooeci3a m3odzie. wieszczw s3awie,
Ktra tam dot1d brzmi w lasach i w polu,
I ktrym dro.szy ni. laur Kapitolu
Wianek rekami wieoeniaczki osnuty
Z modrych b3awatkw i zielonej ruty.



