Kwantowe sympozjum

Śniło mi się dziś, że, z okazji wizyty Jana Pawła II w Trójmieście, trójmiejscy fizycy teoretyczni zajmujący się kwantową informacją zorganizowali jednodniowe sympozjum, na którym był on honorowym gościem. Przyczyną było to, że Jan Paweł II niegdyś studiował przez pewien czas fizykę, zanim zajął się teologią, i miał znajomych z dawnych lat wśród obecnych profesorów. Sympozjum odbywało się w jednej z gdańskich katedr, a wystąpienia były prowadzone z tej samej mównicy, z której zazwyczaj czyta się fragmenty Biblii oraz prowadzi homilie. Teoretycznie wystąpienia na tym sympozjum miały prezentować szerokie spektrum badań z zakresu kwantowej informacji, prowadzonych obecnie w Trójmieście, natomiast w praktyce program był ustalany według reguł uznaniowych, tzn. po znajomości, według lokalnego społeczno-akademickiego statusu. Chciałem dać tam krótkie wystąpienie, nawiązujące do faktu, że w 1979 roku została opublikowana praca nieznanego jeszcze szerzej Karola Wojtyły, poświęcona maksymalizacji entropii Gibbsa–Shannona w sytuacjach, w których więzy mogą wykazywać pewne patologiczne własności, prowadząc do wartości nieskończonych. Miałem jednak poczucie, że nie mam wystarczającego przebicia, i jestem za słabo ustawiony w środowisku, żeby otrzymać choćby 15 minut na wystąpienie. W pewnym momencie usłyszałem, jak jeden młody profesor przechwala się tym, że ma w Trójmieście dziesiątki doktorantów, opłacanych za pieniądze z kilku różnych ośrodków z kilku różnych miejsc na świecie. Ze śladów w wypowiedziach innych uczestników zrozumiałem, że istnieje cała struktura nieformalnych układów, według których jest określane, kto i ile dostaje zasobów, – nie tylko czasu na tym sympozjum, ale także ogólniej – możliwości rozwoju kariery naukowej. Pomyślałem, że to smutne, że nie mam szans przebić się w tych warunkach, i dać to wystąpienie, gdyż wyniki, które uzyskałem są ciekawe, w zasadzie nowatorskie, i z pewnością byłyby interesujące dla Karola Wojtyły.


(16.II.26, Ludwinów)